| 
Scenariusz
widowiska dla klasy VI szkoły podstawowej i gimnazjum 
Scena
I (mieszkanie, choinka do przystrojenia)
JAŚ Rusz
się wreszcie Ewa, bo nie zdążysz z tą choinką, zanim mama przyjdzie.
EWA Nie
poganiaj mnie, przecież jest jeszcze dużo czasu. A ty nie masz nic do roboty?
JAŚ E, przecież ty jesteś starsza,
więc pracujesz - ja nie muszę! (śmieje się)
EWA No
nie, tego już za wiele. Bombki nie ważą 100 kg, chyba je uniesiesz?
JAŚ Pewnie,
że uniosę, o patrz, ale nie zawieszę tam wysoko... (wspina się na palcach
i rozbija bombkę)
EWA O nie, porozbijasz
wszytkie ozdoby, co ty wyprawiasz? Jak cię zaraz...
JAŚ Ja
nie chciałem! (siostra za nim biega, słychać pukanie do drzwi)
EWA Ktoś
puka, otwórz!
JAŚ Ty sobie otwórz.
EWA Ja dłużej z tobą nie wytrzymam,
ostrzegam cię, że zaraz dostaniesz. (otwiera drzwi, przepychają się)
STARUSZKA Dzień
dobry, poratujcie biedną kobietę kawałkiem chleba albo jakimś grosikiem.
EWA Nic
nie mamy. Jesteśmy sami w domu. Do widzenia! (zatrzaskuje drzwi)
JAŚ Dlaczego
nic nie dałaś tej pani, może była głodna?
EWA Tak,
tak. Na pewno głodna, a za rogiem kupiłaby sobie troszeczkę alkoholu na rozgrzewkę...
Oni wszyscy są głodni...
JAŚ Ale
ty jesteś wstrętna.
EWA Jasiek,
mówię ci, nie przeciągaj struny, bo...
JAŚ No
co, no co...
EWA Ubieraj choinkę
i nie zawracaj mi głowy, ty bezmózgowy, naiwny dzieciaku.
JAŚ Mądrala
się znalazła, wstrętna, zarozumiała jędza. Ja ci pokażę!
BABCIA Dzieci,
co tu się dzieje! Dlaczego tak krzyczycie?
JAŚ Babciu,
ona ciągle mi dokucza. Nie chcę takiej głupiej siostry. Ona wyrzuciła taką biedną
panią, która prosiła o jedzenie.
BABCIA Czy
to prawda, Ewuniu? W taki wieczór nikomu nie odmawia się pomocy. Oj dzieci, dzieci
- nie wiecie, że w Wigilię nie można się kłócić? Będziecie tak robić przez cały
rok. Dzisiaj diabeł robi wszystko, żeby ludzi zezłościć i popsuć im święta. Jeśli
ktoś ulegnie, Pan Jezus się dla niego nie narodzi - i co to wtedy za święta?
EWA Oj
babciu, kto tam dzisiaj wierzy w istnienie diabła, nie przesadzaj.
BABCIA Dla
ciebie to śmieszne, ale ta cała noc - to przecież noc cudów, wszystko może się
wydarzyć.
EWA Tak, tak - nawet
zwierzęta mówią ludzkim głosem, co? (ironicznie) Tylko, że jeeszcze nikt
tego nie słyszał. (śmieje się i całuje babcię)
BABCIA Oj,
ta dzisiejsza młodzież... (Jaś zostaje sam na scenie)
JAŚ Głupia
koza, w nic nie wierzy i jeszcze z babci się śmieje. Żal mi tej biednej pani...
Pewnie była strasznie głodna. A może... No właśnie, idę. Mama ją rozliczy z tego,
jak się mną zajmowała. Wezmę trochę jedzenia z lodówki, jak spotkam tę żebraczkę,
to jej dam.
Scena II (Ewa krząta
się po domu, myje podłogę i talerze)
EWA Jasiek,
chodź tu wreszcie, pomóż mi rozłożyć nakrycia na stół. Jasiek - gdzie ten łobuz
się podział? Jasiek, bo naprawdę przyłożę ci w tę Wigilię i potem cały rok będziesz
obrywał! (szuka go) Babciu, nie widziałaś Jasia?
BABCIA Nie,
był tu przecież przed chwilą.
EWA No
właśnie - był, ale go nie ma. (zauważa brak ubrania) O nie, zabrał kurtkę
- jeszcze tego brakowało. Mama mnie chyba oskubie... (słychać kroki rodziców)
MAMA Jesteśmy! O - choinka jeszcze
nie ubrana! Ewuniu!
