|
| Sprzymierzeńcy
w wychowaniu |
____________________________________________________________________________________________________________
|
Powodzenia szkolne i życiowe uczniów w
ogromnej mierze zależą od siły związku dwóch środowisk: nauczycieli i
rodziców oraz jakości ich współpracy. Nauczyciele i rodzice są
naturalnymi sojusznikami, partnerami, dzielącymi wspólne doświadczenie
i połączonymi wspólnym celem, którym jest dobro dziecka – jego
edukacyjny i życiowy sukces. Nauczycielsko−rodzicielskie przymierze z
uczniem i dla ucznia oznacza świadome opowiedzenie się jednych i
drugich za taką formą współistnienia, w której nauczyciele i rodzice
starają się być razem po jednej stronie – po stronie ucznia.

Pragnę pokazać rodzicom, że
warto otworzyć się na nauczyciela własnego dziecka i blisko z nim
współpracować, oraz pokazać nauczycielom błogosławieństwo pracy w
przymierzu z rodzicami ucznia – dla ucznia, ale także dla siebie, dla
własnej satysfakcji zawodowej, dla poczucia nauczycielskiego spełnienia.
Odwołując się do licznych badań, można zwrócić uwagę na interesujące
zależności. Dla przykładu: nauczyciele tym wyżej cenią swoją pracę i
cieszą się z dokonanego wyboru drogi zawodowej, im lepiej wypowiadają
się o rodzicach swoich uczniów i im bardziej angażują ich w sprawy
edukacji dzieci oraz szeroko rozumiane życie klasy i szkoły. Jak można
się spodziewać, lepsze są przy tym wyniki osiągane przez uczniów i
silniejsze jest ich poczucie profesjonalnej skuteczności samych
uczących. Sprzymierzeńcom udaje się lepiej...
Po jednej stronie
Świadome bycie rodziców i
nauczycieli w przymierzu: po jednej stronie, zawsze z uczniem i dla
ucznia, owocuje wzajemnością i satysfakcją. Powstaje sytuacja, w której
jedni i drudzy dają wiele trzeciemu, który jest dla nich ważny, ale
również sobie; ów trzeci bierze najwięcej, ale także najwięcej daje,
choć w trudno dostrzegalnej, dalszej perspektywie społecznej.
Mamy w Polsce około czterdziestu tysięcy szkół z sześciuset
pięćdziesięcioma tysiącami nauczycieli; uczy się w nich około sześć i
pół miliona uczniów. Proste przeniesienie tych liczb na przedstawione
współzależności, wynikające z pracy nauczycieli i rodziców w przymierzu
– dla uczniów i wraz z nimi – oznaczałoby, że... około piętnaście
milionów Polaków w różnym wieku, z różnym wykształceniem i średnią
dochodów żyje w poczuciu podmiotowości i zadowolenia, bo ich problemy
są widziane, ich „praca się liczy, a głos jest słyszany” (jak mówiła
jedna z badanych przeze mnie matek). Tych piętnaście milionów powinno
być zwiastunem kolejnych, uczących się od nich pokoleń, które będą
wspólnie rozwiązywać problemy i rozwijać się we wzajemności
satysfakcjonującego dawania i brania.
O tym, że rodzice i nauczyciele chcą przysposabiać się do swojej roli,
uczyć się, jak najlepiej spełniać swoją odpowiedzialność wobec dzieci i
jak budować przy tym obywatelskie społeczeństwo, wiadomo od dawna. Z
przeglądu sytuacji oświatowej w krajach europejskich (sieć informacji
Eurydice) wynika, że wiele z nich systemowo od 20−30 lat łoży na
kształcenie rodziców i nauczycieli w tym zakresie.
Można przypuszczać, że rodzice (generalnie coraz lepiej wykształceni i
rozumiejący istotę obywatelskiego współuczestnictwa jako podstawy
demokracji) mają świadomość niezbędnego w aktualnych warunkach
przygotowywania się do wyzwań, przed którymi stają, wchodząc w rolę
rodziców ucznia, inną od tej, którą pełnili zanim zapisali dziecko do
szkoły. Instytucjonalna edukacja dziecka z udziałem szkoły stanowi
ważną arenę sfery publicznej, na której buduje się tożsamość
szczęśliwej matki i szczęśliwego ojca, jak również wolnych, świadomych
siebie wśród innych obywateli.

Poznać się, by
rozumieć się wzajemnie
W przymierzu zawsze najpierw
chodzi o to, by wzajemnie się poznać i dzięki temu lepiej rozumieć.
