|

Kilkanaście
lat temu Polacy zamykali swój stosunek do telewizji w lapidarnym
stwierdzeniu: "telewizja kłamie". Takie było powszechne
odczucie społeczeństwa w roku 1981. Świadomość kłamstwa rodziła
się ze zderzenia codziennych doświadczeń, uczestnictwa w masowym
ruchu narodowo-wolnościowym, ze spreparowanym przez propagandę
obrazem świata w telewizji. W rzeczywistości jednak ówczesne
kłamstwo ograniczało się tylko do polityki informacyjnej.
Komunistyczna telewizja - najbardziej nośne medium elektroniczne
- była nierzadko "walcem" niszczącym świadomość
narodową, zasadniczym narzędziem sowietyzacji naszego kraju
i narodu.
Kultura popularna, którą wówczas tworzono,
otwarcie negowała wartości narodowe. Nie trzeba sięgać do
"Czterech pancernych i psa", wystarczy przypomnieć
nakręcony u schyłku rządów Gierka, w okresie względnej liberalizacji,
serial "Polskie drogi", który zawierał standardowy
komunistyczny obraz okupacji niemieckiej w Polsce. W tamtym
czasie jedyną alternatywą - informacyjną i publicystyczną
- były rozgłośnie radiowe.
Jednak nieufność wobec mediów audiowizualnych
nie była ani polską specyfiką, ani nie ograniczała się do
społeczeństw żyjących w warunkach komunizmu. Z powyższym fenomenem
można było spotkać się na przykład w Stanach Zjednoczonych,
gdzie od wielu lat prowadzono badania nad społeczną i polityczną
reprezentatywnością środowisk dziennikarskich. W roku 1983
takie badania przeprowadził American Enterprise Institute.
Okazało się, że środowisko medialne (przedsiębiorców, zarządców,
redaktorów, dziennikarzy) ma pewne charakterystyczne rysy,
odróżniające je od całego społeczeństwa amerykańskiego.
Ludzie mediów w USA
w zdecydowanej większości:
- nie praktykują żadnej religii,
- są zwolennikami "wolności" zabijania
nienarodzonych,
- akceptują styl życia homoseksualistów,
- uważają, że w telewizji nie ma zbyt
wiele seksu i przemocy, w wyborach głosują przeciw kandydatom
konserwatywnym.
Jeśli chodzi o religię,
badania AEI wykazały; że wprawdzie większość ludzi otrzymała
wychowanie religijne (59% żydowskie, 25% protestanckie, 12%
katolickie), to 93% spośród nich nigdy lub rzadko nie uczestniczy
w praktykach religijnych.
Jeden z klasyków konserwatywnego liberalizmu
stwierdził, że liberalizm, czy w ogóle szacunek dla wolności,
to pokora wobec anonimowego procesu społecznego. Nie trzeba
być liberałem, by zaakceptować tę postawę. Fakty, które podałem
nie zmierzają do żądania przeprowadzenia mechanicznych zmian
w tej dziedzinie, gdyż zmiany w kulturze, nawet masowej, przeprowadzić
można jedynie organicznie, poprzez zmiany postaw jednostek,
wzorów społecznych, ewolucję struktur. Opinia publiczna natomiast
powinna być w stanie ocenić stopień wiarygodności mediów w
ogóle, czy też poszczególnego medium. Opinia publiczna powinna
uświadomić sobie konieczność krytycyzmu wobec mediów, powinna
zdawać sobie sprawę, z jakim stopniem bezstronności, czy też
z jakim profilem zaangażowania ma do czynienia w mediach.
Telewizja, jako medium, została stworzona nie tylko dla komunikacji
społecznej, ale w celu zaspokajania potrzeby rozrywki, ucieczki
od rzeczywistości zejścia w świat najprostszych marzeń. Nawet
w kulturze masowej łatwo wskazać popularne filmy, seriale
czy programy o bardzo różnym charakterze, adresowane do wyraźnie
odmiennych wrażliwości. Warto jednak zauważyć, że media nie
tylko zaspokajają, a więc odtwarzają, proste potrzeby kulturalne,
ale je również tworzą. Najwyraźniej to widać w reklamie, wszechobecnej
w mediach, choć będącej przede wszystkim elementem gospodarki.
