|

Wprawdzie śpiewa się w piosenkach
o wyborze ukochanej spośród wszystkich kobiet świata, ale
w rzeczywistości wybór ten jest znacznie ograniczony. Ogranicza
go tak zwane w nauce pole wyboru, czyli bliskość terytorialna
i podobieństwo warunków społecznych. Zwykle współmałżonek
należy do tego samego narodu, a często i mieszka w tej samej
miejscowości, często ma także podobne pochodzenie społeczne,
poziom wykształcenia, a nawet zawód. Wybiera się więc współmałżonka
spośród tych, z kim ma się okazję zetknąć - to oczywiste,
ale wtedy zaczyna już działać bardziej tajemnicze, psychologiczne
pole wyboru. Dlaczego właśnie ta osoba podoba się?
Opisać to można tylko do pewnego stopnia,
gdyż działają tu czynniki podświadome. Tworzą one pewnego
rodzaju wzór wewnętrzny, który często określa się powiedzeniami:
ŤOna jest [lub nie jest] w moim typieť. Wzór ten zależy od
wielu czynników, z których człowiek nie zdaje sobie sprawy,
a na które składają się: podobieństwo do rodziców lub innych
osób kochanych w dzieciństwie, cechy przeciwne do cech osób
nielubianych, sposoby zachowania, które się podziwia, i wiele
innych. Wszystkie te czynniki, choć nieświadome, tworzą jakby
sito selekcyjne osób, które się podobają.
W ramach tego, działającego automatycznie,
pola wyboru decyzja pozostaje wolna w różnym stopniu. Może
być tak, że wymienione czynniki zadziałają podświadomie i
w pewnym momencie człowiek niespodziewanie uświadomi sobie
miłość, może być też tak, że stopniowo rosnącemu zainteresowaniu
towarzyszyć będzie refleksja nad wartością osoby, która się
podoba. Zdarzają się zapewne miłości gwałtowne, od pierwszego
wejrzenia, ale są to raczej wyjątki potwierdzające regułę
i zwykle zanim miłość wybuchnie z całą siłą, o której się
mówi: ŤTo jest mocniejsze ode mnieť, i którą już trudno kontrolować,
daje o sobie znać drobnymi sygnałami.
Człowiek, który nie ma nawyku obserwacji
samego siebie, nie zauważa tych sygnałów i odczuwa miłość
jako zaskoczenie, jako siłę, która spada na niego znienacka
opanowując całkowicie. Osoby, które mają większą samoświadomość,
mogą wykorzystać czas rodzenia się miłości do pokierowania
swoją decyzją. Pierwsze, subtelne oznaki miłości, takie jak
żywe reagowanie wewnętrzne na czyjeś imię, przyjemność znajdowana
w wyborze sąsiednich miejsc, chęć mówienia o kimś, niecierpliwe
oczekiwanie na spotkanie - pokazują już upodobanie kierujące
się do jakiejś osoby, ale jest to jeszcze czas, kiedy można
się wycofać i zrezygnować z kontynuowania znajomości, jeżeli
osoba, która staje się przedmiotem zainteresowania, nie jest
wolna [bo ma małżonka lub wybrała stan duchowny] albo jeśli
stwierdzi się jej poważne cechy negatywne, jak na przykład
tendencja do alkoholizmu.
W tym czasie można starać się poznać
lepiej drugą osobę, żeby decyzję uczynić bardziej świadomą.
Można zaakceptować kogoś mimo jego braków, ale trzeba o nich
wiedzieć. Unika się przez to wielu rozczarowań i pretensji,
często nieuzasadnionych, bo druga strona nie jest winna temu,
że została wybrana na ślepo i bez zastanowienia. Jeżeli człowiek
nie dostrzeże tych drobnych znaków, zauważa swoją miłość dopiero,
gdy jest już tak silna, że nie pozwala na spokojne zastanowienie
się nad wyborem.
Umiejętność dostrzeżenia sygnałów zainteresowania
erotycznego, mówiąc inaczej świadomość własnych odczuć w tym
zakresie, jest bardzo ważna nie tylko przy wyborze małżonka.
Ma ona znaczenie dla każdego człowieka, który już dokonał
wyboru swojej drogi życia, gdyż ułatwia dotrzymanie wierności
raz podjętym zobowiązaniom. Każdy niespodziewanie dla siebie
samego może się zetknąć z takim problemem, a osoba, która
uważa, że jej żadne trudności w tej sferze nie dotyczą, może
przeoczyć moment powstawania uczucia i uświadomić je sobie
tak późno, że jest już bardzo trudno nim pokierować.
