|

Człowiek jest z natury dobry,
wypacza go cywilizacja
(J.J. Rousseau)
Wychowanie bezstresowe nawet laikom
w dziedzinie pedagogiki kojarzy się z maksymalną swobodą dzieci,
z takim wychowaniem, gdzie potocznie mówiąc "dzieciom wszystko
wolno" i "nic nie wolno im powiedzieć". Takie rozumienie tej
idei zniechęca wielu pedagogów do głębszego przyjrzenia się
założeniom tej teorii i uporczywego odrzucania niezaprzeczalnych
osiągnięć psychologii humanistycznej, które na trwałe weszły
i funkcjonują w programach wychowawczych szkół.
U źródeł
Skąd wziął się ten "szum" o tzw.
bezstresowym wychowaniu? Kto i kiedy rzucił takie hasło? Ojców
duchowych wychowania "bez przeszkód" opinia publiczna doszukuje
się w psychologach amerykańskich, propagatorach psychologii
humanistycznej. Jednak poglądy takie pojawiły się w pedagogice
europejskiej już dawno.
Silne podejście humanistyczne
miały programy pajdocentryczne, których twórcami byli J.H.
Pestalozzi (1746-1827) i F.A. Froebel (1782-1852). Pierwszy
z tych pedagogów zwolennik pojednania ludów, obwołany "szwajcarskim
Robespierre'em" zwrócił uwagę na naturalność wychowania, które
powinno rozwinąć tkwiące w dziecku siły i zdolności. Rozwój
ten nastąpi, gdy wychowawca będzie opiekował się wychowankiem,
pozostawiając mu dużo swobody, przyswajał do obcowania z innymi
i zachęcał do przejawiania własnej aktywności.
"Człowiek jest z natury dobry,
wypacza go cywilizacja", pisał w XVIII w. J.J. Rousseau i
postulował wychowanie dzieci polegające nie na kierowaniu,
ale na "usuwaniu przeszkód" i jak najmniejszej ingerencji
w naturę ludzką z natury dobrą.
Jedynym kryterium dla pedagogiki
powinna być swoboda. Powinno się uczyć tego, czego spontanicznie
chcą dzieci. Naturalne potrzeby dziecka wyznaczają treści
nauki, a szkoła jest dla ucznia miejscem "radosnego spędzania
czasu". Te swojskie i znajomo brzmiące poglądy nie są bynajmniej
amerykańskie, ich autorem jest L. Tołstoj, który pod koniec
XIX w. wciela je w życie w swojej szkole.
Kontynuatorzy tych poglądów (J.
Dewey, Ch. Judd, F. Parker) to twórcy progresywistycznych
metod z początków XX w., opartych na prawach rozwojowych i
naturalnej ciekawości uczniów.
W latach 60. XX w. na fali krytyki
aktualnych tendencji w wychowaniu i nauczaniu, powstaje w
Anglii "rewolucyjny przykład wolnej szkoły". A. Maslow i C.
Rogers, jej ojcowie duchowi (główni twórcy psychologii humanistycznej)
szczególnie mocno podkreślali wolność dziecka, a rolę nauczyciela
ograniczali do wspierania jego naturalnego rozwoju.
Styl wychowania owej szkoły miał
znamiona stylu laissez-faire, którego cechy odnalazła również
u rodziców późniejsza jego badaczka D. Baumrind. Opiekunowie
- zwolennicy wspomnianego stylu jak najmniej kontrolują rozwój
dzieci, uważając, że wychowankowie rozwiną najbardziej zmysł
samodzielności i kreatywności, dysponując nieograniczoną,
swobodną przestrzenią. Rezultaty badań nad leseferyzmem (obrazuje
je tabela) Diany Baumrind zaskoczyły wszystkich jego zwolenników.

Problem granic
Badania nad leseferyzmem, który
nazwano właśnie bezstresowym wychowaniem, podniosły bardzo
istotny w wychowaniu problem tworzenia norm i granic. Pozwoliły
ustalić, że sami wychowankowie ich potrzebują, czują się z
nimi bezpieczniej. Przeciwnicy wspomnianego stylu przystąpili
do ostrego szturmu. Ich krytyka opierała się na istotnych
dla wychowania założeniach, że:
- wychowanie bez jasnych norm
i zasad wcale nie jest bezstresowe,
- jasne granice dają przejrzystą przestrzeń, która wspiera
i motywuje, dodaje odwagi.
Wychowanie bezstresowe, dowodzili
przeciwnicy leseferyzmu, nie może być takim typem interakcji,
gdzie wszystkim wszystko wolno. Nie jest dowolnością, lecz
świadomością ograniczeń. Twórcy leseferyzmu bronili się, twierdząc,
że nie chodziło im o dowolność, ale o serdeczność i akceptację
między wychowankami a wychowawcami. Jednak rezultaty ich pracy
nie dają podstaw do formułowania takich opinii.
