
Coraz powszechniejsza
bierność i bezradność szkoły w obliczu błędnych czy zaburzonych
zachowań wychowanków jest przede wszystkim efektem błędnych
relacji wewnątrz samej szkoły. Niepokojący jest niski status
społeczny i materialny nauczycieli. Znaczna część pedagogów
to ludzie rozgoryczeni, przeżywający poczucie bezradności
wobec problemów szkolnych, zalęknieni o pracę, nieufni wobec
siebie nawzajem, krytykowani przez rodziców swoich uczniów,
wątpiący w swoje kompetencje oraz w skuteczność swoich oddziaływań
wychowawczych. Trudno w tej sytuacji o tworzenie pozytywnie
zintegrowanego grona nauczycieli, którzy otwarcie rozmawiają
o sytuacji w swojej szkole i którzy solidarnie wspierają
się w przezwyciężaniu pojawiających się trudności wychowawczych.
Najczęściej poszczególni nauczyciele
działają w osamotnieniu i ukrywają najbardziej nawet drastyczne
problemy wychowawcze, jakich doświadczają w swoich kontaktach
z uczniami. Boją się bowiem krytycznej oceny ze strony innych
nauczycieli lub ze strony swoich przełożonych. Z kolei wielu
dyrektorów szkół dąży do tego, by nauczyciele nie zwracali
się do nich z żadnymi problemami wychowawczymi. Jeśli nawet
ktoś z nauczycieli odważy się przerwać zmowę milczenia,
wtedy z reguły przełożeni próbują zrobić wszystko, by nawet
w skrajnych sytuacjach nie usunąć żadnego ucznia ze szkoły
oraz by nie zgłaszać trudności wychowawczych do kuratorium.
W ten sposób zamyka się krąg fikcji o normalnym funkcjonowaniu
szkoły. Uczniowie doskonale zdają sobie z tego sprawę i
czują się zupełnie bezkarni. W konsekwencji dopuszczają
się coraz bardziej drastycznych form naruszania regulaminu
szkoły, a mimo to nie ponoszą za to żadnych konsekwencji.
Nauczyciele przeżywają coraz
większe trudności w kontaktach z rodzicami swoich wychowanków.
Jeszcze kilkanaście lat temu rodzice byli zwykle sprzymierzeńcami
nauczycieli w obliczu trudności wychowawczych czy niepowodzeń
szkolnych swoich dzieci. Upominali swoich synów i córki,
zwiększali stopień kontroli, stosowali sankcje za błędne
zachowanie czy za złe wyniki w nauce. Obecnie znaczna część
rodziców przeżywa kryzys osobisty i małżeński. W kontaktach
z nauczycielami zachowują się w sposób naiwny, np. za wszelką
cenę usprawiedliwiają błędy swoich dzieci. Bywają także
agresywni. Negują ewidentne fakty. Zdarza się, że bronią
swoich dzieci "miłością" ślepą i demoralizującą. Nauczyciele
stoją w tej sytuacji przed podwójnym zadaniem: muszą jednocześnie
wychowywać uczniów oraz ich niedojrzałych rodziców.
W konsekwencji zasygnalizowanych
powyżej zjawisk w polskich szkołach nagminne stało się ukrywanie
najbardziej nawet poważnych problemów wychowawczych i faktyczne
tolerowanie zła. Jeśli nawet jakiś nauczyciel próbuje zareagować
na niewłaściwe zachowania wychowanków i egzekwować konsekwencje
popełnianych przez nich błędów, to mamy z reguły do czynienia
z odizolowanymi interwencjami, gdyż brakuje rzeczywistego
wsparcia ze strony innych nauczycieli i dyrekcji szkoły,
a także ze strony rodziców i instytucji pozaszkolnych. Nawet
wtedy, gdy jakiś uczeń trafia do sądu (np. za zniszczenie
mienia szkoły), to pozostaje zwykle bezkarny ze względu
na to, że w przekonaniu polskich sędziów mamy wtedy do czynienia
jedynie z "niską szkodliwością społeczną" czynu.
Wychowawcy muszą odzyskać
świadomość, że szkoła nie jest właściwym miejscem na terapię
czy resocjalizację. Zadanie to spoczywa na innych instytucjach.
Właściwie zorganizowana szkoła to miejsce, w którym uczniowie
uczą się mądrości i dyscypliny. To miejsce, które sprzyja
osiąganiu sukcesów dydaktycznych w klimacie dojrzałych więzi
społecznych.
Ks. Marek Dziewiecki
Ks. dr Marek Dziewiecki - adiunkt Uniwersytetu
KardynaŁa Stefana Wyszyńskiego, psycholog i duszpasterz,
dyrektor katolickiego telefonu zaufania "Linia Braterskich
Serc", ekspert przedmiotu "Wychowanie do życia w rodzinie",
autor publikacji z zakresu psychologii wychowania i pedagogiki