Pisząc o wyborze współmałżonka nie zamierzam
dawać rad, jaki on ma być, ani spisywać listy cech idealnych,
której i tak pewnie nikt nie mógłby sprostać ani których się
samemu nie posiada. Jedna rzecz jest jednak bardzo ważna:
zmienić moment wyboru w proces wyboru, to znaczy rozciągnąć
go w czasie tak, by w okresie, kiedy potrafi się jeszcze kierować
swoimi uczuciami i kiedy nie zaszły jeszcze fakty uniemożliwiające
zmianę decyzji, poznać bliżej przyszłego współmałżonka. Czas
ten potrzebny jest też z tego względu, że nie wystarczy poznać,
jaki ktoś jest, ale trzeba się przekonać, jak się zmienia.
Każdy człowiek zmienia się w ciągu całego życia i oczywiście
nie wszystko można przewidzieć, pewne jednak tendencje są
stałe. Jeśli na przykład w dniu poznania przez dziewczynę
pan X i pan Y piją po dwa kieliszki wódki na tydzień, są pod
tym względem podobni. Po jakimś czasie jednak pan X może pić
trzy, a pan Y jeden kieliszek, a więc pan X ma tendencję do
picia coraz więcej, a pan Y coraz mniej. Dotyczy to wszelkich
dziedzin życia i sprawdzanie, w jakim kierunku zmienia się
człowiek, jest najważniejszą informacją, jaką trzeba uzyskać,
zanim się zwiąże z nim na całe życie. Małżeństwo jest wspólną
drogą życia, dlatego poznanie - nawet dokładne, ale tylko
w jednym momencie - jest niewystarczające.
Żeby dać sobie czas na wzajemne poznanie
się, nie można dopuszczać do tego, aby fakty nie pozwalały
już na zerwanie. Jeżeli narzeczeni współżyją ze sobą, a zwłaszcza
gdy w grę wchodzi dziecko, nie mogą zmienić decyzji bez skrzywdzenia
się, także jeśli związek stanie się sprawą publiczną [np.
rodzina robi przygotowania do wesela, a suknia jest już u
krawcowej], bardzo trudno się wycofać.
Badania pokazują, że bardzo dużo narzeczonych
jest niezadowolonych ze swego związku już przed ślubem, praktycznie
jednak nie mogą się już cofnąć. Nic nie pomoże - choćby narzeczeństwo
oficjalnie trwało bardzo długo - jeśli decyzja faktycznie
dokonała się wcześniej, jeśli młody człowiek zaskoczony swoimi
uczuciami wziął pierwszy sygnał zainteresowania za miłość
i nie dał sobie czasu na zastanowienie. Nie jest ważne, jak
długo trwał okres znajomości od poznania się do ślubu. Ważne
jest, jak długi był czas od pierwszego odczucia zainteresowania
do faktów determinujących decyzję.
Dojrzałość do małżeństwa
Zadania rodziny są proste: stworzyć jej członkom klimat bezpieczeństwa
i miłości, pobudzający do rozwoju. Proste - nie znaczy łatwe
i nie wszystkie rodziny umieją je pełnić. Zależy to przede
wszystkim od dojrzałości rodziców - małżonków. Wiek osób zawierających
związki małżeńskie wyraźnie się obniża. Fakt ten można różnie
interpretować: świadczy o poważnym i odpowiedzialnym podchodzeniu
młodych ludzi do swych młodych partnerów albo o niepoważnym
i nieodpowiedzialnym podejściu do faktu małżeństwa. Jak z
tym jest naprawdę? Kiedy należy się żenić? Odpowiedź jest
pozornie prosta: kiedy jest się do małżeństwa dojrzałym. W
tej prostej odpowiedzi kryje się oczywiście wieloznaczność
- bo czym jest dojrzałość?
O dojrzałości do małżeństwa można mówić
w różnym znaczeniu. Pierwsza - to dojrzałość fizyczna, czyli
zdatność organizmu do podjęcia zadań związanych z małżeństwem.
