
Wyliczono,
że statystyczny obywatel nowoczesnego państwa poświęca masowym
mediom około 3-5 godzin dziennie ("lwią część"
tej puli spędzając przed telewizorem). Inaczej mówiąc, konsumowanie
oferty prasy, radia czy telewizji, a coraz częściej także
multimediów zajmuje w dobowym budżecie czasu trzecią pozycję,
po pracy/szkole i śnie. Musi to zostawiać jakiś ślad w osobowości
i zachowaniach odbiorców tej oferty (zwłaszcza młodych ludzi),
choć nie wszyscy się zgodzą z tym, że jest to ślad głęboki
i trwały. Warto, choćby w wielkim skrócie, przyjrzeć się
dotychczasowym ustaleniom naukowców w tej mierze.
Nie ma powszechnej zgody badaczy
ani pedagogów co do oceny skutków oddziaływania mediów masowych.
Efekty (wpływ, konsekwencje oddziaływania) mediów mogą być,
rzecz jasna, zamierzone (mówimy wówczas o "skuteczności"
osiągania założonych celów, np. wychowawczych, propagandowych)
i nieplanowane (nierzadko wówczas dysfunkcjonalne). Dyskusje
naukowców nie są nowe. Od lat dwudziestych minionego stulecia
kilka kolejnych generacji badaczy próbowało zmierzyć te
skutki.
Od wszechpotęgi do negocjacji
Początkowo,
jeszcze w epoce przedtelewizyjnej, dominowało dość naiwne
przekonanie o wszechpotędze oddziaływania mediów masowych
(prasy, filmu i radia), niezależnie od tego, czy miały to
być wpływy dobroczynne (jak zwalczanie przesądów, lepsze
poinformowanie), czy też zgubne (np. uleganie propagandzie
reżimów autorytarnych) dla tworzącego się wówczas tzw. "społeczeństwa
masowego". Dowodzono, że przekazy medialne są jak symboliczne
"pociski", które uderzając w oczy i uszy jednostek "wywołują
w ich umysłach i zachowaniach efekty bezpośrednie, natychmiastowe
i jednakowe" a przez to silne (na miarę przeobrażania ludzkiej
cywilizacji).
Po II wojnie światowej, wraz
ze wzrastającą wiedzą empiryczną, sformułowano teorię ograniczonych
wpływów mediów. Podkreślano rolę czynników pośredniczących
w odbiorze i oddziaływaniu mediów, dowodząc tezy o dwustopniowym
przepływie informacji (filtrowanych przez tzw. środowiskowych
liderów opinii). Dowodzono, że recepcja przekazów jest selektywna,
a interpretacja treści, odmienna u różnych osób, a zatem
każdy konkretny przekaz ma jedynie ograniczony (minimalny)
wpływ na odbiorców (i to raczej utrwalający status quo,
nie zaś stymulujący zmianę poglądów czy postaw, a tym bardziej
jakieś zmiany społeczne).
W latach pięćdziesiątych i
sześćdziesiątych, a więc w czasach bujnego rozwoju telewizji,
na Zachodzie nastąpiło ponownie odkrycie siły mediów. Tym
razem jednak badano nie bezpośredni wpływ mediów na postawy
i poglądy jednostek, lecz poszukiwano efektów społecznych:
długofalowych i pośrednich.
Od lat siedemdziesiątych
w badaniach przeważa paradygmat tzw. negocjowanego wpływu
mediów. W przeciwieństwie do podejścia wcześniejszego, kładzie
się nacisk na metody jakościowe. Przyjmuje się, że media
wpływają na odbiorców w sposób ograniczony - tylko w zakresie
i stopniu, w jakim sami odbiorcy poddają się bądź nie poddają
owym wpływom. Wprawdzie media konstruują i upowszechniają
obrazy rzeczywistości społecznej, ale z drugiej strony odbiorcy,
w procesie symbolicznej interakcji z owymi konstrukcjami,
sami konstruują własny obraz. Między odbiorcami a mediami
dokonuje się swego rodzaju stała negocjacja znaczeń. Przekazy
medialne usiłują zatem narzucić odbiorcom określoną wizję
rzeczywistości, podczas gdy odbiorcy dostosowują te wizje
do swoich potrzeb, możliwości i sytuacji życiowej. Jednakże
ów negocjacyjny charakter nie zmienia faktu, że media są
głównym, a często jedynym dostawcą i wiedzy o świecie, i
rozrywki. "Nawet jeśli - pisze Mrozowski (s. 377-378) -
nie mogą narzucić odbiorcom określonej wizji rzeczywistości,
mogą zablokować dopływ informacji sprzecznych z tą wizją,
a przez uporczywe powtarzanie pewnych treści oswajają z
nimi opornych odbiorców. Poza tym, znając potrzeby i gusty
odbiorców, które zresztą same kształtują, mogą dawać ludziom
to, czego ci potrzebują i co lubią, przemycając równocześnie
wartości i treści odpowiadające interesom mediów i ich mocodawców.
