|

"Wychowanie seksualne, stanowiące
prawo i podstawowy obowiązek rodziców, winno dokonywać się
zawsze pod ich troskliwym kierunkiem zarówno w domu, jak i
w (...) ośrodkach wychowawczych. W tym sensie Kościół potwierdza
prawo pomocniczości, którego szkoła obowiązana jest przestrzegać,
współpracując w wychowaniu seksualnym w takim samym duchu,
jaki ożywia rodziców"1.
Pozytywne
spojrzenie na ludzką seksualność
Religia
chrześcijańska odwołując się do Biblii oraz do prawa naturalnego
patrzy na seksualność pozytywnie. Uważa ją za dar Boga. Cały
człowiek - wraz ze swoją płciowością - jest piękny i dobry,
ponieważ został stworzony, jako mężczyzna i jako kobieta,
na obraz i podobieństwo Boga. Chrześcijanin nie traktuje więc
swojego ciała wraz z jego seksualnością jako symbolu ułomności
i grzechu.
W ciało ludzkie wpisane jest
powołanie do miłości. Ono wzywa "mężczyznę i kobietę do spełnienia
ich podstawowego powołania - do płodności"2. Chrześcijanin
przyjmuje więc seksualność jako "miejsce" wzajemnego daru
z siebie oraz jako "miejsce" dawania nowego życia. Sakrament
małżeństwa zobowiązuje kobietę i mężczyznę do tego, by ich
zjednoczenie fizyczne było wyrazem wzajemnego oddania i płodności.
Akt seksualny powinien być więc
symbolem, znakiem, właśnie "sakramentem" zjednoczenia uczuciowego
i duchowego. Stwarzanie w sposób tendencyjny przez określone
środowiska medyczne, pedagogiczne, kulturotwórcze konfliktu
między ludzką seksualnością a religią i duchowością wprowadza
wiele zamieszania i nieporozumień w umysłach młodych ludzi,
dla których ważna jest tak sfera seksualna, jak i religijna.
Jednym z najważniejszych celów
wychowania seksualnego winno być ukazanie młodym takiej antropologii,
która nie będzie konfliktować ich wewnętrznie, ale pomoże
im wewnętrznie się scalać i integrować.
Boże prawa wpisane w ludzką seksualność
W seksualność ludzką wpisane są prawa, które - o ile możemy
tak powiedzieć - zarządzają nią i kierują. Określamy je jako
prawa naturalne. Prawa te nie są jedynie zbiorem "prawideł"
biologicznych, instynktów zapisanych w genetycznym kodzie
człowieka3.
Prawo naturalne kierujące ludzką seksualnością, jak mówi
Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i
o godności jego przekazywania, trzeba traktować jako "rozumny
porządek, według którego człowiek jest powołany przez Stwórcę
do kierowania i regulowania swoim życiem, (...) a w szczególności
do używania i dysponowania swym ciałem"4.
Prawo naturalne kierujące ludzką seksualnością zawiera z
jednej strony prawa fizjologiczne i prawa psychologiczne.
Prawa te możemy odkryć poprzez analizę zachowania człowieka.
Z drugiej zaś strony zawiera ono także zasady moralne, które
poznajemy zarówno przez refleksję, ludzki namysł, jak i przez
Boże Objawienie, jakie przekazuje Kościół.
Prawa fizjologiczne i psychologiczne funkcjonujące w ludzkiej
seksualności nie są bynajmniej sprzeczne z prawami moralnymi.
Natura ludzkiej seksualności nie sprzeciwia się moralności
chrześcijańskiej, a moralność chrześcijańska nie niszczy naturalnych
pragnień i potrzeb związanych z płciowością.
Moralność religii chrześcijańskiej pomaga człowiekowi kierować
jego własną seksualnością, tak aby służyła miłości i przekazywaniu
życia. Głębsze poznanie praw fizjologicznych i psychologicznych
ludzkiej seksualności pomaga nam zrozumieć sensowność i celowość
nakazów i zakazów moralnych.