Dojrzałość seksualna - zdolność do współżycia seksualnego
i wydania na świat potomstwa. Prawna - osiągnięcie wieku,
w którym prawo zezwala na zawarcie małżeństwa, albo uzyskanie
zgody sądu na przyspieszenie tego terminu. Ekonomiczna -osiągnięcie
samodzielności materialnej, podjęcie pracy zarobkowej, uzyskanie
własnego mieszkania. Nie wszystkie rodzaje dojrzałości osiąga
się równocześnie; na przykład młody człowiek dojrzewa seksualnie
dużo wcześniej, niż może zdobyć własne mieszkanie. Choć więc
dojrzałość pod każdym względem byłaby najkorzystniejszym momentem
do zawarcia związku małżeńskiego, praktycznie nie zawsze jest
to możliwe.
Jeżeli jednak małżeństwo rozumie się jako związek trwały,
nie może być zbudowane przez dzieci. O dojrzałości do małżeństwa
decydować więc powinien nie tyle wiek fizyczny, ile dojrzałość
psychiczna. Tej dojrzałości nie może ustalić przepis państwowy;
trzeba ją ocenić samemu. Jest ona oczywiście związana z wiekiem,
ale wcale nie jednoznacznie. Wszyscy znamy przykłady młodych
wiekiem, ale dojrzałych życiowo i przeciwnie: dorosłych, ale
nieodpowiedzialnych jak dzieci.
Rozwój ludzi przebiega w podobnych etapach,
ale nie zawsze równie prawidłowo. W pierwszych latach uczucia
dziecka są egocentryczne, dziecko wszystko ocenia z punktu
widzenia własnej przyjemności. Także miłość do bliskich osób
ma ten właśnie charakter. Dziecko kochające matkę chce przede
wszystkim stale z nią przebywać, nie biorąc pod uwagę jej
zdrowia, zmęczenia, czy ciążących na niej obowiązków. Z czasem
ten infantylny sposób kochania zmienia się, ale bywa, że zostaje
na całe życie. Człowiek, który kocha na sposób małego dziecka,
choćby jego miłość była szczera, nie jest dojrzały do małżeństwa.
Pragnie przebywać z wybraną osobą, ale kontakt z nią będzie
układać tylko z punktu widzenia swoich potrzeb i przyjemności.
Będzie chciał, by ukochana osoba zawsze - gdy on tego pragnie
- była przy nim, ale nie będzie brał pod uwagę jej sytuacji.
Dziecko trochę starsze - w wieku szkolnym
- jest już zwykle mniej egocentryczne. Zajmuje się światem
zewnętrznym i innymi ludźmi, ale nie potrafi jeszcze wczuć
się w ich przeżycia. Ludzi chce posiadać tak jak rzeczy. Ten
sposób podejścia do innych osób dosyć często utrwala się w
wieku dorosłym. Jeżeli ktoś chce posiadać żonę czy męża, podobnie
jak chce posiadać różne przedmioty - dla siebie, tak by jemu
przydawały wygody czy chwały - także nie jest dojrzały do
małżeństwa. Ludzie tacy bywają sprytni pod względem praktycznym,
umieją zarobić pieniądze, zdobyć mieszkanie, ale nie umieją
dostrzec potrzeb psychicznych drugiego człowieka i wczuwać
się w nie, a tym samym - zrozumieć go.
Aby małżeństwo było związkiem szczęśliwym,
partnerzy muszą umieć wyczuwać potrzeby współmałżonka i to
nie tylko te zewnętrzne. Tę umiejętność wczucia się w przeżycia
drugiego człowieka, zwaną empatią, człowiek powinien osiągnąć
w wieku dojrzewania, ale nie zawsze się tak dzieje. Empatia
jest dla zawarcia małżeństwa w sposób odpowiedzialny warunkiem
koniecznym, choć jeszcze nie wystarczającym. Już dziecko w
wieku dojrzewania powinno umieć wczuć się w sytuację innych
i współczuć z nimi, choć zwykle jeszcze nie umie podejmować
za nich odpowiedzialności, nie umie aktywnie działać dla ich
dobra. Dopiero ta umiejętność czyni człowieka dojrzałym: zwrócenie
się od siebie do innych, wczucie się w ich problemy i zdolność
aktywnego i odpowiedzialnego działania dla ich dobra czyni
człowieka dojrzałym do małżeństwa.
Obecnie małżeństwa z reguły zawierane
są bez przymusu - z miłości, a jednak okazują się często nietrwałe.
