Podstawową rzeczą jest uświadomienie sobie, że każdy człowiek jest indywidualnością, jest niepowtarzalny. A jednak do pewnego czasu da się formować i kształtować. W dużej mierze zależy to od tego, kto formuje, kształtuje, wskazuje drogę. Kim wobec tego powinni być wychowawcy, nauczyciele, rodzice, dziadkowie? Czy o tym decyduje przypadek? - bo tak wyszło, bo nie dostałem się na inne studia, bo będzie dziecko, za które trzeba wziąć jakąś odpowiedzialność. Czy wychowawca powinien być idealny? Chyba tak byłoby najlepiej, ale przecież jest on tylko (a może aż) człowiekiem. Człowiekiem jest niemowlę, przedszkolak, nastolatek, także ten buntowniczy, nie potrafiący zrozumieć świata.
    Musimy być autentyczni i wiarygodni. Nie można pokazywać, jak się żyje, mówić, co się powinno, a czego nie, a samemu żyć inaczej. Nie można żyć w kłamstwie, bo dzieci staną się takie same - także będą żyć w niezgodzie z sumieniem, z prawdą, z samym sobą. Ktoś powiedział, że kiedy słyszymy - zapominamy, kiedy widzimy - pamiętamy długo. Dlatego nie można zapomnieć o tym, co się robi. Nie można powtarzać o szacunku wobec drugiego człowieka i bić żony (często na oczach dzieci); nie można mówić o tym, że słowa zmieniły znaczenie i że kraść to znaczy radzić sobie w życiu.
    Musimy rosnąć razem z dziećmi. Nie znaczy to, że powinniśmy pozwalać na wszystko, ale powinniśmy dostosować swoje wymagania do ich wieku. Pino Pellegrino w książce Mali dziś, dorośli jutro (Warszawa 1995), pisze, że nie powinniśmy być jak znak drogowy czy słup przydrożny, który wskazuje kierunek, ale sam się nie ruszy ani na krok ze swojego miejsca. Jest to bardzo trudne, bo powoduje u dorosłych pewien rodzaj buntu.
Nie możemy ciągle rozkazywać. Gdyby tak było, nasze domy zmieniłyby się w wojskowe koszary - zrób, przynieś, idź, rusz się. Słuchajmy dzieci! Nie tego, jak, ale tego, co mówią. Czy nasz autorytet musi opierać się na rozkazywaniu? A gdzie zaufanie i odpowiedzialność? Dlaczego nastolatek przychodzi do wychowawcy, koleżanki, kolegi i prosi o radę, a nie przychodzi do rodziców?
    Musimy wspomagać dzieci i młodzież, aby cechował ich zapał i chęci. Wtedy można osiągnąć wiele. Jeśli dziecko przyzwyczai się do nic nie robienia, to nigdy nie wypracuje swojej osobowości. Jego "ja" będzie nijakie, puste, wygodne. Wspomniany Pino Pellegrino wylicza cztery choroby czyhające na młodego człowieka:

  • Minimalizm - to choroba ludzi, którzy robią wszystko po najmniejszej linii oporu; jakby życie trzeba było tylko przeżyć.
  • Konformizm - to choroba ludzi, którzy potrafią robić tylko to, co robią inni (stąd sekty).
  • Piłatyzm - to choroba ludzi, którzy niczego od siebie nie wymagają. Są jak Piłat - zawsze umyją ręce.
  • Dwulicowość - to choroba tych, którzy zmieniają się zależnie od sytuacji, poglądów, miejsca.

    Jak wychowywać, by oddalić te choroby? Jak przekonać młodego człowieka, że warto się uczyć, że warto być dobrym, że warto pomóc? Przede wszystkim chyba cierpliwością - to tak jak drążenie otworu w skale przez kroplę wody. Trudno uwierzyć, że kamień da się zmiękczyć, a jednak tak jest. Podobnie jest z odpowiedzią na pytanie, jak napoić osła, który uparł się i nie chce pić? Czy go wychłostać, czy wmawiać mu, że jest głupi, czy pozwolić mu zdechnąć? A może wystarczy postawić przy nim innego osła, który jest spragniony i udowodni mu, że picie wody jest tak samo wspaniałe jak życie.
    Źródłem wszelkich działań jest rodzina. Odwołam się do autorytetu naszych czasów - Jana Pawła II: "Wychowanie polega na pozwoleniu człowiekowi stać się człowiekiem, na pokazaniu mu jak być a nie tylko jak mieć. Aby poprzez wszystko, czym jest, i wszystko, co ma, stawał się coraz bardziej człowiekiem".

Joanna Kozielec
Joanna Kozielec – nauczycielka języka polskiego
w Zespole SzkóŁ Publicznych w Łękach Dukielskich