Historyczny teatr faktu

 Schulenburg, ambasador niemiecki w Moskwie, w raporcie z 17 IX 1939 r. donosił: "Stalin przyjął mnie o 2-ej w nocy w obecności Mołotowa i Woroszyłowa i oświadczył, że Armia Czerwona przekroczy dziś rano o godzinie 6-tej (czasu moskiewskiego, wcześniejszego o 3 godziny od czasu środkowoeuropejskiego) granicę sowiecką na całej linii od Płocka do Kamieńca Podolskiego. Dla uniknięcia nieporozumień, Stalin pilnie prosił, aby lotnictwo niemieckie od dzisiaj nie przekraczało na wschód linii Białystok - Brześć - Lwów. Samoloty sowieckie rozpoczną już dzisiaj bombardowanie terenów na wschód od Lwowa" (Biała księga, s. 69).

 W godzinę później został wezwany ambasador Polski, Wacław Grzybowski, który wspomina: "Sobota 16 września już minęła, gdy zadzwonił do mnie telefon. Spojrzałem na zegarek, była godzina druga piętnaście w nocy. Sekretariat Potomkina zawiadamiał mnie, że Komisarz pragnie mi zakomunikować ważną deklarację swego rządu i zapytuje, czy mogę się do niego udać o trzeciej. Odpowiedziałem twierdząco i kazałem sprowadzić moje auto. Uprzedziłem radcę Jankowskiego, że będę go potrzebował, jak również pułkownika Brzeszczyńskiego i urzędnika od szyfrów na czwartą godzinę. (...) Byłem przygotowany na złe wiadomości. Myślałem, że Sowiety, pod jakimkolwiek pretekstem, wymówią pakt o nieagresji. To, co miało nastąpić, było dużo gorsze. P. Potomkin przeczytał mi powoli notę podpisaną przez przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych p. Mołotowa. Gdy skończył, powiedziałem natychmiast, że odmawiam przyjęcia do wiadomości tej noty, że odmawiam również zakomunikowania jej mojemu rządowi i że zgłaszam jak najkategoryczniejszy protest przeciwko treści i formie noty" (W. Grzybowski, Byłem świadkiem, s. 107-8).

 W nocie tej, przesłanej później do ambasady polskiej w Moskwie rano 17 IX 1939 r. czytamy: "Panie Ambasadorze, wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje rejony przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa przestała istnieć, jako stolica Polski. Rząd polski się rozpadł i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Przez to samo zawarte pomiędzy ZSRR i Polską umowy utraciły moc prawną. Pozostawiona sama sobie i pozbawiona kierownictwa Polska stała się wygodnym polem dla wszelkich możliwości i niespodzianek, mogących stanowić zagrożenie dla ZSRR. Dlatego też rząd sowiecki, który dotąd pozostawał neutralnym, nie może nadal neutralnie ustosunkowywać się do tego, aby tej samej krwi Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i porzuceni na wolę losu, pozostawali bez obrony. (...) Jednocześnie rząd sowiecki zamierza przedsięwziąć wszystkie kroki po temu, aby wyzwolić naród polski od nieszczęsnej wojny, w którą został wtrącony przez swoich nierozumnych przywódców i dać mu możność żyć w pokojowych warunkach. Proszę przyjąć, Panie Ambasadorze, wyrazy zupełnego dla Pana szacunku" (Biała księga, s. 70-71).

 17 IX 1939 r., godzina 3.00. Pierwsze oddziały radzieckie przekroczyły granicę Rzeczypospolitej Polskiej. Były to siły liczące według ocen niemieckich: 12 dywizji piechoty, 15 dywizji kawalerii, a także 9 brygad pancernych. W sumie w radzieckiej akcji przeciw Polsce wzięło udział ok. pół miliona żołnierzy radzieckich (Wojna polska, s. 465).

