Daj! Kup mi! Muszę to mieć! Mam markowe ciuchy! Ale z niej "wieśniara", nigdy nic markowego nie nosi…" Nie masz - jesteś nikim! Kupuję i mam - więc wiele znaczę, trzeba się ze mną liczyć! Bez kupowania i posiadania szczęścia nie ma!

To tylko niektóre stwierdzenia, które pojawiają się w rozmowach i myśleniu dzieci (rodziców oczywiście także!). Taka postawa towarzyszy nam coraz częściej i jest dowodem na przemianę w "społeczeństwo konsumentów". Proces ten wkrada się niespostrzeżenie w wychowanie, przede wszystkim w kształtowanie postaw moralnych.
Niczego jej nie szczędzili, bo dlaczego mieliby to robić? Jedną ją mieli. Sami w dzieciństwie zaznali biedy i licznych braków. Kochali ją, więc nie chcieli, żeby czegoś jej brakowało. Nie! W domu nie kazali jej pracować. Przecież chodzi do szkoły, potem musi odrobić lekcje, i tak ma mało czasu na odpoczynek i zabawę. Na szczęście, on dostał dobrze płatną pracę, więc nie musieli zbytnio oszczędzać. Zresztą i tak zawsze na pierwszym miejscu stały potrzeby (zachcianki?) Kasi. Byli z niej dumni, gdy jeszcze jako mała dziewczynka wybierała w sklepie podarunki dla siebie. Czasem, owszem, były bardzo drogie, ale co tam... niech się dziecko uczy samodzielności. Raz tylko nie chcieli jej kupić lalki, którą wybrała, ale Kasia znalazła na nich sposób. Zaczęła płakać wniebogłosy, podbiegła do jakiejś pani w sklepie i krzyczała głośno: "Nie chcą mi kupić Barbie! Mamusia mnie nie kocha!”. Przestraszyła się tego krzyku córki i... kupiła ową Barbie.

Potem, gdy Kasia poszła do gimnazjum, wszystko zaczęło się sypać. W listopadzie okazało się, że on stracił pracę. Badania wykazały, że ona ma jakieś niebezpieczne guzy w gardle i konieczne jest leczenie, a może nawet zabieg chirurgiczny. Przez kilka dni nie mówili o tym córce, nie chcieli jej martwić. Ale gdy któregoś dnia wróciła ze szkoły z żądaniem, że muszą jej kupić nową komórkę, bo dwie dziewczyny w klasie mają nowsze i ładniejsze od tej, którą ona ma, postanowili z nią porozmawiać. Kasia wysłuchała wszystkiego z kamienną twarzą, potem nagle łzy stanęły jej w oczach i wyjąkała: - Czy to znaczy, że nie mamy przez to wszystko pieniędzy i nie będę mogła pojechać z moją klasą na wycieczkę do Pragi? - Tak, Kasiu - mówiła ze smutkiem i poczuciem winy matka - i nowej komórki też ci nie możemy kupić, przynajmniej na razie. Tego Kasia już nie wytrzymała. - Jak to, nie kupicie mi!? Musicie kupić! Wiecie, co powiedzą o mnie w klasie, kim tam będę!? Będę dla nich nikim, nikt nie będzie się ze mną liczył.

- Kasiu, dziecko - próbował tłumaczyć ojciec - mama jest ciężko chora, musimy mieć pieniądze na leczenie dla niej. Pomyśl, co będzie jeśli mama rozchoruje się jeszcze bardziej. - Jak to, co będzie? - wykrzyknęła z histerycznym płaczem Kasia - myślicie tylko o sobie! A co będzie ze mną? Kim ja będę bez pieniędzy!? O tym nie pomyślicie nawet! Zawsze wiedziałam, że mnie nie kochacie, ale teraz już jestem tego pewna!

Daniel Thomas Cook z Uniwersytetu w Illinois, współczesny autorytet w sprawach wychowania, stwierdził: "... stawką w walce, jaka się wokół konsumenckiej kultury dzieci toczy, jest kształt osoby i treść osobowości w warunkach rosnącego zasięgu handlu. Zaangażowanie dzieci w materiałach, mediach, obrazach i sensach, które rodzą się w świecie komercji, gra dziś rolę decydującą w kształtowaniu osobowości i współczesnych postaw moralnych...”

Warto więc zadać sobie (i innym!) pytanie: Jaki będzie człowiek, którego największą potrzebą w życiu jest kupowanie, posiadanie i konsumowanie?

Które z najbardziej ludzkich cech i wartości zabija w człowieku styl życia zgodny ze stwierdzeniem: "Żyję, by... konsumować?"

s. M. Urszula KŁusek SAC

s. M. Urszula KŁusek SAC - ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (Siostry Pallotynki), wspóŁredaktorka miesięcznika "AnioŁ Stróż”, katechetka w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Warszawie