|

Przez
polskie media przetoczyła się kolejna fala dyskusji na temat
kondycji polskiej szkoły. Jej bezpośrednią przyczyną była
tragedia w gdańskim gimnazjum. Już wcześniej opinię publiczną
zaszokowało wydarzenie w toruńskim technikum, kiedy to uczniowie
włożyli nauczycielowi na głowę kosz na śmieci. Wtedy też przez
media przetoczyła się dyskusja. Jej jakość wyznaczało pytanie:
kto jest winien?
Winy poszukiwano tylko w szkole,
a więc wśród uczniów, nauczycieli, dyrekcji czy rodziców.
Nikt jednak nie miał odwagi - może poza mediami katolickimi
- postawić pytania: a może wina jest też poza szkołą?
Obecnie władzę w państwie sprawuje
opcja, która uparcie dąży do naprawy Rzeczypospolitej tropiąc
zło w różnych dziedzinach życia społecznego. Wiadomo, że opcja
liberalno-lewicowa na całym świecie charakteryzuje się przekonaniem
o zbawiennej roli nieograniczonej swobody, podczas gdy prawica
opiera się - w sposób bardziej czy mniej umiejętny - na systemie
wartości moralnych.
Szkoła nie jest wyizolowana ze
społeczeństwa, lecz funkcjonuje w kontekście określonej kultury.
Uczniów wychowuje także: telewizja, czasopisma, Internet i
gry komputerowe, postawa społeczna wobec narkotyków, pornografia
i wybujały erotyzm, atmosfera luzu sugerująca młodym ludziom:
"róbta co chceta", wulgarny język, dostęp do papierosów i
alkoholu, nadmierne podkreślanie praw ucznia, a przede wszystkim
sytuacja w polskich rodzinach. Na rodzinie spoczywa niezbywalny
obowiązek wychowywania. To jest jej naturalne prawo, szkoła
ją w tym tylko wspiera. Kto więc szkodzi rodzinie, szkodzi
wychowywaniu w szkole. To wszystko współtworzy środowisko
wychowawcze dla uczniów. Z tych czynników musimy zdawać sobie
sprawę, bo inaczej nasza praca wychowawcza w szkole nie przyniesie
oczekiwanych rezultatów. W szkole mamy coraz lepsze plany
wychowawcze i profilaktyczne, plany podnoszenia i badania
jakości szkoły - a młodzież, a nawet dzieci, zachowują się
coraz gorzej. Jeśli polska szkoła nie zmieni mentalności wychowawczej,
to po tragedii toruńskiej, gdańskiej i włocławskiej przyjdą
następne.
Bywa też atakowane nauczanie religii
w szkołach, jako nieskuteczne. Pozycja katechezy w polskiej
szkole jest słaba. Ocena z niej nie jest wliczana do średniej,
autorytet jej nauczania często jest pomniejszany, katecheta
nie ma instrumentów skutecznego oddziaływania na celowo przeszkadzających
uczniów.
Nie bez winy jest też resort edukacji
minionych gabinetów rządowych, bo eksponował przede wszystkim
prawa uczniów i nie reagował na ewidentne wypadki łamania
szkolnej dyscypliny. Obecny minister edukacji postawił zasadę
"zero tolerancji" dla agresji i innych negatywnych zjawisk
polskiej edukacji. W tej nowej atmosferze uczniowie i nauczyciele
nabrali odwagi, by mówić o sytuacji panującej w ich szkołach.
Tymczasem środowiska liberalne
i ich sympatycy przystąpili do frontalnego ataku na ministra
edukacji. Ułatwia im to fakt, że minister jako polityk nie
cieszy się sympatią, a więc cokolwiek by zaproponował dla
przywrócenia ładu i porządku w oświacie - będzie krytykowany.
Liberałowie na wszystkie bolączki polskiej oświaty mają tylko
jedno panaceum: wolność i głaskanie ucznia, aby zechciał się
przyzwoicie zachowywać. Inaczej nie można, bo "agresja powoduje
agresję" (Krystyna Starczewska, Rzeczpospolita szkolna, "Tygodnik
Powszechny" z 12.11.2006 r.). Trudno liberałom tłumaczyć,
że zasłużona kara nie jest agresją i że zawsze nieodłącznym
elementem realnego a nie bezstresowego wychowania była słuszna
i proporcjonalna kara. Bywa, że liberałowie próbują uzasadnić
swoją filozofię motywacją religijną (zob. cyt. art.). Dedykuję
im słowa Pisma Świętego: "Kto miłuje swego syna, często używa
na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć" (Syr 30,1).
