|

Jednym z zadań
szkoły jest współpraca z rodzicami bądź opiekunami uczniów,
pomoc rodzicom w wychowaniu. Wiadomo, iż utopią jest osiągnięcie
idealnych relacji dom-szkoła, zwłaszcza w przypadku dzieci,
które teoretycznie mają rodzinę, jednak tak naprawdę pozostawione
są same sobie. I w tym miejscu otwiera się nie tylko szerokie
działanie świetlic środowiskowych, ale również szkoły, jako
drugiego pod względem wychowania i opieki środowiska.
Podstawowym założeniem zarówno nauczania
jak i wychowania jest indywidualne, podmiotowe traktowanie
każdego ucznia, stworzenie wymagań adekwatnych do możliwości
dziecka. Praktyka pokazuje, iż nie jest w pełni możliwe zrealizowanie
wymienionych wymogów z bardzo prostych przyczyn: nauczyciele
nie znają sytuacji rodzinnej każdego z uczniów na tyle, aby
traktować ją jako czynnik istotnie rzutujący na pracę, motywację
do nauki, osiągnięcia szkolne, czy też w miarę dobre samopoczucie
psychospołeczne.
Przynależność do świetlicy środowiskowej dzieci z rodzin dysfunkcjonalnych
może determinować w znacznym stopniu ich funkcjonowanie w
szkole - jest przyczyną niepowodzeń szkolnych, gorszego samopoczucia
psychicznego, niskiej samooceny; powoduje brak zaspokojenia
potrzeby akceptacji, uznania społecznego, poczucia bezpieczeństwa
- tak ważnych z punktu widzenia prawidłowego rozwoju psychospołecznego.
Ciągłe porównywanie się dzieci ubogich z innymi, bogatszymi,
prowadzi do frustracji, osamotnienia, izolacji, a nawet agresji.
Może więc sprzyjać zachowaniom aspołecznym i ograniczać kontakty
społeczne. Czynniki te utrudniają zatem przystosowanie społeczne
dziecka oraz wywołują zaburzenia w sferze psychicznej i emocjonalnej.
Dzieci "świetlicowe" wzrastają
w świadomości, iż są "napiętnowane" swoją sytuacją
rodzinną a świetlicą, która tak naprawdę pełni rolę ich drugiego
domu. Boją się więc odrzucenia przez rówieśników, często trzymają
się razem, choć niektóre z nich skłonne są do utożsamiania
się z dziećmi z tzw. "lepszych rodzin", aby w ten
sposób ukryć swoje trudne położenie. Dzieci te czasami "grają",
ich funkcjonowanie społeczne nie zawsze jest spontaniczne.
Występująca złość i agresja zazwyczaj oceniana jest z punktu
widzenia skutków, jakie spowodowały, a nie przyczyn, które
je wywołały. Etykietka "dziecka świetlicowego" niesie
ze sobą ryzyko nieufności, zniechęcania czy wręcz odpychania
takich uczniów od wszelkiej działalności na rzecz klasy czy
szkoły. A przecież dzieci te również sporo potrafią, też wyposażone
są w zdolności - umieją śpiewać, tańczyć, rysować, pisać wiersze,
itp. Problem polega na odkryciu tych talentów i wspomaganiu
dzieci w ich rozwijaniu, promowaniu "takich" uczniów,
bo to zbyt trudne, bo rodzice nie współpracują, bo trzeba
poświęcić więcej czasu i wysiłku - to najczęstsze wytłumaczenie;
przecież łatwiej pracować z dzieckiem zdolnym, które samo
sobie radzi, nauczyciel tylko wspomaga i daje wskazówki.
Dom
- szkoła - świetlica środowiskowa - to zamknięty krąg, w którym
dziecko świetlicowe zwyczajnie gubi się, stuka od "drzwi
do drzwi", by przetrwać. Próbuje się uśmiechać, robić
"dobrą minę do złej gry", bo na nic więcej go nie
stać. W świetlicy co prawda ktoś pomaga mu w lekcjach. Ktoś
inny, może wolontariusz, zachęca do zmiany postawy z biernej
na aktywną. Ktoś mobilizuje do działania, motywuje do nauki.
Dziecko mówi "dobrze", po czym wraca do swojego
domu z nadzieją, że nie oberwie za "nic". A szkoła?
A nauczyciele? Czy aby na pewno wiedzą, że ich odpowiedzialność
za los tych dzieciaków nie może zakończyć się tylko na przekazaniu
wiedzy i odpytaniu z niej? Warto w tym miejscu wspomnieć o
tzw. "efekcie Pigmaliona" czyli zjawisku "samosprawdzającego
się proroctwa" polegające na tym, że ludzie mają określone
oczekiwania dotyczące innej osoby, co wpływa na ich postępowanie
względem tej osoby, powodujące z kolei, że zachowuje się ona
w sposób zgodny z ich wyjściowymi oczekiwaniami, jest podstawową
barierą w edukacji dla dzieci z ubogich rodzin.
Jan Paweł II zwraca uwagę na fakt,
iż "wiedza o występowaniu efektu Pigmaliona w pracy dydaktycznej
i wychowawczej być może zdoła zmniejszyć jego występowanie
w relacji uczeń-nauczyciel. Być może lepiej działałoby się
w szkołach, jeśliby nauczyciel choć przez chwilę pomyślał
o własnych schematach i oczekiwaniach związanych z grupami
społecznymi, z biednymi i bogatymi, odpowiadając sobie na
pytanie, dlaczego jednych ludzi szanuje, a drugich nie. Być
może zauważy wówczas, iż ci uczniowie, którzy nieprzyjaźnie
reagują, czynią tak nie dlatego, że są z natury źli i głupi,
ale dlatego, że odpowiadają na sposób, w jaki sam nauczyciel
się do nich odnosi. Być może uświadomi sobie i to, że zatroszczenie
się o potrzeby ubogich jest zaszczytem, a kształtowanie człowieka
do sprawiedliwości jest jedną z podstawowych zasad wychowawcy
na progu trzeciego tysiąclecia" (za: A. Pietrzyk 1998,
s. 64).
Uważam, iż nauczyciele powinni wiedzieć,
którzy uczniowie przebywają w świetlicy środowiskowej. Informacja
ta wydaje się stanowić jeden z aspektów dotyczących tworzenia
programów wychowawczych i profilaktycznych szkoły. Otóż osobowość,
światopogląd, zachowania społeczne czy aspołeczne dzieci świetlicy
kształtowane są nie tylko przez środowisko rodzinne i szkolne,
ale również przez "środowisko świetlicowe", gromadzące
jednostki o podobnych problemach. Racjonalne i adekwatne reagowanie
na sytuacje omawianej grupy dzieci wymaga przychylności, życzliwości
oraz empatii, o którą coraz trudniej w świecie zamykającym
się na uczucia i potrzeby innych.
Anna Kurek
Anna Kurek - wychowawczyni w świetlicy w Zespole SzkóŁ w Woli
Dębińskiej
Literatura:
Pietrzyk A., Dzieci wobec ubóstwa - obszary zagrożeń i szans
rozwojowych w ich funkcjonowaniu emocjonalnym, "Auxilium Sociale"
1998, nr 1.
|