 Prezydent Mościcki 17 IX wydał orędzie do obywateli Rzeczypospolitej: "Obywatele! Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się z przemocą wroga od pierwszego dnia wojny, aż po dzień dzisiejszy, wytrzymując napór ogromnej przewagi całości bez mała niemieckich sił zbrojnych, nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązujące umowy i odwieczne zasady moralności. Stanęliśmy tedy, nie po raz pierwszy w naszych dziejach, w obliczu nawałnicy, zalewającej nasz kraj z zachodu i wschodu. (...) Obywatele! Z przejściowego potopu uchronić musimy uosobienie Rzeczypospolitej i źródło konstytucyjnej władzy. Dlatego, choć z ciężkim sercem, postanowiłem przenieść siedzibę Prezydenta Rzeczypospolitej i Naczelnych Organów Państwa na terytorium jednego z naszych sojuszników. Stamtąd w warunkach zapewniających im pełną suwerenność, stać oni będą na straży interesów Rzeczypospolitej i nadal prowadzić wojnę wraz z naszymi sprzymierzeńcami" (Zbrodnia katyńska, s. 3).

 Z inicjatywą ewakuacji Rządu Polskiego do Paryża wystąpił francuski ambasador Noel. Rząd zdobył się na ten krok dopiero w obliczu śmiertelnego zagrożenia, kiedy Armia Czerwona groziła już Polsce odcięciem drogi do Rumunii, ostatniego szlaku wiodącego na Zachód (Wojna polska, s. 456-457).

 Była to w gruncie rzeczy decyzja słuszna. Jej alternatywą byłoby podpisanie przez Rząd oraz Naczelne Dowództwo Wojsk Polskich upokarzającego aktu bezwarunkowej kapitulacji wobec Niemiec. A potem długie lata bezczynnej niewoli lub nawet śmierć.

 Przed opuszczeniem Kraju Marszałek Śmigły wydał rozkaz nakazujący ewakuację oficerów i żołnierzy do Rumunii i na Węgry, na Litwę i Łotwę, w celu przedostania się do Francji, gdzie zostanie na nowo podjęta walka z wrogiem. Już 17 IX rozpoczął się masowy ruch ku granicy. Dla zgrupowań wojsk był on organizowany. Pojedynczy żołnierze starali się przedostać przez granicę we wzorowym porządku, walcząc po drodze i zadając straty wojskom nieprzyjaciela.

 Na ogół Węgrzy zorganizowali przyjęcie kilkudziesięciotysięcznej fali polskich uchodźców zupełnie poprawnie i z dużą dozą życzliwości i dobrej woli. Po załatwieniu niezbędnych formalności, związanych z przekroczeniem granicy, formacje wojskowe - po złożeniu broni - były transportowane do obozów zwartych w koszarach i barakach w różnych stronach Węgier. Oficerowie nie związani z formacjami, i ich rodziny, byli również kierowani do obozów, które jednak na ogół nie miały charakteru koszarowego, były to bowiem przeważnie kwaterunki, grupkami czy rodzinami, ograniczone granicami danej miejscowości, podlegające co prawda pewnym rygorom i przepisom, ale stosunkowo niezbyt uciążliwym. Każdy taki obóz miał swojego "starszego obozu", który załatwiał bezpośrednio sprawy uchodźców u komendanta obozu, oficera węgierskiego. Do końca 1940 r. czynne było w Budapeszcie poselstwo polskie i konsulaty, poprzez które władze polskie z Francji, a potem z Anglii mogły roztaczać opiekę nad uchodźcami. Ponieważ rząd węgierski miał pewne zobowiązania finansowe w stosunku do Polski, nie trudno było dojść do porozumienia rozliczeniowego za opiekę na uchodźcami, tak że mniej więcej od grudnia 1939 roku mogli uchodźcy dostawać nawet indywidualne stałe zapomogi pieniężne (B. Rogowski, Wspomnienia o Marszałku Śmigłym, w: "Zeszyty historyczne", z. 2, Paryż 1962, s. 13-14).

 Prezydent, Rząd, marszałkowie Sejmu i Senatu, najwyższe instytucje państwowe - Izba Kontroli, Trybunał Administracyjny, Sąd Najwyższy - Fundusz Obrony Narodowej, skarbiec wawelski, wozy z wojenną pożyczką złota przeszły most graniczny nad Czeremoszem wieczorem 17 IX i weszły na terytorium Rumunii (W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza Historia, s. 61).

