|

"Władza jednostki lub instytucji
to zdolność osiągania własnych celów bądź na mocy prawa, bądź
też dzięki sprawowanej kontroli, lub posiadanym wpływom" -
taką definicję podaje Oksfordzki słownik filozoficzny, z komentarzem,
że nie zakłada ona świadomego celu działania obdarzonego władzą
podmiotu. Oznacza to, że władzę można sprawować również bezwiednie,
bez zamiaru jej sprawowania, niekompetentnie i niepraworządnie.
Praworządność
sprawowania władzy znajduje się w odniesieniu władzy do autorytetu.
Zgodnie z definicją, "autorytet posiada osoba, lub instytucja,
gdy jej władza uważana jest za prawowitą, legitymizuje ją
system norm, na które społeczeństwo przystało".
W kontekście
powyższych definicji zanalizujemy relacje między dorosłymi
i dziećmi, w których przejawia się sprawowanie władzy i autorytetu.
Autorytet naturalny
Podstawą do kontroli zachowania dziecka przez dorosłego jest
powszechne akceptowanie normy społecznej mówiącej, że dziecko
ma słuchać starszych. Pozycja dziecka w świecie dorosłych
jest pozycją zależności, wynikającą z naturalnych uwarunkowań.
Kolejność urodzeń i pozycja w grupie rodzinnej stoi na straży
porządku społecznego. Ten ład zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa,
daje podwaliny do rozwoju moralnego i tworzenia szacunku.
Osoba dorosła, stoi na szczycie hierarchii, zapewnia to, co
do życia niezbędne, ale również sprawuje kontrolę i w oczach
dziecka poddającego się władzy uchodzi za "eksperta od wszystkiego".
Podziw, jaki dziecko ma dla swoich rodziców, we wczesnym okresie
swego życia, jest istotnym elementem tej relacji wobec rodzicielskiego
autorytetu. Autorytetu naturalnego, którego nie można poważyć
żadnymi zmianami społecznymi, reformami czy rewolucjami. Jest
to bowiem poparta ogólnoludzkim doświadczeniem zależność małej
istoty od dorosłej i niekwestionowana silna pozycja dorosłej,
wzmacniana zadaniami opieki i kontroli. Osoba dorosła, stojąc
najwyżej w hierarchii, jest dla dziecka wzorem do naśladowania.
Kolejnymi czynnikami, dającymi podstawę do sprawowania władzy,
są nagrody i kary, jakimi dysponuje osoba dorosła, wzmacniając
lub wygaszając określone zachowania dziecka. Nagrody i kary,
w postaci ocen, wyróżnień, nagan, są ugruntowanym sposobem
realizacji kontroli zachowania na gruncie szkolnym, wpływają
na powstrzymanie się od zachowań niepożądanych, a wzmacniają
te poprawne. Hierarchiczność relacji w szkole służy, tak jak
w rodzinie, zapewnieniu bezpieczeństwa, ładu społecznego i
ponadto pozwalają na realizację nauczania w grupie, której
potrzebny jest lider, wzór do naśladowania, ekspert - dobry
nauczyciel. Przedstawione modele sprawowania władzy funkcjonują
optymalnie, gdy na szczycie hierarchii znajdują się osoby,
którym bliska jest umiejętność szanowania siebie, a tym samym
okazywania szacunku.
Dziecko i władza
Obserwacja relacji rodzinnych oraz funkcjonowania nauczycieli
wobec uczniów pozwala zauważyć też odmienne od przedstawionego
sposoby realizacji władzy. Władzy, która jest niejednokrotnie
słabo zaznaczona, albo wręcz oddana przez osobę dorosłą dziecku.
Deklaracje matek, które brzmią: "mojemu dziecku niczego nie
mogę odmówić", są właśnie przejawem oddania władzy i bezrefleksyjnego
kształtowania nieprawidłowości wychowawczej. Ze strony dziecka
nie ma intencji do przejęcia władzy; ono potrzebuje silnego
dorosłego, który ustala normy postępowania i sprawuje kontrolę
nad ich realizacją. Jeśli jednak dostaje od swojej matki gotowość
do służenia i zapewnienia wszelkich zachcianek, nie ma na
to wpływu. Może tylko przyjąć to, co dostaje. Matka, a niejednokrotnie
całe otoczenie dorosłych, oddaje obszar kontroli swego zachowania
w ręce małego dziecka. Dziecko, które ma władzę nad dorosłymi,
które zamiast ładu społecznego otrzymało chaos, funkcjonuje
właśnie w chaosie. Nie ma poczucia bezpieczeństwa, nie wie
co dobre, co złe, nie ma oparcia, którego mu potrzeba, nie
ma również odniesienia do innego, "normalnego świata", bo
takiego nie zna. Dostosowuje się więc do tego, co dostaje;
w przejawach złości, agresji, rozkapryszenia, lub nawet apatii
spowodowanej nadmiarem otrzymywanych dóbr.
