|


Na terenie kraju działa coraz
więcej osób oferujących swoje usługi w zakresie szkolenia
policjantów, nauczycieli, pracowników socjalnych, członków
komisji przeciwalkoholowych itp. Szkolenia te dostarczają
wiedzy dotyczącej konkretnego zagadnienia, np. przemocy
w rodzinie, obejmują zestaw zaleceń, które należy wykonać,
uczą jak stawiać pytania, jak słuchać, jakie wykonać ćwiczenia,
uczą nazewnictwa uczuć itd. Można powiedzieć, że stworzył
się biznesowy rynek do walki z patologiami. Zastanawiam
się, dlaczego działania tych przeszkolonych osób są mało
skuteczne? Im więcej programów i ich realizatorów, tym więcej
osób (głównie nieletnich) spożywa alkohol, bierze narkotyki,
dopuszcza się coraz brutalniejszych czynów. W czym tkwi
problem?
Zakładam następujące hipotezy:
1. Jesteśmy słabymi fachowcami i nie radzimy sobie z zadaniami.
Mamy dużo wiedzy, której nie potrafimy właściwie zastosować
w myśl zasady: "Wiedza mija się z praktyką."
2. Dzieci są mało zdolne i nie rozumieją tego, co do nich
mówimy.
3. Brak pieniędzy na realizację naszych szlachetnych zamierzeń,
a bez nich nie udostępnię swej wiedzy nikomu, gdyż za bardzo
ją sobie cenię.
4. Programy są adresowane nie do tych, którzy ich potrzebują.
5. Nie znamy dokładnie skali zjawisk i ich rodzajów w miejscach
ich realizacji.
Zaczniemy od pierwszej
hipotezy. Przytoczę tu następujący dialog.
Chcesz ananasa? - pyta kolega kolegę. - Nie - odpowiada
zapytany. - Dlaczego? - pyta dalej częstujący. - Bo nie
lubię - odpowiada. - A jadłeś ananasy? - nie ustępuje pytający.
- Nie - odpowiada nagabywany chłopak. - To skąd wiesz, że
nie lubisz, skoro ich nie próbowałeś? - pyta zdziwiony amator
ananasów. - Czytałem, że są słodkie, a ja słodyczy nie jadam
- stwierdza oponent.
Jak to się ma do omawianej hipotezy? Dzisiaj mamy więcej
radzących, jak zapobiegać, którzy swoją wiedzę czerpią głównie
z literatury i uczą na jej podstawie innych. Można to zobrazować
dalszym ciągiem cytowanej historyjki. Pani pyta dzieci w
klasie: - Kto wie, jak smakuje ananas? - Ja! - wyrywa się
jeden z uczniów. - Jadłeś ananasa? - pyta Pani. - Nie, ale
wiem, bo opowiedział mi kolega, jak on smakuje - odpowiada
uczeń.
Profilaktyka, podobnie jak wychowanie, powinna opierać się
głównie na działaniu. Szkoleniem powinny zajmować się osoby,
które mają praktykę w pracy z dziećmi, rodzicami, narkomanami,
alkoholikami itd. Rodzice nie lubią, gdy ich się poucza,
chętnie natomiast słuchają praktycznych porad. Dzieci podobnie
- uczą się szybciej, kiedy same mają na coś wpływ; uczą
się w trakcie zabawy. Profilaktyka ma przede wszystkim na
celu nauczyć określoną grupę osób, jak postępować, aby skala
zjawiska, o którym mówimy, nie powiększała się. Osoby zajmujące
się profilaktyką nie mogą być przypadkowe, muszą posiadać
dużo umiejętności praktycznych.
Druga teza jest jasna i nie wymaga obszernego komentarza.
Tak się wokół nas dzieje, ponieważ mamy złe dzieci i złą
młodzież, która nie chce się uczyć, jest mało zdolna. Nie
ma winnego, trzeba go znaleźć.
Trzeci wariant dotyczy faktu, że za darmo nikt nie chce
pracować. Nawet kiedy wracając po pracy do domu widzimy,
jak dwoje dzieci okłada się po buziach i klnie przy tym
soczyście, nie zwracamy na to uwagi, ponieważ nauczycielem
i wychowawcą jesteśmy w szkole. To jedna strona. Z kolei
samorządy kierują pieniądze przeznaczone na fundusz przeciwalkoholowy
na inne cele.
Czwarty wariant uważam za bardzo ważny. Każdy program powinien
mieć swojego odbiorcę. Problem zaczyna się w momencie jego
określenia. Większość programów realizowana jest tylko dlatego,
że jest taka moda lub aby "na zimne dmuchać". Realizujemy
to, co mamy, nie zastanawiając się, czy jest to potrzebne.
