|

Dzieci potrzebują najwięcej miłości
w chwilach, gdy na nią najmniej zasługują...
Harold s. Hulbert
Ja już nie
mam do niego siły... jest taki złośliwy, zaczepny, skory
do bójki z każdym i o wszystko... Mówić można do niego jak
do pnia... Pięć razy to za mało: umyj zęby, odrabiaj lekcje,
wyjdź z psem... Nie słyszy... po prostu nie słyszy... A
jeśli coś mam dla niego, przybiega natychmiast. Tylko by
brał... Uważa, że nic nie musi w zamian. A na dodatek niczego
nie szanuje, za nic nie potrafi być wdzięczny. No i ten
jego słomiany zapał...
Uff...
wystarczy.
Zmęczona mama oczekuje pomocy. Liczy na uzdrawiające działanie
terapeuty. Czy stanie się cud nagłej przemiany jedynaka?
Wątpię, bo wyczuwam w siedzącej naprzeciwko kobiecie osobę
przygotowaną do walki, zdenerwowaną, złą, oskarżającą -
przeciwnika własnego dziecka.
I co dalej?
Mama - zgorzkniała, zniechęcona i bezradna. Wychowanie syna
stanowi dla niej spory problem. Dziesięcioletni Adaś nie
wykonuje poleceń, jest złośliwy. Tylko kto go tego nauczył?
Chłopiec w rozmowie zwierza się, że mama go wyzywa, ośmiesza,
zauważa wszystko, co mu się nie udaje. To zaś, co robi dobrze,
uważa za normalne i nie widzi powodów do pochwał. Czasem
mówi: "Tobie od pochwał rosną rogi...".
Adaś jest zaczepny, skory do bójki - z każdym i o wszystko.
Prawdopodobnie będzie agresywny, dopóki nie przestanie się
bać reakcji ojca, kar, zakazów i gróźb. Dopóki mama będzie
krzyczeć, szarpać, wyzywać i złorzeczyć...
Dziecko reaguje na stres agresją lub wycofaniem... Jedna
i druga reakcja jest jego fizjologiczną obroną.
Przed czym i przed kim broni się Adaś? Komu "zawdzięcza",
że mówi się do niego pięć razy? Kto na to pozwala?
Nikt nie rodzi się z umiejętnością życia w rodzinie, z umiejętnością
serdecznego stosunku do ludzi, do świata, do siebie. Właściwych
relacji z ludźmi uczą go mama i tata. I to uczą najefektywniej
do 3., a potem do 6. roku życia. Już wtedy Adaś zaczął zdobywać
wiedzę o tym, kim jest, co mu wolno i do jakich granic.
Wtedy dowiedział się, ile jest wart, co znaczy być kochanym
i kochającym człowiekiem, co w jego rodzinie jest najważniejsze.
Czy naprawdę się o tym dowiedział? Raczej nie. I to główna
przyczyna rodzinnych nieporozumień.
Najbardziej kłopotliwe dla rodziców, z którymi się spotykam,
są pytania o WARTOŚCI, w jakich wychowują swoje własne dzieci.
Dlatego, spróbujcie Państwo dokończyć teraz zdania:
W mojej rodzinie najważniejsze wartości to...................................................
Jako mama, konsekwentnie swoją postawą uczę moje dziecko.....................
Jako tata, konsekwentnie swoją postawą uczę moje dziecko..........................
Nie jest łatwo, prawda? Ale trzeba znać odpowiedzi. Znać,
zweryfikować i wyraźnie zakomunikować je naszym dzieciom.
Komunikować je jasno i wprost przede wszystkim własną, uważną
postawą wobec wielkich i małych spraw tego świata. Bo nasze
dzieci, choć niechętnie nas słuchają, to z ogromną dokładnością
naśladują. Dlatego spróbujmy cierpliwie przyglądać się ich
wadom. I odważnie przyjrzyjmy się w nich... jak w lustrze.
A teraz anegdota, którą
napisało życie...
Mama przyprowadziła do terapeuty swoje trzynastoletnie utrapienie...
Wcześniej opisała jego dzikie pomysły i arcyniestosowne
zachowania. Zakończyła długą wyliczankę słowami: "Już nie
wiem, co robić, straciłam prawie nadzieję... Jest pan trzecim
terapeutą... Żaden jak dotąd nie pomógł".
"Upiorny Mareczek" usiadł z miną naprawdę umęczonego człowieka
i powiedział: "wie pan co, ja mam już tego dość. Wloką mnie
do różnych specjalistów, robią ze mnie głupka, a sami są
nienormalni. Wiecznie się kłócą. Przeklinają! Obgadują rodzinę.
Wyśmiewają wszystko i wszystkich. Niedobrze mi się robi,
jak widzę ich na tych okropnych rodzinnych obiadkach. Jak
patrzę na ich ulizane włoski i minki... Ale dobra, ja mam
pomysł co robić. Ja po prostu powiem babci, co oni na nią
gadają. Powiem dokładnie słowo w słowo. I niech się to raz
wreszcie skończy, bo ja nie jestem kolorowym konikiem na
karuzeli... Co to, to nie!"
Na zakończenie zadedykuję Państwu jedną z moich ulubionych
złotych myśli Holdinga Cartera: "Są tylko dwie rzeczy, w
które można wyposażyć własne dzieci: pierwszą są korzenie,
a drugą - skrzydła".
Elżbieta Wasiak-Kowalska
|