Dzieje się tak chyba dlatego, że narzeczeni nawet szczerze
mówiący o miłości sami nie wiedzą, na ile jest ona dojrzała.
Wcale nie chodzi tu o jakieś wyrachowanie czy wyzbycie się
uczuć, lecz o ocenę: czy zdolność do miłości jest na tyle
rozwinięta, by mogła się stać podstawą związku trwałego.
Sprawności ocenia się zwykle w stosunku
do wieku czy zadań: na przykład jak na trzy lata, Staś dobrze
mówi, ale jak na to, by pójść do szkoły, jeszcze za mało.
Jak na dziecko, Staś bardzo serdecznie kocha, jak na zawarcie
małżeństwa - to za mało. Musi nie tylko chcieć przebywać z
osobą wybraną, musi jeszcze chcieć i umieć wczuwać się w jej
potrzeby, musi jeszcze nauczyć się podejmowania za nią odpowiedzialności
w dobrej i złej doli, nie licząc na to, że wyręczą go inni.
Gdy to potrafi - jest dojrzały do małżeństwa. Jest dojrzały
do dalszego rozwoju w nowej sytuacji.
Dając, otrzymujemy
Często jako przyczynę niepowodzenia swojego małżeństwa ludzie
podają niedobranie charakterów. Jedni uważają, że cechy osobowości
męża i żony powinny być podobne [swój do swego], inni, że
przeciwne [na zasadzie uzupełniania się]. W obu tych stanowiskach
dominuje przekonanie, że od trafienia na odpowiednie cechy
psychiczne partnera zależy małżeńskie szczęście. Ponieważ
zaś małżeństwa zawierane są na ogół w młodym wieku, kiedy
brak jeszcze doświadczenia życiowego, spotkanie odpowiedniego
partnera wydaje się sprawą przypadku.
Badania psychologiczne, które prowadziłam
na ten temat, nie potwierdzają takiego przypuszczenia. Rzeczywiście,
małżeństwa są zawierane najczęściej między osobami do siebie
podobnymi, ale stopień tego podobieństwa nie ma znaczenia
dla szczęścia małżeńskiego. Nie ma więc podstaw do tego, żeby
odpowiedzialność za swe szczęście zrzucać na los czy też na
to, że - jak próbuje się to robić na Zachodzie - za pomocą
komputera, porównującego cechy osobowości kandydatów do małżeństwa,
da się przewidzieć przyszłość zawieranego związku.
We wspomnianych badaniach małżeństwa
zadowolone nie różniły się od niezadowolonych stopniem podobieństwa
męża i żony, ale różniły się dojrzałością, aktywnością, a
także niektórymi przekonaniami. Dojrzałość, czyli zdolność
do refleksji i podejmowania odpowiedzialności, konieczna już
w momencie zawierania ślubu, nie jest czymś stałym, można
ją ocenić w zależności od etapu życia i w małżeństwie musi
się dalej rozwijać, aby zaś człowiek chciał się rozwijać i
zmieniać, musi być aktywny.
Tak więc wybierając współmałżonka nie
tyle trzeba badać, czy posiada różne pozytywne cechy szczegółowe,
których przecież sami często nie mamy, ile zastanowić się
nad tym, czy ma tendencję do rozwoju. Choćby nawet w momencie
ślubu nie osiągnął jeszcze bardzo wysokiego poziomu rozwoju,
jeśli chce się rozwijać i wzrastać, można mieć nadzieję na
przyszłość. Przeciwnie - postawa wyrażająca się w powiedzeniu:
ŤTaki już jestem i nie zmienię sięť, wydaje się najbardziej
niepokojąca.
Małżeństwa udane różnią się od nieudanych
także silniejszym przekonaniem o nierozerwalności małżeństwa.
Oczywiście można przypuszczać, że fakt, iż osoby niezadowolone
z małżeństwa, w przeciwieństwie do zadowolonych, częściej
uznawały dopuszczalność rozwodu, świadczy o tym, że otwierały
sobie w ten sposób możliwość wyjścia z sytuacji, w której
źle się czuły. Myślę jednak, że jest odwrotnie. Ludzie przekonani
o tym, że jeśli małżeństwo źle się układa, można je rozwiązać,
nie wkładają zbyt wiele wysiłku w jego podtrzymywanie, uważając,
że w razie niepowodzenia mają zawsze wyjście w rozwodzie.
