|

Szkoła powinna
być miejscem mądrego wychowania,
które służy rozwojowi osoby ludzkiej
Założenie rodziny i
szczęśliwe życie rodzinne młodzież stawia na jednym z najwyższych
miejsc w hierarchii wartości. Byłoby bardzo dziwne, gdyby
szkoła ignorowała potrzeby i marzenia swoich uczniów.
Historia polskich programów przygotowania
do życia w rodzinie jest dość długa - sięga trzydziestu lat,
licząc pierwszy program nazwany eksperymentalnym. Starano
się albo uwzględniać wszelkie aspekty i podlewano je nieznośnym
socjalistycznym sosem, albo też układane były programy z dominującą
wiedzą seksualną, choć młodzież stawiała rodzinę na najwyższym
szczeblu hierarchii wartości; ceniła miłość, nie wynosiła
seksu ponad wszystko.
Badania - jedno,
wnioski - drugie
Badania naukowe wskazywały
jedno, a wnioski na użytek praktyki - drugie. W wyobraźni
autorów programów i kolejnych książek, które miały służyć
uczniom, następowała daleko posunięta redukcja rodziny i miłości
do spraw seksu. Potem znów hasłem naczelnym stało się zapobieganie
ciąży nieletnich dziewcząt, które uczeni w sprawach seksu
przypisywali temu, że młodzież nie ma wiedzy. Szkoła zaś,
jako miejsce powszechnej edukacji, powinna przeciwdziałać
tej niewiedzy.
Przełom nastąpił w 1993 roku, gdy
Ministerstwo Edukacji Narodowej stanęło na stanowisku, że
szkoła ma jednak pomagać w przygotowaniu młodzieży do życia
w rodzinie. Przeprowadzony został konkurs na programy nauczania
i wreszcie postawiony problem interdyscyplinarnego przygotowania
nauczycieli. Pod rządami SLD i PSL ministerstwo ograniczyło
zadania szkoły do "Wiedzy o życiu seksualnym", lecz programu
już nie zdążyło wprowadzić.
Szkoła pomaga rodzicom
Zmiany po wyborach
1997 roku przyniosły inną koncepcję szkoły i wychowania, rozpoczęło
się wprowadzanie reformy edukacji. W lutym 1999 roku minister
Mirosław Handke podpisał rozporządzenie o podstawie programowej
kształcenia ogólnego, w którym m.in. określone zostały treści
programowe "Wychowania do życia w rodzinie". Tak samo jak
w całej pracy szkoły, zasadą jest tu pomoc rodzicom w wychowaniu
dzieci. Chodzi o:
- ukazywanie wartości rodziny w życiu
osobistym człowieka oraz pomoc w zrozumieniu przemian okresu
dojrzewania - to są cele na poziomie szkoły podstawowej;
- w gimnazjum cele edukacyjne dotyczą:
przyjęcia integralnej wizji osoby ludzkiej i prowadzenia
do wyborów wartości, które służą rozwojowi człowieka;
- w szkołach ponadgimnazjalnych zajęcia
mają wspomagać: umiejętności podejmowania decyzji o życiowych
wyborach, w tym - ról małżeńskich i rodzinnych; pogłębianie
problematyki przyjaźni, miłości, ludzkiej płciowości; pozytywne
postawy wobec życia i zdrowia.
W klasach V i VI szkoły
podstawowej oraz w gimnazjum uczeń ma rocznie 14 godzin zajęć:
9 godzin w grupie koedukacyjnej i po 5 godzin z podziałem
na grupy dziewcząt i chłopców. Podobnie ma być w szkołach
ponadgimnazjalnych. Mądre i systemowe oparcie dla nauczycieli
stanowi 44 konsultantów, którzy we wszystkich województwach
wspierają stałe doskonalenie zawodowe.
