Wigilia zaczęła się u nas zakorzeniać już w XVIII wieku, jednak jej największy rozkwit przypada na wiek XIX - okres stabilny dla liturgii kościoła.

W Polsce dzień wigilijny uważany jest za najważniejszy dzień w roku. Cechuje go tajemniczość, urok, oryginalność oraz niepowtarzalna atmosfera. Jest to "święto pokoju, miłości i zgody". Mawiano, że Wigilia jest pierwszym dniem, w którym wszystko zaczyna się od początku. Zachowanie ludzi, ich gesty, czyny miały być rodzajem "dróg" na następne dwanaście miesięcy.

W dzień Wigilii każdy starał się wstać wcześnie, gdyż "ten, kto w Wigilię rano wstaje, przez cały rok nie zaśpi". Wróżebny charakter miało nawet to, czy do zagrody wejdzie pierwszy mężczyzna, czy kobieta. Najczęściej sprawdzały się przewidywania dotyczące pogody: "Gdy choinka tonie w wodzie, Zmartwychwstanie po lodzie" lub "Jeśli dzień wigilijny pogodny, roczek będzie urodny". W Bielsku Białej mówiono, że należałoby przy kolacji choć raz kichnąć, by uniknąć wczesnej śmierci. W okolicach Olzy należało podrzucić sąsiadom śmieci, ażeby w domu były pieniądze.

Pierwsza gwiazdka na niebie nazywana była wieczorniczką, wieczorynką albo jutrzenką. Do wieczerzy wigilijnej należy zasiąść czystym, ładnie ubranym i uczesanym, bo - jak mówi przysłowie - "Jakby kto usiadł do wigilii nie umyty, to przez cały rok będzie taki". By nam nie brakowało pieniędzy, nosimy ze sobą łuskę wigilijnej ryby.

Jeszcze kilkanaście lat temu w Beskidach zachował się zwyczaj strojenia podłaźniczki. Gałązki sosny lub świerka, albo ich ucięte wierzchołki zdobiono kolorowymi krążkami, opłatkami, serduszkami, jabłuszkami, orzechami. Najładniej przystrojoną podłąźniczkę wieszano czubkiem w dół, w kącie izby, przed świętym obrazem. Była ona symbolem życiodajnej siły i chroniła gospodarza przed czarami i złymi duchami. Jej miejsce zajęła choinka, w dzisiejszych czasach nikt już nie wiesza pierniczków, jabłuszek na choince, ale szklane bombki, kolorowe łańcuchy, a świeczki zastępują elektryczne lampki. Ostatnio jednak powracamy do dawnych tradycji strojenia choinek.

W niektórych regionach Polski opłatek zastępował błogosławiony chleb, symbolizujący łamanie się nim podczas ostatniej wieczerzy Pana. Do staropolskiego zwyczaju należało dzielenie się opłatkiem ze zwierzętami. Dokonywał tego gospodarz. Mówi o tym fragment opowiadania Tadeusza Nowaka pt. "Wigilia wyjęta z pamięci" "... z czerwonego opłatka wyzgrzeblonym, wyszczotkowanym do talarów koniom. Żeby były narowiste, kiedy się je wprzęgnie w bryczkę, śmiglejsze od myśli. Z żółtego opłatka co tylko ocielonym krowom i ssącym je cielętom. Żeby ich mleko było gęste jak podbiał, maślane jak majowa łąka w mleczach. Z błękitnego opłatka kruszy się kolędę owcom i pozostałym bydlętom. Żeby się wełniły jak wiosenne niebiosa w pierzastych obłokach".

O północy odbywa się uroczysta msza święta - pasterka. Niegdyś starano się jak najszybciej dotrzeć do kościoła, gdyż kto pierwszy tam dotarł, miał powodzenie w plonach i gospodarce. Do dzisiejszego dnia w wigilijną noc o północy kościoły "pękają w szwach".

Pierwszy dzień Narodzin Pana polski lud obchodzi bardzo uroczyście. W dniu tym, jak i w całym bożonarodzeniowym okresie nie wolno prząść, tkać, szyć, motać, ani wykonywać żadnej pracy. W niektórych obszarach Polski dopiero w pierwszy dzień Narodzenia Pańskiego do dzieci przychodzi Dzieciątko, kładąc pod choinkę prezenty. Zazwyczaj jednak podarunki przynosi po wieczerzy 24 grudnia. Rozdawanie podarków ma rodowód w XIX w. Mogą to być choćby drobne prezenciki, byleby tylko sprawiły obdarowanemu radość.

Drugi dzień świąt rozpoczynają jasełka, które trwają do Trzech Króli. Zwyczaj jasełek dotarł do Polski w XIII wieku, zapoczątkował je św. Franciszek z Asyżu. Przedstawienia te odbywały się tylko w kościołach, później wysunięto je poza obszar świętego miejsca. Wystawiały je najczęściej kilkuletnie dzieci. Jasełka przedstawione przez żywych aktorów zwano Herodami lub Maryjkami. Z nich wykształciły się szopki, w których postaciami są figurki z drzewa. Najbardziej znane są ruchome szopki krakowskie z XIX wieku, pierwsze szopki ukazały się jednak w Warszawie w XVIII wieku.

Marta MarszaŁek