Z Urszulą Janicką-Krzywdą, doktorem folklorystyki, rozmawia Sylwia Palka

- Potrzebujemy świąt, czekamy na nie z utęsknieniem. Dlaczego?
- We wszystkich kulturach istnieje czas powszedni i czas święty. Święto związane jest z wyobrażeniami człowieka o świecie niematerialnym. Jest niezbędne do egzystowania kultury, zbiorowości i jednostki. W kręgu kultury chrześcijańskiej święto ma wymiar szczególny - łączy się z wyobrażeniem człowieka o jego życiu na ziemi, i po śmierci. Jest okazją do refleksji, a jednocześnie do integracji w rodzinie, społeczności. W tradycjach świątecznych, zwyczajach, obrzędach obecnych na terenie Polski wyraźnie widać spotkanie dwóch nurtów - przedchrześcijańskiego i chrześcijańskiego.
W nurcie przedchrześcijańskim rok obrzędowy dzielono zgodnie z cyklem astronomicznym, zaś w chrześcijańskim tworzą go dwa główne cykle - cykl odkupienia, który rozpoczyna się od narodzenia Jezusa (cykl Bożego Narodzenia), i cykl związany z męką Pańską (cykl Wielkiej Nocy).

- Święta Zmartwychwstania są najważniejsze w kalendarzu liturgicznym. Która z tradycji - bożonarodzeniowa czy wielkanocna - była w Polsce pierwsza?
- Trudno powiedzieć, która była pierwsza. Obie wchodziły równolegle w tradycje Kościoła, obie spotkały się z dawnymi rytami pogańskimi i obie je częściowo wchłonęły. W okresie Wielkanocy mamy np. palenie Judasza. Korzenie tego obrzędu tkwią bardzo głęboko w tradycji przedchrześcijańskiej: wyrzucanie zimy, palenie czy topienie Marzanny - jej symbolu mają tą samą genezę. W wiekach wczesnochrześcijańskich głównie były przeżywane święta Zmartwychwstania Pańskiego - z postem, długim przygotowaniem do świąt, rozmyślaniem nad męką Chrystusa, w czym pomagały misteria. Tu nie było miejsca na żadne zabawowe akcenty.

- Czy obecnie wiemy, co świętujemy?
- Świat zachodni jest bardzo skomercjalizowany. Tam najważniejsze jest, aby dużo kupić, aby było wesoło, kolorowo. Mają być prezenty - na tym żerują instytucje komercyjne. Ale w wielu krajach Zachodu ludzie mają świadomość, że to, co dzisiaj świętują, jest ich tradycją o bardzo starych korzeniach. Myślę tu choćby o Skandynawach; o Norwegach, o Finach. Tam cała symbolika światła, jemioły - bardzo skomplikowana, związana z przedchrześcijańską wizją kosmosu - jest uznawana i rozumiana. Natomiast w Polsce strasznych spustoszeń dokonał komunizm. Usiłowano kompletnie zatrzeć tradycję chrześcijańską i nadać jej (bo wykorzenić się do końca nie dało) charakter świecki, komunistyczny. Typowy przykład to Dziadek Mróz i Śnieżynka.

- Czy przedchrześcijańskie zwyczaje znalazły miejsce w nowej tradycji?
- Zbieżność wielu dat sprawiła, że szereg przedchrześcijańskich zwyczajów znalazł dla siebie miejsce w tradycji chrześcijańskiej. Przy chrystianizacji ludów słowiańskich Stolica Apostolska odpowiednimi rozporządzeniami akceptowała ten stan rzeczy, ponieważ w obrzędach Słowian w zasadzie nie było takich, które naruszałyby w rażący sposób chrześcijańską moralność. Jedynym obrzędem o takim akcencie były obrzędy związane z Kupałą.