Powinno zależeć na tym nauczycielowi, który chce pracować z poczuciem
sensu i widzieć korzystne efekty swoich działań w dobrze rozwijającym
się dziecku. Żaden współczesny nauczyciel, kontaktując się z dzieckiem
jedynie w szkole, poza środowiskiem jego życia, w dodatku średnio
zaledwie 3−4 godziny dziennie (lub krócej), nie jest w stanie spełnić
wymagań współczesnej edukacji. Tylko we współpracy z domem, z rodzicami
i najbliższym otoczeniem ucznia nauczyciel może skutecznie realizować
stawiane przed nim cele.
Powinno zależeć na tym rodzicom, którzy nie oddają dziecka
nauczycielowi (szkole), pozbywając się odpowiedzialności za nie, a
wręcz przeciwnie – ponoszą ją w odniesieniu do każdej ze sfer jego
życia, zatem również edukacji dokonującej się w szkole. Można zatem
przyjąć, że nauczyciel, wykonując swoje obowiązki, ma za zadanie
wspierać rodziców w spełnianiu ich funkcji wobec dziecka. A jak
kształtujemy nasze relacje z tymi, którzy nas wspierają? Rodzic docenia
pracę nauczyciela i pragnie kontaktów z nim. Zorientowany na
współpracę, chce i powinien wiedzieć, jak ma on zamiar pracować i jak
pracuje ze swoim uczniem, co mu się udaje, a co nie, i jak rodzic może
wpływać na wyniki szkolne dziecka przez to, co robi ono w domu.
Przekraczać progi
Poznać się tak, by wzajemnie
się rozumieć i trwać w przymierzu, to przede wszystkim docenić
znaczenie pierwszych kontaktów, które trafnie określa się
przełamywaniem lodów.
Należy do nich również cała sieć zrytualizowanych praktyk,
zaczynających się na długo przed pierwszym szkolnym dzwonkiem, a
ukierunkowanych na ukształtowanie ucznia, którego zadaniem przez wiele
lat będzie uczęszczanie do szkoły. Warto zatrzymać się przy tej
pierwszej postaci poznawania się sprzymierzeńców, bo wydaje się być ona
kluczową wobec kolejnych.
W ramach owych praktyk, określanych przekraczaniem progu szkoły,
najczęściej wszyscy skupieni są na dzieciach i mało kto wiąże je z
innymi bohaterami tego wydarzenia. Warto więc uświadomić sobie, że
przekraczanie progu szkoły dotyczy nie tylko uczniów, ale również ich
rodziców. Jak dzieci przyjmują nową dla siebie rolę ucznia, tak rodzice
przyjmują nowy dla siebie społeczny status rodzica ucznia. Owo
przekraczanie progu szkoły jest zrytualizowane, a obrzędy przejścia
niejednokrotnie wiążą się z absolutnie niepotrzebnym, dotkliwym
odrywaniem (dosłownie) dzieci od rodziców. Warto zmieniać te rytuały,
przede wszystkim włączając rodziców w programy adaptacyjne w szkole,
obejmując ich ofertą edukacyjną, ukierunkowaną na przysposobienie do
nowej roli rodzica ucznia.
Wzajemne prawa i obowiązki
Wzajemne prawa i obowiązki
stanowią treść regulacji prawnych. Wiedzę w tym zakresie rozwijają też
doświadczenia rodziców i nauczycieli, ich komentarze, polemiki i
aktualne problemy, dostępne między innymi w Internecie, na przykład
www.uczymysie.pl i www.rodzice.org.pl.
W najbardziej ogólnym ujęciu o sytuacji prawnej należy powiedzieć, że w
Polsce jest ona ulokowaniem rodziców w szkolnej społeczności. Mają być,
jak uczniowie i nauczyciele, częścią wspólnoty, którą w sensie
społecznym jest szkoła.

Nauczyciel –
sprzymierzeniec:
1. Współpracując z rodzicami
swoich uczniów nie koncentruje się na tym, co oni wiedzą, albo na tym,
co sam myśli, że wiedzą. Najbardziej pochłania go to, co powinni
wiedzieć.
2. Dba o to, by wiedza docierała nie tylko do tych rodziców, którzy
byli obecni na zebraniu. Upewnia się zawsze, że trafiła do wszystkich.
3. Okazuje postawę akceptującą wobec rodziców, przy czym akceptacja
osoby rodzica nie oznacza bezwarunkowej akceptacji jego postępowania.
W swoim środowisku kształtuje szacunek do rodziców oraz przekonanie, że
są oni pierwszymi nauczycielami swoich dzieci, i mają na nie największy
wpływ, a z pewnością większy niż nauczyciel.
4. Wykazuje zainteresowanie uczestnictwem rodziców w życiu szkoły. Dba
o to, by ich przedstawicielstwo w strukturze zarządzania szkołą było
rzeczywiste (m.in. inicjując dyskusję o roli klasowego reprezentanta w
radzie szkoły).
5. Zachęca rodziców do dzielenia się z innymi swoimi wartościami,
celami, potrzebami. Organizuje spotkania tak, by mogli bez przeszkód
odkrywać się wzajemnie, znajdując siebie i własne dziecko w otaczającej
ich różnorodności poglądów, stylów życia itp.
