Gdy zacznie się rok szkolny, uczniowie w drodze do szkoły mogą natrafić na dilerów narkotykowych. I tu pojawia się problem, zarówno ze strony nastolatka, jak też ze strony często zdesperowanych rodziców.
Aby zapobiec takim pseudoprzygodom, należy z dzieckiem przeprowadzać rozmowy, stosując szereg pouczeń, a także przykładów z otoczenia.

Porozmawiałam z rodzicami i uczniami ze szkół podstawowych w Skarżysku-Kamiennej, co sądzą o uzależnieniach narkotykowych?

Elżbieta, lat 14

    "Uważam, że z każdej sytuacji można wyjść obronną ręką. Dużo czytam na ten temat w lokalnej prasie, a także rozmawiam ze znajomymi. Razem doszliśmy do wspólnych wniosków, że nie po to zdobywamy wiedzę z dużym wysiłkiem ucząc się, aby być kimś, żeby swoje życie zmarnować uzależnieniami, które niosą za sobą otępienie umysłowe i szereg chorób, tak sprytnie nazwanych dziś cywilizacyjnymi.
     Otóż dla mnie jest to jawną głupotą, bo po to wyrabiamy w sobie siłę woli, by wiedzieć, co dla nas dobre, a co złe, co nas inspiruje do dalszego rozwoju, a co nas stagnuje".

Paweł, lat 11

     "Dla mnie najważniejszym tematem jest poradzenie sobie z propozycją sprzedaży narkotyków. Nie można młodego człowieka namówić do czegoś siłą, każdy ma swój rozum i wolną wolę. Jeśli sami tego nie chcemy, nie może, coś zadecydować za nas.
    Nie może w ogóle dojść do takiej sytuacji, w której chęć spróbowania weźmie górę nad zdrowym rozsądkiem".

Janusz, ojciec ucznia szkoły podstawowej z klasy szóstej

     "Temat środków odurzających oraz narkomanów jest mi dobrze znany jeszcze z moich szkolnych lat, gdzie miałem osobisty kontakt z narkomanami chodzącymi na wspólne zajęcia. Początkowo nikt nie przypuszczał, że w naszej klasie mamy narkomanów. Osoby te już nie żyją. Często opowiadam mojemu synowi, jak osobiście widziałem, w jaki sposób stopniowo się uzależniali, a następnie uśmiercali swoje ciała. Niejednokrotnie posuwali się do czynów niegodnych miana człowieka, poniżając swoją godność. Wszystko to robili po to, aby zdobyć pieniądze na narkotyki, nawet te najprostsze - ze słomy makowej. Jeden z nich potrafił w grudniu za niewielką zapłatą zanurzyć się w lodowatej rzece po szyję. Inny przeszedł środkiem ruchliwej ulicy całkiem nago. Ci, co mieli pieniądze, wymyślali dla "ćpunów" poniżające zadania, a oni ślepo je wykonywali po to, aby zdobyć pieniądze na wymarzoną działkę narkotyku. Być może moje opowieści wpłyną na właściwy tok rozumowania mojego dziecka".

     Myślę, że każdy rodzic powinien poświęcić bliskim więcej czasu przynajmniej na rozmowy o tej drastycznej tematyce, a wnioski dzieci wysnują same.

Ewa Walkiewicz