- A jakie obrzędy były dla Słowian szczególnie ważne?
- Kult przodków i kult przyrody - święte źródła, gaje, drzewa. To wszystko znalazło dla siebie miejsce w nowej tradycji, co wyraźnie widać w ludowych zwyczajach i tekstach folklorystycznych. W obrzędowości dorocznej te dwa różne ryty egzystowały w zgodzie ze sobą, np. czas Bożego Narodzenia i zimowe przesilenie. U Słowian był to bardzo ważny okres obrzędowy, ponieważ z jednej strony wierzono, że następuje "umieranie" słońca, które niesie ze sobą zagrożenie dla życia, a z drugiej strony okres, kiedy następował bardzo intensywny kontakt sfery ziemskiej ze sferą niebieską i sferą podziemną, zwłaszcza z duchami przodków.

- Czy ślady tego pozostały w samej tradycji Bożego Narodzenia?
- W ludowej obrzędowości chrześcijańskiej Bożego Narodzenia te elementy znalazły swoje miejsce. Na przykład do wigilijnych potraw używa się maku, rośliny śmierci, snu (a więc pozornej śmierci), która u Słowian odgrywała ogromną rolę w obrzędowości pogrzebowej i w obrzędach zadusznych. Poza tym cały szereg różnych zwyczajowych zakazów, nakazów, które dotyczą wigilijnego wieczoru, np. zakaz przędzenia, bo można wprząść duszę w nitkę. Dalekim echem tego jest zostawianie poczęstunku dla dusz, np. w niektórych regionach na oknie wykłada się resztki potraw wigilijnych, posypuje parapet mąką (Polska północna, Ukraina, Huculszczyzna) i obserwuje, czy na tej rozsypanej mące są jakieś ślady, czy dusze przyszły na ten poczęstunek. Innym echem jest zostawianie miejsca przy stole dla zbłąkanego wędrowca. Ciekawy motyw powtarza się w różnych legendach ludowych, gdzie albo zmarły, albo sam Chrystus, czy Matka Boża pod postacią ludzką przychodzi, aby sprawdzić, jak ludzie reagują na biednych, chorych, opuszczonych - powszechny motyw w całym folklorze słowiańskim.

- Widać to także w zwyczaju kolędowania...
- Tak, kolejnym elementem, gdzie te dwa nurty się na siebie nałożyły, jest kolędowanie. Mamy oczywiście typowo chrześcijańskie motywy wywodzące się z misteriów średniowiecznych, np. chodzenie z Maryjką, z Trzema Królami, z Herodem. Kolędnicy inscenizują apokryficzną opowieść. W momencie, kiedy wkradło się tam zbyt wiele elementów świeckich, zostały one przez Kościół zakazane i trafiły na wieś, gdzie często trwają do dzisiaj. A obok tych apokryficznych wątków, czerpiących inspirację z Ewangelii, występują maszkary zwierzęce: turoń, koza, bocian, niedźwiedź - bardzo stare symbole siły, płodności, sił witalnych, które w tym krytycznym momencie zanikania słońca należało z powrotem przywołać odpowiednim obrzędem, żeby cały cykl powtórzyć. W efekcie dało to grupy kolędnicze, gdzie turoniowi towarzyszy gwiazda, gdzie grupom inscenizującym historię upadku pierwszego człowieka w Raju towarzyszą przebierańcy z kozą itd.

- Czy kolędowanie zanika, czy może wręcz przeciwnie?
- Kolędowanie, które w czasach komunizmu przycichło, a w niektórych regionach zupełnie zanikło, w tej chwili przeżywa swój renesans. Nie dość, że się kolęduje, to jeszcze często dba się o powrót do tradycyjnego kolędowania, do tradycyjnych strojów. Tak jest np. na Podtatrzu, w Beskidach, w regionie krakowskim, w Polsce północnej, północno-wschodniej. Ważną rolę odegrały konkursy na grupy kolędnicze, a istnieje szereg takich przeglądów, które zmuszają i szkoły, i domy kultury do sięgnięcia do źródeł.

- Jakim tradycjom związanym ze świętami Bożego Narodzenia pozostajemy wierni?
- Łamanie się opłatkiem, zostawianie pustego miejsca dla wędrowca, kolędowanie... Jak Polska długa i szeroka, wciąż ubiera się choinkę. Oczywiście, najczęściej jest to choinka sztuczna, ale chociażby gałązkę żywą, z prawdziwego drzewa kładzie się na stole. W dalszym ciągu w całej Polsce przestrzega się tradycyjnych potraw wigilijnych.