Ta wzorotwórcza rola telewizji zwiększa jednak społeczną odpowiedzialność
za charakter jej programów.
Telewizja bardzo często przedstawia
życie jako permanentny show. Nic więc dziwnego, że jako środowisko
pracy skupia ludzi o poglądach postępowo-liberalnych. Każdy,
kto z socjologicznej ciekawości poczyta naszą popularną prasę
tygodniową, już z wywiadów przekona się, jak bardzo środowisko
telewizyjne jest uwikłane w kryzys rodziny, takie zjawiska
jak rozwody itp. (przedstawiane zresztą przez osoby z tego
kręgu jako najzwyczajniejsze zdarzenia życiowe).
Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę z jednej
strony fakt, że kultura popularna i media stały się dla bardzo
wielu ludzi podstawową formą uczestnictwa kulturalnego, wyjścia
poza świat codziennych doświadczeń, a z drugiej - ich społeczną
niereprezentatywność, silną tendencję do propagowania kultury
liberalno-konsumpcyjnej, tym większej wagi nabiorą wysiłki
zmierzające do ukształtowania takiego modelu mediów, który
uczyniłby z nich właśnie nośnik autentycznych wartości, w
tym także narodowych i patriotycznych.
Jak w tej chwili wygląda przyszłość
sprawy narodowej w mediach audiowizualnych? Paradoksalnie
symptomem pozytywnych jest zamykanie się rynku konkurencyjnego.
Z badań rynku prasowego wynika, że gdyby wpływy reklamowe
prasy uległy ograniczeniu, to pewna ilość tytułów upadłaby,
gdyż nie można konkurować ze wszystkimi tytułami o wszystkich
odbiorców. Ta sama reguła dotyczy telewizji i radiofonii komercyjnej.
Okazuje się, że komercyjność adresująca swój przekaz do masowych,
ujednoliconych konsumpcyjnych potrzeb natrafia na materialny
opór, na materialne granice możliwości zwiększenia swojej
ekspansji. Jednocześnie temu zamykaniu się konkurencyjnego
rynku komercyjnego towarzyszy zjawisko, które można określić
jako otwieranie się nisz ideowo-kulturowych. Okazuje się,
że może istnieć "inna" publiczność, nie tak liczna żeby tworzyć
media wielkodochodowe, ale wystarczająco liczna, żeby zapewnić
powstanie i funkcjonowanie ważnych ośrodków medialnych, czy
tym bardziej poszczególnych dzieł kultury. Najbardziej spektakularny
przykład to sukces Radia Maryja - program, który miał być
adresowany do ludzi starszych, chorych, samotnych pozyskał
audytorium wszystkich grup wieku, wykształcenia, majątku,
zamieszkania.
Stacje katolickie zdobyły sobie szerokie
audytoria realizując bardzo różne profile programu - od radia
religijnego, przez radio religijno-społeczne, po radio muzyczno-informacyjne.
Ta gałąź radiofonii zaspokoiła bardzo wyraźną potrzebę wśród
znacznej części odbiorców posiadania medium, któremu wierzą,
medium, które nie jest w opozycji wobec ich wartości. Audytoria
te reprezentują różny zasięg - od kilku do trzydziestu paru
procent słuchaczy - ale w sumie stanowią o poważnym zjawisku
społecznym.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę
również na kino. "Faustyna" - znakomity film o błogosławionej
siostrze Faustynie Kowalskiej, w 1995 roku był drugim filmem
pod względem oglądalności, a na przestrzeni kilku ostatnich
lat piątym filmem polskim pod tym względem.
Istnienie publiczności katolickiej
dowodzi więc, że nie można - np. w programie telewizji publicznej
- sugerować, iż fakt postaw religijnych naszego społeczeństwa
nie ma swoich kontrowersji kulturowych. Znaczna część polskich
katolików to ludzie, który chcą, aby wyznawane przez nich
wartości były obecne również w kulturze masowej - informacji,
publicystyce, rozrywce. To nie jest więc tak, że program telewizyjny
jest taki, jak oczekiwania widzów. Powiedzmy ściśle - program
telewizyjny jest taki, jak oczekiwania części widzów i związanych
z tą widownią twórców. Program telewizyjny jest dziś taki,
jak ideowe oczekiwania wobec społeczeństwa politycznych dysponentów
telewizji publicznej i koncesji dla telewizji prywatnych.
