|

"Marzenia.
Zabawa w Robinsona zmieniła się w marzenia o podróży, zabawa
w zbójców - w marzenia o przygodach. Znów nie starczy życia,
więc marzenie jest ucieczką od niego. Brak materiału do myślenia
zjawia się jako forma poetycka. W marzenia spływają uczucia,
które nie znajdują ujścia. Marzenie jest programem życia.
Gdybyśmy je umieli odczytać, wiedzielibyśmy, że marzenia się
spełniają".
Tak pisał Janusz Korczak w książce
"Jak kochać dziecko". A o czym marzą dzieci?
Oto rysunek 8-letniego Klaudiusza
- tytuł: "Najeść się cukierków do syta!"

12-letnia Ania zatytułowała swój
rysunek: "Chciałabym pracować w biurze".

Te rysunki to prace dzieci wykonane
podczas kolonii wakacyjnych. Kilkanaście lat zajmuję się pomaganiem
dzieciom, przestudiowałem wiele podręczników, odbyłem wiele
szkoleń, kursów, na których uczyłem się, jak pracować z dziećmi.
Tę wiedzę wykorzystuję podczas wykładów w Wyższej Szkole Umiejętności
Pedagogicznych i Zarządzania w Rykach, konferencji, spotkań
z rodzicami, seminariów itp.
Wiedza jest pewną teorią, o której
można mówić. Wychowanie jest działaniem. W szkołach, instytucjach
wychowawczych pracuje mnóstwo specjalistów posiadających ogromną
wiedzę, wielu z nich pisze świetne programy mające na celu
zapobiegać negatywnym zjawiskom wśród dzieci i młodzieży,
pomagające w rozwoju osobowości itp. Pomimo tego problemy
z dziećmi i młodzieżą narastają. Dlaczego tak się dzieje?
Dlaczego realizacja różnych programów zapobiegawczych nie
przynosi pozytywnych rezultatów?
Jak podają różne źródła, m.in. Fundacja
dla Polski, około 13% dzieci w wieku 3-18 lat pozbawione są
właściwej opieki. Dzieci te zajmują się same sobą. Żeby przetrwać,
muszą zadbać o swoje potrzeby, jak jedzenie, ubranie. O zaspokojeniu
potrzeb uczuciowych nie ma w takich sytuacjach mowy. Te dzieci
nie żyją w "normalnych" rodzinach, one żyją na ulicy.
To ulica jest ich miejscem edukacji i egzystencji. Tak jest
w dużych miastach, być może w małych miasteczkach ten problem
nie jest tak widoczny.
A jak jest na wsi? Wystarczy pojechać
tam na wakacje, aby uświadomić sobie, o czym piszę, czasem
wystarczy wejść do biednej rodziny i przyjrzeć się, jak ona
funkcjonuje. Dzieci w takich rodzinach nie mają czasu na dzieciństwo.
Pracują od rana do nocy, pomagając rodzicom (często tylko
matce, gdyż ojciec jest ciągle pijany). Pracują, aby się utrzymać,
podobnie jak wielu ich rówieśników w mieście. Te dzieci traktowane
są przez rodziców inaczej - są siłą roboczą. W miastach jest
podobnie, rodzice wykorzystują swoje dzieci, które w różny
sposób zarabiają dla nich pieniądze, m.in. kradnąc, uprawiając
prostytucję itp. Do tej liczby dzieci doliczmy te, które nie
muszą się martwić o byt, ale którym brakuje zwykłych uczuć
rodzicielskich. Te dzieci, pozbawione właściwej opieki, szukają
dla siebie miejsca często w narkotykach, alkoholu. To, co
jest wspólne dla tych dwóch grup dzieci, to brak uczuć ze
strony rodziców.
Co zrobić, żeby to zjawisko zahamować?
Jak działać, aby trafić do ponad miliona dzieci, wychowujących
się na ulicy? Jak trafić do ich rodziców? Wiedza zna odpowiedzi
na te pytania. Problem w tym, że sama wiedza nie wystarcza.
Tu potrzebne jest konkretne wdrażanie wiedzy w działania.
Działania kosztują, a pieniędzy nie ma. Aby dzieci ściągnąć
z ulicy, należy stworzyć im miejsca, gdzie mogłyby spędzać
czas, np. kluby, świetlice, przytuliska itp. Realizacja programów
powinna być prowadzona w formie gier i zabaw poza murami szkół.
Dzieci powinny wiedzieć, że udział w zajęciach będzie nagrodzony
(wyjazdy wakacyjne, wycieczki, inne upominki). Znakomity psycholog
dr Ewa Wojdyłło-Osiatyńska powiedziała w rozmowie ze mną,
że dzieci nie potrzebują psychoterapii samej w sobie, dzieci
potrzebują zabawy, potrzebują być dzieckiem. Ja z tym poglądem
zgadzam się i próbuję wspólnie z Przyjaciółmi pozwalać dzieciom,
którymi się zajmujemy, poczuć się dziećmi. A żeby robić to
dobrze, staramy się je poznawać. Jedną z metod jest poznawanie
ich marzeń. Kilka razy mogliśmy te marzenia spełnić, choćby
te o cukierkach, których Klaudiusz dostał bardzo dużo, oraz
te, które narysowała 12-letnia Karolina ("Moje wakacje"),
uczestniczka zajęć w świetlicy w Przysusze.
Nie
zastąpimy dzieciom rodziców, nie wiele możemy zrobić dla tych,
którzy pozostają na marginesie życia. Nie zmienimy rodziców
tych dzieci, które codziennie kradną, uprawiają prostytucję,
ciężko pracują, opiekują się młodszym rodzeństwem, gdyż do
tych programy, jakie prowadzimy, nie docierają.
Jest jednak coś, co zrobić możemy
- każdy z nas bez względu na to, kim jesteśmy i co robimy.
Możemy tym, którzy pozostają jeszcze pod naszym wpływem w
szkole, świetlicy, klubie czy też we własnym domu, poświęcać
więcej czasu, więcej uwagi. Dzieci wymagają czasu. Trzeba
im życzliwie tłumaczyć to, co jest dla nich niejasne, nowe.
Trzeba też pozwalać im ponosić konsekwencje, ale też mieć
marzenia. Mnie mój Tata powtarzał: "marzenia, Synu, się spełniają,
trzeba tylko bardzo tego chcieć". Dzisiaj mogę powiedzieć,
że wiele z nich się spełniło.
Spróbujmy znaleźć więcej czasu dla
tych, którzy jeszcze poza margines nie odeszli, na których
mamy jeszcze jakąś możliwość oddziaływania, bo potem dotrzeć
będzie bardzo trudno, tak jak do Dzieci Ulicy.
Poznawajcie więc marzenia swoich dzieci,
spełniajcie je tak, jak w opowieści "O Rybaku i złotej Rybce".
Rozmawiajcie z dziećmi i pozwólcie
im marzyć. To nic nie kosztuje, no może... więcej czasu i
chęci.
Pozwólcie Państwo, że tekst ten zadedykuję
mojemu Tacie - Karolowi, który nauczył mnie marzyć.
JarosŁaw Sokołowski
JarosŁaw SokoŁowski - Kawaler
Orderu Uśmiechu, Skarżysko-Kamienna
|