|
|
|
|
Nowa
podstawa - nowe problemy
|
________________________________________________________________________________________________________
|

Programowe
problemy szkoły
W szkolnictwie polskim istnieje potrzeba zmian programowych. Warto o
niej rozmawiać.
Reforma, którą wprowadził minister Mirosław Handke w 1999 roku,
wyzwoliła szkołę z ciasnych ram jedynie słusznych kierunków i treści
nauczania.
Nowy dokument, Podstawa programowa kształcenia ogólnego, posiadał
bardzo ogólny, wręcz lakoniczny zapis treści nauczania. Dało to autorom
programów nauczania dużą swobodę interpretacji.
Wybór programu, tak jak i wybór podręcznika, stał się przywilejem
nauczyciela. Standardy wymagań egzaminacyjnych spięły tę różnorodność
szkolnego przekazu jednolitym opisem osiągnięć uczniów kończących
szkołę podstawową, gimnazjum i szkołę ponadgimnazjalną. Pomysł wydawał
się nie tyle śmiały, co ciekawy. Wyzwolił inicjatywę, kreatywność, ale
zawiódł w wykonaniu.
Śmiem twierdzić, że nigdy nie było w polskiej oświacie ani czasu, ani
potrzeby, ani politycznej woli, aby złe naprawiać a nienajlepsze
doskonalić. Kolejne ekipy wkraczały do Ministerstwa Edukacji z całkiem
nowymi pomysłami.
Z trudnościami w realizacji programu zmagał się więc przez ostatnie
lata sam nauczyciel. Rozpoznawał je jako „przeładowanie programu” i
„programowy chaos”. Określenia w pełni trafne, ale świadomość genezy
tych problemów – rzadka.
Zanim kolejna ekipa minister Katarzyny Hall wprowadzi nową reformę,
proponuję identyfikację aktualnych problemów polskiej oświaty w
zakresie programu nauczania. Diagnoza przyczyn ułatwi pełne zrozumienie
skutków i wyostrzy spojrzenie na prezentowane dziś przez MEN nowe
projekty.
Problem 1
Trzy nakładające się na siebie
dokumenty programowe: podstawa programowa, programy nauczania i
standardy wymagań egzaminacyjnych nie są ze sobą spójne. Stało się tak
za przyczyną nierozpoznanego wcześniej mechanizmu rynkowego. Programy i
podręczniki powstawały w okolicznościach redakcyjnego wyścigu, często
jeszcze w trakcie prac nad Podstawą programową. Konkurujące ze sobą
programy różniły się zasadniczo treściami nauczania.
Zawierały nie tylko rozwinięcia zapisów podstawy programowej (w różnych
proporcjach tematów), ale też materiał wykraczający daleko poza tę
podstawę.
Dodatkowe treści będące czasem dziełem przypadku, a czasem świadomą
decyzją autora, okazały się dla szkoły pułapką. Przekroczenie wymagań
Podstawy programowej osiągnęło w skrajnych przypadkach aż 60% (!)
przewidzianego dla ucznia zakresu wiedzy. Przekroczenie o 10−20% było
normą.
Przy wyborze programu przez nauczyciela zadziałał mechanizm selekcji
promujący programy atrakcyjne, a zatem bogate (czyt. obszerne).
Nauczyciele przyjmowali je bez podejrzeń, bo któż nie wierzy
ministerialnemu rzeczoznawcy, który swoim nazwiskiem potwierdza jego
zgodność z podstawą programową? Nieświadomie przekazywano uczniom
treści zbyteczne: ciekawostki (świetnie!), pozostałości tematów
usuniętych wcześniej z programu (niepotrzebnie), tematy zaczerpnięte z
następnego okresu nauczania (chaos).
W ten sposób uczniowie gimnazjum powtarzają często partie materiału
przerabianego bez potrzeby w szkole podstawowej i zapoznają się z
niektórymi tematami przypisanymi liceum.
Głęboką powszechną nieświadomość tego stanu rzeczy ujawniają nierzadkie
publiczne wypowiedzi o rzekomo spiralnej konstrukcji Podstawy
programowej. W każdym razie, na ugruntowanie treści koniecznych,
wynikających z zapisów Podstawy programowej, czasu w szkole brakuje.
