Nie jest łatwo wprowadzić szkołę zarówno w obszar refleksji wychowawczej, jak i profilaktycznej. Z jednej strony chodzi o złożoność materii profilaktycznej, a z drugiej dość dużą odległość, jaka dzieli wiele szkół od atmosfery, w której działania profilaktyczne będą prawidłowe i naturalne.
    W tego typu sprawach jestem jednak tzw. niepoprawnym optymistą. Sądzę, że zarówno program wychowawczy szkoły, jak i jej program profilaktyczny mogą być z pożytkiem i ze znawstwem zaprojektowane i przeniesione z niebytu do rzeczywistości szkolnej. Podstawą takich poglądów jest spotkanie stosunkowo dużej liczby osób, które potrafią dobrze uczyć, znakomicie wychowywać i skutecznie chronić profilaktycznie swoich uczniów. Wielu takich ludzi widziałem w działaniu podczas działalności profilaktycznej w szkołach w całym kraju. O wielu innych słyszałem, jak choćby o wspaniałej nauczycielce, która na pierwszym spotkaniu z "napalonymi na sukces" rodzicami warszawskich licealistów powiedziała:
     - Drodzy Państwo! Cieszę się, że będę miała zaszczyt i przyjemność uczyć Państwa dzieci. Będę ich wychowawczynią i jednocześnie będę ich uczyć matematyki. Bardzo lubię i jedno i drugie. Zapewne spodziewacie się Państwo, że będę skłaniać do pomagania dzieciom, do motywowania i że sama jestem piłą. Owszem, chciałabym, aby wyszli ze szkoły z doskonałą wiedzą, ale... Ale jest coś jeszcze ważniejszego. Chcę być ich wychowawcą i przyjacielem. I Państwa bardzo proszę: kochajcie swoje dzieci, mówcie im dobre rzeczy, bądźcie z nimi. Ani dwójka, ani jedynka nie są tak ważne, jak Państwa życzliwość i miłość do dzieci. W mojej nauczycielskiej praktyce spotkałam tak wiele smutnych dzieci, które myślą, że nie są kochane. Okazujcie im Państwo, że są najważniejszymi dla Was ludźmi. Wtedy WSZYSTKO będzie dobrze. Nie przejmujmy się stopniami, to rzecz wtórna.
    Mimo takiej "antykształceniowej" perory wspomniana nauczycielka uczyła znakomicie, była wymagająca, a uczniowie bez szemrania znosili jej spore wymagania. Nigdy jednak nie powiedzieli, że ich nie ceni, że ich lekceważy czy też, że jest na przykład agresywna. Uczyli się matematyki ze względu na nawiązaną przyjaźń. Przecież JEJ nie można byłoby zrobić przykrości.
    Takich wspaniałych nauczycieli jest wielu. Sądzę nawet, że jest ich WIĘKSZOŚĆ. Jest to o tyle ważne, że uczy, wychowuje i chroni OSOBA, a nie program. Gdyby zabrakło takich osób, to dopiero byłaby wielka bieda. Zatem nie w tym rzecz.

A w czym rzecz?