Słowem: pozyskując sympatię i przychylność odbiorców uzyskują
nad nimi dość dużą władzę, która pozwala im wpływać na ich
życie duchowe i społeczne".
Poniżej naszkicujemy (za Mrozowskim) ustalenia dotyczące
krótkotrwałych oraz długofalowych efektów oddziaływania
mediów masowych.
Skutki krótkotrwałe
Wprawdzie obecnie
efekty krótkotrwałe interesują głównie specjalistów od marketingu,
reklamy i public relations, jednakże wcześniej skupiały
one uwagę wielu badaczy. Rozpracowywano wpływ mediów na
poszczególne składniki postaw. Czy media wpływają na wiedzę
i przekonania odbiorców (składnik poznawczy)? Ocenia się,
że informacyjna efektywność mediów jest niewielka: odbiorcy
rozumieją i pamiętają (przynajmniej przez dobę) 5-30% informacji
dostarczonych przez media, a najgorsze efekty osiąga tu
telewizja. Natomiast media mogą być narzędziem perswazji,
choć skuteczna perswazja jest swego rodzaju sztuką (trudno
kontrolować wszystkie czynniki mające wpływ na odbiorców).
Przykładem są mniej lub bardziej udane medialne kampanie
informacyjne i perswazyjne - wyborcze, reklamowe, promocyjne,
public relations czy charytatywne.
Znacznie większy może być
wpływ mediów na emocje odbiorców, a więc na składnik afektywny
postaw. Szanse skuteczności mediów są większe, bo ludzie
poszukują w nich częściej rozrywki niż informacji i wiedzy;
tym samym media wzbudzają czasem silne emocje. Przypisuje
się im funkcję "oczyszczania" (katharsis) z różnych uczuć,
np. rozładowywania lęku czy agresji. Zwolennicy różnych
teorii redukcji agresywności głosili, że obrazy agresji
przedstawiane w mediach (sceny przemocy w telewizji, nawet
oglądanie meczu bokserskiego) pełnią funkcję terapeutyczną,
niezwykle użyteczną inni, że im więcej scen agresywnych
w mediach, tym mniej agresji w życiu społecznym. Jednakże
media tylko wtedy bardziej rozładowują agresywne emocje
niż je wzbudzają, gdy agresja nie jest traktowana jako zjawisko
powszechne i zwyczajne. Tymczasem dzieje się odwrotnie -
agresji w mediach jest za dużo, jej obecność jest usprawiedliwiana,
staje się elementem ekscytującego widowiska. Dlatego przeciwnicy
tej teorii twierdzą, że kontakt z obrazami przemocy w mediach
pobudza emocjonalnie odbiorcę, zwiększając prawdopodobieństwo
jego agresywnego zachowania. Dotyczy to jednak głównie jednostek
przeżywających frustrację lub mających agresywne nawyki.
Czy zatem media wpływają
na zachowania ludzi (składnik behawioralny)? Znane są przypadki
skuteczności kampanii perswazyjnych (np. pójście wyborcy
do urn, zakup towaru, datek na Wielką Orkiestrę) czy wzbudzania
zachowań agresywnych. Zwraca się natomiast uwagę na niekontrolowane
(gwałtowne i irracjonalne) efekty zbiorowe, wywoływane nieświadomie
lub wzmacniane przez media, takie jak panika, niepokoje
i zamieszki oraz zamachy terrorystyczne. Media mogą jednak
(i powinny) kontrolować swój wpływ na przebieg tych reakcji.
Efekty długotrwałe
W ostatnich
trzydziestu latach XX wieku badacze (prowadzący tzw. badania
podłużne) skupili wysiłki na poznaniu skutków długofalowych,
gdyż to one świadczą o sile oddziaływania mediów.
Hipoteza ustalania porządku
spraw (agenda-setting) podkreśla zdolność środków masowych
do kształtowania hierarchii wydarzeń w świadomości indywidualnej
i opinii publicznej. Odbiorcy przekazów szczególnie radiowych
i telewizyjnych nabywają przekonania o wadze i wartości
poszczególnych problemów. Media nie mają więc wpływu na
to, co ludzie myślą, ale wpływają na to, o czym ludzie myślą;
mogą skupiać uwagę na jednych sprawach, odwracając ją (drogą
przemilczeń, bagatelizowania etc.) od innych spraw.
Teoria "spirali milczenia"
dotyczy kształtowania opinii publicznej. Poglądy jednostki
zależą w dużej mierze od postrzeganego przez nią nastawienia
(klimatu) opinii dominujących w jej otoczeniu społecznym,
te zaś z kolei - od poglądów prezentowanych w mediach masowych.
Poglądy mediów są łatwiej niż inne wzmacniane przez opinię
publiczną. Lęk przed izolacją społeczną w ważnych kwestiach
skłania ludzi do ukrywania swych prawdziwych poglądów (gdy
czują, że są niezgodne z opiniami dominującymi). Prawdziwość
tej tezy zależy od aktywności grup dysydenckich, mających
odwagę i siłę głoszenia poglądów alternatywnych. Podnoszona
jest także rola "głośnych mniejszości", które potrafią opanować
media i wpływać poprzez nie na procesy polityczne i legislacyjne.