I tu nasuwa się spostrzeżenie dotyczące celu
pokazywania takiego zachowania w telewizji. Film ma pełnić
rolę edukacyjną, ale dziecko pozbawione kontroli rodziców
i oglądające wszystkie programy telewizyjne naśladuje zachowania
dziecięce, które widzi na ekranie, nie wiedząc o przyczynach
i skutkach takich zachowań, i nie mając możliwości dokonania
krytycznej analizy. Może więc tylko uczyć się przez naśladownictwo
tego, właśnie co widzi.
Analizując mechanizm przejmowania kontroli
i władzy przez małe, a nawet bardzo małe dzieci można dostrzec
swoiste "przejawy czci" oddawanej przez rodziców własnym dzieciom.
Początek tej bałwochwalczej relacji ma miejsce w chwili zobaczenia
cudu powstawania nowego życia. Niewątpliwie oglądanie nienarodzonego
za pomocą USG jest, poza istotnymi względami medycznymi, połączone
z ciekawością i daje możliwości zobaczenia cudu. Wobec cudu
pojawia się reakcja zachwytu, a nawet gotowość oddawania czci.
Po narodzinach następuje utrwalenie pierwszego krzyku, pierwszego
dnia w domu, a potem wszystkich pierwszych przejawów istnienia.
I tak w blasku aparatów, kamer, wszystkich nienazwanych rejestratorów
utrwala się stosunek dorosłych do "cudownego małego", stosunek,
który niepostrzeżenie przeradza się w cześć i chwałę. Wychowanie
w kontekście bałwochwalczej relacji przejawia się głównie
usuwaniem przez dorosłego wszelkich możliwych trudności, co
w efekcie pozbawia dziecko samodzielności, odpowiedzialności
i radości czerpanej z twórczego działania. Na dalszym etapie
może ujawnić się gotowość do wyręczania ze wszystkiego, a
więc i obowiązków szkolnych, co jest prostą drogą do wyuczonej
bezradności, bierności i lenistwa. Ten obraz ma istotny element
braku szacunku osób dorosłych do samych siebie i do własnego
dziecka. Szacunek bowiem powoduje, że traktujemy siebie serio,
wymagamy od siebie i innych, i nie godzimy się z rolą niewolnika.
To szacunek do dziecka przejawia się w stawianiu mu wymagań
i kolejnych wyzwań, których pokonywanie daje poczucie własnej
wartości i wartości w oczach dorosłych. Traktowanie dziecka
z przesadną czcią i bez wymagań może pozbawić go umiejętności
życia w szacunku i godności. Takie "królowanie" odbywa się
bowiem nieprawnie, bez autorytetu i jest skazane na klęskę.
Przejawy czci wobec dziecka mogą przenieść się z domu rodzinnego
także na przedszkole i szkołę. Indywidualizacja w nauczaniu,
pojmowana przesadnie, prowadzi nauczycieli do lęku przed samodzielnymi
decyzjami mającymi na celu normalną regulację ładu społecznego.
Postawienie problemu przez nauczyciela - co robić, gdy dzieci
się biją i czy można im tego zakazać - jest przejawem bezradności
i utraty kontroli osób dorosłych wobec dziecięcego zachowania.
Jest również przejawem braku kompetencji wychowawczych.
Przestrzeń multimedialna
Możliwość przejmowania władzy przez sprawowanie kontroli jest
szczególnie jaskrawo widoczna w dziedzinie kontaktu dzieci
i dorosłych z nowoczesną techniką medialną. Dziecko w świecie
mediów funkcjonuje tak samo jak w świecie zabawek: jest ufne,
zaciekawione, z zainteresowaniem i uwagą rozwiązuje problemy,
podchodzi do najnowszego urządzenia tak samo jak do kredek,
lalek, czy kolejki. W jego podejściu nie ma lęku przed nowością,
nie ma pychy, która nie pozwala się skompromitować, nie ma
potrzeby bycia najlepszym i najskuteczniejszym. Jest naturalna
ciekawość poznawcza i twórcza inspiracja, która może sprawić,
że uruchamia coś, o czym nie ma pojęcia, jak naprawdę działa.