6. Nie zapomina o roli rodziców w decydowaniu o dziecku (np. w terapii
pedagogiczno−psychologicznej czy różnorodnych zajęciach
indywidualnych). Rozmawia z nimi, podejmując diagnozy i plany dalszego
działania wobec dziecka.
7. Różnicuje sposoby dzielenia się wiedzą. Inaczej pracuje np. z
rodzicem, który samotnie wychowuje dziecko, wspiera go pamiętając o
tym, że nie ma on z kim dzielić swojego rodzicielstwa.
Wymiana informacji
Wymiana informacji pomiędzy
szkołą i domem dziecka znajduje liczne uzasadnienia odsyłające do
rozwoju dziecka, jego własnej oraz społecznej przyszłości. Miejsce,
środowisko życia, społeczne otoczenie pełni tu bowiem niezwykle
znaczącą rolę.
Szkoła nigdy nie powinna ignorować granic ukształtowanych kulturą domu
rodzinnego dziecka, grupy etnicznej, z której ono pochodzi itd. Jako
sprzymierzeńcy, nauczyciele nie mogą zapominać, że jej próg
przekroczyło dziecko konkretnych rodziców, członek określonej
społeczności. Wniosło do niej sprawy specyficzne dla tych
mikrowspólnot, może przez to wzbogacić jednostkowe tożsamości oraz
instytucjonalną tożsamość szkoły, samo także przyjmując wpływy kultur,
o które w niej się ociera. To istota międzykulturowości, ściślej –
kompetencji kształtowanej w ramach tej idei. Żaden nauczyciel ani żadna
szkoła nie powinni wykraczać poza obszar takiego wpływu. Powinni
natomiast podmiotowo traktować uczniów, ich rodziny i otoczenie,
szanując wzajemnie własną podmiotowość i autonomię. Powstanie spójnych
środowisk warunkowane jest systematyczną współpracą nauczyciela z
rodziną ucznia oraz jego szerszym otoczeniem.
Nawet najbardziej skrupulatna praca i wytężone wysiłki nauczyciela nie
są wystarczające dla podjęcia decyzji, co do stanu rozwojowego dziecka.
Wiedza o nim, zaczerpnięta od rodziców, pozwala na ukształtowanie
diagnozy dającej realną szansę efektywnego działania w przyszłości.
Z badań wynika, że nauczyciele raczej mało wiedzą o swoich uczniach,
nie dostrzegając przez to ich indywidualności. W związku z tym nie
organizują wystarczająco wielu aktywności pozwalających uczniom poznać
się wzajemnie, poznać swoje osobowości, zainteresowania, umiejętności.
Stąd też postrzegają się oni jako odrębnie funkcjonujące jednostki i
zachowaniem wobec siebie utwierdzają stereotypy.
Wspólne z rodzicami diagnozowanie, przybierające postać dzielenia się
wiedzą o dziecku oraz doświadczeń związanych ze wspieraniem jego
rozwoju, wydaje się być jedną z najprostszych dróg do ukształtowania
dobrze funkcjonujących, wspierających się wspólnot uczniowskich.
Współzarządzanie
Współzarządzanie rozumiane
jest tutaj szeroko, jako uczestnictwo rodziców w podejmowaniu decyzji
dotyczących uczniów oraz domu i szkoły, które są głównymi środowiskami
ich życia.
Każdy rodzic pragnie dobra swoich dzieci i wypowiada się właściwymi
sobie sposobami o tym, jak do niego dotrzeć. Chodzi o to, by umożliwić
te wypowiedzi i uczynić je wartościowymi nie tylko dla tego jednego
dziecka i jego rodziców, lecz całej społeczności. Na współzarządzaniu
powinni korzystać wszyscy jego uczestnicy.
Wprowadzanie rodziców w proces podejmowania wszelkich decyzji o
dziecku, szkole, nie jest dążeniem do ukształtowania ich dominacji w
strukturach zarządzania. Wspólne decydowanie jest dzieleniem się
opartym na jednoczącym celu i honorowaniu wzajemnego wpływu. Warto przy
tym pamiętać, że współzarządzanie to również współodpowiedzialność. Bez
takiego przełożenia trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek skuteczność.
Maria Mendel
PROF. DR HAB. MARIA MENDEL –
prorektor ds. kształcenia Uniwersytetu Gdańskiego, autorka wielu
książek i publikacji dot. spraw współpracy szkoły i rodziców
Artykuł opracowany na
podstawie książki: Maria Mendel, Rodzice i nauczyciele jako
sprzymierzeńcy, Wydawnictwo Harmonia, Gdańsk 2007.
Fot. za: www.sxc.hu
Fot. Andrzej Lipski
|