|

"Będą nas miliony!" - podpisane:
KORKI.
(napis na jednym z bloków osiedla)
Zamyka się szkolna brama. Na dziś koniec nauki, pora wracać
do domu. Tylko czy jest dokąd? Czy dom znaczy: spokój, miłość,
zrozumienie, czas i poświęcenie? Czy tam czeka ktoś z ciepłym
obiadem, z dobrym słowem, gotowy wysłuchać przeżyć minionego
dnia, pomóc rozwiązać problem, który właśnie się pojawił,
otrzeć łzy czy może ukoić nadszarpnięte nerwy? Czy w domu
będzie inaczej, lepiej niż w szkole, czy rodzinny dom da dziecku
to, czego nie otrzymało w szkole od rówieśników i nauczycieli?
Zamknięta szkoła, ale nudy i pustki nie da się zamknąć w
szkolnych murach. Ona podąża za uczniem jak cień. Idzie do
jego mieszkania, wkracza w życie rodziny, przytłacza krewnych
i znajomych. Nuda jest chorobą zakaźną, dorośli też na nią
chorują. Ich nudne, pozbawione marzeń i cudownych uniesień
życie przelewa się na dzieci. I właśnie dlatego za trudnym
dzieckiem stoi trudny, jego rodzinny dom.
Wszechobecna i przytłaczająca nuda kształtuje serca i dusze
tych, którzy jutro znów pojawią się w szkolnych murach, by
tworzyć przyszłość tego kraju. Pytanie tylko, jaka będzie
ta przyszłość i jaka rzeczywistość dla kolejnych pokoleń?
W co rodzice wyposażą dziś młodego człowieka, co włożą mu
do plecaka, z którym pójdzie jutro do szkoły? Czy będzie to
kanapka, czy wartościowa książka, czy raczej bylejakość, brak
wartości, wielkie zagubienie, wpojony brak celu i sensu życia?
Jesteś wiecznym wędrowcem, młody człowieku, niesiesz plecak
swego życia, który kiedyś trzeba będzie opróżnić i ujawnić
jego zawartość. Czy weźmiesz pełną odpowiedzialność za rzeczy,
które z niego wypadną?
Tylko czy młody człowiek ma dziś jakąś alternatywę, szansę
wyboru spośród oferty na życie jaką stworzyli mu dorośli?
Czy jest to pub, z którego po alkoholu nie wychodzi się o
własnych siłach, czy klub, w którym tak naprawdę nie dzieje
się nic ciekawego, czy też kino, które ogłupia i zniewala?
Co ma do zaoferowania małe, zapyziałe miasteczko, czy zapomniana,
biedna wieś?
Znudzone i zmęczone bezczynnością dziecko przychodzi do szkoły.
Czy ma jeszcze siłę i zapał, by walczyć o swe życie?
Ale przecież są takie rodziny i takie miasta, w których dorośli
czują się odpowiedzialni za los najmłodszych. Są wycieczki
i zawody sportowe, festyny i spotkania z ciekawymi ludźmi,
jest recepta na życie i przepis na to, jak pokonać nudę. Działają
kluby sportowe, animatorzy kultury troszczą się o ciało i
ducha młodego pokolenia, księża budują wspólnoty skupione
wokół własnego autorytetu, matki rozmawiają z dziećmi, a ojcowie
grają w piłkę nożną z własnymi synami.
Są też młodzi ludzie wdzięczni za kontakt z dorosłymi, którzy
wskazują rozsądną drogę postępowania i sens istnienia, którzy
uczą mądrze myśleć i szlachetnie kochać.
Jednak, jak długo jeszcze młody człowiek bez obawy będzie
wkładał swoją dłoń w czułe i opiekuńcze ręce zatroskanych
o niego rodziców? Kiedy nastolatek powie: "Mam wspaniałych
rodziców. To im zawdzięczam wszystko, co najlepsze w moim
życiu. Są moimi mistrzami i przewodnikami, którzy bezpiecznie
prowadzą mnie w dorosłe życie"?
Gdzie więc mieszka szczęście w gimnazjum? Może w smacznej
kanapce wyciągniętej przez ucznia z tornistra, którą dziś
rano przygotowała dla niego jego utrudzona, ale jakże kochająca
mama.
Bernadetta Górska
|