Natomiast lęk, pycha, schemat funkcjonowania, właściwe osobom
dorosłym, hamują je przed kontaktem z nowoczesnymi medialnymi
urządzeniami i stawiają w roli podporządkowanych, zależnych
w tej dziedzinie od dziecka.
Rozmowy z rodzicami na temat spędzania czasu
wolnego przez ich dzieci ujawniają, że dorośli są niejednokrotnie
bezradni wobec 5-latka buszującego godzinami w Internecie,
albo 15-latka, który ściąga niedozwolone programy, czy 16-latka
kopiującego muzykę i filmy, aby je sprzedawać. Dzieci natomiast
doświadczają w tym aspekcie zaspokojenia swoich potrzeb poznawczych
i otrzymują dwa rodzaje kontroli: nad sprzętem i nad dorosłymi.
Nie jest to obojętne dla konstrukcji psychicznej, gdyż - jak
wynika z badań - właśnie sprawowanie kontroli nad tym, jakie
ściągamy pliki, jaką stronę odwiedzamy, stanowi o naszej podatności
na uzależnienie od Internetu. Czas spędzony na takim buszowaniu
bez kontroli dorosłych jest oddany we władanie dziecku, które
nie umie nim racjonalnie gospodarować, nie umie sprawować
kontroli nad sobą i otoczeniem. Problem rozpoczyna się w momencie,
kiedy dorosły mówi, że nie wie, co robi jego dziecko i nie
rozumie, jak można tyle czasu spędzać przy komputerze.
Opanowywanie przez dzieci różnorodnych sprawności,
które są przez rodziców podziwiane, dają nadzieję na dobre
przygotowanie dziecka do samodzielnego funkcjonowania w świecie.
Jednak chyba nigdy w historii nie było tak znacznego rozdźwięku
pomiędzy tym, czego osoba dorosła może nauczyć dziecko, a
tym, co dziecko opanowuje samodzielnie. To właśnie wymknęło
się dorosłym spod kontroli.
W kontaktach międzyludzkich pojawiły się w
ostatnich latach telefony komórkowe. Coraz doskonalsze, ładniejsze,
łatwe w obsłudze i dostępne są niemal w każdej kieszeni. Czy
jednak powinny otrzymać pierwszeństwo nad człowiekiem? Czy
jest uzasadnienie dla przerywania rozmowy z człowiekiem stojącym
obok, bo zadzwonił telefon? Takie zachowania stały się powszechne
i nikt nie zauważa oddania władzy w obszarze, który z założenia
ma człowiekowi służyć, a nie nim zawładnąć. Władza człowieka
nad przedmiotami codziennego użytku czyni go niejako ich panem,
co pozwala na korzystanie z nich lub nie, zgodnie z samodzielną
decyzją (jeśli waga kontaktu z człowiekiem jest duża, to nie
odbieramy telefonu). Jeszcze niedawno aparaty telefoniczne
instalowano w przedpokojach, aby nie zakłócały spokoju rodziny.
Może warto uświadomić sobie swoją władzę nad tym urządzeniem.
Niestety, chyba już jest za późno
Jeśli zaistniała potrzeba
ministerialnego rozporządzenia w sprawie zakazu używania telefonów
na lekcjach, to znaczy, że dorośli oddali tutaj swoją władzę.
Chaos i brak zasad
Pytanie o zagrożenie wynikające ze sprawowania władzy przez
niedojrzałych młodych ludzi jest uzasadnione nieprawidłowościami
widocznymi w przejawach jej sprawowania. Wydaje się jednak,
że dorośli nie zauważają żadnego zagrożenia. Jeżeli rodzice
nie dostrzegają niczego złego w tym, iż ich dziecko decyduje
o tym, jak długo będzie siedzieć przy komputerze, nie dostrzegają
również niczego złego w tym, że dziecka nie ma w domu i nie
wiedzą, gdzie jest i co robi. Kontrola oddana w sprawie, która
wydawała się nieistotna, ma dalekie konsekwencje, niejednokrotnie
przenosząc się na inne sfery życia. Przejawy niekontrolowanego
zachowania spowodowanego dorastaniem w chaosie i braku zasad,
w skrajnych przypadkach prowadzą do patologii społecznej.
