|

Rodzice zdają sobie sprawę, że w pojedynkę
niczego nie osiągną i nie uzyskają istotnego wpływu na wychowanie
oraz edukację własnych dzieci.
W latach 1999-2001
przetoczyła się przez Polskę pierwsza fala wzmożonej rodzicielskiej
aktywności. Wzięła swój początek w Katowicach, gdzie w październiku
1999 roku zawiązało się oddolnie pierwsze międzyszkolne przedstawicielstwo
rodziców - Katowicka Międzyszkolna Rada Rodziców. Przystąpienie
do KMRR zadeklarowały rady rodziców z kilkudziesięciu katowickich
placówek oświatowych (Inicjatorem utworzenia i przewodniczącym
KMRR został Krzysztof Śnioszek, kierujący w tym czasie Radą
Rodziców Szkoły Podstawowej nr 12 - przyp. red.). Aktywność
katowickich rodziców napotkała niestety na dość duży opór
ze strony władz samorządowych i oświatowych oraz dyrektorów
szkół. Ujawniły się przy tej okazji pokłady urzędniczej niechęci
oraz lęku. W marcu 2000 roku doszło w Katowicach do I Kongresu
Rodziców, w którym uczestniczyły delegacje z kilkunastu innych
miast regionu. Idąc za katowickim przykładem rodzice ci powołali
własne przedstawicielstwa. Zawiązały się międzyszkolne rady
w Gliwicach, Zabrzu, Jastrzębiu Zdroju, Siemianowicach Śląskich,
Mikołowie, Lędzinach, Piekarach Śląskich, Rybniku.
W październiku 2000 roku lokalne organizacje
utworzyły pierwsze w Polsce przedstawicielstwo regionalne
- Śląskie Porozumienie Międzyszkolnych Rad Rodziców.
1 marca 2001 roku zawiązało się ogólnopolskie
przedstawicielstwo - Krajowe Porozumienie Rodziców i Rad Rodziców
z siedzibą w Katowicach. KPRiRR działa jako ruch obywatelski
i skupia środowiska z blisko dwustu ośrodków z różnych rejonów
Polski. Od początku 2000 roku ukazuje się też redagowane wyłącznie
przez rodziców bezpłatne pismo "Rodzice w Szkole". Ogromne
zainteresowanie, z jakim spotkało się ono wśród czytelników,
potwierdza niezwykłą wagę problemu.
Jaka szkoła?
Na pytanie, jaka ma
być polska szkoła XXI wieku - demokratyczna czy autorytarna?
- samoorganizujący się rodzice dają jasną, jednoznaczną odpowiedź.
Pilna potrzeba podjęcia poważnego społecznego dialogu o przyszłości
edukacji, w który włączą się i zostaną z uwagą wysłuchani
rodzice, wydaje się oczywista. Obowiązujące w Polsce prawo
oświatowe nie satysfakcjonuje rodziców.
W dobie demokracji i trudnego, mozolnego budowania społeczeństwa
obywatelskiego trzeba szukać takich rozwiązań, które umożliwiałyby
włączenie się rodziców w budowanie systemów oświatowych.
Skazani na współpracę
Uaktywniający się rodzice
od początku deklarowali wolę bliskiego, partnerskiego współdziałania
ze środowiskiem nauczycielskim i wszystkimi nauczycielskimi
organizacjami. To właśnie z inicjatywy Śląskiego Porozumienia
MRR podpisane zostały w listopadzie 2000 roku pierwsze w dziejach
polskiej edukacji umowy o współpracy z regionalnymi strukturami
ZNP i oświatowej "Solidarności". Najbliższy czas pokaże, czy
porozumienia te będzie można nazwać historycznym przełomem.
Obserwowana u wielu związkowych działaczy niepokojąca skłonność
do instrumentalnego traktowania zarówno nauczycieli, jak i
rodziców jest tak silna, że obawy co do tego wydają się w
pełni uzasadnione. Wysoki stopień upolitycznienia i zantagonizowania
nauczycielskich organizacji zawodowych utrudnia związkowym
liderom działanie i myślenie w kategoriach dobra wspólnego.
Truizmem będzie stwierdzenie, iż edukacja
wspiera się na trzech zasadniczych filarach: uczniach, nauczycielach
i rodzicach. Jeśli pominie się lub osłabi którykolwiek z nich,
cała budowla chwieje się w posadach. Jest wtedy słaba, narażona
na wstrząsy i polityczne zawirowania.
Publiczne szkolnictwo i realne szanse
na jego prawdziwy rozwój będą rosły wprost proporcjonalnie
do pozycji i roli, jaka przypadnie ostatecznie rodzicom. Jeśli
nie zrozumieją tego w porę politycy, urzędnicy i działacze
związkowi, to polską szkołę i nauczycieli czeka niepewna przyszłość.
Krzysztof Śnioszek
|