(rozmyślania o teatrze)

I Wstęp

Siedzę sobie w fotelu. Wygodnie. I czytam kolejny raz: "Pigwa - Na Ninusa grobie, człowieku. Ale tego jeszcze nie powinieneś mówić. Tym ostatnim wierszem odpowiesz dopiero, jak Priam znowu zagada. Repetujesz od razu całą rolę, odpowiadasz jeszcze nim cię zapytano" (fragment Snu nocy letniej W. Szekspira w tłumaczeniu St. Koźmiana). I zastanawiam się (kolejny raz), jak z tym najczęstszym błędem teatru amatorskiego walczyć - błędem klepania tekstu, "repetowania od razu całej roli". Dochodzę do wniosku, że nie wolno rozdawać młodym aktorom tekstu i kazać im uczyć się go bezmyślnie na pamięć (a tak zrobił Pigwa!). Najpierw należy wygodnie, jak w fotelu, usiąść i próby czytane odpracować. Próby rozumienia spektaklu, każdej roli, słowa. Najważniejsze, żeby rozumieli, co mówią. Ale czy tylko...
Tu dzwonek u drzwi. Przerywam rozmyślania. Podchodzę, spoglądam przez wziernik. Marianna.

Marianna - Musi mi pan pomóc... Z pana doświadczeniem... Musi!
(Łzy w oczach.)
Ja - Proszę się uspokoić. Opo...
Marianna - Nie wiem, nie wiem, panie Piotrze, jak to się robi!
Ja - Aha... proszę wejść.

Marianna (lat 25) wchodzi. Ja (lat 50) drzwi zamykam.

II Przedstawienie

(Siedzimy w fotelach naprzeciw siebie.)

Ja - A więc masz prowadzić zespół? Teatralny?
Marianna - Muszę.
Ja - Musisz?
Marianna - Pani dyrektor mnie wezwała. Powiedziała, że w szkole brakuje teatrzyku, a ja jestem młoda, pełna zapału... Ale ja nie wiem jak to się robi!
Ja - Droga Marianno, tu zacytuję samego siebie: "... powody decyzji o prowadzeniu dziecięcego zespołu teatralnego mogą być bardzo różnorodne, a czasami zaskakujące ciebie samego: bo kochasz teatr, bo pani dyrektor ci kazała, bo chcesz dorobić, bo pragniesz w ten sposób pomóc dzieciom, bo masz takie chore ambicje, bo, bo, bo..." (P. Adamczyk, Gra w teatr, Wyd. "Rubikon"). I żaden z tych powodów nie jest zły pod warunkiem, że sama ze sobą będziesz szczera. A ty jesteś, Marianno.
Marianna - Mnie kazała dyrekcja.
Ja - W takim razie aktorami musza być dzieci z twojej szkoły, a pani dyrektor ci pomoże.
Marianna - Pomoże mi? Dlaczego?
Ja - Bo jej też zależy. Zachęci dzieci, da pieniądze na stroje, godziny na prowadzenie zajęć, miejsce na próby. W każdym razie ustal to z nią.
Marianna - Ale będzie wymagała...
Ja - W takim razie będziesz robiła te występy.
Marianna - Ale ja nie wiem, jak to się robi!
Ja - To nic, nauczymy się.
Marianna - Pomoże mi pan?
Ja - Napijesz się czegoś?
(sprytnie zmieniam kierunek rozmowy)
Marianna - Ma pan owocową herbatkę?
Ja - Przejdźmy do kuchni, coś się znajdzie.

III Zawiązanie

(Zaparzyliśmy i pijemy - Marianna herbatę owocową, ja - ziołową).
Marianna - Nie wiem, jak... Czy może mi pan dać...
Ja - Proś, o co chcesz, dziewczyno.
Marianna - Jakiś scenariusz, bo ja nie mam od czego zacząć.
Ja - A o czym ma być ten scenariusz?
Marianna - Taki dla dzieci, coś... może bajka.... Tylko, żeby były dialogi, osoby, scenografia i jeszcze...
Ja - Ale o czym ma być ta bajka?
Marianna - Normalnie - Wilk zjada Czerwonego Kapturka czy Babcię, przychodzi Gajowy i wszystko kończy się dobrze.
Ja - Nie opowiadaj mi historyjki, tylko powiedz, o czym ma być ten Kapturek, który zrobisz ze swoim zespołem. O miłości? Strachu? Może o inicjacji seksualnej?
(Marianna szybko prostuje).
Marianna - Nie, nie, ja pracuję w szkole podstawowej. A zresztą nie wiem, jaki będę miała zespół.
Ja - O, widzisz! Najpierw będziesz musiała stworzyć, zorganizować zespół teatralny, następnie trochę dzieciaki poobserwować, rozmawiać i pytać. Po prostu dowiedzieć się, jaki problem jest dla nich najistotniejszy. Miłość? Śmierć? Seks? I z tego problemu robisz temat przedstawienia czy innej inscenizacji. Pamiętaj - najpierw musi być temat, dopiero potem scenariusz.
Marianna - A jak już będzie ten temat?
Ja - Wtedy sami możecie budować swój scenariusz, choćby na podstawie Czerwonego Kapturka. Ale ciągle musicie pamiętać o temacie! I jeszcze jedno - budując scenariusz nie zapominaj o podstawowych elementach dramaturgicznych: przedstawienie i zawiązanie (Mama wysyła Czerwonego Kapturka), perypetie (droga przez las, spotkanie z Wilkiem), kulminacja (pożeranie Kapturka i Babci) i rozwiązanie (interwencja Gajowego).
Marianna - Czyli ja sama mam...
Ja - Z dziećmi, z zespołem.
Marianna - A ja myślałam, że to pan mi da...
Ja - Gdybym był młodszy, dziewczyno... Ale dam ci ćwiczenia dla aktorów - kształcenie słowa, ruchu, rozwijanie wyobraźni aktorskiej, koncentracji...
Marianna - A teraz nie poćwiczymy?
Ja - W tym artykule nie ma na to miejsca.
Marianna - No, tak. Szkoda, że jednak...
Ja - Na koniec jednak dam ci krótki scenariusz, może być?
Marianna - Dziękuję. I trzymam...
Ja - Za słowo.
Marianna - Oczywiście, za słowo.
(Śmiejemy się oboje. Podaję Mariannie zeszyt z ćwiczeniami. Ona wychodzi, ja wracam do fotela. Siadam. I smutno mi...)

