|

"W głębi waszych nadziei i pragnień
leży milcząca świadomość czekającego po śmierci życia; i tak,
jak uśpione pod śniegiem ziarna, i wasze serca marzą o wiośnie.
(Kahil Gibran)
Kiedyś ten fragment poematu Gibrana "Prorok
dałam moim uczniom z prośbą, aby napisali, jakie odczucia,
myśli, pragnienia budzi on w ich sercach. Jedna z dziewcząt
napisała wtedy: "To bardzo ładne słowa i dobrze by było, gdyby
były prawdziwe, chyba nie są? Chciałabym móc zobaczyć w życiu...
życie, ale nie widzę... Może moje serce jest zbyt mocno uśpione?"
Atmosferę napięcia wyczuła jeszcze przed otwarciem
drzwi do sali lekcyjnej. Lubiła tę klasę. Mieli w sobie wiele
dobra, ciekawości świata i życia. Często przygotowany wcześniej
temat zajęć odkładała, uznając, że ważniejsze są ich pytania
i dylematy, niż sztywne trzymanie się tego, co przewidziane
jest w programie nauczania. Może dlatego lubili się z wzajemnością?
Tamtego dnia czuła, że zapytają o coś szczególnie
ważnego dla nich. I zapytali. Jeszcze nie zdążyli dobrze zająć
miejsc, a już padło pytanie: "Dlaczego Kościół jest przeciwko
eutanazji i aborcji? Przecież przez to pomaga się ludziom.
Lepiej, żeby nie narodziło się dziecko, które ma być chore
i całe życie ma cierpieć. A eutanazja, to wielka ulga. Jak
nie można kogoś wyleczyć, to powinno mu się pomóc, żeby nie
cierpiał. Próbowała zacząć tłumaczyć, ale jak lawina posypały
się kolejne argumenty: "Widziała Pani, wczoraj był reportaż
z Domu Dziecka. Jakie te dzieci są smutne i nieszczęśliwe!
Po co kazać żyć takim biednym, niekochanym dzieciom? Mój sąsiad
ma raka. Już trzeci tydzień nie śpi dzień i noc. Pielęgniarka
z hospicjum mówiła mojej mamie, że jak już kilka lat pracuje
z chorymi na raka, to jeszcze nie widziała, żeby ktoś tak
strasznie cierpiał. Głupie jest prawo w Polsce, że nie można
zrobić eutanazji. Każdy powinien móc sam decydować, kiedy
chce żyć, a kiedy chce umrzeć!"
Wykrzykiwali tak swoje argumenty jeden przez
drugiego, aż w końcu Aśka zapytała: "Dlaczego Pani nic nie
mówi? Niech Pani w końcu coś powie.
"Owszem, powiem - stwierdziła spokojnie - czekałam,
aż wykrzyczycie swoje medialne argumenty, bo z tym, co powtarzacie
bez zastanowienia, dyskutować nie będę. Na razie usłyszałam
to, co można przeczytać w kiepskich gazetach albo zobaczyć
w telewizji, ale porozmawiajmy o tym, co naprawdę macie w
sercach...
Mówiła i patrzyła na nich tak, jakby naprawdę widziała nie
tylko ich twarze, ale i zakamarki serc, w których ukryte jest
to, co prawdziwe, a czego oni jeszcze nie czują i nie potrafią
nazwać. Bezwiednie popatrzyła na Marcina. Był w tej klasie
dopiero od dwóch miesięcy. Patrząc na niego mówiła: "To, co
powiedzieliście o aborcji i eutanazji świadczy o tym, że jeszcze
nie doświadczyliście cierpienia i śmierci kogoś bardzo bliskiego.
Dopiero wtedy wie się, jak droga jest każda chwila życia człowieka..."
"Miała nam Pani odpowiedzieć na pytania, a
nie mówić czegoś sentymentalnego - wtrącił Kuba. - "To nie
jest sentymentalne - odezwał się nagle Marcin - Pani ma rację.
Wiem, bo trzy miesiące temu zmarła moja mama. Też miała raka
i bardzo cierpiała. Prawie przez cały czas choroby była w
domu. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę. Wtedy powiedziała
mi wszystko. Gdy miałem się narodzić, lekarze mówili, że będę
chorym, kalekim dzieckiem. Dla dobra wszystkich proponowali
jej aborcję. Ale się nie zgodziła. Urodziłem się zdrowy i
normalny. Gdy się okazało, że ma nowotwór, babcia chciała
mnie zabrać do siebie, żebym nie patrzył, jak mama cierpi.
Na to też się nie zgodziła. Opiekowałem się nią razem z tatą.
Trzymałem mamę za rękę, gdy umierała. Cierpiała bardzo, ale
zawsze mówiła, że ważna i potrzebna jest każda chwila życia,
byle tylko dobrze ją wykorzystać. A na kilka dni przed śmiercią
powiedziała mi, że jest szczęśliwa, bo wie, że to życie się
nie kończy, że ono się tylko zmieni, więc nigdy nie przestanie
mnie kochać i zawsze będzie mi pomagać. Życie jest wielkim
darem i zadaniem, Marcinku - mówiła mi mama. Trzeba je kochać,
żeby naprawdę cenić.
Nawet dzwonek na koniec lekcji nie przerwał
ciszy, która zapanowała po tym, co powiedział Marcin. Wychodzili
w milczeniu. Może pytali siebie o to, co znaczy "Kochać i
cenić życie?"
s. M. Urszula KŁusek SAC
s. M. Urszula KŁusek SAC - ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek
Apostolstwa Katolickiego (Siostry Palotynki), na staŁe wspóŁpracuje
z redakcjĄ miesięcznika "AnioŁ Stróż", katechetka w Publicznym
Gimnazjum nr 1 w Warszawie |