| 
Śląsk
- to praca, kopalnie, huty, przemysł. Ale obok tego czarnego, jest także Śląsk
zielony, choć mniej znany. To Beskidy, piękne i w lecie, i w zimie. A przede wszystkim
człowiek z określonymi, wykształconymi przez wieki cechami, z etosem pracy, który
jeszcze nie zaginął i trwa nadal. Śląsk to także wielka różnorodność kulturowa
i religijna - są tu katolicy i ludzie innych wyznań.
Rodzina
na Śląsku - to potęga. Jej specyfikę kształtowała praca, a jeszcze bardziej parafia.
Rodzinność to istotna cecha Śląska. Dzięki rodzinom tutejsi ludzie przetrwali
wiele kryzysów1.
W XIX wieku niemal w całej
Europie obrzędy pojmowano jako jedno z istotnych kryteriów określonych pochodzenie
narodowe. Ludzie mogli nie wiedzieć kim są, ale obrzędy, zwyczaje, stroje i gwara
wymownie świadczyły o ich przynależności etnicznej czy narodowej.
Śląska
kultura ludowa należy - jak cała Polska - do kręgu kultury zachodniosłowiańskiej.
Na Śląsku przywiązanie do własnych wartości kulturowych pozwoliło zachować tożsamość
i przetrwać koleje losu. Te koleje losu decydowały nie tylko o kulturze, ale także
i o cechach charakteru tutejszych ludzi, którzy dla zachowania tożsamości etnicznej
strzegli jak świętości dziedzictwa kulturowego, przekazanego im w spadku przez
przodków.
Śląsk w wyniku swej skomplikowanej
przeszłości i swego geograficznego położenia jest klasycznym przykładem na współżycie
różnych kultur, różnych cywilizacji i różnych mikroregionów.
Twórcą
i przekazicielem bogactwa kulturowego była mieszkająca tu ludność. Przez etnologów
bywa z grubsza dzielona na grupy: Górali beskidzkich, ludność mieszkającą nad
górną Odrą, Opolan i Górzan. Nazwę swą "Górzanie" otrzymali od "gór", czyli kopalń
(pierwsze kopalnie powstały u nas w Tatrach, gdzie wydobywano rudę). Stąd "Górzanie"
to także górnicy.
Najważniejszą wartością
wszystkich obrzędów jest chęć wspólnego z grupą przeżywania ważnych wydarzeń.
Potrzeba realizowania więzi jest podstawową potrzebą psychospołeczną. Dla jej
realizacji potrzebna jest wspólnota. Bez niej nie mogłoby się odbyć dzielenie
chleba, opłatkiem, solą czy wodą. Toteż mówiąc o obrzędach zakładamy niemal z
góry, iż uczestniczyła w nich cała ludność Górnego Śląska. Dlatego do najbardziej
istotnych cech śląskiej kultury ludowej należy silna więź łącząca ludność. Ona
to zadecydowała o tym, że tyle dawnych i archaicznych obrzędów przetrwało najdłużej
na Śląsku. Ich energia i życie tkwią bowiem w każdorazowym nadawaniu im nowych,
zrozumiałych i aktualizowanych znaczeń.
Początek
zwyczajów i obrzędów sięga kultury rolniczej, agrarnej, i stąd tak silny związek
z ziemią. Na Śląsku występują różne nazwy na Boże Narodzenie. Są to: "Gody", "Godne
święta", święte wieczory. Według ludowej śląskiej etymologii znaczy, iż są to
bardzo ważne, bardzo czczone święta, które należy godnie przeżyć. Należy się w
nie wystrzegać ciężkiej pracy, mieć czas na wzajemne odwiedziny "przocieli" (rodziny),
na rozmowy z dziećmi, na śpiewanie kolęd i cieszenie się z narodzin Pana. W Wigilię
nie wolno było głośno mówić, karać dzieci, kłócić się, gdyż "co się złego dzieje
w Wigilię, dziać się będzie przez cały rok". Przez cały dzień obserwowano zachowanie
przyrody, ludzi, zwierząt, gdyż człowiek utożsamiał się z nimi i był przekonany,
że tak mu się będzie dziać przez cały rok.
Pierwsza
gwiazda pojawiająca się na niebie obwieszczała czas zasiadania do stołu. Stół
musiał być bardzo troskliwie przygotowany i nakryty, gdyż istniało przekonanie,
że nie powinno się od stołu wigilijnego wstawać przed ukończeniem wieczerzy, groziło
to bowiem nieszczęściem. Do stołu wszyscy ubierali się uroczyście, wieczerza miała
charakter religijny. Na stole ustawiano krzyż, pod obrusem słomę i siano, czasem
czosnek lub coś z żelaza. Przedmioty te interpretuje się po chrześcijańsku, np.
krzyż jako zapowiedź przyszłej śmierci Chrystusa, siano i słomę na pamiątkę, iż
Bóg tak nas umiłował, że Syna Swego w żłobku na sianie złożył, coś z żelaza, "aby
złodzieje nas nie okradli". Na stole stawiano zawsze jedno nakrycie dodatkowo,
dla wędrowca, który mógł zapukać do drzwi, dla samotnej osoby, albo dla samego
Pana Boga lub też tych, "co już od nas odeszli". Wieczerzę rozpoczynano modlitwą,
czytaniem fragmentu Ewangelii. Modlitwę rozpoczynał ojciec rodziny, po czym następował
najbardziej uroczysty moment wieczerzy wigilijnej: łamanie się opłatkiem.
