|
Pożegnanie maturzystów (scenariusz - szkoła
ponadgimnazjalna)

RECYTATOR I
Dojrzałość, zstępowanie do ukrytego rdzenia,
opadają warstwy wyobraźni jakby liście
zawarte w pniu,
wyciszają się takie komórki, którymi
wrażliwość jeszcze się rozbudza,
a ciało własną swoją pełni dosięga brzegów
jesieni -
dojrzałość, przybliżenie powierzchni do dna,
dojrzałość, przenikanie głębi,
dusza bardziej pojednana z ciałem,
bardziej śmierci przeciwna,
niespokojna o zmartwychwstanie.
Dojrzałość do trudnych spotkań.
Dojrzałość jest także bojaźnią.
Kres uprawy zawiera się już w jej początku -
początkiem mądrości jest bojaźń -
lecz spoczywa już na innych warstwach tej samej gleby.,
nie jest już potrzebą ucieczki,
jest przestrzenią, którą mierzy się wielkość.
Przenikamy do tej przestrzeni
Odchodzimy od tego początku
i tak wracamy powoli:
dojrzałość jest bowiem w miłości,
która przemienia bojaźń.
Piosenka "Co nam zostało z tych lat" w wersji instrumentalnej.
RECYTATOR II
Pieniądze się zużywają,
o słowach się zapomina,
trawa mnie się i wygina,
tylko twarze pozostają
i znajome, bliskie oczy...
Płaczą czy się uśmiechają -
żaden głos z nimi nie łączy.
Leją się z tych fotografii
oceany biografii,
a życie w nich umieszczone
do dna z naszym jest splecione.
I nie łzy, i nie udręki
mogą tutaj być widoczne,
nie zawiści, klęski mroczne
pokazują nam te scenki,
nic tu z próżnej ciekawości,
nic z współczucia bezradnego...
Świat po prostu - nic innego,
życie - żadnych cudowności.
Kochamy ich, szanujemy...
Tylko żal, że rozumiemy
ciut za późno... O minutkę!
NARRATOR
A kiedy przyjdzie iść w dalszą drogę...
RECYTATOR III
Gdy zamieć wyje niczym wilk,
gdy w nocy mróz uderza,
nie zamykajcie, proszę, drzwi,
otwórzcie je na ścieżaj...
I kiedy przyjdzie w drogę iść,
a drogi - nieprzetarte,
wychodząc nie ryglujcie drzwi,
zostawcie je otwarte.
Niech inni myślą: cud się stał.
A to nie cud bynajmniej!
Od żaru serca sosny żar
niech w piecu raz się zajmie...
I niechaj ciepło w ścianach tkwi,
niech noc się wyda krótka...
Niewarte funta kłaków drzwi,
martwego grosza - kłódka.
Piosenka Skaldów "Nie zamykajmy drzwi"
NARRATOR
Świat stoi przed wami otworem...
Wykorzystajcie najpiękniej, jak tylko można
7 dni tygodnia.
RECYTATOR IV
Pierwszy dzień
- największy dzień!
Wszystko piękne - dnia pierwszego
i na wszystkim następnego
dnia się kładzie krótki cień.
RECYTATOR V
Drugi dzień - dzień spojrzeń jasnych,
łowów dzień, odkrycia świata...
Przekleństw nic nie zapowiada
ani - niebios, ani - własnych.
Rzeczy mają sens bezsporny,
jest bezsporne słów znaczenie
i niesforny głos przekory
lekkomyślny jest jak szczenię.
RECYTATOR VI
Trzeci dzień - dzień szczęsnych godzin,
cud nie do wypowiedzenia,
gdy w powodzi powodzenia
tak powodzi się nad podziw.
Nikt na ucho ci nie szepce
słów przestrogi czy pogróżki...
I zły los - gdy obok drepcze -
ma gliniane krótkie nóżki.
Łowy łatwą wróżką zdobycz,
nie znasz troski ni kłopotów
i kolejna kropla potu
boskiej nie ma ambrozji słodycz.
RECYTAOR VII
Czwarty dzień. Wzrok wbity w ścianę,
osowiały i leniwy...
Jakoś przygasł nasz myśliwy,
jakieś w oku ma wahanie.
Jakieś mu się plączą słowa
o istnieniu niezgłębionym...
Pot jest coraz bardziej słony,
coraz wstrzemięźliwsza mowa.
Ciesz się snem, pogodna łani!