EWA To była
robota Jaśka.
MAMA A gdzie on
jest?
EWA No, właśnie nie wiem
- wyszedł gdzieś...
MAMA Wyszedł?
Siedmioletni chłopiec o tej porze wyszedł? Przecież miałaś go pilnować! O Boże,
zaraz kolacja, a mojego dziecka nie ma. Jeszcze mu się coś stanie, wiecie jak
teraz niebezpiecznie na ulicach?
TATA Nie
wpadajmy w panikę. Trzeba go poszukać. Ewa, proszę wszystko przygotować, a my
z mamą idziemy. Nie przypuszczasz, gdzie mógł się udać?
BABCIA Ja
chyba wiem... Była tu taka starsza kobieta, prosiła o chleb - Ewunia jej nie wpuściła.
A Jaś to wrażliwe dziecko, pewnie poszedł jej szukać...
MAMA Idziemy,
prędko! O Boże, na dworze tak zimno, przecież się biedak rozchoruje.
Scena
III (park, ulica)
JAŚ Gwiazdkę
już widać, a ja wciąż nie mogę znaleźć tej pani. Schodziłem już chyba całe miasto.
Zimno mi, nogi mnie bolą. W tym parku jeszcze nigdy nie byłem. Spać mi się chce...
O, jak te lampki ładnie świecą... (zasypia, po chwili na scenę wychodzi Anioł
Stróż i Staruszka)
ANIOŁ Wstawaj,
Jasiu, bo nam tu zamarzniesz, a długa droga przed nami.
JAŚ Ojej,
mamusiu, duchy! Ratunku!
ANIOŁ Cicho,
nie krzycz - i tak nikt cię nie słyszy!
JAŚ Kto
wy... Kto was... o babciu kochana...
ANIOŁ No
patrzcie, swojego Anioła Stróża nie poznaje! Co wieczór się do mnie modlisz, a
nie rozpoznajesz na ulicy.
STARUSZKA Ale
ty niemądry jesteś - przecież on ciebie nigdy nie widział...
ANIOŁ A
tak, tak - jak mi trudno na to ludzkie myślenie się przestawić. No co, co tak
zamarłeś chłopczyku, nie bój się.
STARUSZKA Nie
dziw mu się, pierwszy raz anioła widzi, to się dziecko wystraszyło. Już, przeszło
ci, Jasiu?
JAŚ To mój Anioł Stróż?
A gdzie ma skrzydła?
ANIOŁ A co
ty myślisz, że my w niebie to się technicznie nie rozwijamy? Dziś już nam skrzydła
nie potrzebne.
JAŚ Dobrze mi babcia
mówiła - w tę noc wszystko się może zdarzyć. A pani też jest aniołem?
STARUSZKA Jeszcze
nie. Ja się dopiero uczę tej sztuki, ale kto wie, kto wie, może kiedyś? (śmieje
się)
JAŚ Gadu, gadu - a co wy
tu właściwie robicie, aniołkowie?
STARUSZKA Mamy
pewne zadanie do spełnienia, a ty jesteś nam do tego niezbędny.
JAŚ Ja?
A w czym ja wam mogę pomóc?
ANIOŁ To
raczej my tobie będziemy pomagać.
JAŚ A
w czym?
ANIOŁ Do Jezusa musimy
cię dziś zaprowadzić.
JAŚ Do Jezusa?
A wehikuł czasu macie? Bo inaczej to ja sobie tego nie wyobrażam.
ANIOŁ Wehikuł
nie będzie nam tutaj potrzebny, istnieją bardziej nowoczesne metody. Dość tego,
chodźmy, bo nas tu jeszcze czarni aniołowie nakryją, a kręci się ich tu dzisiaj,
oj kręci...
JAŚ Czarni aniołowie?
ANIOŁ No - diabły, po waszemu,
diabełki rogate, rozumiemy się?
JAŚ Gdzie
my właściwie idziemy?
ANIOŁ A
przed siebie...
JAŚ Jak na Anioła
Stróża, to Ty wcale miły nie jesteś. A gdzie jest ta biedna pani?
ANIOŁ Ma
do spełnienia swoją część zadania. Nie martw się, jeszcze się spotkacie. (idzie
starszy pan z laską i pełną zakupów siatką; biegnie grupka dzieci i potrąca go,
wysypując zakupy)
JAŚ Ojej, popatrz!