Prawa wpisane w ludzką płciowość nie mogą być więc sprowadzane
jedynie do indywidualnych i subiektywnych odczuć pojedynczych
osób. Mają one charakter norm obiektywnych. Nasze subiektywne
odczucia powinny być rozeznane i poddane pod ocenę obiektywnych
norm.
Podstawowym błędem pewnych programów edukacji psychoseksualnej
jest to, iż zachęcają one młodego człowieka, nie przygotowanego
do samodzielnego życia, do działania seksualnego według jego
subiektywnych odczuć. Usiłują też pokazać, że nakazy i zakazy
religijne są przeciwne potrzebom seksualnym człowieka.
Taki sposób myślenia inspirowany jest antropologią, która
lekceważy cały wymiar duchowy i moralny ludzkiej osoby. Traktuje
ona istotę ludzką i jej zachowania w sposób wyłącznie biologiczny.
Nasze subiektywne odczucia i pragnienia seksualne, powinny
- zgodnie z zamiarem Boga - służyć obiektywnemu dobru, jakim
jest prawdziwa ludzka miłość i nowe życie, nowy człowiek.
Propozycje edukacyjne, które lekceważą duchowość w wychowaniu
seksualnym, lekceważą także trwałą i wierną miłość oraz płodność
i rodzinę. Zaniedbują fundamentalne wartości ludzkie, ponieważ
koncentrują się jedynie na subiektywnych doznaniach. Wartość
ludzkiej seksualności wyraża się jednak nie w odczuciach i
doznaniach, ale w tym, że staje się ona we wzajemnych relacjach
"językiem miłości" i źródłem nowego życia.
Seksualność jako zadanie
Daru ludzkiej seksualności nie otrzymujemy w gotowej i dojrzałej
postaci. Seksualność, z jaką człowiek przychodzi na świat,
jest jeszcze niedojrzała. Domaga się ona kształtowania. Wymiar
fizyczny seksualności, który budzi się w okresie dojrzewania,
stopniowo bywa włączany w całą osobowość, integrowany z jej
wymiarem emocjonalnym i duchowym. Dzięki temu procesowi płciowość
zajmuje w życiu ludzkim to miejsce, które jej się należy ze
względu na wpisane w nią prawa biologiczne, psychologiczne
i duchowe.
Wychowanie seksualne jest pewną formą pomocy, jakiej rodzice
i wychowawcy udzielają młodemu człowiekowi w rozwijaniu i
kształtowaniu jego własnej seksualności. Wychowanie seksualne
powinno więc w zasadzie służyć temu, aby młody człowiek sam
podjął w sposób odpowiedzialny zadania, które związane są
z budzącą się w nim do życia sferą psychoseksualną.
Dwie cywilizacje
Dyskusja,
jaka się dziś toczy wokół wychowania seksualnego, jest jedynie
odbiciem ścierających się ze sobą (używając pojęcia Jana Pawła
II) dwóch cywilizacji, które budowane są na dwóch różnych
antropologiach5. Jedna, zamknięta w doczesności, bazuje niemal
wyłącznie na rozwoju ekonomicznym, postępie technicznym i
konsumpcji; druga, nie lekceważąc bynajmniej postępu technicznego
i ekonomii, w sposób wyraźny odwołuje się do stałych i niezmiennych
(nazywanych niekiedy tradycyjnymi) wartości, odkrywanych przez
ludzkość na przestrzeni dziejów.
Z antropologii zamkniętej w doczesności rodzi się postawa
utylitaryzmu i bezpośredniej korzyści, jakiej człowiek szuka
we wszystkim, także w ludzkiej seksualności. "Utylitaryzm
to cywilizacja skutku, użycia - cywilizacja 'rzeczy', a nie
'osób', cywilizacja, w której osoby stają się przedmiotem
użycia, podobnie jak używa się rzeczy. Tak więc - na gruncie
cywilizacji użycia kobieta bywa przedmiotem dla mężczyzny.