W mniej skrajnych są po prostu uciążliwe dla obu stron i niszczą
relacje międzyludzkie.
Młody człowiek nie ma potrzeby sprawowania
władzy, nie ma też żadnych formalnych podstaw do jej pełnienia.
Brak mu autorytetu i dlatego sprawowanie władzy jest w jego
wydaniu niedojrzałe, bezrefleksyjne, odruchowe, bo tylko takie
może być. Nieświadomie niszczy naturalny porządek i staje
się wrogiem dorosłego, który w poczuciu niekompetencji reaguje
lękiem i agresją. Nie jest to katastroficzna wizja przyszłości,
ale codzienność obserwowana w szkole i rodzinie.
Przyczyna zagrożenia nie tkwi jednak ani w
młodym człowieku, ani w dziecku. Odpowiedzialność za przebieg
relacji spoczywa w większym stopniu na osobie dorosłej, która
jest dla dziecka wzorem do naśladowania, stanowiącym o sposobach
funkcjonowania dziecka. Sprawowanie kontroli przez odpowiedzialnych
dorosłych ma prowadzić do stopniowego brania odpowiedzialności
przez dziecko za sprawy, które są na miarę etapu jego rozwoju
i możliwości realizacji.
Oddawanie kontroli nad sprawami tego świata
przez odchodzących jest zjawiskiem naturalnym i do dorosłych
należy przygotowanie młodych do przejęcia tej kontroli. Jednak
słusznym jest, jeśli to oddawanie kierowane jest w ręce odpowiedzialne
i przygotowane do przejęcia.
Szanować siebie i innych
Zagrożenie tkwi więc w pełnieniu roli rodzica czy nauczyciela
bez brania odpowiedzialności za dziecko wtedy, gdy ta odpowiedzialność
jest niezbędna. Zagrożenie płynie od dorosłych, którzy nie
szanując siebie, nie są skłonni do refleksji nad dobrem, jakim
jest szacunek, i nie przeciwstawiają się temu, gdy nie okazuje
się im należnego szacunku.
W społeczeństwie konsumpcyjnym jednym z kryteriów
statusu społecznego stało się posiadanie coraz doskonalszych
urządzeń medialnych. Dzieci same podpowiadają, co chcą otrzymać
w prezencie komunijnym. Dorośli się temu poddają i pokornie
spełniają oczekiwania swoich "małych władców". Bardzo często
wręczony prezent jest dla rodziców kłopotliwy, bo nie umieją
się nim posługiwać. Jeśli w ten kontekst wkradnie się lęk
dorosłego, oddaje on dziecku nie tylko cześć, ale pole do
działania w nowej dziedzinie. A to może prowadzić do utraty
szacunku dla siebie i wycofywania się z roli rodzica czy wychowawcy.
Tymczasem prawdą jest, że dziecko postrzega dorosłego jako
eksperta niezależnie od tego, czy coś umie, czy też nie. Autorytet
osoby dorosłej jest niepodważalny, nie ma powodu, aby poddawać
go weryfikacji pod kątem umiejętności posługiwania się sprzętem
komputerowym. Nie oznacza też, że nie należy dbać o swój rozwój
i pozostawać w tyle wobec nowoczesnej techniki medialnej.
Nie należy jedynie oddawać należnej władzy, która jest władzą
autorytetu osoby dorosłej, potrzebną dziecku do prawidłowego
rozwoju.
Dorosły, który pełni rolę wychowawczą, jest
dla dziecka kimś bardzo ważnym. Nie dlatego, że na to zasłużył,
że coś ważnego zrobił, ale dlatego, że jest. Na pytanie kierowane
do rodziców - "czy szanujesz swoje dziecko?", najczęściej
nie ma odpowiedzi. Wydaje się, że nie szanuje siebie ten,
kto w kontekście swojej nieumiejętności poddaje się, kto nie
wykazuje odpowiedniego starania, zapomina o swojej godności
i nie przyznaje sobie prawa do decyzji w sprawach, które od
niego powinny zależeć. Nie szanuje siebie także i ten, kto
nie stawia sobie i innym wymagań, godzi się na to, że "nie
wie, nie umie", chowa się za parawanem schematu funkcjonowania,
albo oddaje władzę w niepowołane ręce.
Wanda Papugowa
Wanda Papugowa - psycholog, edukator
|