Poprawy tak zdiagnozowanej sytuacji można dokonać na dwa sposoby: a) w
sposób szybki, prosty – poprzez weryfikację dopuszczonych przez
ministra i funkcjonujących na rynku programów nauczania (pozbawienie
ich treści nadprogramowych lub wyraźne oddzielenie tych treści), b)
generalnie – poprzez opracowanie jednego, dostatecznie szczegółowego
dokumentu programowego.
Ministerstwo Edukacji nigdy nie brało i nie bierze pod uwagę pierwszego
z tych wariantów. Minister Katarzyna Hall pod hasłem „nowa podstawa
programowa” tworzy quasi−program.

Problem 2
W 2001 roku minister Krystyna Łybacka realizując przedwyborcze
obietnice wykonała ruch, który zerwał jedność programowo−organizacyjną
polskiej oświaty na poziomie ponadgimnazjalnym. Pozostawiła w
pierwotnym kształcie organizacyjnym licea ogólnokształcące, licea
profilowane i technika, przypisując im jednak program zreformowanej
szkoły. Nowy program, którego podstawową cechą była elastyczność, nie
miał szans realizacji w sztywnej siatce godzin i przy zdefiniowanych
odgórnie fakultetach. W szkołach ponadgimnazjalnych obserwujemy dziś
największe, często dramatyczne zmagania nauczyciela z brakiem czasu na
realizację materiału.
Minister Hall zadeklarowała dokończenie reformy szkół
ponadgimnazjalnych. O dziwo, nie planuje jednak zmiany organizacji
szkół w kierunku indywidualizacji nauczania – zmienia podstawę
programową! Wyjątkowo głębokie sprofilowanie liceów nie pójdzie w parze
z ich uelastycznieniem. To całkiem inna reforma.
Problem 3
W roku 2004 dzieci sześcioletnie, które już wcześniej uczęszczały
masowo do „zerówek”, zostały objęte obowiązkowym kształceniem. Oddziały
zerowe stały się etapem przygotowania do podjęcia nauki w szkole.
Problem w tym, że nikt nie określił, co dziecko powinno umieć na tym
etapie, na progu I klasy. „Zerówki” pracowały i nadal pracują w oparciu
o Podstawę programową wychowania przedszkolnego.
Minister Hall wskazała na brak ciągłości programowej między oddziałem
„zerowym” i oddziałem pierwszym przy uzasadnianiu potrzeby obniżenia
wieku szkolnego. Tymczasem jedno z drugim nie ma nic wspólnego,
przesuwa tylko problem na... pięciolatka. Natomiast nowa podstawa
programowa rzeczywiście przynosi rozwiązanie. Przez uszczegółowienie
wymagań określony zostaje próg gotowości szkolnej przedszkolaka –
pięcioletniego przedszkolaka.
Jak widać, proponowane przez Ministerstwo Edukacji zmiany programowe w
pewnej części – w zakresie uszczegółowienia i konkretyzacji podstawy
programowej – odpowiadają na problemy szkoły. Spośród różnych wariantów
MEN wybrał jednak rozwiązanie najbardziej radykalne. Reformuje szkołę
od podstaw. Ile nowych problemów reforma ta przyniesie?
Głębokie
profilowanie i jego skutki
Zdecydowanie najpoważniejszym problemem kształtowanej przez minister
Hall oświaty będą następstwa skrócenia w Polsce kształcenia ogólnego –
formalnie z 13 do 12 lat nauki, a realnie, z powodu głębokiego
sprofilowania, do lat 10. Dodajmy do tego stratę w zakresie zdolności
asymilacji wiedzy przez ucznia spowodowaną przesunięciem okresu
kształcenia o rok w dół skali wiekowej, a zauważymy, że zmiana może być
brzemienna w skutkach. Świat w tym czasie pracuje nad rozszerzeniem
kształcenia ogólnego.
