Wywiad z ppor. AK kpt. Janiną Kuleszą-Kurowską

Marta Frankowska: W jaki sposób tradycja kształtuje motywację - czy istniały tradycje rodzinne walki o niepodległość?

Janina Kulesza-Kurowska: Tak. Istniały. Tradycja to wielka, nierozerwalna siła, wiążąca rodziny, społeczności, społeczeństwa i narody. To pamięć o przeszłości, kultywująca najcenniejsze wartości z dorobku tych narodów, to przechowanie i przekazanie następnym pokoleniom pamięci o tych wartościach. To otoczenie czcią ludzi, którzy nieugięcie stali na straży tych wartości. Nad bramą zakopiańskiego cmentarza widnieje napis: "NARODY, KTÓRE TRACĄ PAMIĘĆ - TRACĄ ŻYCIE". Na szczęście Polacy, a przynajmniej elita duchowa naszego narodu, nigdy pamięci historycznej nie stracili.
Los posadowił nasz naród na ziemi pięknej i bogatej, ale przez to stanowiącej przedmiot pożądania naszych sąsiadów. Bóg obdarzył nas jednak poczuciem wolności i wolą walki o nią. Przychodzą mi na myśl słowa ks. Józefa Tischnera: "Gdybym ze wszystkich wartości, jakie są w Polsce, miał dać którąś na pierwsze miejsce, dałbym wolność. Wolność jest najpierw i przede wszystkim sposobem istnienia dobra".

- Czy w Pani życiu odegrały jakąś rolę szkoła, harcerstwo, praca społeczna lub środowisko?

- Nie sposób przecenić roli, jaką w postawie młodzieży w czasie II wojny światowej odegrały wymienione instytucje i organizacje. Polska szkoła w okresie międzywojennym uczyła szacunku dla odzyskanej niepodległości, dla prawdy i prawa. Szkoła była także bazą organizacji harcerstwa i hufców szkolnych Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Organizacja Przysposobienia Wojskowego Kobiet została założona przez kobiety, które stanęły do walki o niepodległość już w latach I wojny światowej, w szeregach Polskiej Organizacji Wojskowej, czy Ochotniczej Legii Kobiet w obronie Lwowa i Wilna w latach 1918-1920. Właśnie ta organizacja stała się kuźnią kadry kierowniczej Wojskowej Służby Kobiet AK. Dzięki przygotowaniu ideowemu i praktycznemu polskie kobiety mogły odegrać tak znaczącą rolę w szeregach Armii Krajowej, że uzyskały status pełnoprawnych żołnierzy.

- Jak wyglądało wejście do konspiracji? (kto i w jaki sposób wprowadzał, z jakimi dylematami łączyła się taka decyzja). W jaki sposób testowano potencjalną kandydatkę i czy ona zdawała sobie sprawę, że jest poddawana próbie?

- Konspiracja objęła kobiety polskie bez względu na wiek: od najstarszych, dawnych działaczek POW, legionistek OLK, kadr instruktorskich PWK, po młode "peowiaczki" i harcerki. Jedyną trudnością wejścia do konspiracji było początkowo ogromne rozproszenie członkiń organizacji wobec terroru, aresztowań, egzekucji, wysiedleń, wywózek. Po katastrofie przegranej bitwy wrześniowej udało się odtworzyć dawne struktury i zorganizować komórki Wojskowej Służby Kobiet. Najmłodsza grupa konspiracyjna to harcerki, które weszły w organizację Szarych Szeregów. Ogromna rolę odegrało tajne nauczanie. Młodzież uczyła się w małych grupach, co sprzyjało tworzeniu się komórek konspiracyjnych, powiązanych wspólnym rozkładem zajęć i zainteresowaniami.
Decyzja wejścia do konspiracji łączyła się z dylematem: czy w warunkach potwornego terroru i zagrożenia potrafisz opanować naturalny strach? Kto nie był siebie pewny, nie przystępował do konspiracji. Sprawdzanie przydatności do służby było postępowaniem rutynowym, nie odczuwalnym przez osobę sprawdzaną.

- Jakie umiejętności trzeba było posiadać, lub nabyć, by móc sprostać swoim obowiązkom? Czy wśród nich były jakieś szczególnie trudne dla dziewcząt?