 Niemcy rozpętali kampanię propagandową przeciw Rumunii, chcąc uniemożliwić internowanie w niej najwyższych władz Polski. 19 IX 1939 r. Thierry (ambasador Francji w Bukareszcie) pisał do G. Bonneta (ministra spraw zagranicznych Francji): "Exodus ten stanowi problem, który bardzo niepokoi rząd Jego Królewskiej Mości. Minister Rzeszy powiadomił mianowicie P. Gafanco (minister spraw zagranicznych Rumunii), że uważa, że neutralność nakłada na Rumunię nie tylko obowiązek internowania wojskowych, ale też obowiązek przeciwstawienia się przejazdowi pp. Mościckiego, Becka i ich kolegów przez terytorium rumuńskie do kraju sprzymierzonego, gdzie odtworzyliby rząd. Wobec tego Rząd Rumuński zamierza na razie "internować - z zachowaniem wszelkich należnych mu względów - Marszałka Rydza-Śmigłego w zamku w Craiowej. (...) Tymczasem oddano do dyspozycji prezydenta Rzeczypospolitej zamek w Bicaz. (...) Minister spraw zagranicznych zgodził się, że presja niemiecka bezustannie rośnie i na moje pytanie, jakim argumentem Rzesza się posługuje, odparł: "20 dywizji na granicy, z tego 8 zmotoryzowanych i na dodatek Rosjanie" (W. Zieliński, Niedoszły sojusz Polski z Rumunią przeciw agresji Niemiec i Węgier w roku 1939, w: "Zeszyty Historyczne", z. 56, Paryż, s. 226-227).

 Agresja Związku Radzieckiego 17 IX była gdzieniegdzie przyjęta jako jej wystąpienie z pomocą, wywiązanie się ze zobowiązań wobec Polski. Wiele zamieszania wprowadziła tzw. "dyrektywa ogólna", wydana 17 IX przez Naczelnego Wodza Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego o godz. 16.00. Był to rozkaz niestawienia oporu Armii Czerwonej (L. Jeżewski, Dzieje sprawy Katynia, s. 7).

 Brak starć sowiecko-polskich w rejonach pogranicznych pozwolił, że bezpośrednio za czołowymi oddziałami sowieckimi na teren Polski udali się również sowieccy dygnitarze i agitatorzy cywilni.
Po pierwszym szoku i nieporozumieniach wojsko polskie stawiło stanowczy opór. W. Żukrowski pisząc o wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski stwierdza: "Nie odbyło się to na zasadzie przechadzki; w wielu miejscach dochodziło do potyczek". Zaś gen. T. Bór-Komorowski w swej pracy "Armia Podziemna" podaje, że Sowieci w samym tylko pierwszym dniu wojny z Polską, tzn. 17 IX, stracili ponad 80 czołgów, czego nie mogli Polakom wybaczyć (Wojna polska, s. 467).

 Naczelny Wódz Marszałek Śmigły-Rydz, 20 września, w rozkazie skierowanym do Wojska Polskiego w Rumunii jeszcze raz tłumaczył własną decyzję i kreślił te plany polskie, których agresja sowiecka nigdy nie pozwoliła zrealizować:
"Żołnierze! Najazd bolszewicki na Polskę nastąpił w czasie wykonywania przez Wojsko nasze manewru, którego celem był skoncentrowanie się w południowowschodniej części Polski tak, by mając dla otrzymania zaopatrzenia i materiału wojennego komunikację i łączność przez Rumunię z Francją i Anglią, móc dalej prowadzić wojnę. Najazd bolszewicki uniemożliwił wykonanie tego planu. Wszystkie wojska nasze, zdolne do walki, były związane działaniem przeciwko Niemcom. W tej sytuacji obowiązkiem moim było uniknąć bezcelowego przelewania krwi w walce z bolszewikami i ratować to, co się da uratować. (...) Chodziło mi o to, by Polski Żołnierz brał w dalszym ciągu udział w wojnie i, by - przy zwycięskim zakończeniu wojny - istniała Armia Polska, która by reprezentowała Polskę i Jej interesy. (...) Trzeba zacisnąć zęby i przetrwać. Położenie się zmieni. Wojna jeszcze trwa. Będziecie się jeszcze bić za Polskę i wrócicie do Polski, przynosząc Jej zwycięstwo" (Prace i czynności rządu polskiego, s. 66-67).