Przed rozpoczęciem zajęć nauczyciel
powinien spotkać się z rodzicami, przedstawić treści i metody
swej pracy oraz poinformować, że to rodzice podejmują decyzję,
czy ich dzieci będą korzystały z możliwości, które stwarza
szkoła i że zgodę powinni wyrazić na piśmie. Pełnoletni uczniowie
sami wyrażają swoje zdanie. Z "Wychowania do życia w rodzinie"
nie ma ocen, uczestnictwo odnotowuje się na świadectwach.
Już we wrześniu 2000 roku 88% szkół wprowadziło "Wychowanie
do życia w rodzinie".
Satysfakcja i niepokój
Odpowiedzi na pytania
ankiety Centrum Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej pokazały
(marzec 2001 r.), że grupa nauczycieli "Wychowania do życia
w rodzinie" jest lepiej przygotowana, niż nauczyciele innych
przedmiotów. Wszyscy mają ukończone wyższe studia, 83 proc.
ukończyło kursy kwalifikacyjne, co trzeci ma ukończone studia
podyplomowe. Większość nauczycieli "Wychowania do życia w
rodzinie" mówi, że praca z uczniami przynosi im satysfakcję.
Owszem, chcieliby, aby lepiej układała się współpraca z rodzicami,
żeby dyrektorzy poświęcali im więcej uwagi, ale mają satysfakcję,
bo wszyscy rodzice ich uczniów wyrazili zgodę na udział w
zajęciach i 67 proc. uczniów wykazuje duże i bardzo duże zainteresowanie
zajęciami. To daje motywację do lepszej pracy - 77 proc. nauczycieli
"Wychowania do życia w rodzinie" nadal chce się dokształcać.
Wielu z nich zwraca teraz większą
uwagę na przeżycia i przemyślenia uczniów; miało okazję do
bliższej współpracy z rodzicami, odkryli chęć i umiejętność
pomagania uczniom, gdy ci mają problemy w domu. Ale chcą więcej
umieć w zakresie prowadzenia indywidualnych rozmów z uczniami,
poszanowania intymności i godności ucznia, integrowania grupy.
Pragną doskonalić się w problematyce rozwiązywania konfliktów
i radzenia sobie ze stresem.
Interdyscyplinarne przygotowanie nauczycieli
i nowe umiejętności zachęcają do głębszej refleksji nad szkołą
i wychowaniem; nad jej relacjami ze środowiskiem. Potwierdzają
też wielką wartość sytuacji, w której następuje utożsamienie
się nauczyciela ze szkolnym programem, co stwarza ogromną
szansę dla uczniów korzystających z uczciwej pomocy. W drodze
do dojrzałości i dorastania do wyborów, stanowiących wszak
najtrudniejsze zadanie młodości, młodzież potrzebuje wiedzy,
a także umiejętności budowania swoich planów i realizowania
marzeń w oparciu o wartości, które ceni i bez których świat
staje się nieludzki.
"Wychowanie do życia w rodzinie" stanowi
część zadań szkoły. Po wielu latach sporów i pracy powstały
sensowne rozwiązania: programy do wyboru, racjonalne umiejscowienie
zajęć w planach nauczania, system przygotowania i doskonalenia
nauczycieli. To jest odpowiedź na potrzeby młodzieży i są
już widoczne rezultaty w postawach nauczycieli i uczniów.
Szkoła powinna być miejscem mądrego wychowania, które służy
rozwojowi osoby ludzkiej.
Nie ma potrzeby ukrywać, że wiele
osób znowu niepokoi się losami "Wychowania do życia w rodzinie"
pod rządami SLD-PSL. Wynika to dotychczasowych doświadczeń
oraz z tego, że decyzje Ministra Edukacji i Sportu w sprawach
związanych z reformą edukacji polegają na wprowadzaniu niekorzystnych
zmian, i to bez uzasadnienia, jedynie pod kątem populistycznych
obietnic.
Krystyna Mroczek
Krystyna Mroczek - dziennikarka, w latach
1998-2001 pracownik Biura Informacji i Promocji MEN

|