Formule
tej towarzyszy wierzenie, iż jeśli ktoś kiedyś zagubi się w życiu, powinien sobie
przypomnieć, z kim się dzielił opłatkiem, wówczas odnajdzie właściwą drogę. Chleb
łamany, dzielony, symbolizował pokój, przyjaźń, życzliwość. Nie odmawiało się
przyjęcia chleba, nie odrzucało się wyciągniętej dłoni. Na Śląsku wierzono, że
łamanie się opłatkiem ma szczególną moc w łączeniu skłóconych małżeństw, rodzeństwa,
krewnych i przyjaciół. Istniało przekonanie, że "jeśli ich opłatek nie połączy,
to już żodno siła ich niy złączy".
W układaniu
zestawu potraw wigilijnych obowiązywała generalna zasada: miało ich być dużo.
Najbardziej typowe potrawy to: siemieniotka - wywar z konopi, moczka - słodki,
bakaliowy sos, gotowany na wywarze z piernika i ciemnego piwa, makówki - jedna
z najbardziej charakterystycznych potraw Śląska, jest to zmielony mak, gotowany
na mleku lub wodzie z dodatkiem bakalii. Należało wszystkiego pokosztować, aby
niczego w nadchodzącym roku nie brakowało.
Słusznie
przeto znakomity badacz, S.J. Bystroń, pisał: "Wiara była powszechna, że w tym
dniu cała przyroda odczuwa, iż Zbawiciel na świat przychodzi i bierze udział w
ogólnej radości". Z różnych informacji wynika, że w dniu tym bratanie się obejmowało
nie tylko ludzi między sobą, ale nawiązywano kontakt z bydłem, z drzewami, z wiatrem,
słońcem, a nawet mrozem. Człowiek czuł się wtedy cząstką całego świata.
Pierwszy
dzień Bożego Narodzenia spędzano w domu, gdyż było to święto zdecydowanie rodzinne.
Świętowano je w gronie najbliższych. Śpiewano kolędy, cieszono się podarunkami,
tzw. Dzieciątkiem. Nie odwiedzano się nawzajem, nie wychodzono z domu, nie gotowano
potraw, jedzono tylko to, co sporządzono w dzień wigilijny. Drugie święto natomiast
było czasem odwiedzin, świętem wizyt.
28
grudnia obchodzi się na Śląsku tzw. Młodzianków. Jest to w zasadzie "Dzień małego
dziecka", a zarazem święto uświadamiania sobie wartości jego życia. Matki śpieszą
z niemowlętami i małymi dziećmi do kościoła na Mszę, w czasie której dzieci otrzymują
błogosławieństwo.
W ostatni dzień Starego
Roku, w Sylwestra wieczorem, odbywa się nabożeństwo dziękczynno-pokutne, w czasie
którego proboszcz zdaje relację ze swego zarządzania parafią. W trakcie nabożeństwa
śpiewa się starą pieśń: "Nie tak bystro płynie rzeka, jak nam prędko czas ucieka".
Zło, w zależności od okolicy Śląska, wypędzano
w różnoraki sposób, często za pomocą krzyku, hałasu, gwizdu. Najwięcej jednak
zwyczajów skupionych jest wokół Wielkiego Tygodnia. W Wielki Czwartek "wiązano"
dzwony, a ich głos zastępowały kołatki. W domach w tym dniu zasłaniano lustra,
zatrzymywano zegary, niemal tak, jak gdyby umarł ktoś z domowników. Wielki Piątek
był dniem żałoby. W domu mówiono cicho, szeptem i poszczono. Wielka Sobota znana
była głównie ze święcenia pokarmów oraz święcenia ognia.
Wczesnym
rankiem w Niedzielę Wielkanocną odbywała się rezurekcja, po której cała rodzina
zasiadała w domu do uroczystego śniadania wielkanocnego. Na stole - oprócz jajek,
szynki, wędlin - musiał być chrzan, który miał upamiętniać, że Chrystusa pojono
przed śmiercią żółcią. Chrzanu musieli skosztować wszyscy domownicy, nawet małe
dzieci. Niemieckie źródła etnograficzne z początku XX wieku podkreślały, że rolnicy
na Górnym Śląsku zajadali chrzan całymi łyżkami, gdyż widzieli w nim właśnie symbol
cierpienia Chrystusa. W Poniedziałek Wielkanocny, jak w całej Polsce, wysuwa
się na czoło zwyczajów śmigus-dyngus.
Opisane
wyżej obrzędy należą do najbardziej charakterystycznych na Śląsku. Ich regionalną
odrębność mierzymy z jednej strony niezwykłą popularnością, a z drugiej - ich
odmiennymi w stosunku do innych regionów cechami. Cechy te uwidaczniają się zwłaszcza
w towarzyszącym wielu zwyczajom i obrzędom praktykach magicznych i wierzeniach.
Dawna społeczność śląska była otwarta na
drugiego człowieka. Bardzo głęboko zakorzeniona była myśl o bliźnim. Obrzędy wnosiły
w życie grupy społecznej pewną stabilizację płynącą z przekonania, że skoro spełnia
się nakazane przez tradycję czynności, wówczas jest się w porządku w stosunku
do sił przyrody, do Boga i do całego wszechświata. Dlatego należy podkreślić,
że obrzędy wprowadzały w świat pewien ład, stanowiły instrukcję, jak się zachować
o każdej porze roku2. MaŁgorzata Mann Przypisy:
1. Ks. Jerzy Szymik, Wanda Petrowa-Wasilewska, Rozmowa z abp. Damianem
Zimoniem: Ciągle tonę i chwytam Jezusa, Księgarnia Św. Jacka, Katowice 2002, s.
7, 9, 10. 2. Dorota Simonides, Najpiękniejsze zwyczaje i obrzędy górnośląskie,
Wojewódzka Biblioteka Publiczna, Katowice 1995, s. 5-7, 17-21, 23, 24, 29. |