 Wojna trwała nadal. Największą z prowadzonych podówczas bitew był chaotycznie przez obie strony prowadzony bój pod Tomaszowem Lubelskim. Rozgrywał się on od 17 do 26 września. Była to druga co do wielkości i znaczenia bitwa. Po bitwie pod Kutnem Niemcy byli już przemęczeni i zdezorientowani. Ciosem był dla nich fakt, iż Polacy po 17 IX nie poniechali walki. W krwawym boju pod Suchowolą Mazowiecką nieprzerwanie atakując Brygada Kawalerii poniosła straty tak wielkie, że przestała istnieć jako jednostka. Wykrwawiła się również całkowicie Brygada Kawalerii płk. Zakrzewskiego. Reszta sił gen. Andersa przebiła się jednak przez linię niemiecką. Drogę do granicy zagrodziły jej wojska radzieckie (Wojna polska, s. 493-502).

 Nadał broniła się Warszawa. Brak wody paraliżował nadzieję i wolę. "Szczególnie została doświadczona Warszawa 25 września w czasie 12-godzinnego nalotu, bardzo ciężkiego i straszliwego w skutkach. (...) 26 września był dniem pertraktacji. Strona niemiecka zachowała się dość kurtuazyjnie, oddając należny hołd polskiej obronie stolicy. Zażądali 12 zakładników, oczyszczenie barykad na ulicach przelotowych, oficerowie mieli być przy białej broni, a szeregowi mieli być zwolnieni do domów" (K. Pużak, Wspomnienia, s. 12-13)

 Codzienne komunikaty operacyjne Sztabu Generalnego Armii Czerwonej nie wspominały już ani razu o "radosnym" spotkaniu oddziałów sowieckich przez ludność, zaś coraz częściej mówiły o walkach staczanych z oddziałami polskimi. "W Grodnie oddziały Czerwonej Armii spotkały się ze zorganizowanym oporem wroga - pisał komisarz S. Kożewnikow. - Most na Niemnie był zabarykadowany i gdy nasze czołgi zbliżyły się do niego, to z drugiego brzegu otworzono silny ogień z km i kb. Polacy strzelali przeciwpancernymi i zapalającymi pociskami". W bitwie o Grodno wzięto 38 oficerów, 28 młodszych oficerów, 1477 szeregowych. Nie mniej niż 350 oficerów zostało zabitych (Zbrodnia katyńska, s. 12-13).

 Oto przykład propagandowej literatury, którą karmiona była ludność i żołnierze polscy: "Do żołnierzy Armii Polskiej! Żołnierze! Znowu, jak i w roku 1914 wasi krwiożercy - obszarnicy i kapitaliści rzucili was do otworu ogniowego drugiej wojny imperialistycznej. Jak i wtedy, rzeką leje się krew robotników i włościan. Tysiące ludzi tracą swe życie na łanach rzezi krwawej, pozostawiając unieszczęśliwionych żon, dzieci i matek które utraciły swych chlebodawców. Co ich czeka? Głód, nędza, spustoszenie, Śmierć podniosła już na nimi swą łapę kościstą" (Biała księga, s. 85).
W tym samym czasie trwała obrona Lwowa. Od 19 września, od strony północnej i wschodniej, na rubieżach miasta, stanęły czołgi i wojska sowieckie, zwiększając stale swą liczebność (S. Ostrowski, Dnie pohańbienia, s. 43).

 Ostatnie natarcie załogi Lwowa w nocy z 20-21 IX nie doprowadziło do połączenia z gen. Sosnkowskim. Również i jego oddziały zostały rozbite. Nie było widoków na dalszą walkę. W związku z tym d-ca obrony Lwowa gen. Langner, po wysłuchaniu opinii starszych dowódców i prezydenta miasta, zdecydował poddanie (Zbrodnia katyńska, s. 266).

 Kapitulacja Lwowa nastąpiła 22 września. Miasto poddało się Armii Czerwonej, która miała wkroczyć dopiero o godz. l5, o czym informowały rozklejone na murach odezwy gen. Langnera, uzasadniające poddanie miasta zamiarem oszczędzania go przed zupełnym zniszczeniem. Tymczasem na dwie godziny przed oznaczonym terminem Armia Czerwona ruszyła na Lwów rozbrajając napotkane luźne oddziały oficerów, którzy po oddaniu broni, zamierzali iść do granicy rumuńskiej. Otoczono ich kordonem wojska i już jako jeńców załadowano do pociągu i - zamiast do Rumunii lub Węgier, jak przewidywały warunki kapitulacji - wywieziono wszystkich do Rosji (Zbrodnia katyńska, s. 14).

