|

Za osiem miesięcy absolwenci
gimnazjum nie pójdą do przygotowanych dla nich w wyniku reformy
liceów profilowanych i szkół zawodowych. Według zapowiedzi
minister Krystyny Łybackiej, kształcić się będą w trzyletnich
liceach ogólnokształcących, trzyletnich liceach profilowanych
ogólnozawodowo, czteroletnich technikach oraz dwuletnich szkołach
zasadniczych.
Jak wyglądać będzie organizacja tych
szkół? Jakie będą istniały w nich przedmioty i odpowiadająca
im liczba godzin? Jaka będzie podstawa programowa nauczania,
jakie programy i podręczniki? - Nikt w Polsce nie zna dziś
odpowiedzi na te pytania. Wymienione szkoły istnieją na razie
w zapisie prawnym w postaci nazw nadanych im przez twórców.
Przygotowanie nauczycieli szkół ponadgimnazjalnych
do nowego roku szkolnego może polegać więc w chwili obecnej
jedynie na dobrej znajomości rzeczy i śledzeniu rozwoju sytuacji.
Przyglądając się najnowszym zmianom
w zakresie struktury szkół ponadgimnazjalnych w Polsce, przyjętym
przez Parlament na wniosek minister Krystyny Łybackiej, postarajmy
się przeanalizować możliwe rozwiązania i przewidzieć dalszy
rozwój wydarzeń.
Zaistniałe w postaci nazw szkoły
ponadgimnazjalne odpowiadają dotychczasowemu stanowi sieci
szkolnej, nie wprowadzają zmian systemowych zapowiedzianych
w reformie. Nie będą to jednak szkoły starego typu.
Trzyletnie liceum ogólnokształcące
jest szkołą o rok krótszą od obecnej. Nie pasują
do niej dotychczas stosowane programy nauczania, z których
zresztą znaczną część treści uczniowie zrealizowali już w
gimnazjum. Równocześnie jednak wiadomo, że przez dziewięć
miesięcy nie ma możliwości opracowania nowej podstawy programowej
do trzyletniego liceum, napisania do niej programów, wydania
podręczników (najkrótszy cykl wydawniczy podręcznika trwa
obecnie półtora roku).
Autorom trzyletniego liceum pozostanie
tylko jedno wyjście: odwołanie się do istniejących podstaw
programowych liceum profilowanego w zakresie profilu proakademickiego,
w oparciu o które wydawnictwa edukacyjne kończą właśnie przygotowywanie
zestawów programów i podręczników. Taka decyzja wpłynęłaby
w dodatku uspokajająco na nastroje panujące wśród wydawców,
którzy w przypadku zmiany podstaw programowych grożą nawet
wytoczeniem spraw sądowych przeciwko kierownictwu MEN.
Przewidywane rozwiązanie nie stanowi
jednak końca trudności; przeciwnie - po jego przyjęciu zrodzą
się dylematy nowe. Podstawy programowe liceum profilowanego
są dwie: do kanonu i do profilu. Pierwsza zawiera treści obowiązujące
wszystkich uczniów, przydatne w codziennym życiu i stanowiące
podstawę do poszerzania wiedzy w danej dziedzinie w oparciu
o przekaz popularnonaukowy. Druga, w zakresie kształcenia
proakademickiego, stanowi dobór treści szczególnie przydatnych
przy podejmowaniu studiów i powiązanych z metodyką pracy akademickiej.
Kształcenie w liceum profilowanym zakładało specyficzną organizację
zajęć, w której rozszerzenie profilowe wybranych przez ucznia
przedmiotów (zdawanych zazwyczaj przez niego na egzaminie
maturalnym) zawierało nowe, w stosunku do kanonu, treści.
Na ich realizację przypadała w przypadku większości przedmiotów
liczba godzin nie mniejsza niż na sam kanon nauczania (20%
całego czasu pracy w liceum profilowanym uczeń miał poświęcać
wyłącznie na poszerzanie wiedzy z trzech wybranych przez siebie
przedmiotów). Taka organizacja nauczania w profilu nie da
się wprost przetransponować na zajęcia obowiązkowe i fakultety
w liceum ogólnokształcącym.