Dzieci stają się przeszkodą dla rodziców. Rodzina staje się
instytucją ograniczającą wolność swoich członków. Aby się
o tym wszystkim przekonać - stwierdza Jan Paweł II - wystarczy
przyglądnąć się choćby pewnym programom wychowania seksualnego,
które wprowadzane bywają w szkołach, często mimo sprzeciwu,
a nawet protestów wielu rodziców"6.
Z takiego spojrzenia na ludzką seksualność bierze się wychowanie
seksualne, które pomniejsza lub też lekceważy tak zwane tradycyjne
instytucje i wartości, jakimi są małżeństwo, rodzina, czystość
seksualna, ochrona życia poczętego. Te trendy cywilizacyjne
wspierane są przez wielkie i bogate organizacje międzynarodowe,
które docierają ze swoją działalnością do poszczególnych krajów
i społeczności lokalnych7.
"Cywilizacja użycia" i wszystkie jej propozycje narzucane
są dzisiaj, głównie poprzez media, także tym wszystkim, którzy
ludzką miłość i seksualność kształtują według wzorów wypracowywanych
przez całe tysiąclecia na gruncie religii judeochrześcijańskiej.
Małżeństwo, rodzina, ojcostwo i macierzyństwo, które powinny
być głównym celem wychowania seksualnego, tak w rodzinie,
jak i w szkole, leżą u samych podstaw cywilizacji stworzonej
przez kulturę judeochrześcijańską. Cywilizację tę papież Paweł
VI nazwał "cywilizacją miłości"8. Małżeństwo, rodzina, ojcostwo
i macierzyństwo "w wielorakim wymiarze (zależą) od cywilizacji
miłości"9 - dopowiada Jan Paweł II.
Dyskusja nad wychowaniem seksualnym nie może pominąć pytania
o to, w imię jakich wartości lekceważy się dotychczasowe rozwiązania
etyczne i moralne odnoszące się do ludzkiej miłości i seksualności.
Ważne jest też drugie fundamentalne pytanie o to, jaką cenę
zapłacą całe narody, poszczególne społeczności, konkretne
rodziny, a także pojedyncze osoby za hołdowanie "cywilizacji
użycia i konsumpcji".
Możliwość kompromisu?
Szkoła nie jest jednak "zimną" instytucją, ale stanowi żywy
organizm złożony z ludzi, którzy nierzadko sami są rodzicami
i wychowują swoje dzieci. Jeżeli nawet państwowe władze jak
i oświatowe nadużywają swoich kompetencji, jak to zdarza się
na całej kuli ziemskiej - to nie może jednak czynić tego ani
szkoła pracująca bezpośrednio z dziećmi, ani też jej wychowawcy.
Jeżeli przydarzają się niesprawiedliwe prawa państwowe, to
nie obowiązują one rodziców i dzieci, jak również nie mogą
obowiązywać samych nauczycieli. Lojalność wobec sumienia dzieci
i ich rodziców jest bardziej fundamentalna niż lojalność wobec
władzy.
W sytuacji ścierania się dwóch sprzecznych tendencji w wychowaniu
seksualnym, opartych na różnych antropologiach, wielu mówi
nie tyle o potrzebie dokonania jasnego wyboru, ile raczej
o potrzebie kompromisu, który pojednałby obie strony i tym
samym zażegnał nieporozumienia. Czy taki kompromis jest możliwy?
O ile dla strony laickiej, dla której wiele wartości i pojęć
nazywanych umownie tradycyjnymi stanowi wartości względne,
być może różne kompromisy są możliwe, o tyle po stronie osób
i wspólnot, które wyznają chrześcijaństwo i liczą się z jego
konsekwencjami moralnymi, kompromis w fundamentalnych sprawach
moralnych jest niemożliwy.
