Na przełomie września i października z górskich pastwisk od Beskidu Śląskiego po Sądecki schodziły w doliny stada owiec. Kończył się trwający prawie pięć miesięcy sezon wypasowy. Jego graniczną datą była uroczystość św. Michała Archanioła - 29 września.

    Po tym dniu pasterze opuszczali swoje letnie sadyby i wracali z dobytkiem do wsi. Ze śpiewem i muzyką przybywał z gór jesienny redyk, jak nazywano te uroczyste powroty. Według powszechnego przekonania nie godziło się paść po Michale, więc najdalej do najbliższej niedzieli po tym święcie należało zlikwidować pasterskie gospodarstwo. Stare przysłowie mówiło: Kto pasie po Michale, nie wróci na hale, co oznaczało, że każdego, kto nie uszanuje dawnej tradycji, spotka nieszczęście.

Baca, owce, wóz

    Dzień przed redykiem przygotowywano stado do drogi. Cały sezonowy dobytek, wędzone sery czyli oscypki i faski z bryndzą umieszczano na wozie. Następnego dnia rano przed opuszczeniem pastwiska baca żegnał znakiem krzyża palące się przez cały sezon w szałasie ognisko, modlił się, a następnie zalewał ogień wodą. Potem zamykał drzwi szałasu, znacząc je krzyżem rysowanym święconą kredą. Wreszcie stado ruszało. Na czele szedł baca, za nim owce pilnowane przez juhasów, honielników, z tyłu toczył się wyładowany wóz. Wracano radośnie, ze śpiewem i muzyką. Po przyjściu do wsi pasterze dzielili stado, oddając zwierzęta właścicielom. Dziewczęta i dzieci obdarowywali zwierzątkami z sera, tzw. redykałkami (najczęściej jeleniami, barankami, kogutami). W odległej przeszłości miały one znaczenie magiczne - zapewniały płodność i dostatek. Wieczorem w karczmie lub chałupie bacy zaczynała się zabawa. W niektórych regionach w dzień redyku baca ofiarowywał miejscowemu proboszczowi baranka jako dziękczynne wotum za udany wypas. Kilka dni po redyku pasterze wracali jeszcze na halę, by opatrzeć szałas na zimę, czyli zabezpieczyć go przed śniegami i wichurami, uporządkować segmenty koszaru - ruchomego zagrodzenia dla owiec.
    Na halach i polanach opustoszałe szałasy czekały do następnej wiosny. Ponownie w góry wyruszano ze stadami po 23 kwietnia, kiedy to przypada uroczystość innego patrona pasterzy - św. Wojciecha, biskupa.

Zwierzę - żywiciel

    Jeszcze u schyłku XIX wieku hodowla owiec była dla mieszkańców Karpat podstawą ekonomicznego bytu. Jałowa, nieurodzajna ziemia dawała niskie plony, a uprawom nie sprzyjał surowy, górski klimat. Nic więc dziwnego, że właśnie zwierzętom-żywicielom poświęcano tyle troski, chroniąc je wszelkimi sposobami przed chorobami, drapieżnikami, trudnymi warunkami bytowania, wreszcie przed ludźmi-amatorami cudzego mienia. Owce wypasano na położonych z dala od wsi halach i śródleśnych polanach. Pieczę nad nimi sprawowała grupa pasterzy - juhasów, z bacą czyli gospodarzem wypasu na czele. Pomocnikami juhasów byli honielnicy - chłopcy w wieku od 10 do 15 lat. Mieszkano w szałasie, gdzie były również przechowywane sprzęty i naczynia używane podczas wypasu. Tutaj także przetwarzano owcze mleko na sery. Od udanego sezonu zależała wysokość wynagrodzenia pasterzy, a w przeszłości także sytuacja ekonomiczna właścicieli owiec. Stąd też miesiąc kończący wypas był miesiącem niezmiernie ważnym, a dzień, po którym zgodnie z tradycją stada opuszczały pastwiska - świętem. Nie bez powodu wrzesień nazywano na Podtatrzu miesiącem michalskim od imienia patrona stad i ich opiekunów.

Niezwyciężony wojownik

    Kościół Katolicki czci św. Michała Archanioła jako księcia i wodza chóru anielskiego, zwycięzcę Lucyfera w czasie buntu aniołów na początku świata, protektora Kościoła i jego obrońcę w walce z szatanem, przewodnika dusz ludzkich w ostatniej drodze. Św. Michał jest patronem kaplic cmentarnych, chorych, a także licznych rzemieślników: wytwórców opłatków, rytowników, szlifierzy i złotników. Opiekuje się też mierniczymi. W średniowieczu był czczony przez rycerzy na równi ze św. Jerzym, jako symbol niezwyciężonego wojownika. Do dzisiaj za swojego orędownika uważają go szermierze. Współcześnie patronuje też radiu i radiologii. W Polsce uważany jest ponadto za patrona Małopolski i diecezji łomżyńskiej.
    W ikonografii przedstawia się go najczęściej w stroju rzymskiego żołnierza, w krótkiej tunice i półpancerzu, w hełmie na głowie, z dzidą lub mieczem w ręku, którym godzi w szatana mającego postać smoka. Na cielsku tej bestii opiera obutą w sandał stopę. Jego atrybutami sa też obok wspomnianej broni oszczep i puklerz oraz tarcza z napisem Quis ut Deus - Któż jak Bóg. Często też trzyma w ręku wagę, na której waży złe i dobre uczynki człowieka w czasie Sądu Bożego nad duszą ludzką po śmierci. W Polsce kult św. Michała znany był od XIII stulecia. Imię to przez całe wieki chętnie nadawano męskim potomkom w rodach rycerskich. Pod wezwaniem św. Michała Archanioła wznoszo też cmentarne kaplice i kościoły.
    Dlaczego obrali go za swojego opiekuna pasterze owiec w Zachodnich Karpatach - trudno jednoznacznie stwierdzić. Prawdopodobnie uważany za symbol walki i zwycięstwa nad złem, nad mocami ciemności i wszystkim co od nich pochodzi, miał bronić przed nimi ludzi i ich dobytek. Człowiek, bezbronny wobec dzikiej górskiej przyrody, uważał wiele zachodzących tu zjawisk za przejawy działalności szatana i jego sług, wierząc w magiczną niszczącą siłę demonów i czarowników. Któż lepiej mógł wspomagać wobec takich zagrożeń, jak nie zwycięzca piekieł?
    Przemiany gospodarcze ostatnich lat sprawiły, że coraz więcej hal zarasta lasem. Nieużywane szałasy popadają w ruinę i coraz rzadziej słychać latem w górach pasterskie dzwonki owiec, pohukiwania juhasów, szczekanie psów. Wprawdzie oprócz nielicznych pasterskich gospodarstw, tzw. wypas kulturowy prowadzą niektóre parki narodowe i krajobrazowe, ale tak naprawdę świat baców, pasterskich rytuałów i magii należy już do przeszłości. Jest nadal atrakcyjnym akcentem folklorystycznych imprez i festiwali, turystyczną ciekawostką, pielęgnowanym przez regionalistów echem jakże bogatej kulturowej przeszłości.

Urszula Janicka-Krzywda
fot. Piotr Krzywda