|

"Język - powtarza za
Fryderykiem Schillerem wybitny współczesny filolog niemiecki
Victor Klemperer - składa słowa i myśli za ciebie". Słowo
nie ogranicza się do bezpośrednich odniesień do rzeczywistości
zewnętrznej, do nazywania jej, "fotograficznego odbijania"
świata, przeciwnie: pozwala świat ten modelować na miarę przestrzeni
psychicznej mówiącego. Za słowem kryje się interpretacja świata,
sposób jego rozumienia, pojmowania, ale także kreacji. Język
nazywa rzeczywistość obiektywną i realną, jednocześnie daje
wyraz świata wewnętrznego, subiektywnego, przeżywanego przez
podmiot, widzianego jego oczami; zawiera w sobie równolegle
oba rodzaje treści: te zobiektywizowane, odnoszące się do
zewnętrznie istniejącego porządku rzeczywistości, i te osobiste,
jednostkowe, stanowiące o własnym, niepowtarzalnym "ja".
Im więcej wiemy, tym więcej rozumiemy,
widzimy, przeżywamy; można powiedzieć: żyjemy w sposób pełniejszy.
Potwierdzają to nasze codzienne doświadczenia. Na wycieczce
górskiej sięgamy po mapę, żeby nazwać obserwowane szczyty,
doliny i przełęcze - choć ta wiedza ani nie upiększa panoramy,
ani też jej nie szpeci. Kosztując nieznany owoc chcielibyśmy
poznać jego nazwę, choć przecież nazwa nie decyduje o smaku.
Kto nie umie odróżnić klonu od jaworu, widzi jedno drzewo,
a nie dwa. Ktoś widzi, że w polu stoi koń; koń inny, że stoi
bułany lub siwek albo kasztan. Ktoś widzi, że na szczycie
kamienicy zamieszkały ptaki; ktoś inny - że zamieszkały pustułki.
Czy wszyscy widzimy to samo?

Świat nie otworzyłby przed nami swego
piękna i bogactwa, gdyśmy nie potrafili go nazywać. W Biblii
jest symboliczna scena: "I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu
bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu
(...)". Adam poznawał świat. Język jest narzędziem, za pomoca
którego poznajemy świat, ludzi, także samych siebie, za pomocą
którego dociekamy prawdy; za pomocą języka zdobywamy umiejętność
rozpoznawania wartości, rozróżniania obszarów aksjologicznych.
Problematyka wartościowania emocjonalnego
w kształtowaniu językowego obrazu świata dziecka zajmuje miejsce
szczególne. To właśnie język wartości pozwala określić miejsce
człowieka w świecie, odróżnić obszary bliskie, które się akceptuje
i których pożąda, od wrogich, niejasnych, wywołujacych lęk
bądź trwogę - takich, których należy unikać. Wartościowanie,
które dokonuje się za pomocą języka, decyduje o typie myślenia
i wyobraźni, systemie wzorów i hierarchii wartości.
Dziecko żyje w świecie językowego
żywiołu. Widać to w upodobaniu do prowadzenia zabaw i eksperymentów
językowych, wyzyskiwania polisemii i homonimii, tworzeniu
ciągów nowych znaczeń, świadomym naruszaniu reguł gramatycznych
i logicznych. Nieprzypadkowo do języka dziecka odwoływali
się poeci doby dawnej i współczesności. Już Jan Kochanowski,
piszac o zmarłej ukochanej córeczce, wspominał o tej dziecięcej
spontanicznej twórczości językowej. Urszulka biegała:
Nowe piosnki sobie tworząc, nie zamykając
Ustek nigdy, ale cały dzień prześpiewując.
Awangardowe kierunki artystyczne
początku XX wieku, z dadaizmem na czele, przejmują z dziecięcego
języka tę fundamentalną zasadę naruszania porządku rzeczy,
odchodzenia od gramatyki i ortografii, kwestionowania zasad
logicznego myślenia. "Wytnij słowa z gazety, wrzuć je do kapelusza,
wyciagnij na chybił trafił, a otrzymasz poemat da-da" - głosił
prowokacyjnie Tzwietan Tzara. Jest to dosłownie zabawa w reguły
dziecięcości, w obalanie porządku i przekraczanie granic.
Także twórczość artystyczna naszych czasów wiele zawdzięcza
inspiracji regułami dziecięcej wyobraźni i dziecięcego języka.
Jest to oczywistym dowodem żywotności języka dziecka.