Idea kompromisu, która dobrze funkcjonuje w polityce, biznesie,
w życiu społecznym czy towarzyskim, jest niemożliwa do zrealizowania
na polu wiary i moralności. Kompromis w sprawach wiary przestaje
być kompromisem, a staje się niewiernością czy zdradą.
I chociaż osoby, które opowiadają się za stałymi wartościami
religijnymi, moralnymi i duchowymi upadają i grzeszą (także
w dziedzinie ludzkiej miłości i seksualności) jak wszyscy
inni, to jednak różnica
polega na tym, iż nie chcą one uczynić z własnej niewierności
prawa, które miałoby usankcjonować ich moralną ułomność.
Wobec silnego naporu na młodego człowieka rodzi się więc
pytanie: czy nie lepsza i zdrowsza jest taka sytuacja, w której
jasno zakreślone są różnice dzielące wychowanie seksualne
wypływające z "cywilizacji użycia" od wychowania opartego
na wartościach religijnych i moralnych zakorzenionych w judeochrześcijaństwie?
Kompromis, który podkreśla tylko zbieżności i podobieństwa,
zaniedbując wyraźne wskazanie różnic, zaciera granice moralne
i etyczne pomiędzy obu rozwiązaniami.
Kompromis natomiast jest możliwy i konieczny we wszystkich
sprawach, które należą tylko do ludzkiej sfery i zależą tylko
od ludzi, na przykład: fenomenologiczny opis potrzeb emocjonalno-seksualnych
człowieka, sposób przedstawiania rozwoju fizycznego, emocjonalnego,
społecznego i intelektualnego, metoda prowadzenia zajęć z
wychowania seksualnego, sama ich organizacja, ilość czasu
poświęcona tej problematyce, zorganizowanie pomocy dydaktycznych,
finansowanie itd. Stąd też w toczącej się dyskusji należy
wyraźnie odróżniać sprawy pierwszorzędne i fundamentalne,
którymi są zasady religijne i moralne, od spraw drugorzędnych,
co do których należy dyskutować i szukać wzajemnego porozumienia.
Wydaje się, iż w dzisiejszej dyskusji o wychowaniu seksualnym
zaangażowanych jest zbyt wielu "specjalistów" i polityków,
a za mało samych rodziców, którzy jako pierwsi są odpowiedzialni
za swoje dzieci. Podobnie jak państwo nie może zastępować
rodziców w wychowaniu dzieci, tak również Kościół nie chce
wyręczać rodziców w ich prawach wobec dzieci, ale pragnie
jedynie pobudzać i wspierać ich, aby sami dopominali się o
swoje prawa, oraz zachęcać, aby wypełniali swoje obowiązki.
Odwołanie się do wolności
W dyskusji toczącej się wokół wychowania seksualnego podkreślmy
jeszcze jeden oczywisty fakt, że Kościół, który działa z woli
Chrystusa, a nie własnej, nie chce i nie może nikomu narzucać
siłą jakichkolwiek zasad moralnych, także w dziedzinie ludzkiej
miłości, zachowań seksualnych oraz samego wychowania seksualnego.
Religia chrześcijańska oparta jest bowiem na fundamentalnej
zasadzie wolności - nie narzuca wartości, ale jedynie pobudza
i zaprasza człowieka do ich przyjęcia. Człowiek staje się
chrześcijaninem dzięki wewnętrznej i wolnej decyzji serca,
opowiadając się za Chrystusem i Jego nauką. Decyzja ta rodzi
się jednak nieraz w długich poszukiwaniach, w bólach egzystencjalnych,
a nierzadko także pośród różnych słabości i ludzkich błędów.
