|

Choroba czy
niepełnosprawność zawsze zaburza funkcjonowanie rodziny. W
wypadku dziecka autystycznego sytuacja rodziny staje się szczególnie
trudna. Dziecko autystyczne może wpływać nawet na rozpad więzi
pomiędzy bliskimi sobie ludźmi.
Czym jest autyzm? Opracowano
wiele naukowych definicji tego zaburzenia, lecz żadna z nich
nie oddaje istoty rzeczy, ponieważ tak naprawdę dotąd nie
wiadomo, czym jest autyzm. Nie jest znana jego geneza, nie
do końca wiadomo, jakie mogą być rokowania, nie ma słusznej
metody terapii. Są tylko hipotezy, przypuszczenia, próby stosowania
rozmaitych metod.
Mówiąc najprościej, autyzm to
brak umiejętności komunikowania się z otoczeniem. Pod pojęciem
komunikacji rozumiemy nie tylko język mówiony, ale i wszelkie
inne sposoby komunikowania się (gesty, mimika itp.)
Autyzm to także:
- brak poczucia tożsamości (dziecko nie wie, że jest osobą),
- zaburzenia spostrzegania i czucia,
- potencjalna inteligencja.
Te pierwotne zaburzenia wpływają negatywnie
na zachowanie dziecka i prowadzą do:
- agresji,
- autoagresji,
- stereotypii zachowań,
- niezrozumienia konwencji i reguł (dziecko jest jakby "przybyszem
z obcej planety"),
- zahamowania rozwoju intelektualnego.

Jak to wszystko
może wpływać na funkcjonowanie rodziny, w której takie dziecko
przychodzi na świat?
"Byliśmy młodzi, zdrowi, wykształceni.
Nasze dzieci miały być wspaniałe, nasza rodzina doskonała
i szczęśliwa". Miłość, stabilizacja, nadzieja, plany na przyszłość.
Nikt nie oczekuje nieszczęścia, jeśli wcześniej go nie doświadczał.
Rodzi się dziecko, oczekiwane, piękne, zdrowe. Rodzice są
dumni i szczęśliwi. Dziecko pozornie rozwija się wspaniale,
ale matka, czy też osoba, która najwięcej przebywa z dzieckiem
czuje, że coś jest nie w porządku. Dziecko w momencie, gdy
matka zbliża się do niego, krzyczy, pręży się, zanosi się
od płaczu, czasem sinieje i wygląda jakby się dusiło. Matka
zaczyna bać się kontaktu ze swoim dzieckiem, zaczyna ograniczać
te kontakty do koniecznego minimum, bo wyczuwa, że przynoszą
one dziecku cierpienie. Wszystko to kłóci się z jej dotychczasową
(często książkową) wiedzą o istocie macierzyństwa. Psycholog
powiedziałby, że znajduje się w stanie ostrego dysonansu poznawczego.
Jej wiedza w konfrontacji z rzeczywistością staje się nieużyteczna.
Każda matka kocha swoje dziecko, wszyscy o tym wiemy, ale
nie zdając sobie z tego sprawy zawsze kochamy za coś, za to,
że dziecko wyciąga do nas rączki, uśmiecha się, z każdym dniem
ma z nami coraz lepszy kontakt. Dziecko autystyczne odpycha
matkę, odwraca głowę, wydaje się być wrogie. Wzajemne kontakty
pełne są strachu i bólu. Matka myśli czasem: "Boże, ja nie
kocham tego dziecka, jestem złą matką, ze mną musi być coś
nie w porządku. Często utwierdzają ją w tym lekarze, do których
zaniepokojona w końcu się udaje. Mówią: "Czego pani chce od
tego dziecka, wspaniale się rozwija, to pani być może potrzebna
jest pomoc psychiatryczna".