Kultura nowożytna wyzyskała już niejeden
obszar, by następnie go unicestwić. Tak było w przypadku folkloru
ludowego: stał się on inspiracją twórców zwłaszcza przełomu
wieków XVIII i XIX, z kolei przeszedł do lamusa dziejów, zniszczony
- wraz z całym ludowym mikroświatem - przez systematycznie
narastajacą ekspansję kultury masowej i mediów. Trudno nie
lękać się, iż ten sam proces będzie charakteryzował kulturę
literacką i językową dzieci. Pewne symptomy tego zjawiska
dają już o sobie znać.
Proces rozwoju cywilizacji technicznej
prowadzi do daleko idącego osłabienia kontaktów dziecka z
rodzicami, w szczególności z pracujacą matką, a to z kolei
owocuje rozluźnieniem więzi emocjonalnych i osłabieniem interakcji
językowych. Dziecko zbyt mało rozmawia z matką, niewiele ma
okazji, by werbalizować własne stany emocjonalne, kreować
rzeczywistość poprzez język, oddziaływać na otoczenie własnymi
słowami. Z drugiej strony samo pozbawione jest takiego oddziaływania.
W efekcie nie doświadcza rzeczywistości językowej świata matki,
nie doświadcza wieloznaczności słów, modelującej roli kontekstu
(sytuacja mówiącego, stan emocjonalny itd.). Mamy do czynienia
z rozszerzajacą się kulturą milczenia, w której słowo po prostu
zamiera. Dziecko skazane jest na samotność egzystencjalną,
izolację, poczucie zamknięcia. Barierę tę buduje zamarły język.
Doznania te potęguje swoisty sposób
istnienia świata słów w obszarze medialnym. Język funkcjonuje
tu w rzeczywistości pozadialogowej: dziecko nie może podjąć
rozmowy z osobami mówiącymi przez radio bądź w telewizji,
zatem pozostaje milczące w przestrzeni dźwięków i obrazów.
Człowiek ukształtowany w takiej rzeczywistości nie potrafi
mówić o własnych emocjach, odsłaniać przeżyć, kształtować
świata, rozpoznawać elementarnych przestrzeni aksjologicznych.
W żywiole kultury medialnej słowo nie może być narzędziem
ani poznania, ani oddziaływania na rzeczywistość, a to z kolei
skazuje dziecko na samotność w przeżywaniu, dzieleniu się
sobą. W konsekwencji jako dorośli nie potrafimy werbalizować
własnych przeżyć, emocji, uzewnętrzniać stanów psychicznych,
zatracamy umiejętność porozumiewania się, odkrywania siebie,
ale i rozpoznawania potrzeb psychicznych drugiego człowieka.
Nie umiemy ani mówić, ani słuchać. Wychowujemy godnego nas
następcę, naszego sukcesora: milczącego konsumenta.
Nowe jakości w języku dziecka pojawiły
się wraz z upowszechnieniem komputerów. Język komputerów zaprogramowany
jest w sposób procesualny: by poruszać się w polu operacyjnym,
użytkownik komputera musi umieć nazywać obiekty, identyfikować
je, werbalizować procesy, które wydają się oczywiste. Akty
poznawcze (identyfikacja obiektów, ich zestawianie, porównywanie)
oraz akty kreacji językowej (nazywanie obiektów) odnosza się
do rzeczywistości wirtualnej i pozapsychicznej. Użytkownik
komputera zmuszony jest opanować swoiste umiejętności językowe.
Z kolei cała jego kompetencja zwiazana z funkcjonowaniem społecznym
słów okazuje się zbędna, bo nieprzystająca do wymogów nowoczesności.
Inwazja kultury obrazkowej przekształca
postać języka, modelując i jego zastosowanie, i semantykę.
Wpływa również na sam kształt obrazu, zawarte w nim treści,
obszar znaczeń, określa horyzont oczekiwań odbiorcy i obszar
rozumienia przekazu obrazkowego. Kultura obrazkowa niszczy
język słów, ale jednocześnie narzuca specyficzny sposób interpretacji
samej siebie: odbioru obrazu. W miejsce słowa nie otrzymujemy
takiego środka przekazu, który oferowałby zróżnicowaną gamę
form, byłby otwarty na obszar specyficznie ludzkich doznań
i przeżyć. Inwazja współczesnej kultury obrazkowej zawęża
pole możliwości rozumienia zróżnicowanych form przekazu treści
obrazowych (symbol, alegoria, nastrój, refleksyjność, skrót
myślowy, gra światła i cienia, plama barwna). Obraz przestaje
pełnić funkcję przekaźnika treści pozasłownych, przestaje
być językiem równoległym względem intelektualno-pojęciowego.
Obraz ukształtowany przez kulturę współczesną, ograniczony
do konwencji sytuacyjnej lub informacyjnej, ma charakter algorytmu.
