|

Szkoła
A. Nauczyciele o uczniach
Zawód nauczyciela jest
zawodem trudnym. To właściwie powołanie, które wymaga niemal
samozaparcia, a młodzież podobno coraz trudniejsza - lekceważy
nauczycieli, tj. właściwie nauczycielki, bo zawód jest zdecydowanie
"sfeminizowany". Są szkoły, gdzie jedynym mężczyzną jest ksiądz-katecheta,
który jednak rzadko bierze udział w naradach pedagogicznych.
Nauczycielki skarżą się na brak szacunku ze strony uczniów,
czują się lekceważone, bo młodzież nie tylko lekceważy przedmiot
nauczania, ale i osoby nauczające. Nauczycielkom brakuje więc
cierpliwości, łatwo reagują, "denerwują się". Młodzież zachowuje
się niegrzecznie, potrafi mówić wulgarne słowa. Wagaruje,
lekceważy przepisy. Po prostu praca w szkole jest okropna!
W dodatku, wiadomo, mało płatna. A ponadto reforma niesie
problemy...
Wśród nauczycieli dominuje zniechęcenie,
zmęczenie, drażliwość. Mówiono od dawna wręcz jako przekleństwo:
"bodajbyś cudze dzieci uczył".
B. Nauczyciele o domu, o rodzicach
Rodzice wobec szkoły
są w najlepszym razie obojętni. Złe oceny często traktują
jako niesprawiedliwość, oskarżają nauczycieli, że źle traktują
dzieci. Samą szkołą niewiele się interesują, na zebrania przychodzi
mały procent rodziców, nigdy nie przychodzą oboje. Nauczycielka
nie zna więc rodziców, ojców na zebraniu brakuje. Nie zgłaszają
nieobecności uczniów, a potem często jest tak, że nieobecności
zawinione usprawiedliwiają swoim podpisem. Nie pilnują, żeby
dzieci porządnie odrabiały lekcje...
Te dwie grupy ludzi nie mają do siebie zaufania i nie współpracują
ze sobą.
Dom
A. Rodzice o nauczycielach
Niesprawiedliwi, nierówni, traktują rodziców
"z góry", oskarżają ich o zaniedbania...
Chcą, żeby rodzice uczyli dzieci, odrabiali z nimi zadania.
Wymagają, zamiast uczyć...
Rodzice nie mają prawa zrobić najmniejszej uwagi nauczycielowi,
bo to się zaraz odbije na dziecku...
Nauczyciele krzyczą na dzieci, używają w stosunku do nich
epitetów, np. kretyn, bałwan.
Nie interesują się losem dziecka, nie zawiadamiają rodziców
o tym, że dziecko nie było w szkole. Zdarza się, że dziecko
znika ze szkoły na całe tygodnie, a rodzice o tym nie wiedzą...
Wymuszają prezenty i inaczej traktują dzieci tych rodziców,
które są w stanie coś ofiarować...
Nauczyciele są okropni, nie na poziomie.
Rodzice oddychają z ulgą, gdy dzieci nareszcie kończą szkołę.
B. Rodzice o dzieciach
Dzieci są coraz trudniejsze,
a jeszcze psują się w szkole, bo chcą mieć wszystko. Koleżanki
mają stroje jak z pokazu mody, więc wszystkie dziewczyny chcą
się tak ubierać, a rodziców nie stać na to. Chłopcy mają telefony
komórkowe, gry komputerowe, więc wszyscy chcą mieć takie same.
Koledzy piją piwo, oni też chcą.
Rodzice są bezradni wobec grupy młodzieży wchłaniającej jej
dziecko. Szkoła wymaga, żeby rodzice odrabiali z dziećmi lekcje,
a rodzice nieraz nie potrafią, albo nie mają czasu. Szkoła
nie wie, jak trudne warunki dzieci mają w domu, ilu rodziców
jest rozwiedzionych, ile półsierot i sierot społecznych. Dzieci
są trudne, kłamią, są agresywne.
Rodzice nie zwierzają się ze swoich
trudności nauczycielom. Po prostu nie mają dość zaufania.
