|
W trosce o bezpieczeństwo dzieci
na drogach i ulicach
Szkoła nasza
mieści się przy trasie biegnącej z Opoczna do Tomaszowa Maz.
Uczęszczają do niej dzieci z Januszewic i okolicznych wsi.
Muszą one pokonać także jedną z najbardziej ruchliwych tras
z Radomia do Piotrkowa Tryb. Ruch na tych trasach jest bardzo
duży, niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku.
Moją pracę wychowawczą w zakresie
ochrony dzieci przed wypadkami drogowymi rozpoczynam od rodziców.
Na pierwszym zebraniu, w toku omawiania regulaminu naszej
szkoły mocno podkreślam, że w myśl Kodeksu Drogowego dziecko
do lat siedmiu nie może samo przebywać na drogach publicznych
i ulicach. W ciągu całego roku szkolnego, przy wszelkich nadarzających
się okazjach przypominam, że grasująca po drogach i ulicach
śmierć nadal zbiera swoje obfite żniw, rodzice więc muszą
bardzo uważać na swoje dzieci i dawać im dobry przykład.
Udało mi się namówić rodziców,
aby przyprowadzali swoje dzieci po południu na plac szkolny,
by mogły skorzystać ze sprzętu szkolnego, piaskownicy i huśtawek.
Z uwagi na fakt, że mieszkam w budynku szkolnym zobowiązałam
się popilnować ich w godzinach popołudniowych. Dzieci mogły
przyprowadzać swoje rowery i w bezpieczny sposób pojeździć
na nich.
Jeśli chodzi o pracę z dziećmi,
to na te sprawy kładę nacisk przez cały rok szkolny. Szczególnie
wiele zajęć z tego zakresu prowadzę we wrześniu i październiku.
Zwykle rozpoczynam od swobodnej rozmowy, prowadzonej rano
podczas schodzenia się dzieci. Pytam z kim przyszli do przedszkola,
co widzieli po drodze i przy tej okazji pokazuję im kilka
obrazków przedstawiających ruch uliczny. Tego samego dnia,
pokazuję trzy znaki drogowe, narysowane na dużym kartonie
i staram się, aby dobrze zapamiętali, co oznaczają i do czego
służą.
Na następnym zajęciu przychodzi
kolej na pokazania sygnałów świetlnych (specjalnie przygotowane
pomoce), "zebry" (na ilustracji) i czwartego znaku, oznaczającego,
że pociąg jest blisko i tory są strzeżone zaporą. W tym samym
czasie organizuję spacer na ulicę Piotrkowską przy przejściu
do Klin, aby dzieci mogły porównać znaki, które poznały w
klasie ze znakami umieszczonymi przy tej ulicy. Zatrzymaliśmy
się dłużej w pobliżu tego skrzyżowania, gdzie można było uważnie
śledzić przechodzących tam ludzi.
Ten chłopiec, to nie popatrzył
ani w lewo, ani w prawo tylko poszedł - zauważył spostrzegawczy
Michał.
Masz rację -przytaknęłam -źle zrobił i łatwo mógł wpaść pod
samochód.
Innym razem obserwowaliśmy pracę
policjantów, którzy tuż przy szkole zatrzymywali kierowców,
nieprawidłowo przejeżdżających. Nie przestrzegali znaków drogowych
i za szybko jechali. Policjanci pouczali kierowców, bądź wypisywali
mandaty.
Jak będę duży to zostanę policjantem
- zawołał Tymoteusz.
To zaprośmy panów policjantów
do naszej szkoły i dajmy im laurki
Zaproponowała Iga, a jej projekt
podobał się pozostałym dzieciom.
Po powrocie do klasy przygotowałam
akcesoria do zabawy w policjanta - duże ładne znaki drogowe
na metalowych drążkach, lizak policjanta wykonany z kartonu,
krążki dla kierowców, dwie chorągiewki i skakankę oraz wyznaczyłam
na sali gimnastycznej ulicę, przy której poustawiałam znaki
drogowe.
Wyraźnie namalowana "zebra"
oznaczała miejsce do przechodzenia przez jezdnię. Udała nam
się ta wesoła zabawa, która utrwaliła dzieciom zasady ruchu
drogowego. Na znak dany przez policjanta zielona chorągiewką
(początkowo policjantem byłam sama, a potem rolę tę spełniały
dzieci) ruszyły z miejsca ustawione w szeregu "samochody"
- dzieci z kierownicami w rękach
Przyjemnie mi było stwierdzić,
ż moi malcy z taką uwagą i przejęciem przestrzegają zasad
ruchu drogowego. Samochody wymijały się bez potrącania, przed
znakami drogowymi: "Uwaga dzieci", "Skrzyżowanie ulic" itp.
zwalniali bieg, a na widok czerwonej chorągiewki zatrzymywali
się natychmiast, aby znów ruszyć, gdy policjant pokazał zieloną
chorągiewkę. Przed zaporą kolejową którą wyobrażała zawieszona
skakanka zaczekali, "aż pociąg przejedzie".
Trudno było oderwać dzieci od
tej wesołej zabawy, którą podziwiali też rodzice.
Na ogólną prośbę dzieci zabawę
trzeba było wielokrotnie powtarzać.
Następnego dnia rysunki na dowolny
temat przedstawiały policjanta. Tylko Adaś narysował dziewczynkę
przechodzącą po "zebrze".
Po kilku dniach dzieci z uwagą
wysłuchały opowiadania "Jak wróbelek Elemelek leśną dróżką
szedł w niedzielę", oglądając z zainteresowaniem odpowiednie
obrazki.
-Niech pani opowie o tym wróbelku,
co szedł po drodze nieprawidłowo - prosił mnie potem Tymoteusz,
a za nim i inne dzieci.
W końcu zainscenizowaliśmy urywek
z "Wróbelka Elemelka". Tę udaną inscenizację pokazaliśmy rodzicom
na najbliższej uroczystości.
Przekonałam się potem wielokrotnie,
że cały nasz trud nie poszedł na marne i że dzieci naprawdę
nauczyły się zasad ruchu drogowego, biorąc sobie poważnie
do serca wskazówki i ostrzeżenia.
Kiedyś na przykład obserwowałam
Adriana, którego wbrew moim przestrogom lekkomyślna matka
wysłała do sklepu. Chłopiec stanął na krawędzi chodnika, potem
spojrzał w lewo, następnie w prawo i dopiero wtedy spokojnie
przeszedł na drugą stronę. Wytworzyła się nawet komiczna sytuacja,
nie rodzice wdrażali dzieci do prawidłowego poruszania się
po drogach i ulicach, ale działo się odwrotnie. Dzieci uczyły
swoich najbliższych, propagując zasady ruchu drogowego otrzymane
w szkole.
Babciu, zaczekaj, trzeba popatrzeć
w lewo, w prawo i dopiero wtedy można przechodzić - instruował
Bartuś swoją babcię.
Cieszę się, że dzieci z mojej
grupy nie tylko przestrzegają przepisów ruchu drogowego, ale
także pouczają innych, jak mają zachowywać się na ulicy.
Najważniejsze dla mnie to fakt,
że od wielu lat, ani jeden z naszych malców
zarówno w szkole jak i poza nią nie uległ nieszczęśliwemu
wypadkowi.
Urszula Rek
Szkoła Podstawowa
w Januszewicach
|