- A jakie potrawy pojawiały się na wigilijnym stole?
- Potrawy były bardzo zróżnicowane. Każdy region miał swój zestaw. Obecnie następuje unifikacja, ale pewne rzeczy pozostają, np. na Śląsku taką charakterystyczną potrawą były tzw. makówki, sporządzane z rozmoczonej bułki, maku i rodzynek. We wschodniej części Polski przyrządzano kutię - potrawę z rodzynek, orzechów, migdałów, ugotowanej pszenicy i naturalnie... maku.
Kutia w obrzędowości ludowej była potrawą podawaną na stypach i spożywaną na mogiłach w Dniu Zmarłych. Symbolika zaduszna jest tu bardzo wyraźna. W Krakowskiem taką tradycyjną potrawą (oprócz obowiązującego postnego żuru lub zupy grzybowej) były kluski z makiem (znów mamy mak!), w górach zaś był głównie żur, zupa grzybowa. Powszechne były kompoty z suszonych owoców. Zasada zestawu potraw wigilijnych: powinno sporządzać się je ze wszystkiego, co rodzi się w polu, lesie i na łące.

- Ile powinno być potraw?
- W różnych regionach było różnie. W środowisku miejskim, dworskim - 12, jak apostołów, bo taka jest ich symbolika. W rejonach bardzo biednych ograniczano się do 3-4 potraw. Wieś polska w ogóle nie znała ryby jako potrawy wigilijnej. Karp ma rodowód dworsko-mieszczański. Zdecydowanie zachowywano ścisły post. Wigilia na wsiach jeszcze do dzisiaj w wielu regionach jest dniem, gdy się właściwie nic od rana nie je do wieczerzy, a i ta jest postna, mimo że ostatnio Kościół dozwala spożywać podczas niej mięso. Sądzę, że jeszcze przez wiele lat ludzie przywiązani do tradycji dalej będą spożywać postne potrawy.
- I typowo polski zwyczaj dzielenia się opłatkiem...
- To polski zwyczaj, ale idea opłatka jest ponad podziałami narodowymi. Przecież jest to nawiązanie do Hostii. Opłatek, którym ludzie dzielą się jak chlebem - dla podkreślenia wspólnoty, a jednocześnie tego, że Chrystus przychodzi, by zbawić ludzi. Bardzo stare są korzenie tej opowieści o chlebie...
Chleb - symbol Eucharystii, ciała Pańskiego, znany był już w średniowieczu. Zanim pojawił się opłatek, na wsiach aż do początków XX wieku łamano się też chlebem. W wielu regionach, np. na Podtatrzu jeszcze do niedawna, a w niektórych domach do dzisiaj, opłatki umieszcza się w wydrążonej piętce chleba, do której wlewa się miód, symbol rajskiej słodyczy.

- Obecnie w Polsce coraz większą wagę przywiązuje się do przystrajania mieszkań. Czy tak było zawsze?
- Przystrajanie mieszkań na święta ma również stare tradycje. W wielu regionach nie tylko Polski, ale również Europy, zwłaszcza środkowej i wschodniej, izbę przystrajało się zbożem. Był to snop zboża, gwiazdy robione ze słomy, itp. Zboże jest symbolem życia.
Bardzo dużo symboliki związanej z Bożym Narodzeniem ma charakter solarny, czyli wiąże się ze słońcem, bo słońce "umiera" i trzeba je "ratować", by wróciło. Stąd szereg symboli - choćby słynne "światy", czyli kule wyklejane z opłatków i wieszane u stropu, potem na choinkach i "podłaźnikach". To po prostu symbole słońca (słońce jest okrągłe).
- A pod obrus wkładamy sianko...
- To jest typowo chrześcijański zwyczaj, bo Jezus urodził się na sianie. Natomiast echa dawnych zwyczajów mających pobudzić wegetację to stawianie w kącie izby snopa zboża, rozrzucanie słomy po podłodze, umieszczanie na rogach stołu wigilijnego wszystkich nasion roślin, które się w danym gospodarstwie uprawia.

