|

Kiedyś
tytułowe porzekadło odnosiło się chyba do innej rzeczywistości
niż teraz. Owszem, gdy przychodzi nam starać się o pracę,
startować w zawody o popularność, powodzenie i utrzymanie
się na stanowisku, często owo: "Jak cię widzą..." ma ogromne
znaczenie. I dobrze, bo przecież człowiek to nie tylko jego
wypowiedź, wypełniony test, czy pisemne potwierdzenie kolejnej
sprawności. Szkoda, że zdarza się zapomnieć o tym podczas
egzaminów szkolnych.
Nie potępiam całego systemu oceniania
egzaminów po szkole podstawowej i gimnazjum, ale jako że od
kilku lat pracuję w gimnazjum i niejednokrotnie zasiadałam
w komisjach egzaminacyjnych, zapoznając się potem z wynikami
egzaminów, widzę poważne braki w tym systemie oceniania.
Pierwszym jest anonimowość autora
pracy egzaminacyjnej. Wiem, że zdaniem niektórych owa anonimowość
miała zapewnić sprawiedliwość i obiektywizm w ocenianiu, ale
po pierwsze, nie zawsze tak się dzieje, a po drugie, czyni
ucznia kimś niezwykle anonimowym, nieznanym, dalekim. Gdyby
po testach był jeszcze egzamin ustny, dziecko mogłoby pokazać,
kim jest, bardziej się wypowiedzieć, określić i zaistnieć
jako konkretna osoba.
Każdy nauczyciel, który kilkakrotnie miał wgląd w wyniki egzaminów,
wie, że dzieje się przy nich dziwne zjawisko. Uczniowie, którzy
przez cały cykl kształcenia mieli bardzo słabe oceny, otrzymują
dużą ilość punktów, a ci, którzy uczyli się bardzo dobrze
i wyrastali ponad przeciętną nagle mają bardzo słaby wynik
egzaminu. Czy to tylko przypadek? Jakiś dziwny zbieg okoliczności?
A może dzieje się tak dlatego, że testy i odpowiedzi na nie
są zaprogramowane dla tych, którzy są przeciętni? Jak bowiem
zrozumieć porażkę na egzaminie z przedmiotów humanistycznych
młodego człowieka, który świetnie pisze, niejeden jego artykuł
ukazał się w czasopismach, a na egzaminie pisemnym nie zalicza
pytań otwartych? Napisał głupoty? Nie! Napisał świetne odpowiedzi,
znacznie wykraczające poza wymagania jego etapu kształcenia.
Ale jak widać, był to błąd, za który słono zapłacił. Okazało
się, w jego przypadku, że zgubną rzeczą jest wiedzieć zbyt
wiele. Obawiam się, że ten przypadek nie jest odosobniony
i że ocenianie tylko tego, co zostało napisane na kartce,
i co w dodatku musi jakoś pasować do szablonu odpowiedzi,
jest krzywdzące dla uczniów zdolnych, pracowitych, tych, którzy
noszą w sobie bogactwo wiedzy i osobowości. Tego bogactwa
nie da się pokazać w pełni na kartce papieru, zakreślając
czarne kwadraciki, lub próbując się domyślić, czego może oczekiwać
egzaminator w odpowiedzi na pytanie otwarte.
Problem oceniania zawsze jest
trudny do rozwiązania i każdy system ma swoje plusy i minusy.
Nie warto jednak udawać, że minusów nie ma, że wszystko jest
dobrze, skoro nie jest.
"Jak cię widzą, tak cię piszą
- mawiano niegdyś. Może warto sobie przypomnieć to powiedzenie
i zastosować je w tak ważnych chwilach, jak egzaminy?
s. M. Urszula Kłusek SAC
s. M. Urszula KŁusek SAC - ze Zgromadzenia
Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (Siostry Palotynki),
katechetka w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Warszawie
|