W praktyce będziemy uczyć sześciolatka mniej więcej tego, czego i dziś
uczymy, utracimy zaś ucznia pełnoletniego, o najbardziej chłonnym
umyśle. Dwunastolatka wyprawimy do gimnazjum, gdzie będzie poznawał
podstawy dyscyplin wiedzy naukowej, ale trafiający do liceum
piętnastolatek już tylko przez rok poddany będzie kształceniu ogólnemu.
Dwa następne lata to przygotowanie do matury i studiów – wiedza
wybiórcza (głębokie profilowanie).
Możemy próbować przewidywać skutki takich zmian programowych. Egzamin
maturalny osiągnie być może dobry wynik, niemniej wiedza ogólna młodego
człowieka wykazywać będzie cechy dyletanctwa. 30 godzin kształcenia
ogólnego w liceum z biologii, geografii, chemii czy fizyki w stosunku
do 240 godzin profilowania zrobi swoje! W przyszłości, nieźle
przygotowany do pracy w laboratorium absolwent wydziału chemii będzie
miał trudności w porozumieniu się z biologiem lub fizykiem. Coraz
częstsze przekwalifikowania zawodowe będą przychodziły z większym
trudem i pochłoną większe środki.
Polska oświata straci to, co ma najcenniejszego – długie,
szerokoprofilowe, powszechne kształcenie, które obejmuje u nas, jak
nigdzie w Europie, aż 91,7% młodzieży. Młody człowiek zostanie
pozbawiony bazy wiedzy ogólnej, na którą narzeka, że nieprzydatna i
łatwo zapominana, ale która mimo wszystko stanowi fundament dalszego
jego rozwoju i dobrej ogólnej orientacji w świecie. Kraje Zachodu, po
edukacyjnym eksperymentowaniu w kształceniu pragmatycznym zaczynają
doceniać to, co nasze ministerstwo planuje właśnie zatracić.
Język, który
zmienia przedszkole
Filozofowie mówią, że „język ma moc sprawczą”, że „zmienia
rzeczywistość”. Obecna Podstawa programowa wychowania przedszkolnego
napisana jest w języku działań nauczyciela: wspomaganie dziecka...,
wspieranie..., umożliwianie..., rozwijanie..., tworzenie warunków...,
tworzenie okazji..., dostarczanie przykładów..., przekazywanie
wiedzy..., uczenie zasad... Projekt nowej podstawy programowej został
napisany w języku wymagań, czyli osiągnięć przedszkolaka: dziecko
wie..., zna..., wymienia..., rozróżnia..., nazywa..., umie...,
tworzy..., przejawia zainteresowania... Określenie progu wymagań na
starcie szkolnym sześciolatka ma stać się myślą wychowawczą całego
okresu wychowania przedszkolnego dzieci 3−5−letnich. To niepokoi.
Zapytajmy, jak zmieni się przedszkole, którego program opisany będzie
wyłącznie w języku wymagań? Co zginie wraz z usunięciem takich zapisów,
jak: „umożliwienie dziecku dokonywania wyborów i przeżywania
pozytywnych efektów własnych działań”, „budzenie zaciekawienia
otaczającym światem”, „wprowadzenie dziecka w świat wartości...”? Być
może nie zginie nic, albo zgoła niewiele. Wszak o traktowaniu dziecka w
sposób bardziej podmiotowy lub funkcjonalny decyduje przede wszystkim
sam wychowawca. Jego podejście do dziecka i sposób komunikowania
odgrywają największą rolę w wydobywaniu z „malucha” tego co
najcenniejsze i naprawianiu tego, co niedoskonałe. Ale… może rację mają
jednak filozofowie, może będzie to z czasem zupełnie inne przedszkole?
Wiele mówi się dziś o wyrównywaniu szans na starcie szkolnym. Nic nie
zastąpi roli przedszkola w tym względzie.
Ale jeśli przy nowej formie opisu programu przedszkola i realizującym
ten program ambitnym nauczycielu małe dziecko poczuje się zobowiązane
do sprostania narzuconym wymaganiom – a z uwagi na naturalne osobowe
uwarunkowania dosięgnie go gorycz osobistych niepowodzeń – to o
wyrównywaniu szans mowy nie będzie!