Zaczynają narastać problemy:
zachowanie dziecka jest coraz bardziej dziwaczne. Pojawiają
się stereotypie - dziecko np. cały dzień kręci się w kółko,
albo układa patyczki jeden obok drugiego, bądź buduje wysokie
wieże z klocków. Nie reaguje na polecenia. Sprawia wrażenie,
jakby nic nie słyszało (często zresztą pierwszą diagnozą autystyka
jest głuchota). Nie reaguje na polecenia. Gdy przerywa mu
się jego zabawę, reaguje agresją lub autoagresją. Agresją
reaguje także, gdy w swoim otoczeniu dostrzeże jakąś zmianę,
np. gdy jego ulubiona kaczuszka zostanie przesunięta o dwa
centymetry w lewo. Zdarza się, że cały dzień rozpaczliwie
krzyczy, a nikt nie jest w stanie mu pomóc, bo nikt nie potrafi
się domyślić, o co mu chodzi.
Coraz bardziej zaniepokojeni
rodzice udają się w końcu do specjalisty, najczęściej neurologa
czy psychiatry. Jest to bardzo ważny moment, czasem przesądzający
o dalszych losach dziecka i jego rodziny. Niestety, zdarza
się i to wcale nie tak rzadko, że ów specjalista (czasem z
wysokim cenzusem naukowym), do którego zwracamy się z pełnym
zaufaniem, oczekując diagnozy i pomocy, mówi z kamiennym wyrazem
twarzy: "To jest dziecko uszkodzone, nie da się go wyleczyć,
nic z niego nie będzie, pani jest młoda, niech pani sobie
urodzi następne". Trudno w to uwierzyć, ale są to prawdziwe
słowa cytowane przez matki.
Rodzina poznała już diagnozę.
Rozpada się nagle cały dotąd uporządkowany świat. To, co dotąd
było ważne, przestaje mieć znaczenie. Chwilowo żyje się jakby
w zawieszeniu. Z czasem oczywiście następuje adaptacja do
tej sytuacji, przystosowanie się do jakiegoś nowego modelu
życia.
Każda taka rodzina na
początku swojej drogi ma do wyboru dwa wyjścia. Pierwsze -
to (o czym zawsze informuje lekarz) oddanie dziecka do placówki
opiekuńczej. Drugie, to pozostawienie dziecka w rodzinie.
Decyzja ta jest początkiem długiej, trudnej, o nieprzewidywalnym
końcu drogi.
Problemy, jakie stają
się w tym momencie udziałem rodziny, przychodzą z zewnątrz
i od wewnątrz. Te z zewnątrz związane są osobami bądź z instytucjami,
od których rodzina ma nadzieję uzyskać pomoc. Jakże często
spotykamy się tu z niekompetencją i bezdusznością.
Pierwszy lekarz-specjalista,
który styka się z dzieckiem i stawia diagnozę (bywa, że nie
do końca słuszną) najczęściej ogranicza się tylko do podania
tejże diagnozy. Nie jest w stanie wskazać innych specjalistów
czy terapeutów, którzy mogliby kontynuować pracę z dzieckiem,
nie jest w stanie wskazać placówek, które teraz czy w przyszłości
mogłyby świadczyć pomoc, nie jest w stanie poinformować rodziców
o przysługujących im prawach (np. o zasiłku pielęgnacyjnym),
nie należy to bowiem do jego obowiązków.
Rodzice sami, na własną
rękę muszą docierać do informacji, muszą walczyć o pomoc dla
swojego dziecka (czasem jest to walka o przetrwanie rodziny).
Trzeba wziąć tu pod uwagę, że w tym pierwszym okresie, po
druzgocącej diagnozie, następuje tzw. faza szoku, kiedy rodzice
nie są w stanie działać efektywnie i racjonalnie. Czasem na
długo zasklepiają się w cierpieniu, unikają kontaktów z rodziną
i przyjaciółmi. Od nas, specjalistów, terapeutów, przyjaciół
zależy, by faza ta trwała jak najkrócej. Nie należy oczywiście
pocieszać, że głęboko autystyczne dziecko za parę lat będzie
normalne, ale nie wolno pozbawiać nadziei. Trzeba ukazać możliwości,
perspektywy dobrego udanego życia w tak drastycznie zmienionej
sytuacji.
