W naszej parafii uczniowie prowadzą Różaniec, Drogę Krzyżową, Nabożeństwa Majowe. Tydzień później kolej na następną klasę i tak przez cały Rok Liturgiczny. Widać zaangażowanie katechetów i samych uczniów. Czy jednak lekcje katechezy wpływają na rzeczywiste zaangażowanie młodzieży w liturgię? Czy pomiędzy chodzeniem na religię a uczestniczeniem w życiu Kościoła istnieje związek wynikania?

Można zadać uczniom zadanie domowe polegające na wykazaniu pewnej aktywności na danym nabożeństwie. Można egzekwować obecność na nim. Są to jednak tylko zewnętrzne aspekty, które nie muszą wcale świadczyć o prawdziwym zaangażowaniu. Dla katechety cel nie zostanie osiągnięty, jeśli uczeń pójdzie na nabożeństwo różańcowe albo Drogę Krzyżową i nie znajdzie w nich nic dla siebie. Cel będzie zrealizowany, jeśli katecheta nie będzie niezbędnym czynnikiem motywującym do takiej aktywności. Czy jest to możliwe? Czy lekcja religii może kogoś skłonić do pójścia np. na Drogę Krzyżową? Czy katecheci nie walczą z wiatrakami, a jedynym skutkiem przez nich osiągniętym jest posłuszeństwo wymuszone rygorem stopni i obowiązku obecności?

Katecheza rości sobie prawa do tego, by być takim samym przedmiotem jak inne oraz by mieć w szkole podobną do nich rangę. Wprowadzenie religii do szkół otworzyło drogę takim dążeniom. Zmiany w edukacji postępują nawet w kierunku wprowadzenia matury z religii, co jest już praktykowane na Zachodzie - np. w Niemczech. Analogicznie do innych dziedzin, celem nauczania religii jest przyswojenie przez ucznia wiedzy z danego zakresu oraz zaangażowanie go w omawianą problematykę. Ci jednak, którzy za wszelką cenę żądają uznania katechezy za przedmiot "taki sam jak pozostałe“ sami podkopują pod sobą grunt. Katecheza ma bowiem pewien szczególny wymiar: jej głównym celem jest doprowadzenie uczniów do życia wiarą i zaangażowanie ich w Kościół. Aby taka postawa była jednak autentyczna, potrzebne są inne środki niż te stosowane w nauczaniu pozostałych przedmiotów.

Do czego dąży katecheta? Chce, aby uczeń zrozumiał omawiany temat, by go przyswoił. To wystarczyłoby historykowi lub poloniście. Ale zadanie katechety nie kończy się na tym etapie. Tu właśnie zaczyna się rzecz najtrudniejsza i najważniejsza: zaintrygować ucznia, zachęcić go do uczestnictwa w liturgii, zbudować w nim postawę autentycznego chrześcijanina. To tak, jakby polonista zamierzał uczynić każdego ucznia molem książkowym. Dla katechety to kwestia kluczowa. To jego prawdziwe zadanie.

Wydawałoby się, że nie istnieje realna możliwość, aby doprowadzić do takiego stanu. Dla polonisty jest jasne, że tylko nieliczne jednostki spośród całej klasy mogą okazać się literackimi koneserami, nałogowymi czytelnikami. Za szaleństwo poczytywałby sobie próby przekonania do tego całej klasy. Za naturalne uznałby, że jedni mają do tego predyspozycje, inni natomiast nie. Katecheta porywa się więc z motyką na słońce, bo chce doprowadzić do takiej właśnie sytuacji. Z pomocą przychodzi mu jednak szczególny charakter katechezy.

Lekcja religii musi mieć ciągłe odwołanie do liturgii, sakramentów i życia Kościoła. Nie jest tylko nabywaniem szczególnego rodzaju wiedzy, ale kształtowaniem postawy wiary. Jeśli mówimy o zbawczej śmierci Chrystusa, nie sposób nie odwołać się tu do nabożeństwa Drogi Krzyżowej. To powinność katechety, ale również wielka pomoc dla niego. Przekazywane treści wspiera przykładem autentycznego przeżywania ich przez Kościół, a samo nabożeństwo jest tu doskonałym polem rozwoju postawy aktywnego uczestnictwa. Co z tego, że uczniowie przygotowując rozważania Drogi Krzyżowej, wypowiadając je i przeżywając całe nabożeństwo, będą traktowali to jako kolejny - po teatralnych, czy recytatorskich - występ. Co z tego, że będą "kolekcjonować“ obecności na kolejnych nabożeństwach niczym swoje pokemony, albo zdjęcia znanych piłkarzy. Ważne jest to, że ich zaangażowanie pozwala im samym połączyć katechezę i Kościół. Sami w sobie tworzą pomost pomiędzy wiedzą a aktywnym uczestnictwem. Ta relacja jest zwrotna: każe szukać podstaw Kościoła i wiary w Ewangelii i katechezie, a z drugiej strony uwiarygodnia przekazywane na lekcjach religii treści.

Wynikiem tego związku powinna być sytuacja, gdy uczeń widzi takie powiązanie katechezy z liturgią Kościoła i aktywnie się weń angażuje. Droga Krzyżowa przestanie być dla niego kolejnym niezrozumiałym nabożeństwem, bo o jej sensie dowie się na katechezie, a słowa katechety (zwykłego nauczyciela przecież!) zostaną poparte żywym sprawowaniem liturgii. Zewnętrzna aktywność na nabożeństwie zainspiruje go, być może, do szukania jej zasadności nie w poleceniu katechety, ale w podstawach wiary. Tu zrodzić się może prawdziwy i autentycznie przeżywający liturgię chrześcijanin. Tu zrodzić się może żywa wiara naszych podopiecznych.

Rzecz najtrudniejsza i najważniejsza: zaintrygować ucznia, zachęcić go do uczestnictwa w liturgii, zbudować w nim postawę autentycznego chrześcijanina.

Elżbieta Umińska

Elżbieta Umińska - katechetka w Szkole Podstawowej nr 3 w Ząbkowicach Śląskich