Uczeń wyraża
opinię...
O historię i jej nauczanie nieraz toczyły się boje. Kiedy bowiem, jak
nie we wczesnym okresie życia kształtuje się przywiązanie do rodzinnych
dziejów i narodowa świadomość? Wpierw jednak musi przyjść
zainteresowanie. Proste ćwiczenia, jak opowiadanie o losach rodziny
wśród historycznych zawirowań, czy tworzenie drzewa genealogicznego
wyzwalają u młodych zainteresowanie swoimi korzeniami. Opowiadanie
„żywego świadka historii” jest dziś w cenie. Często można obserwować,
jak zaciekawienie młodego pokolenia dziejami przezwycięża obojętność
rodziców. Ale z dobrego, sprawdzonego pomysłu prawdopodobnie nie
zostanie nic.
Projektowana podstawa programowa historii i społeczeństwa rozpoczyna
się w szkole podstawowej oceną tego, czego dziecko jeszcze nie
doświadczyło: „uczeń wyraża opinię na temat kultywowania tradycji i
gromadzenia pamiątek rodzinnych”. Wyraża opinię... to wszystko! Dalej
wkraczamy w obszary bardzo trudne dla 9−11 latka, zwłaszcza gdy znów
jest zobowiązywany do wyrażenia własnej opinii na ich temat: „uczeń
podaje przykłady ważnych problemów społecznych w Polsce i formułuje
własną opinię o podejmowanych sposobach ich rozwiązania”, „opowiada o
przejawach nędzy na świecie oraz formułuje własną opinię o działaniach
pomocowych podejmowanych przez państwa lub organizacje pozarządowe”.
Przy okazji – ciekawostka. Historia czasów PRL−u rozpoczyna się w nowej
podstawie nie stalinowskim terrorem lecz opowiadaniem o: „odbudowie
zniszczeń wojennych, awansie społecznym i likwidacji analfabetyzmu,
planowaniu centralnym...” Wspominana dalej „zależność od ZSRR i
dyktatura partii komunistycznej” muszą się chyba w tym kontekście wydać
uczniowi nader korzystnym rozwiązaniem dla powojennej Polski?
Dużo państwa, dużo
gospodarki
Czytającego projekt nowej podstawy programowej uderza wyraźna rozbudowa
i duże uszczegółowienie treści przedmiotu wiedza o społeczeństwie,
zarówno na poziomie gimnazjum jak i liceum. Część treści gimnazjalnych
dotycząca funkcji pieniądza, bankowości i gospodarki państwa jest w
dodatku wiernie powtarzana w liceum w ramach przedmiotu podstawy
przedsiębiorczości.
Łatwo przewidzieć, że 12−14−letni gimnazjalista nie będzie jeszcze
specjalnie zainteresowany wyjaśnieniami, jak się zakłada i prowadzi
działalność gospodarczą, jak działa przedsiębiorstwo (obliczanie
przychodu, kosztów, dochodu i zysku), ani też głównymi elementami
działań marketingowych (produkt, cena, miejsce, promocja) i
wyjaśnieniem ich znaczenia dla przedsiębiorstwa i konsumentów, głównymi
prawami i obowiązkami pracownika, ubezpieczeniami społecznymi,
zdrowotnymi, wyjaśnieniem, na czym polega społeczna odpowiedzialność
biznesu itd. Należy pozostawić te ważne skądinąd tematy licealistom, by
stosownie do wieku i zainteresowań realizowali je w ramach przedmiotu
podstawy przedsiębiorczości.
Integracja,
korelacja
Od lat realizowana w szkole podstawowej przyroda nie spełnia oczekiwań
zwolenników integracji wiedzy. Projekt nowej podstawy programowej też
nie integruje treści interdyscyplinarnych.
W założeniach przyroda miała być przedmiotem dociekań,
eksperymentowania, pytań i zachwytu nad światem. Uczeń miał dotknąć
poznaniem ożywioną i nieożywioną rzeczywistość, realny świat niebędący
ludzkim tworem. Przedmiot ten powinien nieść ze sobą radość odkrywania
zanim nie zostanie ona stłumiona w dziecku schematami dydaktyki
poszczególnych dyscyplin wiedzy. Niestety, nic z tego nie wyszło.