Programy prowadzą często przeszkoleni nauczyciele danej
placówki, co tym bardziej zniechęca odbiorców do aktywnego
uczestnictwa. Każde świadome, zorganizowane działanie na
rzecz zapobiegania negatywnym zjawiskom musi opierać się
na możliwie precyzyjnym rozpoznaniu danego zjawiska, tj.
jego genezy i uwarunkowań. Od tego powinien zależeć dobór
treści, metod i strategii działania. Czy tak jest? Dane
w tabeli 1 obrazują, jak wzrasta liczba nieletnich zakwalifikowanych
przez Sąd Rodzinny i Nieletnich jako zdemoralizowanych,
z chwilą przejścia z klasy trzeciej do czwartej i z czwartej
do piątej. Jak widać, najbardziej na demoralizację narażone
są dzieci klas czwartych szkoły podstawowej.
Tabela 1 - Nieletni w
związku z demoralizacją i poziomem wykształcenia
|
Klasy
|
1984
|
1986
|
1990
|
1991
|
1992
|
|
3
|
191
|
219
|
274
|
286
|
263
|
|
4
|
428
|
482
|
548
|
582
|
470
|
|
5
|
528
|
807
|
788
|
850
|
727
|
Dane: Ministerstwo Sprawiedliwości
Tabela 2 - Nieletni w
związku z czynami karalnymi i poziomem wykształcenia
|
Klasy
|
1984
|
1986
|
1990
|
1991
|
1992
|
|
5
|
406
|
428
|
451
|
461
|
425
|
|
6
|
960
|
977
|
1146
|
1168
|
1078
|
Dane: Ministerstwo Sprawiedliwości
Kolejnym etapem na drodze demoralizacji jest czyn karalny.
Jak widać z tabeli 2, istnieje wyraźna zależność i ciągłość
pomiędzy pierwszymi symptomami demoralizacji, a czynami
karalnymi.
Z chwilą przejścia dziecka z klasy trzeciej do czwartej
liczba zdemoralizowanych wzrasta dwukrotnie (tab. 1). Rośnie
jeszcze w klasie piątej. Liczba osób, popełniających czyny
karalne w klasie szóstej ponownie wzrasta (ponad dwukrotnie)
(tab. 2).
Widać więc wyraźnie dwa przełomowe momenty: klasy czwarta
i szósta. Czy jest coś charakterystycznego w tych okresach?
W szkole najbardziej przełomowym momentem w życiu dziecka
powodującym stresy jest przejście dziecka z klasy trzeciej
do czwartej. Po trzech latach pobytu z jednym wychowawcą,
dziecko traci oparcie "swojej Pani". Nagle, bez przygotowania,
zostaje tego pozbawione: w czwartej klasie dochodzą inni
nauczyciele; jest inna wychowawczyni. Dziecku trudno się
w tej sytuacji znaleźć. Piąta klasa jest jeszcze trudniejsza,
zdarza się, że po raz kolejny zmienia się wychowawca. Jaki
stąd wypływa wniosek? Programy profilaktyczne powinno wprowadzać
się przede wszystkim do klas trzecich szkół podstawowych
i kontynuować je aż do ukończenia klasy piątej.
W klasach trzecich w lekcjach mogą uczestniczyć inni nauczyciele,
z którymi w czwartej klasie uczniowie mogą się spotkać,
np. na zasadzie "poznajmy się". Oszczędzi to niektórym dzieciom
poczucia osamotnienia spowodowanego nieznajomością nauczycieli.
Dalszym etapem jest wyselekcjonowanie z grupy trzecioklasistów
tych, którzy znajdują się w grupie zagrożonej nieprzystosowaniem,
np. takich, w których rodzice nadużywają alkoholu. Tym dzieciom
należy bacznie się przyglądać, aby zobaczyć, z czym sobie
nie radzą i co jest tego przyczyną. Kiedy będziemy wiedzieć,
co dolega dziecku, wtedy określimy sposób, w jaki należy
mu pomóc. Jeżeli mamy kilkanaście takich dzieci, wtedy szukamy
sposobu, aby pomóc całej grupie i dla niej tworzymy plan
działania.
A piąta hipoteza? Konieczne jest przeprowadzenie konkretnego
rozpoznania na temat zjawisk, jakie występują na danym terenie.
Jeżeli nie występuje np. zjawisko prostytucji nieletnich,
to nie ma potrzeby na ten temat mówić. Nie należy wywoływać
problemu, którego nie ma.
Pogadanki, prelekcje, wykłady na temat "co należy robić",
mogą i powinni prowadzić specjaliści, którzy posiadają odpowiednie
wykształcenie i wiedzę na temat zjawiska, o którym mówią.
Z kolei o tym "jak należy robić" powinni wypowiadać się
i uczyć innych praktycy pracujący bezpośrednio w obszarach
patologii społecznych.
Programy powinny być tworzone dla konkretnych wyselekcjonowanych
grup. Nie powinno się najpierw opracowywać programu, a potem
dobierać do niego uczestników, jak to obecnie w wielu przypadkach
jest czynione.
Jarosław Sokołowski
|