Dla małego człowieka pogłębione, refleksyjne treści niesione
przez ikonografię stają się po prostu niedostępne. Dziecko
nie rozumie ani słów, ani obrazów. Otrzymujemy taki efekt
końcowy procesu wychowania kulturowego, jaki trwale i systematycznie
kształtujemy. Jeśli dziecko karmię jedynie papką, nie będzie
potrafiło samodzielnie przeżuwać, gdyż związany z tym wysiłek
będzie postrzegało jako zbędny. Jeśli kształtujemy gusty muzyczne
wyłącznie poprzez kontakt z jednym rodzajem muzyki i określonym
instrumentarium, dziecko nie będzie potrafiło rozumieć innych
odmian. Podobnie z obrazem czy słowem. Obraz niesiony przez
cywilizację techniczną to graficzna reprezentacja działań
- tym doskonalsza, im bardziej skrótowa, czyli pozbawiona
"fasady", "nadwyżek" estetycznych i intelektualnych. Tak ukształtowanym
wytrychem niepodobna otworzyć przestrzeni wielkiej sztuki
i zrozumieć jej humanistycznego przesłania.
Jak w obszarze obrazu, tak w obszarze
słowa panuje daleko idące uproszczenie i trywializacja treści.
Wystarczy przyjrzeć się masowym wydaniom książek dla dzieci
proponującym uproszczone wersje arcydzieł literackich. Nie
ma tu żadnych ograniczeń, nie ma praw do wyłączności autorstwa
czy tytułu. Literatura dla dzieci stała się na całym świecie
obszarem działań pozbawionych odpowiedzialności wydawców,
którzy bazując na ludzkiej niewiedzy ciągną ogromne zyski
z publikowania przeróbek, streszczeń, omówień, skrótów i adaptacji.
Zjawisko to nienowe: tak było już w wieku XVII, gdy ukazała
się w roku publikacji dzieła oryginalnego - nielegalna, "dzika"
przeróbka Przypadków Robinsona Crusoe Daniela Defoe. Wiek
XX doprowadził do zmiany proporcji - trudniej w księgarniach
o utwory oryginalne niż o ich przeróbki. W literaturze dla
dzieci nie ma już tekstu kanonicznego, bowiem wszystko można
w nieskończoność przerabiać i w efektownym opakowaniu sprzedawać
najzwyklejszą szmirę. Proceder ten ma charakter międzynarodowy:
w przygotowany szablon edytorski "wtłacza się" kolejne wersje
językowe. Na takich amatorskich przeróbkach wychowują się
miliony dzieci na całym świecie.
Zasadą naczelną tego typu masowych
produkcji książkowych jest eliminacja przestrzeni artystycznej.
Nie otrzymujemy kolejnej literackiej wersji Małej Syrenki
czy Kota w butach: jest to nieudolnie sklecona historyjka
opowiedziana w przewidzianej przez wydawcę liczbie wersów.
Proceder ten, jeśli wierzyć danym podanym przez International
Board on Books for Young People, nigdzie nie jest prawnie
ścigany. W rezultacie dzieci przestają rozumieć literaturę,
dzieła oparte na sztuce słowa są przed nimi zamknięte, ogranicza
się przestrzeń życia duchowego, przestrzeń prawdy, piękna
i dobra.
Nadrzędnym zadaniem naszych czasów
jest w tym względzie przywrócenie miejsca kultury literackiej
w życiu dzieci i młodzieży. Sprawą priorytetową staje się
kształtowanie takiego klimatu społecznego, który będzie sprzyjać
rozwojowi zainteresowań czytelniczych. Społeczeństwa, w których
każdego roku kupuje się setki tysięcy nowych samochodów, stać
na kupno ksiażek. Gdy w ubiegłym roku spadła sprzedaż nowych
aut w Polsce, politycy wieścili upadek gospodarki, a społeczeństwo
dzięki mediom śledziło determinację rządu we wprowadzaniu
działań stymulujacych. Gdy spada czytelnictwo, społeczeństwo
nawet o tym nie dowiaduje się, a działania stymulujące podejmują
na własna rękę bezimienni zapaleńcy. Jest to zjawisko nie
tylko polskie. Samochody widocznie obchodzą wszystkich, książki
- mało kogo. Brakuje społecznej świadomości dotyczącej roli
książki w kształtowaniu wyposażenia psychicznego człowieka,
w rozwoju jego duchowości, wrażliwości, psychicznej głębi.