IV Perypetie

Sprawy z Marianną skomplikowały się. Zdaje się, że dziewczyna jest w nierównowadze emocjonalnej. Zadzwoniła dwa tygodnie temu. Śmiała się, była szczęśliwa. Założyła zespół (dyrektorka

pomogła). Znalazła temat. Jedna z aktorek jest z domu dziecka. Temat - samotność. I rzeczywiście chcą wykorzystać Czerwonego Kapturka. W końcu ta dziewczynka z bajki także musiała samotnie walczyć z przeciwnościami losu (Wilkiem). Może być dobre... Tydzień później głos Marianny był poważny. Zabrała się do eksponowania samotności - w bajce, w poszczególnych scenach, w rolach... Wczoraj szlochała do słuchawki - że nie wie co ze strojami, że rekwizyty trzeba robić, że dekoracja, że jaka muzyka? Radość, powaga, rozpacz. Ma przyjść dzisiaj.
Siedzę w fotelu. Na stoliku dwa kubki herbaty. Wreszcie dzwonek. Otwieram, wchodzi Marianna. Siadamy naprzeciw siebie. Napięcie rośnie.
Marianna - Chciałam dać uszyć stroje! (wybucha) - Ale to takie drogie! Dyrektorka nie da...
Ja - Co chciałaś uszyć?
Marianna - No... stroje... czerwona kamizelka, kapturek, plisowana spódniczka. Dla Wilka prawdziwy, futrzany pysk...
Ja - A dla Gajowego buty z cholewami?
Marianna - Właśnie.
Ja - Masz zamiar zrobić rewię mody bajkowej? Popis sztuki krawieckiej?
Marianna - Oglądałam w katalogach, żeby pan widział, jakie to ładne...
Ja - Otóż to! Scenografia nie jest po to, aby ładnie wyglądać, ale żeby - grać! Drzewka w lesie nie są po to, aby scena ładnie wyglądała, ani nawet po to, by pokazać, że jesteśmy w lesie, ale istnieją dlatego, żeby wyznaczyć drogę, którą idzie Czerwony Kapturek lub być kryjówką dla Wilka. Każdy element na scenie musi mieć swoje uzasadnienie - aktor, słowo, dźwięk, gest, a także każdy, najmniejszy nawet, przedmiocik.
Marianna - To znaczy, że dywan, który chciała pożyczyć mi babcia...
Ja - Chyba że złego Wilka Gajowy zawinie w ten właśnie dywan.
Marianna - A te drzewa? Szafki w kuchni? Łóżko?
Ja - Tektura. Jakieś pudła. Pozostali aktorzy.
Marianna - Aktorzy? Jak?
Ja - A tak.
(wstaję)
Ja - Napij się.
Marianna - Dziękuję.
(Marianna pije herbatkę owocową. Ja - ziołową.)
Ja - A co z muzyką?
Marianna - Zupełnie nie wiem, gdzie szukać, skąd wziąć...
Ja - Muzyka w teatrze i wszelkich inscenizacjach może być odtwarzana mechanicznie, grana przez muzyka (nauczyciela muzyki zazwyczaj), a wreszcie tworzona na scenie przez samych aktorów.
Marianna - Nie, nie, to nie jest szkoła muzyczna.
Ja - Ale potrafią wybijać rytm? Uderzać w bębenek czy trójkąt?
Marianna - Moja bratanica chodzi do szkoły muzycznej i bardzo lubi się popisywać...
Ja - Na scenie nie chodzi o popisywanie się. Muzyka jest jednym z elementów teatralnych i nie jest w inscenizacjach samoistną wartością. Jest nią jedynie o tyle, o ile tworzy całość z resztą przedstawienia.
Marianna - Tak jak scenografia?
Ja - I aktor.
Marianna - Ruch, słowo.
Ja - Do znudzenia powtarzaj sobie, że każdy z elementów inscenizacji teatralnej jest tylko jednym z równorzędnych składników przedstawienia.
Marianna - Napijmy się.
Ja - Przyjdziesz jeszcze?
(pytam nieśmiało).
Marianna - Za miesiąc.
Ja - Przyjdź za dwa.
Marianna - A pamięta pan o scenariuszu? Takim małym?
Ja - Na koniec artykułu.
Marianna - Bo to przecież tylko artykuł.

