|

Cele:
Uczeń potrafi:
- czytać ze zrozumieniem,
- ustalać kolejność wydarzeń,
- wykonywać proste działania arytmetyczne,
- podawać wyrazy bliskoznaczne,
- odmieniać rzeczowniki przez przypadki,
- nazywać uczucia bohaterów,
- opisywać postać za pomocą przymiotników.
Formy i metody
pracy:
- kontur postaci, aktywne czytanie, łamigłówki,
praca zespołowa
Środki dydaktyczne:
- tekst opowiadania "O matce", wg
H. Ch. Andersena, załącznik 1
- matematyczna łamigłówka,
- paseczki z planem wydarzeń,
- szare arkusze papieru, mazaki.
Czas: 90 min
Przebieg lekcji:
1. Rozwiązanie matematycznej łamigłówki i odczytanie
hasła - załącznik 2 (każdy uczeń ma swoją kartkę z działaniami
matematycznymi, którą po rozwiązaniu wkleja do zeszytu pod
tematem lekcji.
2. Wypisywanie wyrazów bliskoznacznych do słowa: MATKA - np.
mamusia, rodzicielka, opiekunka.
3. Odmiana przez przypadki rzeczownika: MATKA (w l. poj. i
mn.)
4. Głośna lektura opowiadania O matce, w trakcie czytania
uczniowie podkreślają niezrozumiałe wyrazy.
5. Wyjaśnienie niezrozumiałych słów i układanie z nimi zdań.
6. Analiza tekstu, ustalanie chronologii wydarzeń. Uczniowie
wklejają do zeszytu paseczki z planem wydarzeń (muszą ustalić
odpowiednią kolejność), załącznik 3.
7. Podział klasy na zespoły, rozdanie kopert z instrukcją
pracy (załącznik 4).
8. Praca w grupach.
9. Prezentacja prac, wnioski: np. każda matka kocha swoje
dziecko bezgraniczną miłością. Jest gotowa do wielu poświęceń.
Odda za nie nawet życie, itp.
10. Wspólne redagowanie tematu lekcji i zapisanie go w zeszycie.
11. Praca domowa.
Napisz w 5-8 zadaniach, jak zakończyła
się historia matki i jej dziecka.
Barbara Kroll
Barbara Kroll - nauczycielka języka polskiego
w Szkole Podstawowej nr 12 w Tczewie
Załącznik 1
"Opowiadanie o matce" (wg H.
Ch. Andersena)
Pewna matka siedziała przy kołysce swego dziecięcia
i była bardzo smutna. Obawiała się, że dziecina umrze. Dziecko
było takie blade, oczka miało zamknięte i oddychało tak słabo,
to znowu ciężko wciągało powietrze. Matka spoglądała niespokojnie
na swoje maleństwo. Aż tu nagle ktoś zapukał do drzwi. Przyszedł
ubogi staruszek, okryty końską derką, aby się ogrzać. Na dworze
była surowa zima. Wszystko pokrył lód i śnieg, a wiatr dął
mocno i szczypał w policzki. Ponieważ starzec drżał z chłodu,
a dziecko zdrzemnęło się na chwilkę, matka wyszła, aby wstawić
do pieca garnuszek z kawą. Chciała, aby człowiek mógł się
ogrzać. Stary siedział w izbie kołysząc kołyskę, a matka usiadła
na krześle tuż obok. Spoglądała na chore dziecko, które tak
ciężko oddychało i poruszało rączyną. - Jak myślisz, czy ono
umrze? - powiedziała kobieta - Chyba Bóg nie zechce mi go
zabrać? Starzec, a była to sama przebrana Śmierć, tak dziwnie
pokiwał głową, co mogło równie dobrze oznaczać "tak" jak i
"nie". Matka opuściła głowę i łzy pociekły jej po policzkach.
Głowa jej bardzo ciążyła. Trzy noce i trzy dni nie zmrużyła
oka, więc przysnęła na chwileczkę. Zaraz się jednak przebudziła
i wzdrygnęła z chłodu. - Cóż to znaczy? - powiedziała i obejrzała
się na wszystkie strony. Zobaczyła, że starca i dziecka nie
było w pokoju. Wędrowiec zabrał maleństwo ze sobą! W kącie
pokoju stary zegar brzęczał i brzęczał, aż nagle stanął. Biedna
matka wybiegła z domu szukając swego dziecka. Na dworze, w
śniegu, siedziała staruszka, odziana w długą, czarną suknię
i powiedziała: - To Śmierć była u ciebie w izbie. Widziałam,
jak spiesznie wychodziła z twoim dzieckiem. Ona jest szybsza
od wiatru i nigdy nie przynosi z powrotem tego, co raz zabrała.