W dzisiejszym świecie niełatwo
przychodzi rodzicom ustalenie norm i granic wychowania. Problemy
rodziców przy ustalaniu granic to:
- brak pewnych norm wychowawczych, których
świat nie daje,
- osobiste doświadczenia (wychowanie
w sztywnych normach, lub bez norm),
- odpowiedni moment, w którym należy
to zrobić.
Tworzenie granic
Dzieci, choć mają różne temperamenty
i sprawność psychomotoryczną, nie rodzą się złe, głupie, ani
leniwe! Mogą takie się stać, jeśli dorośli nie wskażą im norm
zachowania, nie wytyczą nieprzekraczalnych granic i nie będą
konsekwentni w swych wymaganiach, co do ich przestrzegania.
Wbrew pozorom, dzieci czują się
lepiej, gdy jasne są społeczne przekazy odnośnie do norm zachowania,
gdy wyraźnie widać, co jest dobre, a co złe. Wszyscy ludzie
mają potrzebę posiadania swego terytorium i respektują cudze
granice. W życiu codziennym dokonuje się to niemal automatycznie.
Przy odrobinie wrażliwości dobrze rozumiemy sygnały mimiczne,
werbalne, pantomimiczne, wysyłane w wypadku przekraczania
granic.
Dzieci muszą się tego nauczyć.
Szukają granic testując otoczenie, jest to element ich rozwoju.
Sygnały wysyłane dziecku muszą
być:
- wyraźne,
- konsekwentne,
- w miarę trwałe.
Ewaluacja granic ma się dokonywać
nie w obliczu słabości, ale w uznaniu dla nowych umiejętności.
Granice sztywne, z których dziecko wyrasta, ograniczają i
odbierają odwagę.
Wyrastanie bez granic może powodować
różne skutki:
- brak wyczucia taktu w stosunkach międzyludzkich,
- skupianie się na sobie (egocentryzm,
z którego dziecko nie wyrasta),
- tyranizowanie otoczenia (wskutek nadmiernego
eksponowania dziecka),
- niepewność i dezorientację,
- brak poczucia bezpieczeństwa.
Zakazy są łatwiej akceptowane,
gdy:
- granice ustalamy wspólnie z dzieckiem,
zwracając uwagę na jego stan emocjonalny i etap rozwojowy,
- dziecko czuje się respektowane,
gdy okazujemy zrozumienie dla jego uczuć (uczymy asertywnego
werbalizowania uczuć), ale nie ustępujemy, np. "widzę, że
to cię złości, ale ja martwię się o ciebie".
Wyrażanie uczuć, szczególnie złości,
przez dziecko (tak jak ono umie to robić), często frustruje
i zawstydza rodziców, którzy myślą, że nie radzą sobie jako
wychowawcy. Złość jest uczuciem przeżywanym przez wszystkich
ludzi, które dziecko uczy się uśmierzać obserwując dorosłych,
dlatego ważne jest, jak oni to robią. Zasada akceptacji uczuć
i przykładu wychowawczego ma tu swoje uzasadnienie.
Ustalając granice, ustalamy konsekwencje w przypadku ich przekroczenia
i wyciągamy je. Nie mogą to być groźby niedopasowane do przewinienia,
bo wywołują sprzeciw, albo poczucie lekceważenia. W żadnym
wypadku nie mogą to być sankcje, których stosowania zabrania
Konwencja o Prawach Dziecka uchwalona w 1989 r. przez Zgromadzenie
Ogólne Narodów Zjednoczonych.
Holistyczne wychowanie a programy szkolne
Stwierdzenie, że "dzieciom wszystko wolno",
jest jednym z najbardziej szkodliwych poglądów dla całokształtu
ich wychowania, tak w szkole jak i w domu.
Nie należy jednak zapominać, że osiągnięcia
psychologów humanistycznych, którzy właśnie nad bezstresowym
wychowaniem pracowali, na trwałe weszły do współczesnej pedagogiki
i psychologii. Niezaprzeczalnie zmieniły też oblicze współczesnego
wychowania. Gdy przyjrzymy się bliżej podstawowym założeniom
psychologii humanistycznej, odnajdziemy w nich to wszystko,
co zapisujemy (!) w szkolnych programach wychowawczych, choć
z realizacją tych haseł jest różnie.
Humanistyczna teoria uczenia się ("Program szkolny"
Allan C. Ornstein, Francis P. Hunkins)
- Nauczyciele wrażliwi są na świat uczniów.
- Uczniowie postrzegani są jako indywidualności
o zróżnicowanych potrzebach, zdolnościach, i możliwościach.
- Poczucie tożsamości i własnej wartości
ucznia uznaje się za podstawowy czynnik w procesie uczenia
się.
