Często patrząc na dzieci w szkole i w kościele zadaję sobie pytanie: jak mówić, by słuchały nie tylko dlatego, że muszą, ale dlatego, że w tym co usłyszą znajdą coś dla siebie, co pomoże im nazwać nienazwane, wyrazić niewyrażalne i pojąć to, co zdaje się być nie do pojęcia.


    Męczyła ją tegoroczna zima. Krótkie dni, ciemne zimowe wieczory zdawały się być nie do zniesienia. Czuła się przeraźliwie sama, zagubiona - odtrącona. Chwilami miała ochotę otworzyć okno i krzyczeć na cały świat: już nie mam siły, pomóżcie mi! Im bardziej chciała tak krzyczeć, tym bardziej nie miała do kogo. Zostawała pustka i samotność.
    Był początek marca. Do szkoły chodziła, bo... musiała. Ale na wiadomość, że w przyszłym tygodniu przez trzy dni nie będzie lekcji, bo są szkolne rekolekcje, pomyślała: "no to trzy wolne dni przede mną". Nawet przez myśl jej nie przeszło, że może tam pójść. Po co? Że ojca ma kochać, nie chciała tego słuchać. Kiedyś, gdy na kazaniu ksiądz mówił, że Bóg jest Ojcem, była wściekła na niego. Miała ochotę zapytać księdza, czy jego ojciec bił go po pijanemu i ile razy musiał uciekać z domu w nocy, albo czy widział, jak ojciec bije jego matkę. Nie! Takiego gadania więcej słuchać nie chciała!
    Do wejścia do kościoła zmusił ją padający deszcz ze śniegiem. Chciała tylko przeczekać... Ukryła się w kącie pod chórem i bezmyślnie patrzyła na siedzących w ławkach, na ściany, na sufit. Myśli błąkały się po głowie, niczym ptaki, co zgubiły drogę. Dopiero po chwili zauważyła, że panuje zupełna cisza. Jakby nikogo nie było. Żadnych śpiewów, głośnych modlitw, rozmów. Przed ołtarzem klęczał niepozorny, prawie niewidoczny ksiądz. Nic nie mówił, tylko klęczał i milczał, a z nim milczeli wszyscy. Potem stanął przed nimi i spokojnym głosem opowiadał... bajkę! Nie wie, kiedy zaczęła słuchać, wędrować w myślach ze starym Wędrowcem i Filipem, chrząszczem z Krainy Marzeń. Nie wie, kiedy poczuła w sobie tę od wielu już lat skrywaną tęsknotę za miłością. Nagle wypłynęła z niej jak krzyk człowieka spragnionego wody. Coś się w niej przełamywało, coś krzyczało i cichło jednocześnie. Gdy Filip mówił do Wędrowca o tym, że jest wartościowy, bo ktoś na niego czeka, bo ktoś za nim tęskni, czuła się tak, jakby te słowa były tylko do niej. Aż zapytała szeptem: Kto, kto za mną tęskni? I w odpowiedzi usłyszała; "Ten, który za Tobą tęskni czyni cię wartościowym, albowiem dla Niego ważne jest to wszystko co przeżywasz, co widziały Twoje oczy i czego doświadczyło serce".
    Nie wie, jak długo była w kościele. Ale to nieważne. Przecież miała trzy wolne dni. Dni, w których spotkała Tego, Który za nią tęskni.

    Odkrycie swej najgłębszej tęsknoty wiedzie do... znalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Może trzeba nam wszystkim wrócić do opowieści, baśni, przypowieści, żeby słowo mogło budować w nas wewnętrzne przestrzenie, w których dzieje się tęsknota i jej spełnienie.

s. M. Urszula KŁusek SAC
s. M. Urszula KŁusek SAC - ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego
(Siostry Pallotynki), wspóŁredaktorka miesięcznika "AnioŁ Stróż",
katechetka w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Warszawie