|

Bóg ukochał
nas do tego stopnia, że Jego Syn nie tylko przyjął ludzkie
ciało. Jezus Chrystus przyjął także ludzki krzyż: symbol zbrodni,
hańby i okrucieństwa. Odtąd krzyż będzie zastanawiał i zdumiewał
człowieka w każdej epoce i w każdej cywilizacji. Będzie wyrazem
tajemnicy, która jest większa niż sam krzyż. A jednocześnie
pozostanie znakiem niepokojącym, bo ambiwalentnym.
Gorszą się krzyżem ci, którzy nie rozumieją
Bożej miłości, którzy wyobrażają sobie Bożą miłość w kategoriach
dyktatury dobra, którzy marzą o przemocy miłości, czyli o
zwycięstwie dobra nad złem kosztem wolności i godności człowieka.
Bóg tak "kochający" rzeczywiście nigdy by się nie pozwolił
ukrzyżować. Ale też nie byłby Bogiem, który jest Miłością.
Mógłby być jedynie "bogiem" telewizji, reklam, czy cynicznych
polityków.
Za głupstwo uważają krzyż Chrystusa ci, którzy lekceważą Bożą
miłość, albo wręcz nią gardzą. Oni szydzą z Ukrzyżowanego,
gdyż są wyznawcami znacznie mniejszej "miłości". Głoszą miłość
na miarę ich własnego serca oraz ich aspiracji: niewierną
i niepłodną, prymitywną i odwołalną. Głoszą miłość rozrywkową,
która nic nie kosztuje, nie stawia żadnych wymagań i wycofuje
się w obliczu pierwszej próby czy trudności.
Jako źródło mądrości i umocnienia
mogą traktować krzyż wyłącznie ci ludzie, którzy zrozumieli
logikę Bożej miłości. Tej miłości, która silniejsza jest niż
grzech i śmierć.
Jakże szczęśliwi są ci, którzy uwierzyli,
że pójście drogą krzyżową oznacza kroczenie drogą błogosławieństwa
- trudnego, czasem heroicznego i męczeńskiego błogosławieństwa,
ale przecież jedynego, osiągalnego na tej ziemi. Jedyną alternatywą
dla trudnego błogosławieństwa i szczęścia jest kroczenie drogą
iluzji, grzechu, krzywdy i śmierci.
Ten drugi krzyż, nasz ludzki krzyż,
często okazuje się jeszcze trudniejszy do zrozumienia niż
ten z kalwaryjskiego szczytu. Łatwo tu o uproszczenia czy
naiwne interpretacje. Krzyż Chrystusa niż wycofać miłość do
człowieka. Jego krzyż jest ceną za miłość. Co w takim razie
wyrażają nasze ludzkie krzyże?
Czasami są ceną za miłość: małżeńską,
rodzicielską, kapłańską, za miłość odpowiedzialnego wychowawcy
i wiernego przyjaciela, za miłość patrioty i człowieka sprawiedliwego.
Wtedy krzyż jest rzeczywiście ceną za miłość, ceną za naśladowanie
Chrystusa, a droga krzyżowa przemienia się w drogę świętości
i błogosławieństwa, w drogę Bożej mądrości i pokoju.
Jednak nasze ludzkie krzyże nie zawsze
są ceną za miłość, a ich dźwiganie nie zawsze oznacza kroczenie
drogami trudnego błogosławieństwa. Czasami krzyż, który dźwiga
człowiek, jest ceną za grzech. Kroczenie drogą takiego krzyża
wyraża ludzkie tragedie, np. w postaci alkoholizmu, narkomanii,
brutalnej przestępczości, rozwodów, zabijania nienarodzonych,
ludobójstwa. Taki krzyż może prowadzić do kolejnych upadków.
Może zniechęcić, złamać, odebrać wszelką nadzieję, pogrążyć
w rozpaczy i prowadzić do niszczącego buntu.
Każdy człowiek, dla którego Ukrzyżowany
jest zgorszeniem lub głupstwem, wkłada nowy ciężar krzyża
na własne ramiona i na ramiona drugiego człowieka. I będzie
zsyłał cierpienie sobie i innym, dopóki będzie powtarzał dramat
grzechu pierworodnego: dopóki będzie przekonany, że bez pomocy
Boga może odróżnić dobro od zła. Dopóki - jak syn marnotrawny
- będzie odchodził od Ojca w pogoni za iluzją łatwego szczęścia.
Dopóki cierpienie i rozczarowanie nie otworzy mu oczu. Dopóki
nie pokocha Boga, który jest Miłością. Dopóki zła w sobie
i wokół siebie nie zwycięży dobrem. Tym dobrem, którego uczy
nas Chrystus. Właśnie Ten, który pozwolił się przybić do krzyża.
ks. Marek Dziewiecki
Ks. Marek Dziewiecki - adiunkt Uniwersytetu KardynaŁa Stefana
Wyszyńskiego, psycholog i duszpasterz, dyrektor katolickiego
telefonu zaufania "Linia Braterskich Serc", ekspert przedmiotu
"Wychowanie do życia w rodzinie", autor publikacji z zakresu
psychologii wychowania i pedagogiki
|