Potrzebne są działania prowadzące
do zmiany społecznych postaw, do rozwijania zainteresowań
kulturą słowa. Bohaterowie popularnych seriali powinni pokazywać
się z książką, czytanie musi być zwyczajną czynnością dnia,
podróży, wypoczynku, książka powinna pojawiać się jako temat
rozmów bohaterów. Nawet pobieżny przegląd popularnej oferty
telewizyjnej - zarówno repertuaru stacji publicznych, jak
i komercyjnych - wskazuje, iż jest to zjawisko bardzo rzadkie,
w polskich serialach telewizyjnych książka w ogóle nie istnieje.
Rozwój czytelnictwa jest ważnym zadaniem tak dla wspólnot
lokalnych, jak i społeczności międzynarodowej.
Należy uświadomić rodzicom swoistość
kontaktu dziecka z oryginalnym utworem literackim, rangę tego
kontaktu, którego nie zastapią żadne omówienia, streszczenia
i przeróbki. W dziele literackim słowo funkcjonuje na szczególnych
prawach: jest kreatorem rzeczywistości, nazywa świat, werbalizuje
emocje, otwiera człowieka na doznania innych ludzi, pozwala
zrozumieć samego siebie, myśleć w żywiole słowa. To dzieło
literackie pokazuje sprawczą, kreacyjną funkcję słowa, jak
w baśniach, gdzie istnieje formuła magiczna: dobre życzenie,
które się spełnia, i przekleństwo, z którego brzemieniem bohater
musi się zmagać. Na dźwięk zaklęcia otwierają się podwoje
Sezamu, poprzez słowa ojciec przekazuje synowi swoja wolę
i zmusza go do porzucenia domu, słowami kusi zła czarownica
Śnieżkę ukrytą w chacie krasnoludków. To właśnie w literaturze
słowo brzmi w sposób pełny i czysty, ale tylko wtedy, gdy
nie zostaje ograniczone do prezentacji zdarzeń fabularnych.
W dziele literackim relacje znaczeniowe budowane są poprzez
semantykę całego kontekstu, specyficznych relacji słów odniesionych
do kontekstu, do całego dzieła.
Ważne zadanie w kształtowaniu kultury
słowa mają rodziny, dotyczy to zwłaszcza rozwijania kontaktu
słownego matki z dzieckiem. Już bardzo małe dziecko, nawet
takie, które jeszcze nie rozumie sensu słów, jest wrażliwe
na sam ich dźwięk, melodię, rytmikę i śpiewność. Nie przez
przypadek najdawniejszymi zachowanymi utworami kierowanymi
do dzieci są kołysanki, wyrażające intymny, serdeczny kontakt
małego słuchacza z matką, opiekunką, babcią, niekiedy - jak
w poezji Józefa Czechowicza - ojcem. Już wówczas kształtuje
się tworzona przez język wspólnota, która w dojrzałej formie
musi owocować umiejętnością wyrażania siebie, dociekania prawdy,
kształtowania świata, rozumienia drugiego człowieka.
Nie grozi nam zanik języka, ten bowiem
jest podstawowym narzędziem komunikacji, najbardziej naturalnym,
oczywistym i precyzyjnym. Grozi nam samotność w przestrzeni
milczenia. Grozi nam to, że nie będziemy potrafili porozumieć
się; choćbyśmy mówili wszystkimi "językami ludzi i aniołów",
nie będziemy umieli werbalizować emocji, dzielić się sobą.
Uczymy dzieci nazywać procesy biologiczne, rozróżniać części
zdania i części mowy, ale nie uczymy przyjmowania postawy
biblijnego Adama nazywającego świat. Wychowujemy barbarzyńcę,
bo pustka językowa bardzo szybko wypełnia się zwulgaryzowaną
ekspresją, nacechowaną stylistycznie i dającą poczucie wspólnoty.
Samotność bywa pokonywana w najbardziej trywialny sposób.
Także ta samotność, którą niesie język - ten, który ma "składać
słowa i myśli za ciebie".
Grzegorz Leszczyński
DR GRZEGORZ LESZCZYŃSKI - adiunkt Instytutu
Literatury Polskiej; Uniwersytet Warszawski
Powyższy tekst (oraz referat Jarosława Sellina
- str. 18) został wygłoszony podczas Kongresu "O godność dziecka"
i zamieszczony w pracy zbiorowej: Międzynarodowy Kongres "O
godność dziecka", Warszawa 18-20 maja 2001 r.
Zamówienia na edycję można kierować do:
Human Life International - Europa, ul. Jaśkowa Dolina 47/2,
80-286 Gdańsk, tel. (058) 341 19 11, fax (058) 346 10 02,
e-mail: poczta@hli.org.pl
cena 26 zł
|