Zapytałam moich uczniów w gimnazjum, co ich zdaniem znaczy określenie: "wychowanie prorodzinne". W odpowiedziach pojawiały się stwierdzenia mówiące o wychowaniu do troski o rodzinę, o rozwój dzieci, o to, żeby dom rodzinny był domem w pełnym tego słowa znaczeniu. Na koniec odezwała się Ola, zazwyczaj milcząca, która ma niezwykły dar ujmowania całości odpowiedzi w niebanalne określenia. Powiedziała, że wychowanie prorodzinne to takie, które uczy, że zadaniem rodziny jest... rodzenie. Jak zwykle, ma rację!

Rodzina bowiem to miejsce i przestrzeń narodzin. Nie tylko w sensie fizycznym, przez poczęcie i wydanie na świat potomstwa. W rodzinie ma rodzić się człowiek w procesie dojrzewania do pełni człowieczeństwa.

Rodzina "rodzi" mężczyznę jako męża i ojca, jako głowę i żywiciela rodziny. Te dwa określenia - głowa i żywiciel rodziny - wcale nie są przestarzałe. Prawdziwy mężczyzna-ojciec nie będzie wiecznie niedojrzałym chłopczykiem, dopieszczającym samego siebie, biegającym za miłostkami i ciągle wolnym od odpowiedzialności. Właśnie podjęcie odpowiedzialności za żonę, dzieci, za byt rodziny tworzy dojrzałego mężczyznę i ojca. Ojca, którego obecności i roli w rodzinie nikt i nic zastąpić nie może. Może dlatego właśnie, że świat zachorował na kryzys męskości i ojcostwa, chorują nasze rodziny.

Rodzina "rodzi" kobietę jako żonę i matkę. Kobieta jest przede wszystkim matką - tą, która daje życie i je chroni. Nie będzie nią jednak wówczas, gdy w imię aktualnie panującej mody na tzw. wolność będzie oddalać od siebie wszystko, co jest związane z kobiecą troską, ofiarnością, tworzeniem domowego ogniska ciepła i miłości. Matka nie może być jednocześnie frywolną dziewczynką i modelką, której cały obszar zainteresowań skupia się na kosmetykach, strojach i dobrym towarzystwie do zabawy.

Rodzina "rodzi" dziecko, najpierw w sensie dosłownym, a potem w sensie wychowania do pełni człowieczeństwa. Fizyczne zrodzenie jest tylko pierwszym etapem. Rodzenie człowieka w człowieku wymaga znacznie więcej uwagi, miłości i umiejętności niż jakiekolwiek inne ludzkie działanie. Rodzina, której nie będą tworzyć osoby, które jednocześnie rodzą siebie nawzajem, jako matka i ojciec, nie będzie potrafiła wychować dziecka na dojrzałego człowieka. Myśląc o wychowaniu prorodzinnym trzeba widzieć wszelkie zagrożenia obrazu męskości i kobiecości, ojcostwa i macierzyństwa. Wszelkie inne problemy związane z życiem rodzinnym mają bowiem zakorzenienie w niedojrzałości dorosłych ludzi, w niedojrzałości rodziców. Dlatego myśląc o wychowaniu prorodzinnym trzeba zacząć od przywracania właściwego obrazu natury, powołania i zadań mężczyzny-ojca i kobiety-matki. W tych rodzinach, w których te zadania są znane i spełniane, rodzina jest rodziną, czyli przestrzenią, która rodzi do pełni ludzkiej dojrzałości.

s. M. Urszula Kłusek SAC

s. M. Urszula KŁusek SAC - ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (Siostry Palotynki), katechetka w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Warszawie