Rodzice dzieci autystycznych
w naszym kraju walczą o wszystko. Powołują fundacje, pozyskują
specjalistów, doprowadzają do zakładania ośrodków szkolno-wychowawczych
dla swoich dzieci, zakładają grupy wsparcia dla siebie. Walczą
o przetrwanie powstałych już szkół, ośrodków, poradni. Często
ze strony urzędników słyszą: jak się ma takie dziecko, to
trzeba siedzieć w domu i zajmować się nim.
Czynniki zewnętrzne
to także reakcje otoczenia na dziwaczne i trudne zachowania
dzieci autystycznych. Dziecko takie nie rozumie konwencji
społecznych: krzyczy na ulicy, pluje na przechodniów, ugryzie
panią w urzędzie, żąda miejsca siedzącego w autobusie, chociaż
jest silne i zdrowe. Matka zewsząd słyszy: "co za wychowanie,
co za rodzice, to skandal, jak się ma takie dziecko, to trzeba
trzymać je w domu".
A w domu..., tu przechodzimy do problemów, które powstają
wewnątrz rodziny.
- Dziecko całymi
godzinami krzyczy, nie pozwala do siebie podejść, rodzice
nie wiedzą co się dzieje, jak mu pomóc. Czują się winni, że
nie rozpoznają potrzeb dziecka.
- Uroczyste przyjęcie
rodzinne. Dziecko cały czas rozpaczliwie płacze. Ściąga ze
stołu obrus z całą zastawą.
- Wizyta u znajomych.
Dziecko, korzystając z chwili nieuwagi, wylewa na dywan i
nową kanapę butelkę lepkiego soku, niszczy od wielu lat hodowaną
roślinę doniczkową. Na to wszystko starczy pół minuty. Znajomi
już raczej nie zaproszą, a poczucie winy zostaje, przecież
można było uważać.
- Agresja, dziecko gryzie,
kopie, drapie często bez wiadomej dla otoczenia przyczyny.
Rodzice, rodzeństwo, obiekty tej agresji, cierpią. Cierpi
też samo dziecko. Nie wiedzą jak sobie nawzajem pomóc.
To tylko kilka scenek
z życia rodziny z dzieckiem autystycznym.
Codzienność takiej
rodziny to stała niepewność tego, co zdarzy się jutro - strach,
zmęczenie, zdenerwowanie, poczucie winy i niekompetencji rodzicielskiej,
czasem izolacja społeczna.
W takiej atmosferze trudno
o prawidłowe relacje pomiędzy członkami rodziny. Narastają
problemy, niepowodzenia. Czasem dochodzi do rozpadu rodziny
(gdy np. ojciec odchodzi), czasem jest tak, że rodzina formalnie
istnieje, ale jej członkowie faktycznie żyją obok siebie,
obwiniając się nawzajem, mając do siebie nieustanne pretensje.
Wtedy by uratować rodzinę, potrzebna jest profesjonalna pomoc
psychologa.
Jednak nie tylko profesjonaliści
są ważni. Jeśli kiedyś zobaczycie dziwacznie, niewłaściwie
zachowujące się dziecko, nie róbcie głośnych, nieprzyjemnych
uwag, czy awantur. Uśmiechnijcie się, okażcie zrozumienie.
Być może to jest właśnie dziecko autystyczne. Jeśli znacie
rodziny, gdzie istnieje podobny problem: zatelefonujcie od
czasu do czasu, zaproście do siebie, zaofiarujcie pomoc. To
niedużo, ale dla tych ludzi to naprawdę może bardzo wiele
znaczyć.
Barbara Sędzimir
Barbara Sędzimir - wychowawczyni dzieci autystycznych w Przedszkolu
nr 122 w Krakowie
|