13 VI 1999 r. Jan Paweł II podczas Mszy św. w Warszawie beatyfikował Natalię Tułasiewicz - polonistkę, absolwentkę Uniwersytetu Poznańskiego, jedną z dwóch kobiet zaliczonych do grona 108 polskich męczenników II wojny światowej. Przemyśleniami i życiem wyprzedzała oficjalne deklaracje Kościoła na temat świeckiego apostolstwa miłości, humanizmu chrześcijańskiego, zobowiązań inteligencji wobec świata pracy. Współczucie dla cierpień fizycznych i duchowych człowieka wprowadziło ją na ścieżkę świeckiego apostolatu, który nazywała apostolatem miłości. Dla niej pięknem był drugi człowiek, muzyka i lektura.

Wiecznie zaczytana i zajęta
Urodziła się 6 IV 1906 r. w Rzeszowie. Od dziecka była drobna i chorowita, ale wyróżniała się zdolnościami oraz wrażliwością na cierpienie innych. Wychowywała się w głęboko wierzącej rodzinie, w atmosferze pełnej serdecznego ciepła. Ojciec, urzędnik kontroli skarbowej, polski patriota, dbał o wykształcenie sześciorga dzieci. Natalia, po szkołach krakowskich i maturze zdanej u urszulanek już w Poznaniu, dokąd rodzina przeniosła się z Krakowa w 1920 r., ukończyła studia z zakresu filologii polskiej, uzyskując w 1932 r. dyplom magisterski. "Wiecznie zaczytana, zajęta pracą literacką i pedagogiczną zawsze myślała o wszystkich" - wspominała bratowa. Dyskrecja Natalii, jej kultura duchowa, dyscyplina intelektualna oraz solidne podstawy wciąż uzupełnianego wykształcenia humanistycznego i artystycznego sprawiały, że w latach pracy nauczycielskiej apostołowała dobrym przykładem i delikatną sugestią. Jej przyjaciółka Maria Woyczyńska nie miała wątpliwości, że Natalia nie była "stylizowana ani na profesjonalną społecznicę, ani na pedagoga z Bożej łaski, ani też na mentora w zakresie pryncypialnych komunałów". Chętnie podróżowała i była interesującym rozmówcą. Posiadała cięty dowcip, umiejętność animowania dyskusji i... dar rady. Od 1942 r. urządzały u Woyczyńskiej konspiracyjne spotkania literackie i dyskusje, m.in. na tematy religijne. Pasjonując się antykiem i renesansem, krytycznie czytając polski i niemiecki romantyzm, otwarta była na rytm współczesności, nowe prądy myślowe i ideologie, które konfrontowała i uzgadniała (np. w zakresie koniecznych reform społecznych) z przemyślanym katolicyzmem.

Miłośniczka życia
13 VII 1942 r. w Kalwarii Zebrzydowskiej napisała: "(...) niesłusznie w książkach ascetycznych doradza się poniechanie ziemi. Ziemia wyszła dobra i piękna z rąk Boga, po niej chodził Chrystus, tu nas zbawił (...), tu też mamy sobie wysłużyć szczęśliwość wieczną (...). Ale o tym zdaje się zapominać wielu ludzi w gorliwości doskonalenia się. Biorą za jedno dwa pojęcia: ziemię i świat. Ascetyka katolicka (...) musi głosić afirmację ziemi". Nie zatrzymywała się tylko na jej pięknie: "Kocham ziemię, ale dlatego się tej miłości nie wstydzę, że poprzez ziemię ukochałam niebo“.

Kochała życie: "Kocham książki jak kocham muzykę, teatr, jak kocham przyrodę". Pokochała też świętość.

Spragniona świętości i piękna
"Trawi mnie w życiu głód podwójny. Głód świętości i głód piękna. W istocie jest to jedno i to samo. Ale głód świętości w dziejach ludzkich przejawił się najpełniej chrześcijańskim średniowieczem, a głód piękna, po helleńskich ekstazach, w chrześcijaństwie najpełniej w renesansie. (...) Świętość prawdziwa o cechach, mimo wszystko, renesansowych, oto co mnie absorbuje wewnętrznie" - przyznawała. A w innym miejscu napisała: "Mam odwagę chcieć być świętą… tylko świętość jest najpełniejszą miłością, więc nie tylko chcę, ale muszę być świętą, nowoczesną świętą, teocentryczną humanistką! ". Odkryła własną, niepowtarzalną drogę świeckiej apostołki: "Nie oddzielam modlitwy od życia - pragnę, aby moja codzienność była ustawiczną, pełną żarliwości modlitwą". Natalia była osobą bardzo oczytaną. Ustawiczne studia i praca intelektualna stanowiły jej żywioł i życiową konieczność. Istotne były dla niej również ideały humanistyczne: prawda, wolność i sprawiedliwość. Prawdziwy chrześcijanin, według niej, to człowiek, który potrafi zarówno "przykładnie cierpieć", jak i "przykładnie się radować". Nie pragnęła pobożnego oderwania od rzeczywistości, ale zakorzenienia w życiu, w jego konfliktach i rozmaitości. Jej marzeniem, a jednocześnie niezmiernie trudnym zadaniem, z czego zdawała sobie sprawę, było zharmonizowanie kultury ducha z kulturą ciała. Jej duchowość, którą poznajemy dzięki ocalonym notatkom do pamiętnika i listom z Niemiec, to w znacznej mierze duchowość Karmelu.

