Pierwsze pytanie ze strony uczniów o rekolekcje wielkopostne padło już we wrześniu. Z gorliwości? Bynajmniej. Będą przecież wolne dni! Takie pytanie jest jednocześnie pytaniem o wartość szkolnych rekolekcji.

Rekolekcje - nie rekolekcje

    Obserwuję, współtworzę, czasem prowadzę takie rekolekcje od początku - od pierwszego roku ich zaistnienia. Mam też w pamięci czas, gdy rekolekcje odbywały się w parafii i przychodziło się na nie po zajęciach w szkole. I jakkolwiek wiem, że życie przeszłością jest ucieczką przed teraźniejszością, to akurat w tym wypadku mam ochotę powiedzieć: to były dobre czasy! Dlaczego? Otóż obecna forma rekolekcji sprawia, że przy często niezmiernym wysiłku i dobrej woli prowadzących, rekolekcjami nie są. Są zgromadzeniem, próbą wejścia w chrześcijańską kulturę, wprowadzeniem dzieci i młodzieży w świat trudnych dla nich problemów, czasem nauki piosenek, występów, konkursów, zabaw... Ale nie rekolekcjami! Rekolekcje to czas wejścia w przestrzeń świętości, obecności Boga, ciszy, spotkania z tym, co w człowieku najgłębsze. Wchodzenie w tę przestrzeń jest naszym uczniom potrzebne jak powietrze do oddychania, tylko... oni o tym nie wiedzą. Noszą w sobie to, czym krzyczy i co daje im świat.


Świat uczestnika rekolekcji

    Wielu z nich nosi w sobie nieuświadomioną i nienazwaną samotność, która prowadzi do poczucia zagubienia, bezwartościowości i nudy, będąc - jak pisał ks. Tischner - "inną formą rozpaczy”. Na oślep szukają miłości i potwierdzenia siebie. Naprzeciw tym poszukiwaniom wychodzi świat reklam, pobudzający (bez nasycenia) głód serca. Twórcy show biznesu, produkują dla tych "głodnych” coraz to nowych idoli i rytmy muzyki, która zagłusza sumienie, a budzi to co stadne, popędowe i zmysłowe. W świecie rządzonym przez zmysły czeka przemysł erotyczny. Wielki kłamca, który oferując cielesne wyżycie się, nazywa je "miłością”. Taka "miłość” sprawia, że człowiek czuje się jak przedmiot i innych tak samo zaczyna traktować. Paradoksalnie więc jeszcze bardziej czuje ból pustki i chce go zagłuszyć, stłamsić w sobie. Wielu młodych znajduje na to lekarstwo w tym, czym mogą ten ból zapić, zaćpać, znieczulić. Czasem znieczula narkotyk, kiedy indziej sekta.


Popkultura na rekolekcjach


    Gdy zestawi się te problemy: stadność i przymusowość rekolekcji, świat, w którym żyje młodzież i jej stosunek do wiary i kościoła, wówczas można się przestraszyć pytania o sposób na prowadzenie rekolekcji. Czasem z tego lęku właśnie rodzą się pomysły na prowadzenie rekolekcji w stylu i językiem, którym mówi przestrzeń wszechpanującej popkultury. W tym stylu musi być głośno, modnie, "czadowo”, rozrywkowo i... masowo! Uczestnicy rekolekcji muszą się uśmiać, wyśpiewać, wykrzyczeć i mieć poczucie, że ten czas to "niezła jazda”! Tylko gdzie w tym miejsce na ciszę, na sacrum, na spotkanie ze swoim wnętrzem, tym co boli, dotyka i niepokoi, co trzeba nazwać i naznaczyć sensem?
    Jeśli uczeń przyjdzie na rekolekcje wewnętrznie głodny (choć może o tym nie wiedzieć), i wyjdzie po nich z jeszcze większym głodem, to... jak nazwać ten czas rekolekcjami?
    Myślę, że jest sposób dotarcia przynajmniej do niektórych z tych, co w te "wolne dni” zawitają do kościoła. Trzeba najpierw dokonać solidnej pracy nad nazwaniem po imieniu tego, co mają w nadmiarze, a co im odbiera ich samych, czym są zniewalani i ogłupiani.

Jak mówić, by... słowo zamieszkało w nich?

    Słowo Boże odpowiada na największe głody i pragnienia człowieka. Za czym nasi uczniowie naprawdę tęsknią, a czego prawie, albo w ogóle nie mają? Tęsknią za ciszą, obecnością drugiego, odkryciem własnej wartości, prawdą, na której można się oprzeć, zrozumieniem sensu życia i miłością, która jest wieczna.
    Gdy to ujrzymy, przychodzi odpowiedź. Tak jak głód zaspokaja się chlebem, tak na głód ciszy trzeba odpowiadać ciszą, na głód sensu - ukazywaniem sensu, na głód prawdy - prawdą. Na głód obecności - słowem, które jest nie tylko przestrzenią obecności i komunikacji z tym, który je wypowiada, ale też z tym, o którym ono opowiada. Sposobem na rekolekcje jest słowo. Trzeba go szukać, najpierw tworzyć w sobie, trudzić się nad znalezieniem takiej formy mówienia, która nie będzie słuchacza zamykać w sobie, zatrzaskiwać na to co słyszy, ale otwierać i dotykać z nadzieją na znalezienie odpowiedzi i spełnienia właśnie tej przestrzeni, która jest w nim największym głodem. Od wieków takie zadanie spełniały mity, legendy, opowieści, baśnie. One nie są tylko dla małych dzieci. Przez klimat, który tworzą, przez ogromną przestrzeń ludzkich doświadczeń, o których mówią, przez pobudzanie w słuchającym rozumu, woli i uczuć mogą dotykać tego, co najgłębsze, najbardziej potrzebne i zbawienne jednocześnie. W krainie opowieści istnieje wolność stawiania pytań i dopowiadania siebie.
    Kiedyś po tak prowadzonych przez rekolekcjach jeden z największych szkolnych urwisów, którego na przyjście do kościoła trudno było namówić, powiedział mi: "Jakby ten ksiądz został u nas w kościele, to chodziłbym codziennie i wszystko bym zrozumiał!”.

s. M. Urszula KŁusek SAC
s. M. Urszula KŁusek SAC - ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego
(siostry palotynki), wspóŁredaktorka miesięcznika "AnioŁ Stróż”,
katechetka w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Warszawie