Co oni zrobili? (podbiega do starszego pana i pomaga mu zbierać rzeczy) Pomogę
panu! (podaje laskę i okulary) Gdzie pan mieszka? Zaniosę panu te ciężkie
zakupy.
PAN Co to za rozbój dzisiaj
panuje, kochaneczku. Nawet w wigilię nie można przejść spokojnie po ulicach. Kiedyś
tego nie było. Ludzie bardziej się szanowali, rozmawiali ze sobą, odwiedzali się,
a teraz? Telewizor, komputer, Bóg wie, co jeszcze! Oj, źle się dzieje, źle, dokąd
ten świat zmierza... Ale ty miły jesteś, dziękuję za pomoc. To tutaj mieszkam.
Może wejdziesz?
JAŚ Nie, nie,
dziękuję panu. Muszę iść! Mam ważną sprawę do załatwienia, może innym razem...
Dobranoc. Wesołych Świąt.
ANIOŁ No,
no - dobrze się spisałeś!
JAŚ Pewnie,
a co myślałeś, że jestem bez serca?
ANIOŁ E,
nie, nie - to, że masz serce, bardzo mnie cieszy i nie tylko mnie, zapewniam cię.
JAŚ Ojej, zobacz tę dziewczynkę,
tam koło tego sklepu. Ale musi jej być zimno. Trzęsie się cała i przestępuje z
nogi na nogę. A jakie ma sine ręce? (podchodzi do dziewczynki, daje jej rękawiczki)
Masz, proszę, ja mam w domu drugą parę. Tobie bardziej się przydadzą. (zza
sceny)
MAMA Jasiu, Jasiu, dziecko
drogie! Nareszcie... Gdzie ty się wybrałeś w taki wieczór, syneczku?
JAŚ Mamusiu,
ja musiałem znaleźć tę panią, co u nas była, a potem spotkałem Anioła Stróżą -
no i poszliśmy razem.
MAMA Boże
Święty, co ty opowiadasz? No mówiłam, mówiłam, że będzie chory - pewnie ma gorączkę...
O, gdyby nie pani, to pewnie byśmy go nie znaleźli.
JAŚ O,
to ta pani, mamo - to ona! Czy możemy ją zaprosić do nas na wigilię?
MAMA No,
jeśli pani się zgodzi... Będzie nam naprawdę miło... Wreszcie ktoś usiądzie przy
tym pustym zawsze nakryciu - prosimy do nas. Chodźmy, chodźmy...
Scena
IV (Mama, Jaś, Staruszka wchodzą do domu)
JAŚ Babciu,
babciu, ale zmarzłem, mówię ci i przyprowadziliśmy kogoś na Wigilię.
BABCIA Dobry
wieczór, proszę, proszę. Już wszystko gotowe. Czekaliśmy tylko na Jasia. Gdzie
ty się, urwisie, podziewałeś?
JAŚ Szukałem
nowonarodzonego Jezusa!
BABCIA Ach
tak... I co, znalazłeś?
JAŚ Nie
bardzo. Anioł nie miał wehikułu czasu, więc nie mogliśmy się przenieść do Betlejem,
spotkaliśmy tylko takiego starszego pana, któremu wysypały się zakupy, i ja mu
pomogłem, a potem zobaczyłem taką małą dziewczynkę - dałem jej swoje rękawiczki,
bo tak się trzęsła, mówię ci! Zaraz potem mama mnie znalazła i nie zdążyłem o
nic spytać Anioła Stróża, bo gdzieś zniknął.
BABCIA Wehikuł
czasu wcale nie był wam potrzebny. Przecież znalazłeś Jezusa!
JAŚ Jak
to? Przecież mówię ci, że tylko ten starszy pan i ta dziewczynka...
BABCIA No
i jeszcze ta pani na Wigilię... Przecież od niej się wszystko zaczęło - prawda?
JAŚ No tak! Ale ja dalej nic nie
rozumiem.
BABCIA Kochanie, w tę
tajemniczą noc szukamy Jezusa w swoich sercach. Przez dobroć, którą okazałeś tym
napotkanym ludziom, mały Jezus narodził się w tobie, w twoim serduszku.
JAŚ Ach
tak, to teraz wszystko już rozumiem. I anioł, i ten pan - rzeczywiście nie trzeba
było przenosić się w czasie. Anioł miał rację, są bardziej nieziemskie metody.
Katarzyna Dyrcz |