Aby dostać się do hipermarketu, wystarczy wsiąść w tramwaj, przejechać kilka przystanków i zaraz widać, jak wyrasta z ziemi, otoczony powiewającymi flagami, otulony głośną muzyką, tak jakby co dzień było tu jakieś święto, a hipermarket miał własną państwowość, a nawet hymn.
"Więc taki jest hipermarket? ", myśli zdziwiona Ewa.
Jest jak wielki hangar z falistej blachy, pomalowanej na wiele jaskrawych kolorów... wokół tłoczy się tłum ludzi, parkują wciąż nowe samochody, wielkie billboardy krzyczą, że zawsze jest coca-cola, zawsze są batoniki Mars, zawsze jest wielka obniżka cen, i rozczarowanie ustępuje miejsca zaciekawieniu.
Hipermarket mówi głosem megafonów. Przez megafony puszczają pogodną, rytmiczną muzykę, obiecującą nieustające święto zakupów. Niekiedy muzyka na chwilę cichnie i optymistyczny męski tenor na zmianę z damskim sopranem wymieniają najniższe ceny, najlepsze towary, najatrakcyjniejsze promocje.
(Dorota Terakowska, "Ono")

A co krzyczą hipermarkety przed świętami? Ano to, że bez zakupów, bez tego czy owego towaru, takiego, a nie innego podarunku, to świąt nie będzie! Bo co to za święta, gdy nagle zabraknie świecidełek, wykwintnych potraw, trunków, strojów, zabawek dla dzieci, niespodzianek dla przyjaciół... No, co to za święta, bez choinki z błyszczącymi światełkami, bez dobrego (i kupionego po promocyjnej cenie!) sprzętu TV, komputera z najnowszej generacji ekranem, bez nowej komórki, sukienki, płaszcza, samochodu... Trzeba za tym wszystkim biegać, szukać aż do ostatniej chwili, aż do pierwszej gwiazdy na niebie, która powinna zachęcać do rozpoczęcia wieczerzy wigilijnej. Powinna, ale czasy się zmieniły i już... nie mamy czasu. Nawet w ten wieczór jeszcze tyle jest do zrobienia. Dobrze, że choć telewizor dobry, albo gra ciekawa, to dzieciaki zajmą się same sobą i można jeszcze coś zrobić, dogotować, dopakować, ustawić...

Nareszcie można usiąść do wieczerzy wigilijnej. Połamać się opłatkiem. Dzieciaki nie wiedzą, ale ten opłatek sporo nerwów kosztował w tym roku. Zapomnieli o nim na śmierć. Bo jak o wszystkim pamiętać, gdy ciągle coś do zrobienia, załatwienia, kupienia? No to poszedł ojciec dziś po południu na plebanię, do księdza, a ten nie wiadomo dlaczego denerwował się, że tak późno, że o tym to trzeba było pomyśleć wcześniej! A pewnie że trzeba było, ale jakby ksiądz miał tyle spraw na głowie, to też by zapomniał! E! Klecha normalnego człowieka nie zrozumie!

Łamią ten opłatek pośpiesznie, mówią tradycyjnie, że życzą sobie wszystkiego najlepszego i zdrowia, bo zdrówko jest najważniejsze! Siadają do stołu. Jakoś tak dziwnie cicho i nieswojo się zrobiło. Włącz telewizję, pewnie jakieś ładne kolędy będą grali - mówi do męża, bo jakoś źle jej z tą niewygodną ciszą. - Mamo - zagaduje Wojtek - powiedz, jak to było w wigilię jak miałaś siedem lat, tak jak ja mam dzisiaj.

- Dziecko, to były inne czasy! Wszystko było inaczej. - Inaczej, to znaczy jak - dopytuje Wojtek. - No, inaczej, tego dnia nikt nie oglądał telewizji, nie chodziło się już po zakupy. Zresztą kupowało się mniej, bo nie było tylu rzeczy co teraz. - To znaczy, że nie było prezentów - wtrąca Iza. - Były, ale prezenty bardzo często robiło się samemu. Pamiętam, że kiedyś zrobiłam mojej mamie serwetkę na szydełku. Miała łzy w oczach, a ja byłam z siebie dumna! Ozdoby na choinkę też robiliśmy sami. A przy wieczerzy to najpierw czytało się Ewangelię o Narodzeniu Jezusa, potem była wspólna modlitwa, a potem siedzieliśmy bardzo długo przy stole i śpiewaliśmy kolędy. Tak, kiedyś było zupełnie inaczej!

- Mamo, czemu teraz nie mamy takiej wigilii? - No właśnie - dlaczego teraz nie mamy takiej wigilii - zamyśliła się smutno. - Może straciliśmy oczy, albo serce zamieszkało w hipermarkecie i już nie wiemy, co jest najważniejsze?

s. M. Urszula KŁusek SAC