Autorom nie starczyło wyobraźni. W podjętej pracy pozostali: biologami,
fizykami, chemikami i geografami. 9−letniemu uczniowi zaoferowane
zostały przemieszane alfabety czterech dyscyplin wiedzy.
A teraz przykład z zakresu korelacji międzyprzedmiotowej. Biologia w
gimnazjum rozpoczyna się od działu Związki chemiczne budujące
organizmy..., w którym uczeń „wymienia najważniejsze pierwiastki
budujące ciała organizmów i wykazuje kluczową rolę węgla dla istnienia
życia” oraz „wyróżnia podstawowe grupy związków chemicznych
występujących w żywych organizmach...” Uczeń ten nie miał jednak
jeszcze lekcji chemii i zapewne nie wie nic o pierwiastkach i związkach
chemicznych. Mówiąc o „roli węgla dla istnienia życia” wyobrazi sobie
co najwyżej kopalniany materiał opałowy.
…i inne uwagi
1. Projekt nowej podstawy programowej zawiera treści obszerne i
niełatwe.
Realizowane będą w krótszym okresie nauki przez młodsze roczniki. Jeśli
dziś skarżymy się na przeciążenie szkolnego materiału, to co będzie po
reformie? 2. Nową podstawę programową czyta się dobrze. Jest
przejrzysta, a jej język jest dopracowany – jednolity i czysty.
3. W strukturze opracowania istotną rolę odgrywają „Zadania szkoły –
uwagi o realizacji”, zawierające podstawowe wskazania metodyczne. Do
tej pory nie było na nie miejsca w dokumencie.
4. Brak ścieżek edukacyjnych o niejednoznacznie zdefiniowanym sensie i
przeznaczeniu też można by zaliczyć na korzyść tej podstawy, o ile
najważniejsze, najbardziej aktualne ich treści byłyby kontynuowane w
ramach przedmiotów nauczania. Tak jednak nie jest.
5. Ciekawe ze względu na treści i formę realizacji są przedmioty
uzupełniające naukę w liceum: blok przyrodniczy – doświadczalny oraz
historia i społeczeństwo. Z uwagi na brak usystematyzowania treści
bloki te nie powinny jednak znajdować się w siatce godzin obowiązkowego
programu. Jak wiemy z doświadczeń szkół eksperymentujących i
międzynarodowych badań, niejednoznaczność w zakresie programu nie
wychodzi na dobre osiągnięciom uczniów. Kształcenie formalne w szkole
nie powinno wkraczać w obszary zbliżone do nieformalnego.
6. Wspomniane bloki przedmiotowe wraz z zajęciami artystycznymi i
przedmiotem ekonomia w praktyce byłyby natomiast niezwykle cenną
propozycją zajęć nadobowiązkowych dla ucznia zdolnego i ucznia
chętnego. Pomysłów pracy z uczniem zdolnym bardzo brakuje polskiej
szkole.
Przedstawione w niniejszym artykule uwagi o projekcie nowej Podstawy
programowej kształcenia ogólnego dotyczą wyłącznie spostrzeżeń
całościowych. Ze zrozumiałych względów nie dokonałam analizy treści i
sposobu realizacji materiału w zakresie poszczególnych przedmiotów. W
całościowej ocenie nowa podstawa programowa może być poczytana za cenny
materiał wyjściowy dla dalszej dyskusji i dalszej obróbki. Nie powinna
być jednak w żadnym wypadku stosowana w obecnym kształcie – przy
zmienionej organizacji szkoły i obniżonym wieku uczniów. Grozi to, przy
częściowej naprawie problemów starych, całkiem nowymi, niemałymi
trudnościami i problemami.
Obciążą one zarówno ucznia jak i nauczyciela. W konsekwencji obniżą
poziom polskiej oświaty.
Jolanta Dobrzyńska
JOLANTA DOBRZYŃSKA – b.
wicedyrektor Departamentu Kształcenia i Wychowania MEN za rządów
Jerzego Buzka.
|