Ciesz się życiem, ptaku w niebie!
Zatopieniśmy w dumaniu
o dobroci, prawdzie, chlebie...
Co zdawało się drobiazgiem -
Główną staje się przyczyną.
RECYTATOR IV
Piąty dzień. Znów na rozstaje
po roztopach zima wraca.
Już po łowach! - praca, praca...
Z potu tylko sól zostaje.
Nie okupił życia tanio...
Czym się przejął? Rzeczą którą?
Wczoraj diabła miał za skórą,
refleksyjny dziś jak anioł...
Czyżby w nagłym objawieniu,
lata własne licząc skrzętnie,
dostrzegł naraz w dniu powszednim
więcej sensu niż w zbawieniu?
Czyżby zgadł, że sadząc w pędzie,
raz na czele, raz na przedzie -
jak nikogo nie dopędził,
tak niczego nie wyprzedził?
Wszystko w końcu się sumuje -
pnie się kto czy upadł nisko,
znów się pnie czy rezygnuje -
w końcu się sumuje wszystko.
RECYTATOR V
Szósty dzień. Od dawien dawna
z drzwi tajemnych spadła kłódka:
droga tam - nad wyraz krótka:
rzecz bolesna i zabawna.
Wszystko sprawdza się tu niczym
pożegnalny krzyż na drogę.
Chwila - i po tajemnicy,
no i dobrze, dzięki Bogu
Wyruszymy bez gadania,
bez biletu (ujdzie płazem!)
i obejdzie się tym razem
bez walizek pakowania.
Wyruszymy bez bagaży,
nie za wolno, nie za prędko,
byle jak - i uśmiech twarzy
będzie nam jak trzcinka w ręku...
Niech się głupcy bawią w sądy:
czy nadejdą chwile w dziejach,
kiedy dusz zetlałe lonty
buchną ogniem lub od frontu
zakołacze w drzwi nadzieja!
Lżyj czy chwal! Przeklinaj! Módl się!
-
wczoraj, jutro, dziś, pojutrze! -
nie skrojono nic na miarę:
życie
dłuższe jest nad wiarę,
ale od miłości krótsze.
RECYTATOR VII
Siódmy dzień. Wyścigowy dzień.
Wolna droga. Masz wychodne!
Bram przechodnich czeka sień...
Pożegnajmy się - przechodnie!
NARRATOR
Ale zanim ta chwila nastąpi...
RECYTATOR VIII
Zatrzymaj przez chwilę wzrok na kroplach
świeżego deszczu:
Oto w nich skupia swój blask cała zieleń
wiosennych liści,
tak że wszystkie prawie ciążą w kroplach,
w granicach
się własnych nie mieszczą -
a choć oczy twe pełne zdumienia,
nie możesz, naprawdę nie możesz do dna
otworzyć swej myśli.
Na pewno ją będziesz uciszał jak dziecię
zbudzone ze snu:
nie oddzielaj się od blasku przedmiotów,
droga moja,
pozostań w zdumieniu!
Próżne słowa! Czyż nie czujesz?
To przez nią właśnie jesteś
tak głęboko w światłości rzeczy,
że musisz w sobie szukać coraz głębszej
dla nich przestrzeni.
RECYTATOR IX
Było i przeszło, było i nie ma...
Dość już pożegnań, oddaleń, rozstań...
Chwilkę rękoma tulę obiema
I proszę: zostań, na zawsze zostań...
Zostań na zawsze, zostań tą samą,
Przetrwaj bez zmiany w zamkniętym kole,
Bez zmiany przetrwaj, choć tam, za bramą,
Szarzeją łąki, żółkną topiele...
Żółkną topole, rdzewieją klony,
Żegna je słońce gasnącą smugą,
Przyjdzie na pewno dzień przeznaczony,
Dzień przeznaczony przyjdzie niedługo...
Znowu się komuś ziści rozstanie,
Znów czyjeś ręce szyję oplotą,
Ktoś w dal odejdzie, ktoś pozostanie
Z nieukojoną w sercu tęsknotą.
NARRATOR
Rzeczywiście, rozstajemy się i niech pogoda nad smutkiem zawsze
będzie górą. Jak światło: w dzień od słońca, od latarni nocą.
RECYTATOR II
Jeśli wystarcza milczeć, milcz,
słów zbędnych szkoda.
Pewną przywarę jednak ma taka metoda,
Gdyż niestety - milczenia nie słychać
wśród głosów.