W koncepcji dynamicznego
charakteru luk informacyjnych podnosi się, że w miarę wzrostu
ilości informacji zalewających społeczeństwo grupy ludności
o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym przejawiają tendencję
do przyswajania tych informacji w szybszym tempie niż grupy
o niższym statusie społecznym, tak iż luka w zakresie wiedzy
między nimi raczej się zwiększa niż maleje. Dotyczy to zwłaszcza
tzw. luki otwartej, obejmującej ważne kwestie polityczne,
ekonomiczne, społeczne i kulturalne, w których następuje
ciągły przyrost wiedzy; jej posiadanie ułatwia jednostce
społeczną adaptację, poprawia jej szanse na rynku pracy,
pozwala na pełniejsze uczestnictwo w życiu politycznym.
Głównym czynnikiem sprawczym są tu różnice "potencjałów
komunikacyjnych", związane z wykształceniem jednostki, jej
kompetencji komunikacyjnej, a także praktycznymi możliwościami
korzystania z mediów, np. komputera.
Teoria społecznego uczenia
się agresji podkreśla nabyty (wyuczony) charakter zachowań
agresywnych, w czym istotną rolę odgrywają media masowe.
Dostarczają one wzorów zachowań społecznych (w tym agresywnych),
a ponadto mogą zachęcać do naśladowania tych wzorów w życiu
realnym: aktywizować, wzmacniać i modelować zachowania agresywne
w różnych sytuacjach społecznych. Nie ma tu miejsca na szerszą
prezentację tej teorii. Odnotujmy jedynie największy zarzut
pod adresem mediów: przyzwyczajają one odbiorców do agresji
i znieczulają ich (tzw. desensytyzacja) na ból i cierpienie
ofiar przemocy. Zwiększa to społeczną obojętność wobec przemocy
i ułatwia jej stosowanie w życiu codziennym.
Teoria kultywacji, tj. kultywowania
głównego nurtu kultury (mainstreaming) dotyczy przede wszystkim
telewizji (amerykańskiej). Zgodnie z nią, oglądanie telewizji
sprzyja stopniowemu kształtowaniu i umacnianiu (tj. kultywowaniu)
wśród odbiorców przekonań co do natury świata społecznego
zgodnych ze stereotypowym, zniekształconym i wybiórczym
obrazem rzeczywistości ukazywanym w programach telewizyjnych.
Zespół Georgea Gerbnera ustalił, że im więcej czasu odbiorcy
poświęcają telewizji, tym bardziej ich wyobrażenia o społeczeństwie
i jego problemach odzwierciedlają świat przedstawiony, a
nie otaczającą rzeczywistość. Telewizja tworzy i upowszechnia
zhomogenizowany obraz społeczeństwa, który wyznacza główny
nurt kultury, wciągając weń stopniowo różne grupy i zbiorowości
o odrębnych poglądach, w efekcie ujednolicając ich zapatrywania
na świat. Teoria ta spotkała się w Europie z różnymi zastrzeżeniami
(jest tu jednak większa różnorodność przekazów niż w USA),
ale nie podważono samego mechanizmu kultywacji.
Ten pobieżny przegląd
teorii, koncepcji i hipotez dotyczących roli mediów masowych
pokazuje złożoność problemu i różnorodność stanowisk. Każe
zwrócić uwagę raczej na poszukiwanie skutków długofalowych
niż tych na krótką metę. Pokazuje też potrzebę, od jakiegoś
czasu nurtującą środowiska pedagogiczne, podjęcia w szkole
przemyślanego programu edukacji medialnej, określanej także,
zwłaszcza w środowiskach katolickich, jako wychowanie do
mediów. Z mediami musimy nauczyć się współżyć, spożytkowując
to, co najlepsze. W wychowaniu "do mediów" należy kształtować
u dzieci i młodzieży co najmniej trzy postawy, wskazywane
przez ks. biskupa Adama Lepę: krytycyzm wobec mediów, selektywne
korzystanie z ich oferty oraz postawę twórczej aktywności.
Ryszard Filas
Ryszard Filas socjolog, prasoznawca, adiunkt
w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ
Literatura:
Tomasz Goban-Klas: Media i komunikowanie masowe. Teorie
i analizy prasy, radia, telewizji i Internetu. Wydawnictwo
Naukowe PWN, Warszawa-Kraków 1999.
Bp Adam Lepa: Pedagogika mass mediów. Wyd. II, Archidiecezjalne
Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 2000.
Maciej Mrozowski: Media masowe. Władza, rozrywka i biznes.
Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2001.
Wychowanie do mediów. Z ks. biskupem Adamem Lepą rozmawia
dr inż. Antoni Zięba. "Wychowawca" 2001, nr 7-8, s. 31.