Największym darem życia jest człowiek
Zerwała zaręczyny. Była zdecydowaną i odważną osobą. Nie dbała o zachowywanie pozorów czy o opinię innych. Narzeczony za bardzo kochał pieniądze, podczas gdy ją interesował inny świat, mniej materialny. Drugi człowiek, ze swymi problemami i cierpieniami, stanowił dla niej wyzwanie. Pisała: "największym darem życia jest człowiek, jego dobre, czujące serce. (…) każdy człowiek spotkany przygodnie, choćby i banalny, wart jest tego, by mu poświęcić trochę uwagi". W trudnych dniach wojny potrafiła wznieść się ponad ludzkie odruchy obojętności, a często nawet złości i nienawiści. W czasie gdy płonęło getto, 5 V 1943 roku, zapisała: "(…) miałabym być głucha na rozpacz człowieczą, dlatego tylko, że cierpiącym jest człowiek innej rasy, innej wiary, innych przekonań".

Prekursorka świeckiego apostolstwa
W świetle nauki II Soboru Watykańskiego, ludzie świeccy to ci, którzy "z tytułu właściwego im powołania, mają szukać królestwa Bożego, zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej (...). Tam ich Bóg powołuje, aby wykonując właściwe sobie zadania, kierowani duchem ewangelicznym przyczyniali się do uświęcenia świata na kształt zaczynu, od wewnątrz niejako, i w ten sposób przykładem zwłaszcza swego życia promieniując wiary nadzieją i miłością, ukazywali innym Chrystusa" (KK 31). Taki właśnie typ świętości, związanej z życiem świeckim, świadomie wybrała Natalia i postanowiła go konsekwentnie realizować.

W pracy apostolskiej starała się wychodzić również do ludzi innych narodowości. Mówiła po niemiecku i francusku. Uczyła się włoskiego. W liście do siostry napisała: "Tu dopiero w pełni przekonuję się, jak cenna dla drugich jest moja życiowa samotność i moje powołanie świeckiego apostolstwa. I przekonuję się, jak palącą kwestią jest, aby wyjść z ukrycia własnej kapliczki właśnie ku światu, aby wypełnić tę przepaść, która dzieli świętego w klasztorze od człowieka świeckiego. Powiedziałabym po prostu: wyjdźmy ze świętością w duszy na ulice!".

Wojna - czas duchowych ćwiczeń i walki
Dziewięcioosobowa rodzina Tułasiewiczów, tak jak tysiące polskich rodzin, w czasie II wojny światowej została wysiedlona z miejsca zamieszkania. Stało się to 10 XI 1939 r. Ewakuowano wówczas wszystkie rodziny zamieszkałe przy ul. Śniadeckich w Poznaniu i osadzono je w obozie przejściowym przy ul. Głównej. W jednym momencie pozbawiono wszystkich całego dorobku życia i skazano na wojenną tułaczkę. Z zapisków Natalii wynika, że nie potrafiła nienawidzić: "Przecierpieliśmy bardzo z tego powodu. (...) A jednak, jednak nie potrafię nienawidzić".

25 X 1942 r. napisała: "Okres wojny traktuję osobiście jako czas cennych, choć trudnych, rekolekcji. Tacy przecież jak ja winni po wojnie stanąć w awangardzie walki o nowe oblicze już nie tylko Polski, ale świata. (...) muszę być dziś czujna nie tylko na sprawy świata, ale także i na to, w jaki sposób najskuteczniej nauczyć się zwycięskiej walki ze sobą, walki ze starannie zamaskowaną miłością własną o Boże oblicze własnej duszy".
Zabrano ją do komory gazowej w obozie Ravensbrück w Wielki Piątek 30 III 1945 r. Mimo że mogła ocaleć, nie skorzystała z szansy - oddała życie, wierna ideałom.

Oprac. Sylwia Palka