Nie powiedzą, że ich dziecko na cały dzień, albo i noc znika
z domu. Narada domu ze szkołą odbywa się dopiero, gdy wkroczy
policja, gdy trzeba odebrać prawa rodzicielskie.
Dzieci
A. O szkole i o sobie
"Jakoś leci".
Nauczycieli obdarzają epitetami, wzruszają ramionami. Szkoła
- zło konieczne, trzeba jakoś przetrwać.
Kłamią? Ściągają? - normalka. A w ogóle mają swój świat, którego
dorośli nie rozumieją. Palą papierosy, piją piwo, próbują
narkotyków, czytają pisma pornograficzne.
Dobre stopnie? - te mają tylko lizusy.
Olimpiady? - owszem są, ale po co się wysilać?
Kochasz szkołę? - A co to znaczy?
Szkoła to anonimowa grupa dorosłych, którzy dręczą dzieci.
Młodzież generalizuje - wszyscy tacy i koniec.
Przyjaźń z nauczycielem?? Co to?
B. O domu i rodzicach
Dom? To kiepski hotel.
Dom? "Mój dom jest zimny".
Ojciec? Ojca nie ma. Ojca nienawidzę.
"W domu piekło".
A w ogóle o czym tu mówić. Wzruszenie ramion i grymas na twarzy.
No oczywiście, nie wszyscy tak.
Inne szkoły
Nauczyciele chwalą
młodzież, mają z nimi doskonały kontakt. Prowadzą z nimi przeróżne
zajęcia. Naprawdę, są szkoły rozwijające wszystkie talenty
młodzieży.
Widziałam na scenie program przygotowany
przez klasę II LO na rocznicę wyzwolenia Majdanka, program
słowno-muzyczny z wybranymi tekstami wielkiej poezji. Sama
młodzież, ale spektakl wyreżyserowany przez dobrego, ukochanego
nauczyciela-polonistę.
Mają doskonały kontakt z rodzicami.
Jest szkoła, w której wychowawczyni zorganizowała wyjazd na
weekend na pieczenie kiełbasek, bez dodatkowych pieniędzy,
bo okazało się, że w klasie jest dość rodziców z samochodami,
którzy zawieźli wszystkie dzieci do letniego domku jednej
rodziny z tej klasy. Samorzutnie powstało coś w rodzaju komitetu
rodzicielskiego.
Jest szkoła, gdzie ojcowie naprawili
wszystkie klamki i stoły, a matki uszyły firanki do okien
i dały kwiatki.
Są więc dobre szkoły, dobrzy uczniowie i dobrzy rodzice.
Program
na nowe tysiąclecie?
A. Dla szkoły
Gdyby tak wychowawczyni
każdej klasy poznała swoich rodziców osobiście, zaprosiła
na spotkanie, nie na wywiadówkę, ale spotkanie zapoznawcze?
Gdyby ci rodzice potrafili się ze sobą bliżej poznać i zaprzyjaźnić?
Gdyby Pani przedstawiła sytuację klasy od swojej strony -
jakie ma trudności?
Gdyby ci rodzice poczuli się odpowiedzialni za całą klasę,
za szkołę i za te rodziny, których dzieci uczęszczają do danej
klasy?
I gdyby okazało się, że jeden ojciec jest pijakiem, wobec
którego żona jest bezradna, wręcz boi się go, a gdyby tych
kilkudziesięciu ojców spróbowało wpłynąć na niego - to może...
odniosłoby to jakiś skutek.
Gdyby ci wszyscy rodzice razem ustalili program np. wycieczek
szkolnych, żeby oderwać dzieci od telewizji i pornografii
- a kolejno zabierali dzieci w góry czy nad jeziora, prowadzili
szlakami turystycznymi z ciekawymi zabytkami architektury.
I gdyby dyżurowali rodzice (zwłaszcza ojcowie) podczas dyskotek,
gdyby ci ojcowie poczuli się odpowiedzialni - młodzież pewnie
byłaby inna.
B. Program dla domu
Po doświadczeniach
z młodzieżą, nauczycielami i rodzicami program wydaje mi się
bardzo prosty, mogę go sformułować wręcz jako hasło: "otworzyć
dom".