- Należy pamiętać, że kobiety - żołnierze konspiracyjnej Armii Krajowej to nie były zwarte szeregi dziewcząt w mundurach, lecz rozproszona rzesza kobiet, ogromnie zróżnicowana, lecz gotowa do wykonania każdego zadania jej wyznaczonego. Była to organizacja wojskowa, zhierarchizowana, która miała swoją komendantkę mjr/gen. Marię Wittek ps. "PANI MARIA", "MIRA". Zadaniem tej organizacji było zapewnienie dopływu odpowiednio przygotowanych kadr, które nadawałyby się do wykonania wyznaczonych przez Polskie Państwo Podziemne zadań. Szkolenie było dostosowane do potrzeb.
Szczególną trudnością była fizyczna słabość kobiet, jeżeli chodziło o przenoszenie ciężarów - prasy, materiałów minerskich, czy broni. Przeszkodą trudną do pokonania, był udział w akcjach, których celem było pozbawienie życia człowieka, choćby nim był kat Polaków, na którego wyrok wydał sąd Polskiego Państwa Podziemnego. Z takim problemem spotykały się np. minerki, przygotowujące wysadzenie torów kolejowych, czy mostu. Ale kobiety wykonały wyrok śmierci na agencie gestapo Darmaszku, który zadenuncjował ich koleżankę, zamordowaną następnie w katowni gestapo.

- Jak wyglądał stopień poinformowania najbliższej rodziny o prowadzonej działalności konspiracyjnej? Jakie trudności mogły pojawić się na styku konspiracja - rodzina?

- Rodzina, której członkowie przystępowali do działalności konspiracyjnej, przyjmowała to ze zrozumieniem, jako naturalne, gdyż było to zgodne z tradycją tej rodziny, a także następstwem wychowania dzieci przez nich samych. Zasadą było zachowanie tajemnicy, choćby dlatego, żeby w razie aresztowania nie zdradzić. Nieraz spotkałam się z faktem, że matka prosiła córkę, by pozwoliła pomóc sobie wykonać powierzone zadanie - przenieść, lub przewieźć niebezpieczny ładunek, by oszczędzić dziecku ryzyka. Odmowę przyjmowały ze zrozumieniem. Dzieci rodziców, którzy nie akceptowali służby konspiracyjnej swych dzieci, bardzo rzadko do niej przystępowały. To samo dotyczyło rodzeństwa.

- Jakie atuty miała kobieta wobec mężczyzny w konspiracji? Do jakich zadań szczególnie chętnie kierowano kobiety?

- Kobieta była mniej podejrzaną, na pierwszy rzut oka, przez Niemców o działalność wojskową. Patrole żandarmerii, wsparte przez żołnierzy Wehrmachtu, zatrzymywały przede wszystkim mężczyzn, szczególnie młodych. Taka sama sytuacja istniała w czasie łapanek ulicznych: kobiety łatwiej unikały niebezpieczeństwa zatrzymania.
W konspiracji szczególnie chętnie kierowano kobiety do służby łączności i kolportażu. Równie cenna była ich praca wywiadowcza przy obserwacji transportów wojskowych, czy ustalaniu adresu i rozkładu dnia funkcjonariuszy niemieckich, szczególnie tych niebezpiecznych, skazanych na likwidację.
Kobiety wsławiły się służbą w łączności. Szefem Sztabu V - Łączność w Komendzie Głównej AK, obejmującego łączność krajową i zagraniczną, była kobieta - mjr Janina Karaś ps. "BRONKA", "HAKA". Było to najwyższe stanowisko służbowe w Komendzie Głównej AK, pełnione przez kobietę od początku powstania konspiracyjnej organizacji Służba Zwycięstwu Polski - Związku Walki Zbrojnej - Armii Krajowej we wrześniu 1939 r. aż do końca Powstania Warszawskiego w październiku 1944 r. Określenie "łączniczka" stało się wprost synonimem służby kobiet w AK.
Inną służbą, prawie całkowicie wykonywaną przez kobiety na wszystkich szczeblach organizacji konspiracji, były szyfry. Praca nad nimi wymagała benedyktyńskiej wprost cierpliwości, inteligencji, precyzji i ofiarności. Polskie Państwo Podziemne i Armia Krajowa posługiwały się szyframi w szerokim zakresie, lecz nie dysponowały maszynami szyfrującymi. Żmudną pracę ręcznie wykonywały ze znakomitym skutkiem nasze szyfrantki.

- Czy nieodłącznym towarzyszem pracy był strach? W jakim stopniu istniejące zagrożenie było uświadamiane? Czy zdarzało się żałować decyzji wstąpienia do konspiracji?