Oparcie programu liceum ogólnokształcącego
wyłącznie o podstawę programową w zakresie kanonu nauczania
obniżyłoby poziom kształcenia w liceum. Włączenie części tylko
treści profilu proakademickiego do programu proponowanego
liceum wymagałoby prac zespołów przedmiotowych nad konstrukcją
nowej podstawy programowej - brak na to czasu. Zaadoptowanie
całej podstawy kształcenia w profilach jest możliwe pod warunkiem
przyjęcia w liceum ogólnokształcącym takiej jak w liceum profilowanym
organizacji zajęć. Wypada tylko oczekiwać na decyzje MEN w
tej sprawie, mając nadzieję, że problem zostanie zauważony.
Liceum profilowane
o 12 profilach ogólnozawodowych to szkoła nie
mająca nic wspólnego, prócz nazwy, z liceum profilowanym projektowanym
w reformie, posiadającym (obok proakademickiego) cztery profile
prozawodowe. Odpowiada raczej obecnemu liceum zawodowemu.
Wśród osób nie wtajemniczonych w kształcenie zawodowe może
zrodzić się pytanie: czemu liczba profili - 4 lub 12 - jest
tak istotna, że decyduje o typie szkoły, a więc o jej funkcji
w systemie edukacji? Wyjaśnijmy tę sprawę.
Cztery profile prozawodowe były zaprojektowane
jako kierunki kształcenia ogólnego, adresowane do tych uczniów,
którzy zdobywać mieli w przyszłości którykolwiek z licznych,
rejestrowanych w Polsce czy nie rejestrowanych jeszcze zawodów.
Profile te nie stanowiły namiastki kształcenia zawodowego
lecz poszerzenie kształcenia ogólnego ucznia w kierunku jego
zainteresowań prozawodowych. Miały przygotowywać do:
- pracy z urządzeniem i materiałami w
profilu techniczno-technologicznym,
- pracy projektowej w środowisku przyrodniczym
w profilu środowiskowo-rolniczym,
- pracy z człowiekiem, w profilu społeczno-usługowym,
- pracy w środowisku artystycznym
i animacji kultury w profilu kulturowo-artystycznym.
Tematy zajęć profilowych,
zaczerpnięte z takich nauk jak socjologia czy psychologia,
stanowiły tu przedłużenie kształcenia ogólnego w kierunku
ułatwiającym uczniom uzyskanie pewnych predyspozycji, wykształcenie
cech charakteru i postaw, pożądanych w danym rodzaju pracy
zawodowej. Takie właśnie predyspozycje wysuwają dziś zdecydowanie
na pierwsze miejsce pracodawcy, sytuując je przed umiejętnościami
praktycznymi osób poszukujących pracy. Przyjęcie przez szkołę
określonego nachylenia profilowania, czyli oparcie nauczania
o przykłady zaczerpnięte z konkretnych zawodów, miały jedynie
stanowić pomoc dla tych z absolwentów, którzy z różnych przyczyn
poszukiwać będą szybkiego zatrudnienia na lokalnym rynku pracy.
Kształcenie w szkole o dwunastu profilach
nie jest już kształceniem ogólnym. Z racji krótkiego czasu
nauczania nie daje też przygotowania do konkretnego zawodu.
Mówimy w takim przypadku o kształceniu ogólnozawodowym.
Czteroletnie technikum
ma umożliwiać uczniom zdawanie egzaminu maturalnego
po trzecim roku nauki, tak by w czwartym roku realizowali
oni wyłącznie program przygotowania zawodowego. Jest to z
pewnością rozwiązanie o wiele lepsze niż w przypadku matury
zdawanej na zakończenie szkoły, zwłaszcza gdy przez pierwsze
trzy lata szkoła koncentrować się będzie na kształceniu ogólnym.
Ułatwi to uczniom z techników dostanie się na studia; mogą
przecież kandydować na nie już po trzecim roku nauki!
Jest tylko jeden problem. Roczna nauka
zawodu to chyba zbyt mało w stosunku do proponowanego w projekcie
reformy dwuletniego kształcenia zawodowego, które miało być
prowadzone w rozbudowanym systemie policealnym, a przecież
w obu przypadkach uczeń otrzymuje ten sam tytuł zawodowy.