Przeciwnie postępują osoby, które swoją
decyzję wspólnego życia z małżonkiem traktują jako nieodwołalną
bez względu na okoliczności. Starają się oni zrobić wszystko,
aby związek - i tak nieodwracalny - uczynić szczęśliwym. Nie
dopuszczają możliwości konfliktu bez rozwiązania i kłótni
bez przebaczenia, ale zawsze szukają jakiegoś wyjścia pozytywnego.
Dlatego tak ważne jest poznanie - jeszcze przed ślubem - najważniejszych
poglądów przyszłego małżonka.
Sprawy te łączy się z przekonaniami religijnymi.
Osoby z małżeństw nieudanych są częściej niereligijne i małżonkowie
częściej różnią się poglądami dotyczącymi wiary. Nie wydaje
się to dziwne, jeśli wziąć pod uwagę, że z religijnością łączą
się tak ważne w małżeństwie problemy, jak jego nierozerwalność,
regulacja urodzeń, wychowanie dzieci, sposób spędzania dni
świątecznych i wiele innych. Nie są to sprawy prywatne jednego
ze współmałżonków i brak zgody co do nich musi rzutować na
szczęście małżeńskie. Z religijnością łączy się też nastawienie
na obdarzanie współmałżonka, a nie tylko poszukiwanie własnego
zadowolenia.
Tak więc, jeśli podobieństwo cech osobowości
nie ma specjalnego znaczenia dla szczęścia małżeńskiego, to
podobieństwo niektórych postaw jest ważne. Młodzi ludzie rzadko
znają poglądy swojego narzeczonego i obowiązkiem osób prowadzących
przygotowanie do małżeństwa jest ułatwienie im tego poznania.
Porozumienie w tych zasadniczych sprawach
powinno nastąpić jeszcze przed ślubem. Właśnie porozumiewanie
się we wszystkich problemach niesionych przez życie jest w
małżeństwie najważniejsze. Odnosi się to do życia seksualnego,
gdzie nie dobór fizyczny, ale stopniowe wczuwanie się w potrzeby
współmałżonka i wzajemne dopasowywanie prowadzi do zadowolenia.
Odnosi się i do całości życia małżeńskiego, gdzie nie podobieństwo,
ale oparta na miłości chęć zrozumienia drugiej strony i wspólne
poszukiwanie najlepszych rozwiązań jest podstawą szczęścia.
Dawniej nierozerwalności małżeństwa strzegły
przepisy prawne i rygorystyczna opinia społeczna. Dziś, gdy
uzyskanie rozwodu nie jest zbyt trudne, trwałość małżeństwa
leży w rękach samych małżonków i jest decyzją podejmowaną
na nowo każdego dnia. Każdego dnia na nowo trzeba rozwiązywać
powstałe konflikty, odkrywać wspólne wartości i ponawiać wzajemny
z siebie dar.
Niektórzy ludzie sądzą, że miłość musi
przychodzić bez wysiłku, nie chcą o nią zabiegać, gdyż wydaje
im się, że trud w to włożony niszczy szczęście. Tymczasem
naprawdę najcenniejsze jest dla nas to, czemu poświęciliśmy
najwięcej trudu i wyrzeczeń. Podobnie miłość - z największym
staraniem pielęgnowana, staje się najwartościowsza.
Znalezienie we współmałżonku prawdziwego
towarzysza życia i pomocy Ťsobie podobnejť jest tak cenne,
że wynagradza wszelki wysiłek. Oczywiście, żeby ten wysiłek
był naprawdę owocny, musi pochodzić od obu stron. Nie daje
nam radości życzliwość wymuszona czy pamięć wywalczona. Lepiej
nie tyle domagać się dla siebie, ile dawać współmałżonkowi,
wspólnie nie dopuszczać do żadnego dnia, który dzieli. Każdy
może łączyć, jeśli oboje współmałżonkowie bardziej niż na
siebie będą się nastawiali na drugiego, modląc się słowami
modlitwy franciszkańskiej:
Spraw, abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy,
co pociechę dawać;
nie tyle szukać zrozumienia,
co rozumieć;
nie tyle szukać miłości,
co kochać;
albowiem dając - otrzymujemy.
Maria Braun-Gałkowska
Maria Braun-Gałkowska, Psychologia domowa,
Olsztyn 1990, s. 26-31
|