- Strach jest naturalnym uczuciem, towarzyszącym sytuacji zagrożenia, a w konspiracji groziła nam stale utrata życia. Strach można jednak pokonać odwagą, i tak było w tamtych czasach. Ludzie, którzy tego nie potrafili, nie podejmowali służby. Zacytuję tu słowa ks. Józefa Tischnera: "W człowieku są ogromne pokłady heroizmu, pod jednym warunkiem - że służy on nadziei".
I jeszcze jeden cytat tego samego Autora: "Byli zdolni do największych ofiar, gdyż wiedzieli, że to ma sens".
Czy zdarzało się im żałować decyzji wstąpienia do konspiracji? Myślę, że nie, być może - chwilami. Na ścianie katowni gestapo przy Alei Szucha jakiś więzień, oczekujący na dalsze badania, wydrapał te słowa: "Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej jest dla niej pracować, jeszcze trudniej - umierać, a najtrudniej - cierpieć".

- Jaki wpływ na codzienne obowiązki miała praca w podziemiu, ile czasu średnio ona absorbowała, jakich wyrzeczeń wymagała i z czego się utrzymywano?

- Były stanowiska, które wymagały poświęcenia całego czasu pracy i życia konspiratora, były też zadania wykonywane doraźnie, które nie miały wpływu na tok pracy zarobkowej, czy nauki. Zasadniczo jednak tylko kadra kierownicza, której podstawowym zadaniem była praca dla organizacji, nie miała możliwości wykonywania pracy zarobkowej. Otrzymywali wówczas zasiłek na pokrycie skromnych kosztów utrzymania, często w formie poborów na fikcyjnych stanowiskach w instytucjach miejskich, które wystawiały im także zaświadczenia o zatrudnieniu, jakich bezwzględnie wymagali Niemcy.
Wszyscy inni utrzymywali się z funduszy, które zdobywali "własnym przemysłem", zaczynając od wyprzedaży cenniejszych przedmiotów, które udało się im ocalić po wysiedleniu, czy po zniszczeniach wojennych, do imania się różnych zajęć, przynoszących chociaż minimalne zyski. Wiele kobiet zarabiało, wykonując ręczne robótki na drutach, tkając samodziały na prymitywnych krosnach, lub wypiekając skromne, lecz smaczne ciasta, które podawano w licznych kawiarniach. Młodzież ucząca się, lub studiująca, brała udział w zajęciach, przerywanych tylko wówczas, gdy należało wykonać jakieś zadanie bojowe.
Równie niemożliwe jest określenie czasu, przeznaczonego na pracę w podziemiu, ze względu na różnorodność zadań. Zasadą było jednak powiązanie pracy konspiracyjnej z pracą bieżącą bez uszczerbku dla żadnej z nich.

- Czy zdarzały się dylematy moralne wobec zasady bezwzględnego posłuszeństwa i czy obowiązek posłuszeństwa rodził jakieś konflikty?

- Być może zdarzały się takie dylematy, lecz ja stykałam się z nimi bardzo rzadko. Bezwzględne posłuszeństwo nie oznaczało ślepego posłuszeństwa. Żołnierz konspiracji to żołnierz myślący, przygotowany do działania indywidualnie, polegający na sobie. Dotyczyło to szczególnie kobiet. Wykonawczyni rozkazu miała szansę przemyślenia sposobu jego wykonania, gdyż często musiała sama decydować o możliwościach ze względu na szybko zmieniającą się sytuację.

- Jak funkcjonowało życie towarzyskie?

- Życie towarzyskie, choć bardzo ograniczone, istniało. Było szansą na utrzymanie równowagi psychicznej w warunkach ciągłego zagrożenia, niepewności, tragedii utracenia ludzi bliskich, stykania się ze śmiercią i przemocą. Młodzi rwali się do życia, do miłości i przyjaźni, do radości i poczucia bezpieczeństwa, a byli pozbawieni normalnych rozrywek: muzyki, kina, teatru, sportu. Zasadą było jednak niewiązanie służby z życiem towarzyskim. Szczęście miała młodzież z kręgów harcerskich, która znała się z organizacji. Szczęśliwi ci, którzy byli pewni, że mogą zaufać ludziom, z którymi łączyło ich życie towarzyskie.

- Czy w konspiracyjnym wojsku istniało równouprawnienie płci?