Zjawiska te mają również swe znaczenie
polityczne. Są przykładem nacisku, wywieranego od czasu układów
okrągłego stołu na nadanie charakteru sterowanego polskiej
demokracji; stałego permanentnego przeciwdziałania ujawnianiu
się postaw prawicowo-konserwatywnych w społeczeństwie, czego
długofalowym rezultatem ma być uniemożliwienie prawicy wywarcia
wpływu na kształt ustrojowy Trzeciej Rzeczypospolitej.
Otwieraniu się nisz ideowo-kulturowych,
a w tym pojawianiu się patriotycznej, katolickiej opinii towarzyszy
bardzo energiczna walka z tymi metodami administracyjnymi.
Pod pretekstem obrony apolityczności mediów pojawia się nowa,
wojująca "apolityczność". Demokrację bowiem rozumie się tutaj
nie jako debatę na temat dobra wspólnego, ale jedynie jako
polityczny wykładnik konkurencji rynkowej i wolność negacji
autorytetu państwa. Stąd najbardziej obiektywny dziennikarz,
obserwujący rzeczywistość z perspektywy patriotyczno-państwowej,
staje się polityczny. Troska o tradycję narodową również staje
się "polityczna". Natomiast traktowanie z lekceważeniem najważniejszych
sporów publicznych, sprowadzenie ich do konkurencji intryg
i "walki o stołki", jest jak najbardziej "apolityczne". Propaganda
antykatolicka również, bo (postkomunistyczna) demokracja polegać
ma właśnie na wolności destrukcji autorytetów.
Kolejnym ważnym terenem starań o obecność
sprawy narodowej w mediach są media publiczne. W odróżnieniu
od rynku prywatnego, który rządzi się prawami komercji i siły
finansowej poszczególnych środowisk społecznych, media publiczne,
a więc Telewizja Polska S.A. z jej oddziałami terenowymi,
Polskie Radio S.A. i siedemnaście regionalnych stacji publicznych,
podlegają pewnej kontroli społecznej, możemy mieć na nie pewien
wpływ. Co więcej, media te zobowiązania wobec dziedzictwa
narodowego mają wpisane do swoich ustawowych zadań, krótko
mówiąc, są one m.in. po to, żeby przechowywać i pielęgnować
dorobek polskiej kultury. Istnieją również po to, żeby w sposób
obiektywny dostarczać społeczeństwu informacji o życiu publicznym
i umożliwiać społeczeństwu uczestnictwo w sprawach państwa.
Tak ich funkcje opisała Ustawa o Radiofonii
i Telewizji, uchwalona przez Sejm w 1992 r., w okresie realnych
politycznych wpływów prawicy. Media publiczne stanowią dla
nas wielką szansę. W tych czasach, w których ze względu na
stan pokomunistycznego wywłaszczenia nie możemy zbudować w
pełni społecznego, to znaczy prywatnego i zdekoncentrowanego
rynku mediów, w których mamy przeczucie, że nie w pełni te
procesy kontrolujemy, media publiczne przez swoje zobowiązania
i przez fakt, że jako obywatele mamy niepodważalne prawo upominać
się o ich kształt, są dla nas wielką szansą.
Media są zarazem szansą i wyzwaniem.
Mogą być w nich programy i audycje bardzo dobre, które popularyzują
kulturę wysoką, przekształcając ją w popularną, albo mogą
być w nich programy i audycje złe, które tworzą kulturę wulgarną,
czy wręcz antykulturę. Należy jedynie pamiętać, że te media
dla większości ludzi w dzisiejszych czasach stały się podstawową,
jeżeli nie jedyną, formą kontaktu z kulturą, jedynym sposobem
udziału w życiu publicznym na skalę narodową. Bez radia i
telewizji być może wiedzielibyśmy, co dzieje w naszym okręgu
wyborczym, co się dzieje w naszej gminie, aby jednak wiedzieć,
co się dzieje w sprawach narodu, musimy mieć kontakt z mediami.
Oby były to media życia narodowego, a nie media rozkładu społeczeństwa.
Marek Jurek
Marek Jurek - b. członek Krajowej Rady Radiofonii
i Telewizji
|