    W tym, czy instytucja pod nazwą szkoła pozwala im pełnić swą chwalebną rolę. Właściwym jest pytanie o kształt szkoły jako pewnego wytworu społecznego, jako "rzeczy", którą pracowicie kleimy wszyscy. Wytwór ten jest osadzony w kulturze jako zbiorowisku szczególnego rodzaju wytworów. Kultura ta może być dojrzałą kulturą pedagogiczną i sprzyjać poprzez szkołę nauczaniu, wychowaniu i ochronie profilaktycznej, albo nie. Wytworzenie jakiejś instytucji jeszcze nie gwarantuje, że spełni ona pokładane w niej nadzieje. Wytworzenie szkoły nie jest gwarancją sukcesu w nauczaniu, wychowaniu i chronieniu. Wobec każdego ludzkiego wytworu mamy prawo zapytać o jego stosunek do działalności osób. Czy ten wytwór im pomaga, czy przeszkadza?
    Podkreślam ten moment, gdyż często przyzwyczajeni do wagi instytucji, zwłaszcza ważnych, a taką jest KAŻDA szkoła, zapominamy o tym, że instytucja jest zwykłym kulturowym wytworem, a nie jakimś superbytem, który istniał odwiecznie i ma swoje niewzruszone wymagania, prawa i władzę. Dla mnie szkoła jest pewnym przejawem aktualnej kultury pedagogicznej danego społeczeństwa. Zresztą, w pewnym sensie nie jest konieczna, a widać to wyraźnie na przykładach. Oto w paru krajach zbuntowani rodzice "wzięli sprawy w swoje ręce" i uczą dzieci sami, indywidualnie, i to uczą na bardzo wysokim poziomie, np. w USA czy w Norwegii. Okazuje się, że poziom wykształcenia formalnego rodziców w tym ostatnim kraju zrównał się z wykształceniem nauczycieli. A cóż dopiero mówić o koncepcji modnej w UE czyli "life-long learning" (uczenie się przez całe życie)? W koncepcji tej wyróżnia się trzy różne rodzaje kształcenia: zwykłe kształcenie szkolne, kształcenie uzupełniające zwykle uzyskiwane w pracy (często lepsze jakościowo, niż szkolna rutyna) i wreszcie kształcenie przez obracanie się w świecie, w rodzinie, w grupie rówieśniczej. Waga tych rodzajów jest odwrotna, niż tu podana kolejność. Najważniejszy jest szlif bezpośredniego otoczenia, następnie to, co "łapiemy" w trakcie pracy, a dopiero na końcu formalne wykształcenie. Pracodawcy oczywiście lubią dyplomy, ale zaczynają przyglądać się im pod światło i pytają: "Co naprawdę umiesz robić?" albo zakładają, że nie umie prawie nic i szkolą we własnych instytucjach edukacyjnych, które finansują i kontrolują.
    Szkoła w takim modelu znacznie zmienia swój charakter i powinna przygotowywać do permanentnego zdobywania wiedzy, umiejętności, do własnej nauki. Nie tyle wyposaża w gotowe schematy, ile w umiejętności ich budowania i krytycznego przebudowywania. Inflacja wiedzy jest okrutna i stała, wciąż przyspiesza.
    Szkoła została daleko w tyle za efektem "uczenia permanentnego" w warunkach ciągle przyspieszającego ekspresu cywilizacji. Po prostu nie sposób wtłoczyć jeszcze więcej wiedzy w podstawę programową z racji ograniczonego czasu dzieciństwa i młodości. Szkoła musi liczyć się z samoograniczaniem. Jest trochę jak odczepiony wagon, który jeszcze się toczy siłą bezwładności. Nie dogoni już nigdy pociągu. Czy jednak musi go dogonić?

Szkoła na "nowych torach"

     Wszelkie instytucje są wytworami zanurzonymi w kulturze, zatem najpierw trzeba pytać o kulturę, której szkoła jest wytworem. I sprawdzać, na ile dany wytwór odzwierciedla naturę osób, którym ma służyć.
     Wiele wymaga się od profesjonalnej profilaktyki, i są to wymogi niezbywalne. Aktualny stan polskiej szkoły sprzyja profilaktyce. Czy zatem konieczna jest kolejna reforma, po której szkoła stanie się gotowa do profilaktyki?
     Potrzeby profilaktyczne są realne, nie można z wieloma czekać. Poza tym szkoła powinna wspierać mądrych wychowawców i nauczycieli, czyli kształcić i wychowywać należycie. Co zatem robić?
     Recepta tkwi w przyjrzeniu się zarówno profilaktyce jak i wychowaniu. Być może wtedy łatwiej będzie kształtować "szkołę jako wytwór kultury" zgodnie z celami kształcenia, wychowania i ochrony?
    Po pierwsze, profilaktyka rzadko bywa realizowana zgodnie z wymogami sugerowanymi przez badaczy analizujących jej skuteczność. Z pewnych powodów dzieje się tak nawet wtedy, gdy zadania profilaktyczne realizują profesjonaliści. Zatem problemem jest korzystanie ze sprawdzonych modeli, które potrafią być bardzo wymagające.
    Po drugie, dobry szkolny program profilaktyki może być tak zaprojektowany, że nie będzie się opierał na żadnym specjalnym programie psychoedukacyjnym, a jedynie na wysiłku wzmacniania czynników chroniących i osłabiania czynników ryzyka. To zaś uzyskuje się odpowiednio formując sam proces wychowania.
    Czy to ostatnie znaczy, że profilaktyka jest zbędna? Nie, gdyż jej zakres nie pokrywa się dokładnie z zakresem wychowania. Są działania profilaktyczne, które mają duży wpływ chroniący, a nie są wychowaniem. Mogą to być decyzje administracyjne, jakaś polityka, ceny. A jednak w warunkach szkoły w sposobie kształcenia i wychowania tkwi maksymalny potencjał profilaktyczny. Nawet jeśli wychowanie nie wyczerpuje zadań profilaktyki, nieco bardziej specyficznych, to jednak dobra profilaktyka na nim się opiera. Na nim czyli na czym? Na wychowaniu. Wszystko jedno, na jakim? Otóż nie.