(Śmiejemy się. Marianna wychodzi. Ja siadam w fotelu. Jakoś raźniej.)

V Kulminacja

Przez dwa miesiące Marianna nie dawała znaku życia. Wreszcie przyszła bez zapowiedzi. Otworzyłem drzwi, ona bez słowa weszła do pokoju. Opadła na fotel, ja na drugi.

Ja - Co tam u ciebie, dziewczyno?
Marianna - Zespół stworzyłam, tak?
Ja - No..
Marianna - Dyrektorka pomagała, ale to ja stworzyłam!
Ja - Tak, zostałaś instruktorem teatralnym.
Marianna - Temat, razem z dziećmi, określiłam.
Ja - No...
Marianna - Nie przerywaj! Uczciwy, prawdziwy temat, dotyczący tych małych, tak mówiłeś.
Ja - Tak mówiłaś.
Marianna - Scenariusz podporządkowany tematowi, powstawał z próby na próbę i już od miesiąca właściwie gotowy. Scenografia z tektury i ciał aktorów, podporządkowana spektaklowi. Małej Kaśce wytłumaczyłam, że czerwona, świecąca sukienka z falbankami nie pasuje do reszty strojów (i gniewała się tylko przez tydzień). Bratanica już od trzeciej próby przestała się popisywać, a zaczęła współpracować z aktorami, pomagać im tworzyć charakter scen... A teraz wszystko zaczyna się rozłazić. Na próbach zawsze kogoś brakuje, bratanica przygotowuje się do egzaminów, z tektury schodzi farba, a ja mam wszystkiego dosyć! Kończę z tym!... Dlaczego pan nic nie mówi?
Ja - Nie chciałem przerywać.
Marianna - Przepraszam. Chyba się pan...
Ja - Skądże, Marianno, zastanawiam się... Jesteś na etapie reżyserowania, czyli poczucia całkowitego osamotnienia. Wydaje ci się, że tyko tobie zależy na doprowadzeniu przedstawienia do końca, że nigdy nie pozbierasz tych wszystkich elementów (aktorzy, scenografia, muzyka) w całość. Ale pomyśl: wytłumaczyłaś Kasi i bratanicy, żeby sie nie popisywały, a więc jesteś wychowawcą, a reżyser dziecięcego zespołu teatralnego jest przede wszystkim pedagogiem! Potrafiłaś stworzyć scenariusz, scenografię, muzykę i, mam nadzieję (dałem ci ćwiczenia!), grę aktorów, podporządkowane tematowi, to znaczy bywasz jakąś tam artystką - a to następny twój obowiązek. I w końcu to ty musiałaś wszystko zorganizować, od samego początku, a każdy reżyser musi być znakomitym organizatorem! Właściwie, jak nauczyciel...
Marianna - Tak, od początku, ale teraz..
Ja - A kiedy premiera?
Marianna - Premiera? Jaka premiera! My tego nigdy nie zrobimy!
Ja - Skoro tak mówisz... A może spróbujesz określić dzień premiery i wszystkim go ogłosić?
Marianna - Wtedy nie będę miała wyjścia.
Ja - No, właśnie.
Marianna - I nie wycofam się... Dobrze! Do widzenia.
(podrywa się)
Ja - A herbatka?
(wstaję)
Marianna - Odezwę się.

(Wychodzi. Teraz samotność będzie towarzyszyła jej do dnia premiery.)

VI Rozwiązanie

Marianna zadzwoniła trzy dni temu. Zaprosiła na premierę. Ja odrzekłem, że chyba będę (chyba - bo wiem, że w teatrze dziecięcym próby, dochodzenie do premiery są ważniejsze od samych występów). Potem pogratulowałem i dodałem, żeby po premierze dalej pracowała nad przedstawieniem, i żeby poszukała festiwali, zrobiła harmonogram występów oraz wiele innych rzeczy, na które w tym artykule nie ma miejsca.
A kiedy położyłem słuchawkę, pomyślałem, czy to naprawdę ma sens... Czy to daje coś młodym aktorom, rozwija ich osobowość, wyobraźnię, umiejętność koncentracji? Czy dzięki udziałowi w zespole teatralnym będą potrafili lepiej dochodzić do celu, pokonywać trudności? Czy w dorosłym życiu wykorzystają swoje umiejętności aktorskie i umiejętności współpracy w grupie? A co z tego będą mieli ci biedni widzowie?
I wtedy przypomniały mi się słowa Stefana Szumana: "Dyletanci także mogą być artystami, jeżeli prostymi (nawet prymitywnymi) środkami umieją się w swych utworach wyrażać i ukształtować to, co mają istotnego do powiedzenia".

Piotr Adamczyk