Nawet na poziomie zasadniczym nauka zawodu planowana jest
przecież na 2 lata.
Proponowane w reformie przesunięcie
ciężaru kształcenia zawodowego w Polsce na poziom policealny
miało swoje głębokie uzasadnienie. Otwierało nowe możliwości
prowadzenia praktycznej nauki zawodu poza szkołą, w Centrach
Kształcenia Praktycznego i Centrach Kształcenia Ustawicznego,
a także w zakładach pracy. Ułatwiłby to dostęp do nowocześniejszej
niż spotykana w szkolnych warsztatach bazy technicznej, a
także zawieranie porozumień uczniów z pracodawcami.
Obecny projekt przychyla się do kształcenia
zawodowego w dotychczasowej formie. Podstawa programowa kształcenia
ogólnego w czteroletnich technikach nie jest znana.
Szkoła zasadnicza,
która w obecnym projekcie ma prowadzić kształcenie
zawodowe, nie została określona. W szczególności nie wiadomo,
czy zaadoptowana zostanie w niej zasada, przyjęta w projekcie
reformy dla szkoły zawodowej, takiego zblokowania treści przedmiotów
ogólnych, aby kształceniu ogólnemu nadać konkretne zadanie
dźwigania kulturowego uczniów. Być może szkoła ta zachowa
dotychczasowy charakter.
Czy w związku z zaistniałymi ostatnio
zmianami możemy mówić o budowaniu innego niż w reformie systemu
szkolnictwa ponadgimnazjalnego? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Przedstawione szkoły nie mają wiele wspólnego ze szkołami
zaprezentowanymi w projektach reformy. Równocześnie jednak
nie budują one systemu.
Aby jakiekolwiek działania reformatorskie
mogły być określane jako budowanie systemu, muszą cechować
się wewnętrzną spójnością. Postawione przez twórców reformy
społeczne cele powinny znajdować swoje spełnienie w założeniach
projektu zmian i adekwatnych przeobrażeniach organizacyjno-programowych,
tak aby po kilkuletnim okresie praktykowania mógł projekt
ten dostąpić weryfikacji ze względu na stopień realizacji
postawionych celów. W ten sposób, na drodze ewolucji, zamyka
się koło ustawicznego doskonalenia narodowych systemów edukacji.
Postawione u podstaw polskiej reformy
cele są aktualne. Przypomnijmy, są to:
- podniesienie poziomu edukacji społeczeństwa
poprzez upowszechnienie wykształcenia średniego i wyższego,
- wyrównywanie szans edukacyjnych młodzieży,
- sprzyjanie poprawie jakości edukacji,
rozumianej jako integralny proces wychowania i kształcenia.
(Reforma systemu edukacji - projekt, MEN,
1998).
Cele te uzyskały urealnienie w założeniach
projektu reformy. W obszarze szkolnictwa ponadgimnazjalnego
zreformowany system opisały: Ustawa z dnia 7 września 1991r.
o systemie oświaty wraz z późniejszymi zmianami, Ustawa z
dnia 8 stycznia 1999 r. - Przepisy wprowadzające reformę ustroju
szkolnego wraz ze zmianą z dnia 23.08.2001 r., Rozporządzenie
Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 maja 2001 r. w sprawie
podstawy programowej wychowania przedszkolnego, kształcenia
ogólnego w poszczególnych typach szkół oraz kształcenia w
profilach w liceach profilowanych, Rozporządzenie Ministra
Edukacji Narodowej z dnia 21 maja 2001 r. w sprawie ramowych
planów nauczania w szkołach publicznych, Rozporządzenie Ministra
Edukacji Narodowej z dnia 21 maja 2001 r. w sprawie ramowych
statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół. W
tych samych aktach prawnych należy obecnie oczekiwać zmian.
W szkołach podstawowych i gimnazjach
wdrożony projekt reformy przeszedł pierwsze badania ewaluacyjne.
Mogły być one oparte jednak wyłącznie na obserwacjach i odczuciach
uczestników reformy, bez odniesienia do założonych celów;
nie został bowiem wdrożony ostatni, decydujący jej etap, w
znacznym stopniu nadający sens dotychczasowym zmianom.
