W roku 1999 prowadziłem badania dotyczące funkcjonowania rad szkół w publicznych szkołach podstawowych, w jednym z byłych województw. Badania zakończyłem przed wprowadzeniem reformy oświaty. Z 14 rad szkół, które formalnie istniały wówczas w badanych szkołach, funkcjonowało już tylko 9. Czas wprowadzenia reformy przetrwało 7 rad. W gimnazjach, które powstały w badanych przeze mnie szkołach, nie powstała ani jedna rada szkoły (dane z grudnia 2000 roku).

    Smutna to rzeczywistość... Rady szkoły były przecież niemal powszechnie uznawane za "zalążek demokracji" w szkole, a ich funkcjonowanie miało być laboratorium szkolnej demokracji. Można było nawet dostrzec "zależność":

    Nie udało się jednak upowszechnić tego kolegialnego organu w szkołach. W niektórych (byłych) województwach rady szkoły istniały lub istnieją zaledwie w kilkunastu szkołach. Były rozwiązywane (chociaż ustawa nie przewiduje takiej możliwości), były "zawieszane" (chociaż formalnie istnieją "oczekując" na reaktywowanie), przestały funkcjonować (pozostają fasadą).

Przyczyny ich upadku można przedstawić następująco:
- aktywni przewodniczący rezygnowali z pełnienia swej funkcji,
- wygasał entuzjazm, jaki cechował początkową działalność rady,
- rady szkoły dublowały swą działalność z działalnością komitetów rodzicielskich (rad rodziców),
- został osiągnięty cel, do którego rada została powołana, np. remonty,
- brak dostatecznej wiedzy na temat rad szkół wśród nauczycieli, uczniów, a przede wszystkim rodziców,
- rady szkoły stały się "klakierem" dyrektora,
- rady szkoły przestały pełnić ustawowe funkcje, do których zostały powołane.

    Rezygnacja z pełnienia funkcji przewodniczącego rady szkoły była różna. Najczęściej prozaiczna - dzieci kończyły szkołę. Dyrektorzy uzależniali ponowne wznowienie funkcjonowania rady od "znalezienia" równie aktywnego następcy. Entuzjazm członków rady wygasał, gdy okazywało się, że rada mimo wielu uprawnień tak naprawdę niewiele może, a brak środków finansowych (tylko nieliczne rady dysponują własnymi środkami finansowymi) jeszcze bardziej ograniczał jej możliwości. Rada nie mogła "reperować" nawet szkolnych dziur finansowych, na co liczyli dyrektorzy.
    "Współpraca" rady szkoły z radą rodziców doprowadzała do rywalizacji obu organów lub dublowania się ich działalności. Dyrektorom najczęściej wystarczała rada rodziców.
Wielu respondentów mówiło o konieczności dokształcania członków rady szkoły, uniezależnienia jej od dyrektora, konsekwentnego realizowania ustawowych funkcji.
    Czy więc rady szkoły to już tylko historia? Mimo wszystko myślę, że nie. Mogą one np. wspaniale funkcjonować w gimnazjach, szkołach średnich, a nawet szkołach podstawowych. Niebagatelna może być ich rola w wychowaniu dzieci i młodzieży, uaktywnieniu współpracy rodziców ze szkołą, zmianie mentalności nauczycieli. Wiele osób mówi o potrzebie zwiększenia jej uprawnień, wyraźnego określenia działania, a przede wszystkim informacji o tym, że taki organ w szkole może w ogóle zaistnieć!
    Inicjatywa powołania rady w badanych szkołach należała głównie do dyrektora i nauczycieli. Rodzice długo jeszcze nie będą w stanie przełamać pewnego strachu przed szkołą, a dzieci ciągle jeszcze uczą się samodzielności. Nadzieja w tym, że dzieci uczą się szybko.

Marek Mencel