Zauważmy też oczywistą prawdę, że wszystkie zasady moralne
religii chrześcijańskiej, także te odnoszące się do ludzkiej
płciowości, nie są tworzone przez ludzi Kościoła, ale jedynie
odczytywane poprzez uważną refleksję egzystencjalną, teologiczną
i pastoralną. Nauka Jezusa Chrystusa dotycząca ludzkiej miłości,
małżeństwa, rodziny i zachowań seksualnych jest dla wierzących
niezwykłym darem także dlatego, iż potwierdza Boskim autorytetem
ogromny wysiłek ludzkich serc i umysłów podejmowany przez
całe pokolenia.
Stąd też, jeżeli Kościół proponuje chrześcijańskie zasady
moralne odnoszące się do ludzkiej miłości i życia seksualnego
(zawsze z odwołaniem się do wewnętrznej wolności) także tym
osobom, które nie podzielają jego wiary, to nie wprowadza
ich w stworzoną przez siebie "ideologię", ale ofiaruje im
wartości, które były odkrywane, określane i formułowane przez
niezliczone rzesze ludzi szukających ostatecznych wartości
- służby Bogu, ludziom oraz życia wiecznego.
***
Zasadnicza trudność wychowania seksualnego, zarówno w rodzinie,
jak i w szkole, polega dziś na tym, iż wiele dzieci ma negatywne
wzorce życia małżeńskiego i rodzinnego. Wzorce te kształtowały
się często w ciągu długich lat udziału dziecka we wzajemnych
nieporozumieniach małżeńskich rodziców, ich kłótniach, "cichych
dniach", a nieraz także w ich separacji i rozwodzie. W tej
trudnej sytuacji dziecka, powiązanie seksualności z miłością
małżeńską i rodzicielską okazuje się niekiedy zadaniem ponad
jego ludzkie siły. W świadomości i doświadczeniu młodego człowieka,
na skutek negatywnego obrazu małżeństwa, seksualność jakby
sama separuje się od trwałej i wiernej miłości pomiędzy kobietą
a mężczyzną.
Wiele matek i ojców wychowując swoje dzieci przeżywa swoisty
dramat, ponieważ ich dążenia do większej jedności oraz zgody
małżeńskiej i rodzinnej rozbijają się o niechęć i opór współmałżonka.
W takiej sytuacji, by uratować trudne położenie dzieci, zwykle
jedna strona musi "dźwigać więcej" w imię większej miłości
zarówno do współmałżonka, jak i do dzieci. Jak pokazuje doświadczenie
wielu rodzin, owa większa miłość jednego ze współmałżonków
może rzeczywiście "uratować" dla dzieci obraz miłości małżeńskiej
i rodzicielskiej wbrew istniejącym trudnościom i konfliktom10.
o. Józef Augustyn SJ
O. dr hab. Józef Augustyn SJ - profesor "Ignatianum" w Krakowie,
autor wielu publikacji z zakresu wychowania i duchowości
Przypisy:
1. Jan Paweł II, Familiaris consortio. Adhortacja o zadaniach
rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym, Rzym 1981,
37.
2. Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego, Wytyczne wychowawcze
w odniesieniu do ludzkiej miłości, Rzym 1983, 24.
3. Por. Słowo pasterskie biskupów polskich wzywające do odpowiedzialnej
troski o przygotowanie dzieci i młodzieży do miłości, małżeństwa
i rodzicielstwa, "Biuletyn KAI", 25.03-1.04.1997, s. 35.
4. Kongregacja Nauki Wiary, Donum vitae. Instrukcja o szacunku
dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania,
Rzym 1987, 3.
5. Por. List do Rodzin, 13.
6. Tamże.
7. Por. Papieska Rada ds. Rodziny, Ludzka płciowość: prawda
i znaczenie. Wskazania dla wychowania w rodzinie, Rzym 1995,
136.
8. Paweł VI, Homilia wygłoszona z okazji zakończenia Roku
Świętego (25.12.1975). Cyt. za: List do Rodzin, 13.
9. List do Rodzin, 13.
10. Por. Józef Augustyn SJ, Wychowanie seksualne w rodzinie
i w szkole, Wydawnictwo WAM, Kraków 1999.
|