Jaka jest obecnie, po zaistnieniu
tak zasadniczych zmian w zakresie projektu szkolnictwa ponadgimnazjalnego,
szansa realizacji pierwotnych celów reformy? Przeanalizujmy
aktualną sytuację.
- Podniesienie poziomu
edukacyjnego społeczeństwa i wyrównywanie szans edukacyjnych
młodzieży to dwa cele, które jawią się jako nierozdzielne.
Niski procent młodzieży uzyskującej wykształcenie w szkołach
kończących się maturą pozostaje bowiem w ścisłym związku ze
słabym wykształceniem młodzieży wiejskiej. Podczas gdy w dużych
miastach na ogół każdy młody człowiek średnio zdolny i pragnący
się uczyć idzie do szkoły kończącej się maturą (wg statystyki
jest to 80% młodzieży), to na terenach wiejskich istnieją
obszary, na których bez względu na zdolności i predyspozycje
uczniów króluje do dziś kształcenie zasadnicze zawodowe. Ma
to niezaprzeczalny wpływ na poziom bezrobocia.
Panaceum na ten poważny problem społeczny
miała być redukcja typów szkół, pociągająca za sobą zagęszczenie
sieci szkół wiodących - liceów profilowanych. Szkoła ta była
w założeniach "szkołą dla każdego", w swej elastycznej konstrukcji
oferowała niezależne ścieżki dla uczniów najzdolniejszych,
którzy w profilu proakademickim studiowaliby w rozszerzonym
zakresie maksymalną liczbę przedmiotów oraz dla uczniów najsłabszych,
wykorzystujących godziny dyrektorskie na dodatkowe przygotowanie
do matury na jej podstawowym choćby poziomie. Zagęszczenie
sieci miało sytuować licea profilowane blisko miejsca zamieszkania
ucznia, eliminując konieczność zamieszkiwania w internacie,
podwyższającego koszt nauki tak, że staje się ona niedostępna
dla wielu rodzin wiejskich. Zagęszczenie sieci jednorodnych
szkół to może nie efektowny, ale w obecnej sytuacji ekonomicznej
jedyny realny sposób wyrównywania szans młodzieży z prowincji.
Według Edukacyjnej mapy Polski
- oferty dla absolwentów gimnazjów na rok szkolny 2002/2003,
sporządzonej przez samorządy z uwzględnieniem deklaracji uczniów
gimnazjów i ich rodziców, liceum profilowane skupiłoby już
w pierwszym roku funkcjonowania 78% uczniów (średnia dla obszaru
Polski). Był to procent odpowiadający 504 tys. miejsc w szkołach
kończących się maturą, bardzo bliski założonemu (80%).
Jak w obecnej sytuacji władze
resortu zamierzają realizować główny cel reformy - wyrównywać
szanse uczniów z prowincji? Wiadomo już przecież, że nakłady
budżetowe na kształcenie dzieci wiejskich będą w przyszłym
roku kilkakrotnie niższe niż obecne.
- Sprzyjanie poprawie
jakości edukacji to działania wielokierunkowe. Zmieniający
się szybko obraz świata, oglądany przez pryzmat różnych dziedzin
wiedzy, wymagał uruchomienia nowej drogi konstruowania i zatwierdzania
programów i dopuszczania do użytku szkolnego podręczników.
Pluralizm programowy jest dobry, stwarza jednak rozmaite potencjalne
zagrożenia i w związku z tym wymaga czujności. Największym
z zagrożeń jest rozminięcie się treści nauczania w poszczególnych
szkołach. Dla jego uniknięcia różnorodne programy nauczania
zostały spięte, niczym klamrami: w punkcie wyjścia - wspólną
podstawą programową, a w punkcie docelowym - standardami wymagań
egzaminacyjnych. Czy rezygnacja przez kilka lat z zewnętrznej
matury, nie traktowanie jej jako istotnej części systemu,
nie spowoduje "rozminięcia się" programowego szkół ponadgimnazjalnych,
już na wstępie ich istnienia?