- Powiedz mi tylko, którędy poszła! - zawołała matka z rozpaczą
w głosie. - Pokaż mi tylko drogę, a ja już ją znajdę! - Znam
drogę! - powiedziała kobieta w czarnej sukni. - Zanim jednak
ci ją wskażę, musisz mi zaśpiewać wszystkie te piosenki, które
śpiewałaś swojemu dziecku. Bardzo je lubię. Słucham ich nieraz.
Jestem bowiem Nocą. Widziałam, jak płakałaś, śpiewając chorej
dziecinie. - Zaśpiewam ci je wszystkie, ale mnie nie zatrzymuj
- powiedziała matka. - Dogonię Śmierć i odnajdę moje dziecko.
- Ale Noc siedziała cicha i milcząca. Wtedy matka załamała
dłonie i zaczęła śpiewać. Śpiewała i płakała, śpiewała i płakała,
a wiele było tych pieśni, ale łez jeszcze więcej. Wówczas
Noc rzekła:
- Idź na prawo przez ten ciemny, sosnowy las.
Tamtędy poszła Śmierć z twoim dziecięciem.
Matka pospiesznie powędrowała przez las. W
głębi krzyżowały się drogi. Nieszczęśliwa kobieta nie wiedziała,
w którą stronę ma iść. Wtem zobaczyła krzak cierniowy, który
nie miał na sobie ani listka, ani kwiatka, bo przecież była
zima i śnieg okrywał gałęzie. - Czy nie przechodziła tędy
Śmierć z moim małym dzieckiem? - zapytała. - Przechodziła
- powiedział krzak cierniowy. - Ale ja ci nie powiem, w którą
poszła stronę, zanim nie ogrzejesz mnie twoim sercem. Zamarzłem
całkiem, zmieniam się w czysty lód! Przycisnęła więc matka
krzak cierniowy do swoje piersi tak mocno, że jego ciernie
wpijały się w jej ciało i krew popłynęła wielkimi kroplami.
Krzak cierniowy rozgrzał się i wypuścił świeże, zielone liście.
Nawet kwiaty pojawiły się na nim w ciemną zimową noc, tak
było gorące zrozpaczone serce matki. Zadowolony krzak wskazał
kobiecie drogę, którą miała pójść. Wtedy przyszła nad wielkie
jezioro, na którym nie widać było ani okrętu, ani żadnej łódki.
Jezioro nie było tak zamarznięte, aby mogło ją utrzymać, ani
tak płytkie, aby można było przez nie przebrnąć. Matka musiała
przedostać się jednak na drugi brzeg, jeżeli chciała znaleźć
swoje dziecko. Położyła się więc i chciała wypić jezioro,
a to przecież niemożliwe dla człowieka. Myślała tylko o tym,
że jedynie cud może jej dopomóc. Wtedy jezioro przemówiło
ludzkim głosem: - Nie, tak nic nie poradzisz. Lepiej się jakoś
dogadajmy. Bardzo lubię zbierać perły, a twoje oczy są najczystszymi
perłami. Wypłacz je do mnie, to cię przewiozę na drugą stronę
aż do wielkiej cieplarni, gdzie mieszka Śmierć i hoduje różne
rośliny. Każda z tych roślin to jedno ludzkie życie. - O,
czegóż ja nie oddam, byle tylko dostać się do mego dziecka!
- powiedziała matka i zapłakała głośno. Oczy jej spłynęły
na dno wody i stały się dwiema kosztownymi perłami. Wówczas
jezioro uniosło ją, tak jakby siedziała na huśtawce i przeprawiło
na drugi brzeg, gdzie stał obszerny dom. Biedna matka nie
widziała go jednak, bo przecież wypłakała swoje oczy. Usłyszała
jakiś dźwięk. Okazało się, że to stara grabiarka sprzątała
podwórze przed domem. - Gdzie znajdę Śmierć, która zabrała
mi moje dzieciątko? - zapytała matka. - Jeszcze nie wróciła
- odpowiedziała staruszka. - Jak się tu dostałaś? Widzę, że
jesteś niewidoma. Kto ci pomagał w drodze? - Pan Bóg mi pomagał!