 22 września oddziały Armii Czerwonej zajęły Białystok i twierdzę Brześć Litewski. Rozbicie lub kapitulacja głównych zgrupowań polskich zakończyła do 28 IX zasadnicze działania Kampanii Jesiennej w sensie operacyjnym. Walki trwały jednak nadal. Ostatnia bitwa zorganizowanych wielkich jednostek armii polskiej - grupy gen. Kleeberga - przeciwko nacierającym na nią z obu stron wojskom niemieckim i sowieckim, zwana bitwą "Kock - Adamów", została stoczona w dniach 1-7 października 1939 r. pomiędzy Brześciem i Lublinem (Biała księga, s. 89).

 Nadszedł czas tragicznych obliczeń ofiar i szkód miesiąca walk na terenach Polski. Do dziś nie jest ostatecznie i na pewno ustalone, jakie straty w ludziach poniósł Wehrmacht: według różnych źródeł od 10 do 100 tysięcy samych zabitych. W sumie wyeliminowanych z walki było 60 tysięcy. W trakcie kampanii Niemcy stracili 674 na 2 800 czołgów, a więc co 4 czołg. Wg dokumentów niemieckich do 30 IX Niemcy straciły w wojnie z Polską 1251 samolotów bojowych (zestrzały - 664 maszyny, resztę trzeba było wycofać na skutek zużycia). Gdy porównamy te straty z sytuacją wyjściową Luftwaffe (z początkiem kampanii Niemcy dysponowali 2433 samolotami bojowymi, przeciw Polsce rzucili 1800) okaże się, że w czasie walk lotnictwo niemieckie straciło bezpowrotnie więcej niż połowę ogólnej liczby zdolnej do działań samolotów. Samochodów pancernych Wehrmacht utracił 320, a samochodów osobowych i ciężarowych 6000. Straty, które Wehrmacht poniósł w czasie walk z Polską nie mogły być już nigdy odrobione. Gdy u progu kampanii polskiej Luftwaffe dysponowała 2433 samolotami bojowymi, to rozpoczynając działania na Zachodzie wiosną 1940 r. miała ich 2509. Przez pół roku przemysł niemiecki, pracując na najwyższych obrotach, z trudem odrobił straty. Rozpoczynając wojnę w Polsce Niemcy dysponowali 3220 czołgami, a u progu kampanii francuskiej mieli ich już tylko 2960. Przemysł nie zdołał nadrobić strat (Wojna polska, s. 525-527).

 Mołotow w swoim expose z 31 X 1939 r. na posiedzeniu Najwyższej Rady ZSRR tak podsumował walki w Polsce: "W toku zbrojnego posuwania się naszych oddziałów wojskowych w tych rejonach, miały miejsce poważne starcia z oddziałami polskimi, były zatem również ofiary. Na froncie białoruskim w oddziałach Armii Czerwonej było - licząc szeregowych i dowódców - 246 zabitych i 503 rannych, razem 740. Na froncie ukraińskim wśród dowódców i szeregowych zabito 491, raniono 1359, razem 1850. Tak więc ogólna ilość ofiar poniesionych przez Czerwoną Armię na terytorium Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy wynosi: zabitych 737, rannych - 1862, ogółem 2599 ludzi. Jeśli chodzi o nasze trofea w Polsce, to składa się na nie ponad 900 armat, ponad 10 000 karabinów maszynowych, więcej niż 300 000 karabinów, ponad 150 milionów naboi karabinowych, około miliona pocisków artyleryjskich, do 300 samolotów itd. " ("Prawda", nr 303 z 1 XI 1939).
Straty polskie, wg szacunkowych danych J. Malczewskiego, wyniosły 66 000 zabitych i 130 000 rannych. Do niewoli dostało się 42 000 żołnierzy polskich, w tym 21 000 oficerów, ponad połowa z nich dostała się do niewoli sowieckiej (Wojna polska, s. 525).