Nowe zajęcia edukacyjne i nowe zagadnienia
ujęte w podstawach programowych dla liceów profilowanych,
a także zakres godzinowy ich realizacji odpowiadają wyzwaniom
czasów obecnych a zarazem tradycjom polskiej szkoły. Są zbieżne
z tendencjami rozszerzania funkcji współczesnej szkoły, w
myśl których uczeń ma się uczyć, aby: wiedzieć, działać, żyć
wspólnie, być coraz bardziej człowiekiem. Jako przedmiot nauczania
wprowadzone zostały podstawy przedsiębiorczości, zainicjowano
edukację medialną, regionalną i uczestnictwo w kulturze. Poszerzono
treści z zakresu językoznawstwa, prawa, filozofii, ekologii,
edukacji europejskiej i prozdrowotnej. Zmieniono cele i charakter
nauczania biologii i fizyki. Zwiększeniu uległa liczba godzin
nauczania języków obcych oraz rozszerzone zostały zasady wykorzystywania
komputera jako narzędzia na wszystkie niemal przedmioty nauczania.
Należy mieć nadzieję, że uczniowie liceów nie będą już określać
treści nauczania szkolnego jako nieprzydatnych. W chwili obecnej
nie znany jest jeszcze los podjętych w reformie zmian programowych
w odniesieniu do zmienionych typów szkół.
Obecne licea ogólnokształcące, jak
wynika z badań testowych, to szkoły najsilniej krytykowane
przez młodzież. Przy projektowaniu programu i organizacji
nauczania w liceum profilowanym brane były pod uwagę wszelkie
zarzuty kierowane pod adresem obecnych szkół; starano się
uniknąć błędów. Szkoła ta stworzyła szansę na upodmiotowienie
ucznia w procesie kształcenia. Dopasowywała się do jego potrzeb
swą złożoną wewnętrznie strukturą oraz zasadami organizacji
(np. odejście od systemu klasowo-lekcyjnego, przekraczanie
szkolnych murów przy realizacji programów nauczania). Uczeń
miał dokonywać wyboru nie tylko profili kształcenia ale i
przedmiotów w profilu, decydować się na węższy lub szerszy
zakres nauczania (posiadający swoją kontynuację w wyborze
poziomu egzaminu maturalnego), wybierać kształcenie bardziej
proakademickie lub praktyczne - prozawodowe. Szkoła szykowała
miejsce zarówno dla uczniów mniej zdolnych jak i bardzo zdolnych,
konstruując dla nich odrębne drogi, których wybór zależał
wyłącznie od woli uczniów. Każda decyzja ucznia wiązała się
przy tym z ponoszoną odpowiedzialnością. Elastyczność to cecha
nowoczesnej, ambitnej szkoły. Zazdrościli nam tych rozwiązań
przedstawiciele innych krajów, którzy zapoznawali się z projektem.
Czy w liceum ogólnokształcącym zostanie uratowane cokolwiek
z tych rozwiązań? Jedno jest dziś pewne: oderwanie sposobu
zdawania matury od sposobu kształcenia musi zachwiać systemem.
Tyle zarzutów i tyle pytań, na które
brak jeszcze odpowiedzi rodzi zapowiedź wprowadzenia innych
niż planowane w reformie typów szkół. Trudno doszukać się
jakichkolwiek plusów tej decyzji, poza uspokojeniem nauczycieli
zawodu, którzy nie obawiają się już tak bardzo zmiany miejsc
pracy i konieczności przekwalifikowania.
W oczekiwaniu na określenie programowe
szkół ponadgimnazjalnych powinniśmy jeszcze przyjrzeć się
bliżej istniejącym podstawom programowym kształcenia, wypracowywanym
przez ostatnie lata przez powołane w tym celu zespoły przedmiotowe,
dyskutowanym podczas społecznych konsultacji i zaaprobowanym
ostatecznie przez uczelnie wyższe. Do dokonania takiego przeglądu
zapraszam w następnym numerze "Wychowawcy".
Jolanta Dobrzyńska
Jolanta Dobrzyńska b. Wicedyrektor Departamentu
Kształcenia i Wychowania MEN, Członek ZespoŁu ds. Reformy
Szkolnictwa Ponadgimnazjalnego
|