- Czy choinka również posiada swoją symbolikę?
- Już w starożytnej Grecji i Rzymie na określone święta, właśnie te u schyłku roku astronomicznego, wnoszono przybrane gałązki oliwne do domów i świątyń - jako symbol życia, wegetacji, dobrobytu, szczęścia, dostatku, dobrych życzeń. Natomiast początkowo w Europie przyjęła się forma "podłaźnika" - wierzchołka jodły lub świerka, który wieszano u stropu, wierzchołkiem w dół, przybrany orzechami, jabłkami.

- Czy naprawdę choinkę podarował Polsce zaborca?
- Choinka po raz pierwszy pojawiła się w Alzacji. Pierwsze informacje o jej istnieniu pochodzą z XV-XVII wieku. Najpierw przyjęła się na terenie Niemiec. Ubierano ją świeczkami, a więc światłem. Symbolika światła jest wielowarstwowa, ale zrozumiała - światło to źródło życia, to symbol Chrystusa. Do nas choinka dotarła późno (koniec XIX wieku) prosto z Prus - z pruskimi zaborcami. Początkowo przyjęła się ona w dworskich i mieszczańskich środowiskach, a potem wyparła "podłaźnik" ze wsi.

- Skąd więc rosnąca popularność jemioły?
- Jemioła nie ma nic wspólnego z naszym słowiańskim kręgiem kulturowym. Jest związana z kulturą germańską, skandynawską. Ma też pogańską symbolikę - drzewo wiecznie zielone, które stwarza wokół siebie aurę sfery niczyjej. Stąd całowanie się pod jemiołą: nie ma grzechu, bo sfera jest niczyja - neutralna i obojętna.

- Coraz większą rolę odgrywają prezenty... Co dawali sobie na Boże Narodzenie nasi przodkowie?
- Tradycyjne prezenty przynosił św. Mikołaj, i były to słodycze, które dostawały dzieci. W środowiskach ziemiańskich, mieszczańskich już w XIX wieku pojawiły się np. zabawki dla dzieci, książeczki, oczywiście obowiązkowa rózga, jeśli dzieci były niegrzeczne, i inscenizowanie wizyty św. Mikołaja. Ktoś z rodziny przebierał się za świętego, asystował mu anioł i diabeł. Był egzamin z katechizmu, a dzieci były pewne, że to wizyta prawdziwego św. Mikołaja. Wcześniej pisały listy do niego i zostawiały je na kominku lub na oknie. A prezenty najczęściej podkładało się pod poduszkę, w sypialni - o ile oczywiście nie było wizyty św. Mikołaja...

- Dlaczego obdarowujemy się właśnie na Boże Narodzenie?
- Pomysł obdarowywania się na święta to rzecz zupełnie nowa. Obdarowywano się z okazji św. Mikołaja. Oczywiście, znów musimy sięgnąć do apokryficznych żywotów, które zgodnie podkreślają, że biskup Mikołaj był człowiekiem bardzo skromnym i wyjątkowo wyczulonym na los bliźnich. Apokryf mówi, że wspomagał biednych podkładając jałmużnę tak, aby zachować anonimowość. Często przedstawiany jest z trzema złotymi kulami na księdze, ale to już inna historia apokryficzna...

Już we wczesnym średniowieczu w dniu św. Mikołaja rozdawano zapomogi i stypendia dla żaków i studentów, gdyż św. Mikołaj uważany był za patrona dzieci i młodzieży. Potem zaczęto obdarowywać się w rodzinach, ale był to zwyczaj głównie dworski i mieszczański. Na wieś trafił bardzo późno - na przełomie XIX i XX wieku, a upowszechnił się dopiero po II wojnie światowej.