- Konspiracyjne wojsko to nie była regularna armia. To była armia poszczególnych jednostek, wtopionych w społeczeństwo, z których każda wykonywała indywidualne zadania w zależności od swych możliwości i potrzeb dowództwa, bez względu na płeć. Kobiety były przewidziane do służby pomocniczej poza frontem walki bezpośredniej. Wobec groźby nadciągającej wojny, Sejm RP uchwalił dn. 9 IV 1938 r. ustawę o powszechnym obowiązku wojskowym, która przyznawała kobietom prawo do "pomocniczej służby wojskowej w zakresie obrony przeciwlotniczo-gazowej, wartowniczej, łączności, przeciwpożarowej, służby zdrowia, transportowej, biurowej, oraz innej, potrzebnej do celów obrony". Dawało to kobietom szansę do zgłaszania się ochotniczo do takiej służby. Lecz sytuacja, jaka zaistniała po zajęciu Polski przez Niemców i Rosjan, postawiła kobiety polskie w zupełnie innej sytuacji, niż przewidywana: nie na zapleczu frontu, lecz w obliczu nieprzyjaciela, narażone bezpośrednio na śmierć w walce.
Trafnie ocenił tę sytuację Dowódca Armii Krajowej gen Stefan Rowecki "Grot", podejmując starania u Naczelnego Wodza o wydanie "dekretu o ochotniczej służbie kobiet", który zmieniłby status prawny żołnierzy - kobiet, stwierdzając, że dopuszcza się je także ochotniczo do pełnienia służby zasadniczej w Wojsku Polskim, na równych prawach z żołnierzami - mężczyznami. Wysyłając w grudniu 1942 r. z Warszawy do Londynu pełnomocną emisariuszkę w sprawie współpracy łączności lądowej Kraju z Centralą w Anglii, powierzył jej również misję uregulowania uprawnień żołnierzy - kobiet. Emisariuszką tą była znawczyni problematyki Wojskowej Służby Kobiet, doświadczona kurierka zagraniczna Elżbieta Zawacka "ZO". Jej wyprawa do Londynu poprzez całą Europę szlakiem Warszawa - Berlin - Paryż - Andora - Barcelona - Gibraltar - Londyn w warunkach wojny wydaje się niewiarygodnie trudna, wręcz niewykonalna. Pociągami (m.in. z Paryża na południe Francji nawet leżąc na desce nad wodą w tendrze lokomotywy), pieszo przez Pireneje, wojskowym konwojem morskim przez Atlantyk, "ZO" dotarła do celu i zadanie wykonała. Dekret, proponowany przez gen. "Grota", został podpisany 23 X 1943 r., kiedy "ZO" przebywała już w Polsce. Wróciła do Kraju we wrześniu 1943 r. skokiem spadochronowym, jako jedyna kobieta "cichociemna" wśród tych najdzielniejszych z dzielnych.
Rozkaz Dowódcy Armii Krajowej Nr 129, potwierdzający status żołnierzy - kobiet, został podpisany 18 I 1944 r., już przez gen. Tadeusz Komorowskiego "Bora". Ustanawiał on Szefa WSK KG na prawach szefa służby, oraz wyposażył komendantki oddziałów i Pododdziałów kobiecych w uprawnienia dowódcze takie, jak oficerów - mężczyzn. Szefem WSK KG została mjr Maria Wittek "MIRA". Natomiast sprawy awansów kobiet uregulował Rozkazem Nr 871, wydanym w czasie Powstania 23 IX 1944 r.
Określenie statusu kobiet - żołnierzy miało doniosłe dla nich skutki. W trakcie podpisywania Układu Kapitulacyjnego Powstania, kobiety zostały uznane za żołnierzy Wojska Polskiego także przez Niemców i miały szansę zostania jeńcami wojennymi, traktowanymi zgodnie z Konwencją Genewską z 1929 roku, co oznaczało otoczenie ich opieką Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Traktowane dotychczas przez Niemców jak bandytki, mordowane na miejscu ujęcia, lub zsyłane do obozów koncentracyjnych na pewną śmierć, znalazły się w stalagach i oflagu, gdzie doczekały końca wojny i wyzwolenia przez aliantów.

- Jakie wydarzenie z tego okresu uważa Pani za najważniejsze?

- Powstanie Warszawskie. Uczucie moje i wielu innych kobiet - żołnierzy AK w czasie Powstania wyraziła jedna z naszych koleżanek, ppor. AK Zofia Majewiczowa-Lisowska "Baśka-Ewa", "Czyżyk" w wierszu, którego fragmenty przytaczam:

Powstanie Warszawskie

Ruszyło!
Warszawa walczy jawnie!
Słuchać szerokie westchnienie
w mieście - n a r e s z c i e!
Nareszcie biało-czerwone opaski
na ramieniu!
Nie we śnie to już, na jawie!
Otwarcie przeciw temu,
Który panował śmiercią
i pogardą w Warszawie.
Nareszcie - orzełki wyrwały się
z podziemia na furażerki,
A broń do ręki!
Jeszcze nie zginęła!
Oto dziś dzień krwi i chwały!
[... ]
Warszawskim bohaterom chwała!
I pamięć pokoleń...
I jednak wiara,
Że wszystko trzeba stawiać na kartę,
Kiedy się walczy, o co walczyć w a r t o!

Wywiad przeprowadziŁa
Marta Frankowska - studentka historii UJ