- Uczenie się ma charakter całościowy,
nie tylko poznawczy, akt uczenia się obejmuje emocje, uczucia
i umiejętności ruchowe.
- Uczenie się oparte jest na ciepłych
interakcjach nauczyciela i uczniów; przymus i dyscyplina
odgrywają minimalną rolę.
- Jakość i sam proces uczenia się są
równie ważne, a niektórych przypadkach nawet ważniejsze
niż efekty uczenia się; nauczyciel opiekuje się uczniami.
- Uczniowie dzielą się myślami, pracują
wspólnie, uczą się wzajemnie i pomagają sobie; grupy są
zróżnicowane, unika się rywalizacji między uczniami.
- Uczniowie wspólnie z nauczycielami
planują doświadczenia dydaktyczne oraz czynności składające
się na program.
- Uczniowie mają prawo wyboru (w pewnych
granicach) i swobodę (wraz z odpowiedzialnością), czego
i jak się uczyć, do jakich wyników dojść; w zależności od
stopnia rozwoju i wieku uczniów wzrasta ich zakres wyboru
i swobody.
- W procesie dydaktycznym wykorzystuje
się doświadczenia życiowe, odkrycia, badanie i eksperymenty.
Dla podejścia humanistycznego ważna jest nie
tylko strona poznawcza; dziecko postrzega się jako całość
(podejście holistyczne). Potrzeby emocjonalne są ważniejsze
od poznawczych. Zaspokojenie potrzeby miłości i uznania jest
dla dziecka cele m ważniejszym od uczenia się i kierowania
własnym rozwojem. Rozwój kognitywny następuje w wyniku własnej
aktywności, którą pobudza u dziecka właśnie poczucie bezpieczeństwa,
okazywanie mu troski, szacunku i poważnego traktowania. Rozwój
intelektualny dziecka jest jednym z celów wychowawczych szkoły.
Nie można źle oceniać ucznia dlatego, że jego postępy w nauce
nie są wysokie. Uczeń nie mający o sobie dobrego mniemania,
sfrustrowany, mało się uczy i będzie stawiał opór lub starał
się wycofać.
By właściwie uczyć, motywować, wychowywać,
nauczyciele powinni pamiętać, by:
- Dostrzegać kompetencje ucznia, by
poczuł się docenionym, szanowanym i wartościowym.
- Okazać każdemu uczniowi życzliwość,
zainteresowanie i ciepło emocjonalne.
- Docenić każdy pozytywny wysiłek ucznia
bez względu na efekt.
- Stworzyć każdemu uczniowi szansę na
sukces.
- Nie stymulować rywalizacji, raczej
współpracę.
- Likwidować jak najczęściej sytuację
ryzyka.
- Integrować uczniów, by wzajemnie sobie
pomagali.
- Pracować na zainteresowaniach ucznia.
- Skierować uwagę ucznia na proces nauki,
nie na produkt.
- Budzić samoocenę, nie oceniać.
- Rzadziej kontrolować (samokontrola).
- Uczyć pozytywnego myślenia.
Wytyczne powyższe zdecydowanie służą zdrowiu
psychicznemu uczniów. Szkoły chętnie szermują takimi hasłami.
Praktyka szkolna jest jednak zupełnie inna. W dobie "szalejącego
pomiaru dydaktycznego", rankingu szkół (i uczniów!), mierzenia
jakości pracy szkoły, nauczyciele hołdują na co dzień "bezpieczniejszym"
orientacjom behawiorystycznym i poznawczym. Holistyczne traktowanie
ucznia (zapisywane w każdym programie wychowawczym szkoły)
nie dotyczy analitycznego pomiaru, gdzie liczy się standaryzacja,
efektywność i konkretne wyniki.. Nauczyciele rozliczani są
tylko z tego "ile nauczyli", a nie tego, jakiego wychowali
człowieka oraz ile i jak musieli z nim pracować, by do tego
dojść. Z celów kształcenia: poznawczych, emocjonalnych i psychoruchowych,
w szkole liczą się tylko te pierwsze. Szkoła rozwija ucznia
nie tylko na płaszczyźnie dydaktycznej, jednak mierzony jest
zawsze "produkt" aktualny i tylko w sferze poznawczej. Nie
oddaje on rzeczywistego wkładu pracy nauczyciela z danym uczniem,
co z pewnością frustruje wielu pedagogów i nie sprzyja ich
motywacji do wychowywania holistycznego.
Maria Rozmus
Maria Rozmus - pedagog szkolny w Szkole Podstawowej
w Szerzynach
Bibliografia
Mietzel Gerd, Psychologia kształcenia, GWP, Gdańsk 2002
Ornstein Allan C. Hunkins Francis P., Program szkolny, WSiP,
Warszawa 1999
Pope Jamek E., McCombs Barbara L., Uczeń trudny - jak skłonić
go do nauki, WSiP, Warszawa 1997
|