- rzekła matka - Jest On miłosierny, bądź i ty miłosierna!
Gdzie mogę znaleźć moje dziecko? - Nie znam twego dziecka
- stwierdziła kobieta. Po chwili dodała: - Wiele kwiatów i
drzew zwiędło dzisiejszej nocy. Śmierć przyjdzie wkrótce i
przesadzi je! Wiesz przecie, że każdy człowiek ma drzewo swojego
życia albo kwiat. Wyglądają one jak inne rośliny, tylko, że
w każdym bije inne serce. Serduszko twojego dziecka także
bije w którejś z rosnących tu roślin. Przysłuchaj się, może
poznasz twoje dziecko po tym! Ale co mi oddasz, jeżeli zaprowadzę
cię do domu i powiem, co masz dalej czynić? - zapytała grabiarka.
- Już nic nie mam do oddania - odrzekła zrozpaczona matka.
- Mogę pójść za ciebie choćby na koniec świata, jeśli tylko
tego sobie życzysz. - Nie mam tam nic do roboty - powiedziała
staruszka. - Możesz jednak dać mi twoje długie, czarne włosy.
Sama z pewnością wiesz, jakie są piękne. Mnie się bardzo podobają!
Chciałabym je mieć, a w zamian oddam ci moje siwe.
- Nie chcesz nic innego? - zapytała matka,
z radością w głosie. - Oddam ci moje włosy z przyjemnością.
Wtedy grabiarka położyła swe dłonie na pięknych, lśniących
włosach kobiety i natychmiast stały się one jej własnością,
a matka otrzymała jej siwe włosy. Potem obie weszły do cieplarni,
gdzie rosły bujnie kwiaty i drzewa. Pięły się ku słońcu jedne
przez drugie. Pod szklanymi kloszami kwitły wrzosowe hiacynty.
Pięknie pachniały wielkie, mocne peonie. W cieplarni rosły
też róże, tulipany, konwalie. Niektóre z nich dopiero co zakwitły,
inne zaś powoli więdły. Tuż przy wyjściu z tego dziwnego ogrodu
rosły wspaniałe palmy, dęby i sosny. Na skraju zaś była pietruszka
i kwitł tymianek. Każde drzewo, kwiat, zioło nosiło jakieś
nazwisko, bo każde było ludzkim życiem. Na jednej ze szklanych
półek stały małe doniczki, a w nich rosły słabe kwiatki. Wiedziona
instynktem matka pochylała się nad każdą najmniejszą nawet
roślinką i przysłuchiwała się, jak w nich bije ludzkie serce
i nagle... pośród milionów poznała serce swego dziecka. -
Oto ono! - krzyknęła i wyciągnęła rękę
do małego, liliowego krokusa, który całkiem chory, pochylał
się w jedną stronę [...].
Załącznik 2
Załącznik 1 - Matematyczna łamigłówka
Wyniki działań ułóż rosnąco. Po podstawieniu
liter otrzymasz rozwiązanie.
Załącznik 3
Plan wydarzeń
1. Czuwanie matki przy łóżku chorego
dziecka.
2. Niespodziewana wizyta.
3. Rozmowa z nieznajomym.
4. Porwanie dziecka.
5. W poszukiwaniu ukochanego dziecięcia.
6. Spotkanie z Nocą - śpiewanie piosenek w zamian za wskazanie
drogi.
7. Ogrzanie krzaku cierniowego własnym sercem.
8. Nad jeziorem - wypłakanie oczu.
9. Przed chatą Śmierci.
10. Zamiana włosów z grabiarką.
11. W cieplarni.
12. Mały liliowy krokus.
Załącznik 4
Instrukcja do pracy w grupie
- Wybierzcie spośród siebie lidera, sekretarza
i sprawozdawcę.
- Na szarym arkuszu papieru narysujcie kontur postaci - matki.
- W środku konturu naszkicujcie duże serce, a w nim zapiszcie
wszystkie uczucia, które towarzyszyły matce.
- Na zewnątrz konturu, stosując przymiotniki, opiszcie matkę.
Na wykonanie zadania macie 25 minut.
|