 W raporcie "O położeniu Kościoła katolickiego w Polsce w latach hitlerowskiej okupacji 1939-1942" pisanym w Lourdes 11 XI 1942 r., prymas Polski kard. August Hlond poruszył problem sytuacji ludności cywilnej we wrześniu 1939 r.: "Na wschód od pewnej linii bombardowano z powietrza cały kraj, obracano w perzynę bezbronne miasta i miasteczka, fabryki i wsie. Polska stała w płomieniach. Ludność cywilna ginęła pod gruzami swych domów, umierała poszarpana od bomb lub rażona z kulomiotów samolotowych na rynkach, na drogach zapchanych uchodźcami, w pociągach ewakuacyjnych, przy pracy w polu. Samoloty siały grozę, śmierć, zniszczenie. Za armią inwazyjną szły od zachodu bataliony policji niemieckiej. Wkrótce wszędzie zaroiło się od gestapowców, którzy mordowali, urządzali masowe egzekucje, pławili się we krwi polskiej. W przeciągu pamiętnego września 1939 r. zginęło w Polsce około 300 000 osób cywilnych. W samej Warszawie, w której zniszczono 20 tysięcy domów, a ciężko uszkodzono 10 dalszych tysięcy, padło od bomb, granatów artyleryjskich i kul lotniczych 60 tysięcy cywilów, a rannych było ponad sto tysięcy. Był to wstęp do systematycznego tępienia narodu polskiego, które odtąd trwa nieprzerwanie i z dzikim okrucieństwem" (August kard. Hlond, Daj mi duszę, s. 242).

 Pomimo tragedii przegranej kampanii we wrześniu 1939 roku pozostała pośród formujących się oddziałów podziemia, żołnierzy - emigrantów, ludności cywilnej świadomość Polski niezwyciężonej. Już 28 IX 1939 r. przemawiając przez Radio Watykańskie prymas Polski August Hlond mówił: "Nie zginęłaś, Polsko! Niedaremne są te cierpienia ani ta krew, ani te mogiły i błagania, ani ten hart duszy, ani ta żądza wolności. Wzbogaciły one nasz duchowy skarbiec narodowy, stanowiąc kapitał bezcennych wartości, z którego pokolenia od nas szczęśliwsze, a wdzięczne, czerpać będą. Nie zginęłaś, Polsko! Imię Twoje nieskalane i wielkie w świecie. Wszyscy wróżą ci pomyślne przeznaczenia, które chlubnie spełnisz jako naród wolny i jako cząstka dziedzictwa Chrystusowego. Nie zginęłaś, Polsko! Nie zginęłaś, bo nie umarł Bóg. Bóg nie umarł i w swym czasie wkroczy w wielką rozprawę ludów i po swojemu przemówi. Z Jego woli, w chwale i potędze zmartwychwstaniesz i szczęśliwa żyć będziesz - najdroższa Polsko - męczennico... " (A. Hlond, Daj mi duszę, s. 195).

ks. Andrzej Zwoliński


Literatura:
1. "Prawda". Wybór artykułów, notatek prasowych zamieszczonych w "Prawdzie" - organie prasowym KC bolszewików we wrześniu 1939 r., wyd. Nowa 1981.
2. Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów, Londyn - przedruk: Kraków 1981.
3. R. Frelek, W. Kowalski, Polska - czas burzy i przełomu 1939 -1945, Warszawa 1980.
4. W. Grzybowski, Byłem świadkiem. Raport końcowy ambasadora polskiego w Moskwie do min. Spraw Zagr. Rzeczyp. Polskiej z 6 IX 1939, wyd. ZZ 1984.
5. A. kard. Hlond, Daj mi duszę. Wybór pism i przemówień 1897-1948, Łódź 1979.
6. L. Jerzewski, Dzieje sprawy Katynia, wyd. W., Warszawa 1984.
7. L. Moczulski, Wojna polska 1939, Poznań 1972.
8. S. Ostrowski, Dnie pohańbienia. Wspomnienia z lat 1939-1941, w: W obronie polskości Ziemi Lwowskiej, wyd. Pokolenie, Warszawa 1966, s. 41-77.
9. W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski, t. III, z. 1, Londyn 1960.
10. Ł. Pużak, Wspomnienia 1939-1945, w: "Zeszyty Historyczne", z. 41, Paryż 1977,
s. 3-196.
11. F. Sławoj-Składkowski, Prace i czynności rządu polskiego we wrześniu 1939, wyd. Res, Kraków 1981.
12. W. Sukiennicki, Biała księga. Fakty i dokumenty z okresu dwóch wojen światowych, Paryż 1964.