- Szopkę i jasełka zawdzięczamy Biedaczynie z Asyżu...
- Szopka to klasyczny przykład przeniesienia misteriów średniowiecznych na nurt ludowy. Tradycja szopki rzeczywiście sięga czasów św. Franciszka. On jako pierwszy urządził żywą inscenizację o Bożym Narodzeniu, żeby przybliżyć wiernym ewangeliczne zdarzenie. Skorzystały z tego następnie różne środowiska, głównie żaków i kleryków. Zaczęto wręcz inscenizować historię Bożego narodzenia; wiele z nich zachowało się w polskiej literaturze. Misteria te początkowo stanowiły powtórzenie prawdy ewangelicznej. Na tym gruncie wyrastały apokryfy, ale równocześnie widzowie chcieli się bawić. Oczekiwali elementów ludycznych, a więc zabawowych, śmiesznych, co bardzo często nie licowało z powagą miejsca, gdzie tego typu misteria odgrywano. Przecież były to dziedzińce klasztorów, wnętrza kościołów.

- A kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze szopki?
- W średniowieczu, równolegle z misteriami pojawiały się szopki kościelne. Przez kolejne stulecia panowała na nie ogromna moda. Czasem wykorzystywano rzeźbione figury i różne akcesoria, a czasem żywe obrazy prezentowali ludzie przebrani za określone postaci. Nie był to teatr.

- Czy św. Józef zawsze był przedstawiany jako mężczyzna o wiele starszy od Maryi?
- Właściwie zawsze występował jako człowiek stary, leciwy. Wiąże się to z apokryfami wczesnośredniowiecznymi, które opowiadają różne historie o zaślubinach Maryi z Józefem, narodzinach Jezusa itd. Te wątki były powtarzane na kazaniach, by wiernym przybliżyć Ewangelię, a następnie trafiły do folkloru i do dziś tam tkwią.

- Czym wobec tego są święta dla niechrześcijan, dla ludzi niewierzących?
- Bardzo wielu ludzi głęboko wierzących, biorąc udział w obrzędzie, zwyczaju związanym ze świętami, w dzisiejszych czasach zupełnie nie ma świadomości tego, jakie symboliczne treści one zawierają. W ubiegłych stuleciach, zwłaszcza w średniowieczu, mistrzowsko operowano symbolem, który był zrozumiały dla wszystkich. Weźmy np. całe mnóstwo symboli pojawiających się w sztuce. To, że na niektórych obrazach, gobelinach widzimy określone rośliny, zwierzęta, to nie jest przypadek... Dzisiaj - z wyjątkiem etnologów i historyków sztuki - nikt sobie nie zdaje sprawy z tej symboliki, zwłaszcza tej bardzo starej. Może trochę lepiej jest z symboliką chrześcijańską. Natomiast dla ludzi niewierzących jest to po prostu zwyczaj, tradycja narodowa, regionalna, powrót do korzeni - też ostatnio modny, jest to znak własnej tożsamości... i to wszystko.

- Może jednak współczesny sposób "świętowania" ma jakieś zalety?
- Jedynym plusem współczesnych obchodów świąt jest to, że nie chodzi się podczas ich trwania do szkoły czy pracy. Kiedyś ferie szkolne wypadały wtedy, gdy były święta. Rzeczpospolita Polska była wielonarodowościowa i wielowyznaniowa, więc np. na Kresach, gdzie obok siebie mieszkali rzymokatolicy, grekokatolicy, prawosławni i żydzi, święta trwały i trwały. Obecnie gdzieś zgubiliśmy to, co najważniejsze - jesteśmy na drodze do zgubienia rodzinności, intymności świąt. Niestety, Polacy bezkrytycznie przyjmują wszystko, co przychodzi z zewnątrz, a zwłaszcza z Zachodu. I obawiam się, że za ileś lat nasze święta zamienią się w świętowanie w supermarkecie.

- Okres Bożego Narodzenia to czas życzeń. Czego chciałaby Pani życzyć sobie i Czytelnikom?
- Czego mogłabym życzyć? Po pierwsze, aby się nie dać zwariować supermarketom, bo święta to nie supermarket, to nie krasnoludek w czapce z pomponikiem. Mamy swoje tradycje, korzenie i powinniśmy być z nich dumni, a nie małpować rzeczy, które są nam obce - i kulturowo, i jako chrześcijanom. Przecież nie o to chodzi w święta. I życzę, abyśmy znajdowali ochotę i czas na to, by kultywować nasze polskie tradycje.