RECYTATOR III
Doradzamy: unikaj wykroczeń pięciorga:
Tonu, miny, sarkazmu, ironii, przytyku.
Bez tych powściągów współżyć
- istna to katorga,
Choć mało kto pentalog nasz na pamięć wykuł.
RECYTATOR IV
Genialni antycznego świata myśliciele
Przekazali nam świetnych powiedzonek wiele.
Oto jeden z podobnych aforyzmów ślicznych:
- Kogo liczni się boją, ten boi się licznych.
RECYTATOR V
Ilekroć głupca spotka powodzenie,
Głupstwo natychmiast podnosi się w cenie,
I jakoż wtedy? Jedyny lek, jeśli
Klęska głupoty sukces jej przekreśli.
RECYTATOR VI
Jak to źle na tym świecie, że za każdy wyczyn
Sprawca płaci skutkami - skutki ceną
przyczyn.
Ileż byłoby więcej radości, mniej smutków,
Gdyby były przyczyny, lecz nie było skutków.
RECYTATOR VII
Jeśli w domu wesoło, ciesz się. Gdy ponuro,
Stwarzaj źródła radości sam, wewnętrzną mocą.
Niech pogoda nad smutkiem zawsze będzie
górą,
Jak światło: w dzień od słońca, od latarni nocą.
RECYTATOR I
Kontrola, grzywą karząc popełnione błędy,
Tłumi w zarodku wszelkie od czynów zapędy,
W tym bowiem ostrożności filozofia cała,
Że błędu nie popełni, kto wcale nie działa.
RECYTATOR II
Mędrcze, powiedz rzetelnie, od prawdy
nie zbaczaj:
Jest - li życie komedią, czy tragedią raczej?
- Tragedią - rzekł (aliści dodał dla poprawki,
Że zawiera niezgorsze komediowe wstawki).
RECYTATOR III
Niech młodzież szuka starszych, to natury kolej,
Tak jeno, nie inaczej, spływa do głów olej.
- Starcze! Tyś sam młodszego instruktora
uczeń,
Skoro korzystasz z własnej przeszłości
pouczeń.
RECYTATOR IV
Ostrożnie z kofeiną, gdyż sen spędza z powiek,
Źle też, gdy alkoholem odurza się człowiek,
Lecz nade wszystko strzeżmy się sodowej wody,
Ona bowiem najmocniej uderza do głowy.
RECYTATOR V
Tych dwojga komitywę wyraża najprościej
Unikając starannie słów zbędnych poszumu:
Rozum w pełni rozkwita pod strażą wolności,
Wolność rozkwita w pełni pod strażą rozumu.
RECYTATOR VI
Wesołe smutki - nazwę tę pochwałę,
Gdyż dwie przyczyny ma ku swej obronie:
Smutek, że radość nigdy nie trwa stale,
Radość, że smutek zawsze ma swój koniec.
MODLITWA
Dopóki nam Ziemia kręci się, dopóki jest
tak czy siak.
Panie, ofiaruj każdemu z nas, czego mu
w życiu brak:
mędrca obdaruj głową, tchórzowi dać konia
chciej,
sypnij grosza szczęściarzom...
I mnie w opiece swej miej.
Dopóki Ziemia obraca się, o Panie nasz,
na Twój znak
tym, którzy pragną władzy, niech władza
ta pójdzie w smak,
daj szczodrobliwym odetchnąć, raz niech
zapłacą mniej,
daj Kainowi skruchę...
I mnie w opiece swej miej.
Panie zielonooki, mój Boże jedyny, spraw
-
dopóki nam Ziemia toczy się, zdumiona
obrotem spraw,
dopóki czasu i prochu wciąż jeszcze
wystarcza jej -
daj każdemu po trochu...
I mnie w opiece swej miej.
Grażyna Śliwa
GraŻyna Śliwa - nauczycielka języka polskiego
w Zespole SzkóŁ Budowlanych w Bielsku-BiaŁej
W scenariuszu wykorzystano teksty:
Myśl o dojrzewaniu K. Wojtyła; Fotografie przyjaciół B. Okudżawa;
Piosenka o otwartych drzwiach B. Okudżawa; Siedem dni tygodnia
B. Okużdżawa; Przestrzeń potrzebna kroplom wiosennego deszczu
K. Wojtyła; Rozstanie T. Kotarbiński; Poezje zebrane T. Kotarbiński;
Modlitwa B. Okudżawa
|