Środowiska feministyczne idą jeszcze dalej, określając propozycje
ministra jako "barbarzyństwo" (Magdalena Środa, "Rzeczpospolita"
z 2.11.2006 r.). Na szczęście, nie brakuje także trzeźwych
ocen (Polska szkoła przetrwania, wywiad z prof. B. Łagowskim,
"Dziennik" z 3.11.2006 r.) wykazujących, że liberalne recepty
wychowania panujące w polskiej szkole są nieskuteczne i potrzebny
jest powrót do wartości. Postawa osób potępiających ministra
edukacji i jego propozycje reform w polskiej szkole całkowicie
rozmija się z odczuciem polskiego społeczeństwa, o czym świadczą
wyniki sondaży.

Z badania przeprowadzonego przez
Polską Grupę Badawczą (portal onet - wrzesień 2006) wynika,
że Polacy bardzo dobrze ocenili propozycje ministra edukacji
narodowej, których zadaniem jest zwiększenie bezpieczeństwa
w szkołach. Pomysł instalacji bramek internetowych w szkolnych
komputerach pozytywnie oceniło blisko 90% społeczeństwa. Zdaniem
48,4% ankietowanych walka z dostępem do stron pornograficznych
i pedofilskich to bardzo dobra inicjatywa, a zdaniem 36,9%
dobra. Również zapowiedziana walka z dilerami narkotyków w
szkołach cieszy się prawie 90% poparciem. Mundurki szkolne
- dobrze lub bardzo dobrze oceniło 47,2% ankietowanych.
Polacy chcą dyscypliny dla uczniów
i bezwzględnych kar dla młodych przestępców. Z badań wynika,
że przytłaczająca większość społeczeństwa wesprze program
"zero tolerancji" Romana Giertycha.
Liberalne metody wychowawcze skończyły
się katastrofą polskiej szkoły - twierdzą Polacy przepytani
przez TNS OBOP dla "Dziennika" (portal onet z 30.10.2006).
Zdaniem 72% ankietowanych agresywni uczniowie powinni być
umieszczani w osobnych szkołach o zaostrzonym rygorze. Przeciwnego
zdania jest 24% badanych. 80% pytanych jest za obniżeniem
progu odpowiedzialności karnej, by już 15-latkowie trafiali
do więzień. Nie chce tego 15% pytanych. Tylko 18% jest przeciwko
zabronieniu uczniom wnoszenia i używania w szkole urządzeń
rejestrujących obraz i dźwięk. Za takim zakazem opowiada się
78% ankietowanych.
Należy więc podjąć działania,
bo bezczynność jest ciężkim grzechem zaniedbania przynoszącym
ogromne szkody polskiej szkole. Propozycje ministra dobrze
byłoby uzupełnić o wprowadzenie zajęć pozalekcyjnych, obniżenie
liczby uczniów w klasach, zorganizowanie domów kultury i boisk
osiedlowych, aby młodzież zainteresować atrakcyjnymi zajęciami.
Istnieje jeszcze problem wychowania
bezstresowego. Jest ono nie tylko nieskuteczne, ale wręcz
szkodliwe. Wychowanie polega na przygotowaniu młodego człowieka
do życia w społeczeństwie, które nie będzie bezstresowe. Trzeba
go nauczyć przezwyciężania trudności i konfliktów. Chroniąc
przed tym - pominąwszy już fakt, że nie jest to w pełni możliwe
- wyrządza się młodemu człowiekowi krzywdę, bo utrzymuje go
w nierealnym świecie. Zderzenie z rzeczywistością może się
okazać właśnie wielkim stresem, z którym młody człowiek może
sobie nie poradzić, a w konsekwencji może nawet targnąć się
na swoje życie.
Wychowanie młodego pokolenia Polaków
powinno być traktowane priorytetowo. Zaniedbania w tym zakresie
mogą zmarnować dorobek swoich poprzedników, a nawet zaprzepaścić
niepodległość kraju. Historia nas gorzko o tej prawdzie poucza.
Ale czy jest ona dla obecnego pokolenia Polaków magistra vitae?
o. Paweł Mynarz O. Cist
|