Domy są dziś zamknięte, nie ma do
nich wstępu. Młodzież nie może zaprosić, wprowadzić do domu
swoich kolegów, musi się bawić na ulicy, w kawiarniach, dyskotekach,
bo... rodzice nie akceptują kolegów i koleżanek! Młodzież
zaprasza, owszem, do... pustej chaty, gdy starych nie ma.
Wtedy ubaw: z wódką i seksem! Ale zupełnie brak towarzyskich
wizyt i spotkań, gdzie dzieci miałyby szansę zaprzyjaźnić
się z dziećmi przyjaciół rodziców. Rodzice zachowują się tak,
jakby dzieci im przeszkadzały. Ojciec chce po pracy spokojnie,
bez przeszkód oglądać mecz w telewizji. Matka nie chce mieć
zadeptanej podłogi.
A gdyby tak ojciec zainteresował kolegów
syna czy córki tym, w czym sam jest ekspertem. A matka przygotowała
młodzieży drobny poczęstunek.
Gdyby poczuli się w takiej serdecznej
atmosferze dobrze, może przestaliby uciekać z domu?
Bo oni chcą, żeby dom był otwarty, ciepły, nie chcą być krytykowani,
a akceptowani, po prostu chcą być kochani.
* * *
Na nowe tysiąclecie
ogłaszam alarm SOS dla młodzieży jako pierwsze zadanie dla
wszystkich dorosłych.
Alarm, bo młodzież jest zagrożona moralnie! Wielkie wartości
do nich nie docierają, nie dostają odpowiednich wzorów!
Trzeba obronić młodzież przed rozwiązłością
seksualną. Jest oczywistą klęską młodych, gdy w wieku 15-17
lat stają się rodzicami.
Trzeba bronić przed: pornografią,
narkotykami, alkoholem, papierosami.
Bronić więc też przed dorosłymi, którzy
ich demoralizują; i w tej walce o dobro młodzieży szkoła i
dom muszą zawrzeć przymierze - razem bronić młodzież, bo oni
sami nie umieją się bronić. Ale wygrana w tej walce zależy
od jedynej rzeczy. Nie od nakazów, zakazów, ale od akceptacji.
Młodzież trzeba pokochać. Gdy się czują kochani, przyjdą,
tak jak poszli za Janem Pawłem II do Denver, na Filipiny,
do Paryża, do Częstochowy, do Rzymu. Przychodzą, przyciągani
jedną siłą - siłą miłości.
Wanda Półtawska
|
Szukaj drogi do swego dziecka!
1. Przyglądaj się dziecku jak komuś odbywającemu ciężką
wspinaczkę na wysoką górę.
2. Zauważaj jego mocne strony.
3. Naucz się słuchać.
4. Szanuj uczucia swego dziecka.
5. Każdego dnia doceń coś, co dziecko robi dobrze.
6. Dziel się z dzieckiem swymi uczuciami.
7. Bądź stanowczy, pomagając dziecku dokonywać zdrowych
wyborów.
8. Zacieśniaj więź między domem a szkołą. Dziel się
z wychowawcą tym, co lubisz i podziwiasz w swoim dziecku.
9. Ucz swoje dziecko, że nie jest tylko samym ciałem.
10. Twórz i pielęgnuj pozytywną atmosferę w domu.
11. Ciesz się i baw ze swoim dzieckiem.
12. Dawaj dziecku to, co masz w sobie cennego i ważnego.
13. Interweniuj, gdy twoje dziecko mówi o sobie negatywnie.
14. Mów szczerze o wszystkich oczekiwaniach - swoich
własnych i dziecka.
15. Pozwalaj dziecku brać udział w decyzjach i wyborach
dotyczących jego samego i waszej rodziny.
16. Słuchaj nie osądzając.
17. Jasno formułuj wymagania.
18. Wprowadź na stałe humor w wasze życie.
19. Nigdy nie zawstydzaj, nie ośmieszaj ani nie wprawiaj
dziecka w zakłopotanie.
20. Okazuj swemu dziecku miłość bez stawiania warunków.
Wzajemna miłość to pozwolić tobie i mnie być sobą.
|
|