Wychowanie wychowaniu nierówne...

     Tak jak nie zawsze korzysta się z wiedzy o skuteczności profilaktyki, aby czynić ją skuteczną, tak nie zawsze korzysta się z wiedzy o wychowaniu, aby uczynić je skutecznym i przydatnym profilaktycznie. Nasza kultura pedagogiczna SUGERUJE I WARUNKUJE częste korzystanie z nieskutecznego wychowania. Jest w związku z tym znacznie pozbawiona koniecznej mądrości. I nie ma to nic wspólnego z chęciami pedagogów i ich staraniami. Choć chcą, to nie mogą, bo wytwór nie pozwala. Wytwór czyli ta część kultury pedagogicznej, która wprowadza samych pedagogów na mylne ścieżki.
    Profilaktyka może wskazać ten rodzaj wychowania, który jest również skuteczny profilaktycznie. Ten osobliwy punkt styczności profilaktyki i wychowania zawiera się w charakterze czynników chroniących. Wszystkie one są tak ukształtowane, że ukazują niezbędność osób i relacji osobowych dla skutecznej ochrony dziecka. Relacji, które wiążą nas z osobami poprzez pomost prawdy, dobra i realności. Zatem tylko takie wychowanie, które ma charakter realistyczny i osobowy, które prowadzi do budowania pomostów między osobami - tylko takie wychowanie jest coś warte. Jest to wychowanie do miłości poprzez miłość, do prawdy poprzez prawdę, do dobra poprzez dobro.
     Wiedza nie ma takiej funkcji. W ograniczonym stopniu mają takie funkcje rozmaite umiejętności techniczne, trening, ćwiczenie emocji. Bo relacje nie są emocjami (emocje mogą je wzmacniać lub osłabiać). A przecież na tych sprawach DRUGORZĘDNYCH skupia się często aktywność szkoły!
    Zasadą "wychowania skutecznego" jest realizm rozumiany jako skierowanie się do realnie istniejących osób. TEGO człowiek uczy się jedynie będąc w relacjach z osobami - mądrymi, czyli prawdziwymi i dobrymi. Wiedza jest tylko PRETEKSTEM do ludzkich spotkań! Jest "materią", surowcem szkoły jako wspólnoty.
    Zatem skuteczna wychowawczo, profilaktycznie i kształceniowo jest taka szkoła, która zapewnia dostęp do podstawowego warunku wspomnianych procesów: do kontaktu z osobami mądrymi, które samą swoją Obecnością przez duże O kształcą, wychowują i chronią. Aby taki proces był możliwy, musi nastąpić kluczowy moment: nauczyciela i ucznia musi powiązać przyjaźń. Wszystkie osoby w szkole musi (w sensie: powinna) wiązać przyjaźń: uczniów, nauczycieli, rodziców, personel pomocniczy - wszystkich. Sprawdzianem wydolności instytucji jest odpowiedź na pytanie:

  • w jakim stopniu szkoła sprzyja związaniu się osób przyjaźnią, zwłaszcza skierowaną ku wspólnemu poszukiwaniu prawdy (a nie jedynie wiedzy!),
  • w jakim stopniu sprzyja dojrzewaniu nauczycieli jako mądrych wychowawców (czyli osób stawiających osoby przed wytworami, np. uczniów przed programem).

     Wbrew pozorom da się to stwierdzić, jak mawiają filozofowie "zidentyfikować". Co więcej, taka pedagogika ma dość dobrą teorię, choćby opisaną w książce "Osoba zadaniem pedagogiki" M. Gogacza. Jednak zakres stosowania tej pedagogiki (skutecznej i wartościowej profilaktycznie) wyznaczają z jednej strony decyzje osób, które formują szkołę, a z drugiej zawartość kultury, która wspiera lub nie wspiera w tworzeniu wspólnoty przyjaźni w szkole.
     Czyje to są decyzje? Wszystkich, którzy formują szkołę czyli odpowiadają za nią w sensie wytworu kultury. Jest tu miejsce dla każdego: dla ministra edukacji, dla rodziców, dla profesorów kształcących nauczycieli, dla ministra finansów, dla ludzi mediów. Także dla nauczycieli i uczniów. Również dla dyrektora szkoły. Tworzyć wspólnotę można i trzeba zawsze, tyle że czasami jest bardzo trudno, a nawet beznadziejnie trudno.
     Nauczyć budowania przyjaźni! To dobre zadanie... Kultura współczesna odzwyczaja nas od kursu na osoby, sugeruje kurs na wytwory. To zresztą podstawowa wada tej kultury, która ją kiedyś zniszczy. Jednak zawsze możemy się tego ponownie nauczyć. Otóż twierdzę, że współczesna polska szkoła musi opierać się na odnalezieniu znaczenia przyjaźni między wszystkimi obecnymi w niej osobami, jeśli chce się wywiązać ze swej roli kształcenia, wychowania i profilaktyki. Najkorzystniejszą relacją między nauczycielem a uczniem jest przyjaźń. Ale to oznacza, że:

  • ucznia trzeba traktować zawsze podmiotowo, osobowo i dopuścić go do pełnego udziału w kształceniu, wychowaniu i ochronie (prawa ucznia przeważnie nieprzestrzegane),
  • ucznia trzeba zacząć spostrzegać jako szansę nauczyciela. Bez pytań ucznia nie ma dzielenia się wiedzą i wartościami,
  • nauczyciel jest najpierw zobowiązany do własnego rozwoju osobowego, wszechstronnie rozumianego, a nie wyłącznie do pewnych technicznych umiejętności (skądinąd również przydatnych),
  • trzeba zbudować autentyczną koalicję nauczycieli i rodziców, wręcz niezbędną cywilizacyjnie.

     Jeszcze raz podkreślmy: jedyną formułą szkoły, która sprzyja kształceniu, wychowaniu i profilaktyce jest formuła wspólnoty czyli respektowania nadrzędności osób na rzeczami, osób i ich relacji.
     Co to oznacza z punktu widzenia "szkolnego programu profilaktyki"? To, że w żadnym razie nie może wyczerpywać się w dowolnym zestawie programów i ćwiczeń. Ma się opierać na DECYZJACH nauczycieli, rodziców i uczniów, które ujawnią osobowy charakter wspólnoty szkolnej. Oznacza to wielką wartość profilaktyczną posunięć zgoła niepopularnych, na przykład decyzji grona pedagogicznego ukazujących troskę o uczniów - za przykład niech posłuży szkoła, w której nauczyciele ZDECYDOWALI SIĘ rzucić palenie, aby nie być złym przykładem dla uczniów. Są takie szkoły, kilka razy spotkałem się z tego typu decyzjami (choć raczej w szkołach niepublicznych). Dopiero, gdy ujrzę takie owoce zamiarów profilaktycznych przyznam, że coś autentycznie profilaktycznego tam się dokonuje. W przeciwnym razie nasze wysiłki profilaktyczne zakończą się klapą. Będą przypominały swoisty kult "cargo": "program załatwi, program zapewni". Program, jako wytwór, NIC nie załatwi, nic nie zapewni. Tylko żywe osoby chronią, uczą, wspomagają. Nie mylmy narzędzia z samodzielnym działającym.
     Takie warunki skuteczności nie każdego ucieszą. Nasza obecna dominująca kultura nie uczy orientacji na osoby, co więcej: utrudnia zorientowanie się, kim jest osoba. Dlatego wszelkie propozycje realistyczne muszą zaskakiwać. A moja propozycja jest realistyczna. Głosi ona: wszędzie tam, gdzie JUŻ ustanowiono rzeczywiste relacje osobowe między mądrym nauczycielem a uczniami i ich rodzicami, wszędzie tam JUŻ teraz dokonuje się profilaktyka (oraz wychowanie i kształcenie).
    Być może refleksja nad skutecznością profilaktyki będzie okazją do ujawnienia tej prawdy? W profilaktyce bowiem, dzięki procedurom ewaluacji da się pokazać empirycznie, jakie są wymagania skuteczności. Da się pokazać empirycznie ważny wymiar osoby, jej praw i wymagań. Jest to zatem bardzo cenna sytuacja, nie tylko dla profilaktyki, ale dla wielu innych wymiarów szkolnego życia. Możemy bowiem traktować szkołę jako miejsce, gdzie dochodzą do głosu zapomniane w kulturze wymagania osoby. Wszystko jest możliwe na mocy tego prostego faktu, że oto stają naprzeciw siebie nauczyciel i uczeń - dwie wspaniałe osoby. I na mocy swoich decyzji mogą zdystansować niemiłosierną i głupią kulturę. To moja wielka nadzieja. Również profilaktyczna.

Krzysztof Wojcieszek

dr Krzysztof Wojcieszek - autor licznych publikacji i programów profilaktycznych
(Noe, Debata, Korekta, Przygotowanie do profilaktyki domowej, Sonda 21 i innych).